czwartek, 13 czerwca 2013

Czas tak szybko mi ucieka...

Wiecie... dziś jestem już w 12 tygodniu ciąży. Nawet nie wiem jak to się stało, że ten czas tak szybko pędzi. Dzisiaj założyłam tego bloga i pomyślałam sobie, że skoro napisałam już jak dowiedziałam się o ciąży, to i przydało by się napisać o tym, jak przeżywałam kolejne tygodnie tego szczęśliwego stanu.

Początki ciąży były dla mnie bardzo trudne. Codzienne mdłości i wymioty, wstręt do jedzenia, ciągłe zmęczenie... Zapach czekolady powodował, że musiałam się jak najszybciej oddalić mimo iż przed ciążą czekoladę mogłam jeść kilogramami. Cytrynę mogłam szamać i szamać i szamać- nawet kilka dziennie. Kroiłam je w plasterki i delikatnie posypywałam cukrem- to była jedyna rzecz, która powodowała, że choć na kilka chwil pojawiał się na mojej twarzy uśmiech. 
Niestety w 7 tygodniu ciąży zaczęłam krwawić. Popędziłam szybko do lekarza prowadzącego. Na szczęście serduszko mojego dzidziusia biło prawidłowo. Dostałam leki i nakaz leżenia. No cóż takie zalecenie - więc trzeba się stosować. Po tygodniu było po wszystkim. Niestety radość nie trwała długo,  bo 25 maja krwawienie powróciło. Niestety była to sobota więc moja pani doktor nie przyjmowała. Zadzwoniłam więc do niej czym prędzej, a ta kazała mi się spakować i przyjechać do szpitala. Ogarnęła mnie niesamowita panika, nie wiem dlaczego ale czułam, że coś jest nie tak jak być powinno. Łzy płynęły mi mimowolnie, a ręce trzęsły jak galaretka. Na szczęście zjawiła się moja szwagierka, która pomogła mi się spakować i zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Na miejscu czekała już na mnie położna, która uzupełniła całą makulaturę. Następnie zjawiła się moja pani doktor, która szybko zabrała mnie na badanie. Leżąc na kozetce, czekałam na wyrok. Tak strasznie się bałam... Doktorka uśmiechnęła się, po czym włączyła mi głośniczki....
Po raz pierwszy usłyszałam bicie serca naszego maleństwa. Teraz były już tylko łzy szczęścia... Gdy wyszłam z gabinetu zobaczyłam zdenerwowaną minę mojego męża- on też strasznie się bał, ale nie pokazywał tego.... Uśmiechnęłam się do niego i już wiedział, że z maleństwem wszystko jest dobrze. 
Zostałam w szpitalu kilka dni, tak aby mogli nas obserwować i aby plamienie ustało.

W poniedziałek byłam na kontrolnej wizycie i znów przeżyłam szok. Ale tym razem to było niesamowicie pozytywne zaskoczenie :) 
Podczas USG postanowiłyśmy z doktorką przez chwilkę poobserwować naszego szkraba. Wyobraźcie sobie, że patrzymy w monitor, a dzieciątko nic. Zupełnie tak, jakby spało. A po chwili ku naszemu zaskoczeniu zaczął podskakiwać jak żabka, potem pomachał do mamusi rączką, a na koniec kopał nóżkami jak zajączek. Po prostu bajka. I wtedy zdałam sobie sprawę, że noszę pod sercem prawdziwego człowieczka :) 

Dziś samopoczucie jest już całkowicie lepsze. Wróciła chęć do czekolady, natomiast teraz nie mogę patrzeć na mięso.Dalej najchętniej jadłabym wszystko co kwaśne. Mdłości również minęły.  Mam nadzieję, że teraz będzie już wszystko dobrze, że nasze maleństwo da mamusi nacieszyć się ciążą. Nie chciałabym przespać całych 9 miesięcy :P


2 komentarze:

  1. Czytając łzy do oczu mi napłynęły.. ja nie musiałam się tak martwić o moją ciążę, wszystko przebiegało prawidłowo. A co do mięsa to może Ci tak zostać - ja nie jadłam w ogóle mięsa przez cały okres ciąży, strasznie mnie odrzucało, a jak już wróciłam do domu to się praktycznie na kurczaka rzuciłam :) zastanawiałam się jak mi to mogło nie smakować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy bałam się strasznie o nasze dzieciątko... Bałam się, że tak długo się staraliśmy, a może się okazać, ze jak się już udało, to może coś pójść nie tak.
      Na szczęście teraz jest już super - czujemy się dobrze i rośniemy oboje :)
      A mięsa dalej nie mogę tknąć :D

      Usuń