środa, 19 sierpnia 2015

ZAPROSZENIE.



Chciałabym Was wszystkich zaprosić na mojego nowego bloga. 
Mam nadzieję, że i on będzie cieszył się równie niesłabnącym zainteresowaniem jak mój dotychczasowy blog. 




Zapraszam ! 


 

środa, 22 lipca 2015

MAMY GOŚCIA.


Z racji tego, że moi rodzice wyjechali na zagraniczne wczasy, to ja dostałam pod opiekę mojego psiaka. Sonia - bo tak owy psiak się zwie - po moim ślubie nie zamieszkała ze mną, ponieważ nie chcieliśmy zmieniać jej otoczenia. Przyzwyczajona jest już do jednego miejsca i nie chcieliśmy zaburzać jej codzienności. Poza tym moi teściowie zawsze twierdzili, że psa miejsce jest na polu - więc nie chciałam robić im dodatkowego problemu. Uznaliśmy wszyscy zwyczajnie, ze z moimi rodzicami będzie jej po prostu lepiej. 

Na początku jakoś smutno mi było z tego powodu, no ale z czasem przywykliśmy do tego. Sonia bardzo często przyjeżdża do nas z moimi rodzicami i w zasadzie i tutaj czuje się jak u siebie w domu, co mnie bardzo cieszy. Co roku też zostaje u nas na jakiś czas, gdy rodzice wyjeżdżają na jakiś wakacyjny urlop. I nawet teściowie przywykli do tego, że Sonia krząta się po domu i wcale im to nie przeszkadza :)

Sonia tak na prawdę to już babuleńka. Dziewięcioletni pekińczyk przesypia większą część dnia i jest dość leniwy. Aczkolwiek głęboko w sobie ma ogromne pokłady energii. 

Dla mnie jednak najważniejszy jest fakt, że z każdym dniem pobytu Soni w naszych skromnych progach - z Basią dogadują się coraz lepiej. Basia na szczęście jest z tych spokojnych dzieci, które traktują zwierzęta z ogromną troską i delikatnością. Głaska, przytula, rozmawia i bez przerwy coś jej tłumaczy ( nawet nie wyobrażacie sobie jak to komicznie wygląda, kiedy Sonia podchodzi do Basinej książeczki i chce ją powąchać, a Basia leci do niej w te pędy i kiwając do niej paluszkiem mówi to swoje "nje, nje, nje !" :D )

Strasznie cieszy mnie ta więź, która się tworzy między nimi, gdyż z naszym podwórkowym psem Basia średnio się dogaduje. Jest on po prostu zdecydowanie za szybki, za duży i za głośny, a Basia się go póki co zwyczajnie boi. Mam nadzieję, że przyjdzie jednak taki czas, że i z Albą się zaprzyjaźni... 








Góralska mama.

poniedziałek, 20 lipca 2015

ZAKUPOWY SZAŁ.


Słuchajcie !
Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego my - matki, mamy syndrom kupowania wszystkiego co nam się wymyśli naszym dzieciom, a nasze szafy świecą pustkami ?
Jak to się dzieje, że z każdej zakupowej wyprawy wracamy z siatką ubrań dla... naszego bąbla ?
A na pytanie męża : co sobie kupiłaś ? - odpowiadamy : chleb i szynkę ?
Co się stało z naszą miłością do buszowania między wieszakami i kursowania do przymierzalni ?
Gdzie pogoń za trendami tegorocznych sezonów ?

No cóż przyznam się szczerze i uczciwie - ten syndrom dopadł mnie na całego jeszcze przed narodzinami Baśki. Już wtedy codziennie wertowałam dziesiątki stron z akcesoriami i ubrankami dziecięcymi, a będąc na mieście - wiedziałam dokładnie gdzie są najfajniejsze sklepy dziecięce. Będąc w ciąży dość często musiałam jeździć na wizyty kontrolne do lekarza, a to sprzyjało kolejnym około dzieciowym zakupom. Sobie kupowałam coś jedynie wtedy, kiedy we własne ciuchy zwyczajnie się nie mieściłam i koniecznością było zakupienie sobie czegoś, w co zmieści się mój wtedy stałe rosnący brzuchol ( i nie tylko on...).

Odmawiałam sobie wielu rzeczy, tylko po to, aby moje dziecko miało wszystko co będzie potrzebne i przede wszystkim, żeby po narodzinach wyglądało wyjątkowo i uroczo. Dzięki Bogu, że jednak w tych swoich zakupach kierowałam się niezwykłą rozwaga, bo jedyną rzeczą, która nam się nigdy nie przydała było opakowanie termoizolacyjne ( pominę jednak kwestię, że trafił nam się wyjątkowy bubel, który na zdjęciu wyglądał zupełnie inaczej niż w rzeczywistości.... ).

Kilka dni temu postanowiłam, że wreszcie kupię coś tylko i wyłącznie dla siebie. Basię zostawiłam z dziadkami, a sama pojechałam na zakupy. Wróciłam do domu z dwoma torbami ubrań i czułam się wspaniale :)  Wreszcie nie robiłam zakupów w biegu, mogłam spokojnie przymierzać i wybierać. Zrelaksowałam się i odprężyłam, a zdecydowanie było mi tego trzeba... 

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła nic Basi... Dlatego też jej szafa wzbogaciła się o nową bluzeczkę. Jednak dużo bardziej spodobała się jej pluszowa żyrafka, którą bez przerwy uciska za szyję, przytula i całuje :))







Góralska mama.