piątek, 25 października 2013

Myślimy pozytywnie...



Dziękuje mamuśki za wsparcie - to na początek...

Tak jak obiecałam napiszę o wizycie u lekarza. Jak wiecie plamienie pojawiło się  w środę. Od razu zadzwoniłam do pani ginekolog, która kazała mi się natychmiastowo położyć i obserwować plamienie, ruchy dziecka i brzuszek. 
Przez całą noc śluzu pojawiło się dokładnie tyle samo co wieczorem.  A rano była już tylko kropelka. Ta sprawa ucieszyła mnie bardzo, ale zaczęła martwić mnie inna rzecz- w ogóle nie czułam ruchów małej Basi...
Ostatni raz czułam ją w środę około godziny 18 - na szkole rodzenia. 
Całą noc cisza.... Rano cisza.... Do godziny 15 cisza....

O 15.00 wizyta u lekarza. Dokładny wywiad i  dokładne badanie ( inne niż zwykle - bardziej bolesne, dłuższe, dokładniejsze).  Potem przyszła pora na USG. Trwało ono bardzo długo. Pani doktor wpatrywała się w ekran z takim skupieniem jak nigdy dotąd.... Ja tym razem nie widziałam nic. Ale w pewnym momencie włączyła mi na głośniczki bicie serca naszego malucha - ulżyło mi. 
Bardzo długo słuchała tego maleńkiego serduszka i oglądała ( brak fachowej nazwy) wykresy, które pokazują uderzenia serca. Milczała przy tym, ale nie denerwowało mnie to, ponieważ słyszałam moje małe serduszko. 
Wtedy to właśnie pojawił się kopniak. - Uśmiechnęłyśmy się z doktorką do siebie bez jednego słowa. 

Diagnoza.
Hm... diagnoza.... 
Powiem szczerze, że  przez chwilę poczułam się winna, aczkolwiek szybko dotarło do mnie, że przecież nie jestem wszechwiedząca i nie mogłam wiedzieć wszystkiego.... 

Okazało się, że pojawiły się skurcze macicy. Ja ich nie czułam, ale brzuszek robił się twardy. Wydawało mi się, że to jest normalne.... Niewiedza i brak doświadczenia wzięły sprawy w swoje ręce.... 

Dostałyśmy leki rozkurczowe specjalne dla kobiet zagrożonych przedwczesnym porodem. 
Mam bezwzględny zakaz robienia czegokolwiek. 
Mam przykaz odpoczywania - najlepiej w pozycji leżącej. 
Absolutnie nie mogę leżeć na plecach - tylko i wyłącznie na bokach. 
Dużo oddychać przeponą - aby dotleniać malutką.


Następna wizyta 5go października. Jeśli sytuacja się nie unormuje będziemy zmuszone położyć się w szpitalu i najprawdopodobniej zostaniemy tam do samego porodu. Dziewczyny - ja jestem przerażona tą wizją ale póki co staram się o niej nie myśleć. Skupiam się na tym co jest tu i teraz. Na odpoczynku, na oddychaniu, na ruchach małej.

Wiem, że musimy wytrzymać co najmniej 5 tygodni. 

Tomek jest przerażony równie mocno co ja. Jest jednak niesamowitym twardzielem i wszystkie swoje obawy chowa głęboko w sobie. Dzwoni co chwilkę, żeby zapytać czy wszystko dobrze. Nie wymaga ode mnie niczego. Mimo iż kuchnia jest zawalona garnkami, mimo że sterta prania czeka na prasowanie, mimo że mieszkanie po remoncie nadaje się po raz kolejny do sprzątania,mimo że nie ma śniadania ani obiadu, mimo wszystko. Wiemy, że teraz najważniejsza jest nasza córka. I musimy być silni. Choć jest trudno....

20 komentarzy:

  1. Dużo siły i choć przypuszczam jak Wam ciężko dużo spokoju i nerwów by wszystko było dobrze i by wytrwać !!

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki!!!!! Musi być dobrze!!
    Leż, oddychaj, odpoczywaj!! Córeczka na pewno poczeka :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że się odezwałaś. Myślałam o Was długo. Myślałam, że napinanie się macicy i twardnienie brzucha raz na jakiś czas jest normalne po 20tc... Czasami odczuwam takie ciągnięcie w dół i ciężej mi się oddycha... Powiem o tym lekarzowi. Najważniejsze, że z Basią wszystko dobrze. Wytrzymacie te 5 tygodni :* Leż w takim razie, stosuj się do zaleceń lekarza, a wszystko będzie cudnie. To fantastyczne, że masz wsparcie w Mężu. Brudnymi garami i praniem się nie martw. Teraz Twój spokój jest najważniejszy. Jestem z Wami :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że to normalne.... Poza tym to moja pierwsza ciąża, więc nie mam doświadczenia. Nigdy też nie miałam bliskiego kontaktu z ciężarną- aby móc podotykać jej brzuszek....
      Ponoć lekkie i nieczęste skurcze to standard. Ale ja miałam dość często twardy brzuszek...

      Dziękuję za wsparcie :)

      Usuń
  4. Trzmam za Was kciuki!!! A Ty odpoczywaj, odpoczywaj, odpoczywaj... i niczym się nie martw, mąż da sobie radę. I najważniejsze, że plamienie ustało. Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Calutki czas leżę i staram się myśleć pozytywnie. Dziękujemy : )

      Usuń
  5. Trzymam za Was kciuki, postaraj się myśleć pozytywnie! 5 tygodni szybko zleci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj niech szybko zleci - a potem niech się dzieje wola nieba :)

      Usuń
  6. Trzymaj się kochana, wiem dobrze co czujesz, ja połowę ciąży leżałam i miałam nic nie robić, z domu na krok nie mogłam wyjść, wiem jakie to ciężkie. Ale też nie stresuj się za bardzo, jak będziesz słuchała zaleceń to malutka poczeka w brzuchu zobaczysz. Tak jak u nas - dwa dni po donoszeniu ciąży pojawił się Krzyś, a tak się bałam, że będzie wcześniakiem. Pamiętam te chwile jak musiałam jechać do lekarza na wizytę, a ja sama, bez pomocy i nie mogłam chodzić, to był dopiero stres... dobrze że się to wszystko dobrze skończyło. I u Was dobrze się skończy, zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i u nas tak pięknie skończy się cała ta sprawa... :)

      Usuń
  7. czego się nie robi dla maleństwa? Dasz radę te 5 tygodni zlecą w mig! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla naszej córeczki jestem w stanie zrobić wszystko. Choćbym miała leżeć do samego 27 grudnia. Byle by była zdrowa.....

      Usuń
  8. Miałam nadzieję, że w tym poście zobaczę informację - "fałszywy alarm. Wszystko w porządku". Przynajmniej sobie poodpoczywasz ;) Korzystaj ile wlezie i nie zapominaj o pozytywnym nastawieniu! A Basia pewnie wyczuwała Twoje napięcie, dlatego się "przyczaiła", a jak Ty odetchnęłaś, po usłyszeniu bicia serduszka, to pewnie i Ona się rozluźniła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmierza ku lepszemu- więc jest dobrze. Basia teraz szaleje strasznie i kopie praktycznie bez przerwy - ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Wolę czuć non stop te kopniaczki i fikołki niż bzikować, kiedy ich nie czuję wcale.... :)

      Usuń
  9. Hej mam pytanie, nie odbieraj tego jako ataku, jestes młoda piekna kobieta nie chcialas poczeka,aż skonczysz studnia np 1 stopnia i dopiero myslec o dziecku? sadzisz, ze dasz rade wrocic na studia ? znam wiele oso , ktore tak mowily ale macierzynstwo jednak to zabrało. nie jestem mamą ale Cie podziwiam. Tak samo ze ślubem, nie chcialas sie wyszalec, jak patrze na dziewczyny to slub w wieku 25-28 lat. Życze duzo zdrowia dla Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nie odbieram takich pytań jako atak - tylko zwykłą ciekawość. Pytanie to już nie raz pojawiło się, więc jestem przyzwyczajona. Wiem, że ślub w wieku 19 lat to coś szalonego jak na dzisiejsze czasy i do tego planowane dziecko, a nie dziecko z wpadki to już w ogóle odlot.
      Mimo iż ciężko czasami uwierzyć- tak, ślub wzięliśmy z miłości. To było jak odnalezienie tej "drugiej połówki". Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu i więcej i więcej - aż w końcu nie mogliśmy bez siebie żyć. Dzieliło nas 130 km i to na pewno wpłynęło na naszą decyzję o ślubie - chcieliśmy być bliżej siebie....
      Wyszaleć się..... hm ale co to znaczy ? Jeśli chodzi o dyskoteki i imprezy ? - Zupełnie mnie to nie kręci. Poza tym nie uważam, że po ślubie człowiek staje się więźniem - teraz we dwoje chodzimy na imprezy, spotykamy się ze znajomymi - w żadnym stopniu nie czuje się niewolnicą :)

      Dziecko jest dla nas dopełnieniem naszej rodziny. Staraliśmy się o nie kilka dobrych miesięcy i jak w końcu się udało to staliśmy się ludźmi najszczęśliwszymi na świecie. Za 2 miesiące zostaniemy rodzicami i już nie możemy sie tego doczekać....
      Studia... Wiem, że będzie ciężko wrócić. Ale damy sobie rade. Mam męża, mam rodziców i teściów, którzy chętnie zaopiekują się naszą córeczką. Mam wspaniałe przyjaciółki na studiach, które będą troszczyć się o notatki dla mnie i o wszystkie inne potrzebne sprawy.

      Dla niektórych kobiet ważna jest praca, kariera, a rodzina staje na ostatnim miejscu. Ja mam zupełnie inne priorytety. Czuje, że jestem szczęśliwą kobietą - pomimo wszystkich trudności.... Wiem, że każdy dojrzewa do tak poważnych decyzji w innym czasie - u mnie zdarzyło się to dość wcześnie. Ale uwierz mi nigdy nie żałowałam i nigdy żałować swojej decyzji nie będę.

      Pozdrawiam :)

      Usuń