czwartek, 2 lutego 2017

CZY KTOŚ O NAS JESZCZE PAMIĘTA ??




Boże mój drogi... Ileż to czasu minęło od ostatniego posta... 
Żal serce ściska niesamowicie, że tak to wszystko wyszło. 

Przez pierwsze miesiące milczenia jakoś zupełnie nie myślałam o blogu. Później pojawiła się tęsknota za pisaniem, za komentowaniem. Teraz natomiast zaczyna mi tego okropnie brakować. 
Basia rośnie tak szybko, tak szybko się zmienia. Pamięć niestety - ulotna - nie jest w stanie pomieścić wszystkich tak ważnych dla Nas chwil... Bije się wciąż z myślami... 

Zaczynam rozmyślać nad powrotem... Tylko czy jest jeszcze dla kogo ?? 











środa, 19 sierpnia 2015

ZAPROSZENIE.



Chciałabym Was wszystkich zaprosić na mojego nowego bloga. 
Mam nadzieję, że i on będzie cieszył się równie niesłabnącym zainteresowaniem jak mój dotychczasowy blog. 




Zapraszam ! 


 

środa, 22 lipca 2015

MAMY GOŚCIA.


Z racji tego, że moi rodzice wyjechali na zagraniczne wczasy, to ja dostałam pod opiekę mojego psiaka. Sonia - bo tak owy psiak się zwie - po moim ślubie nie zamieszkała ze mną, ponieważ nie chcieliśmy zmieniać jej otoczenia. Przyzwyczajona jest już do jednego miejsca i nie chcieliśmy zaburzać jej codzienności. Poza tym moi teściowie zawsze twierdzili, że psa miejsce jest na polu - więc nie chciałam robić im dodatkowego problemu. Uznaliśmy wszyscy zwyczajnie, ze z moimi rodzicami będzie jej po prostu lepiej. 

Na początku jakoś smutno mi było z tego powodu, no ale z czasem przywykliśmy do tego. Sonia bardzo często przyjeżdża do nas z moimi rodzicami i w zasadzie i tutaj czuje się jak u siebie w domu, co mnie bardzo cieszy. Co roku też zostaje u nas na jakiś czas, gdy rodzice wyjeżdżają na jakiś wakacyjny urlop. I nawet teściowie przywykli do tego, że Sonia krząta się po domu i wcale im to nie przeszkadza :)

Sonia tak na prawdę to już babuleńka. Dziewięcioletni pekińczyk przesypia większą część dnia i jest dość leniwy. Aczkolwiek głęboko w sobie ma ogromne pokłady energii. 

Dla mnie jednak najważniejszy jest fakt, że z każdym dniem pobytu Soni w naszych skromnych progach - z Basią dogadują się coraz lepiej. Basia na szczęście jest z tych spokojnych dzieci, które traktują zwierzęta z ogromną troską i delikatnością. Głaska, przytula, rozmawia i bez przerwy coś jej tłumaczy ( nawet nie wyobrażacie sobie jak to komicznie wygląda, kiedy Sonia podchodzi do Basinej książeczki i chce ją powąchać, a Basia leci do niej w te pędy i kiwając do niej paluszkiem mówi to swoje "nje, nje, nje !" :D )

Strasznie cieszy mnie ta więź, która się tworzy między nimi, gdyż z naszym podwórkowym psem Basia średnio się dogaduje. Jest on po prostu zdecydowanie za szybki, za duży i za głośny, a Basia się go póki co zwyczajnie boi. Mam nadzieję, że przyjdzie jednak taki czas, że i z Albą się zaprzyjaźni... 








Góralska mama.