wtorek, 12 listopada 2013

Pożegnanie. Krótki post.



Śmierć jest etapem życia każdego stworzenia - roślina, owad, zwierzę, człowiek- wszystko, co otrzymało życie zakończy je w którymś momencie. I choć jest to prawda oczywista, trudno jest czasem pogodzić się z nią....


Wczoraj przed południem wyglądnęłam przez okno i zobaczyłam słodko śpiącego w budzie naszego psiaka. Było dość zimno, więc Filipek zwinął się w kłębek w swojej przyciasnej budzie. Powiedziałam do męża : "Popatrz Tomek, jak Filip fajnie śpi " - uśmiechnęliśmy się do siebie i dalej zajęliśmy się swoimi sprawami.
Po pewnym czasie do domu wrócił szwagier i krzyknął do męża stojącego na balkonie, że Filip się nie rusza.... Dotarło to do nas po dłuższej chwili, po czym zbiegliśmy na dół, stanęliśmy przy budzie i byliśmy już pewni....
Nasza kochana psinka po prostu zasnęła.....
Staliśmy tak chwilę w ciszy - jakby żadne z nas nie mogło wydusić ni słowa. Z oczu popłynęła mi łezka, a w sercu czułam jakiś dziwny ucisk..... Tomek mocno złapał mnie za rękę - widział, że strasznie mnie to dotknęło....

Filip od wielu lat zmagał się z ropiejącymi jądrami. Dwa razy do roku trzeba było odwiedzić weterynarza i zrobić prosty zabieg. Za każdym razem piesek wracał do formy.   Kilka miesięcy temu lekarz stwierdził, że guz powiększa się coraz bardziej. Nie chcieliśmy go wtedy usypiać - był jeszcze pełen sił. Szalał, bawił się, był radosny - pomimo swoich 12 lat.

To niesamowite jak człowiek może się przywiązać do zwierzęcia. Kiedy przeprowadziłam się w góry do męża - to właśnie Fifi sprawił, że czułam się tutaj jak u siebie w domu. Chodziliśmy na spacery, bawiliśmy się razem..... Za każdym razem jak wychodziłam na balkon, to on już czekał czy przypadkiem nie spadnie mu jakiś smakołyk. Cieszył się na mój widok i od początku złapaliśmy ze sobą dobry kontakt. Dawał się głaskać - a nie było to dane wszystkim....Mogłam go czesać, drapać, poklepywać  - na wszystko mi pozwalał.....
Dzisiaj wyszłam na balkon, żeby wsypać do karmnika okruszki. Spojrzałam na pustą budę i łańcuch z obrożą zawieszony na płocie... Tak strasznie brakuje mi tego merdajacego ogonka, potulnie skulonych uszek i wiernie wpatrzonych we mnie oczek.....

Pisząc o tym,  wycieram w rękaw łzy płynące po policzku....
To właśnie ON - sprawił, że poczułam się tutaj jak w domu.....  
Nigdy tego nie zapomnę.... 



11 komentarzy:

  1. Przykro mi z powodu śmierci psiaka... Dożył pięknego wieku... Trzymajcie się!! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie 26 października odeszła Nuta, która miała 16 lat, też zasnęła i już nie wstała. Ja dziś byłam z Pershingiem na czyszczeniu kamienia nazębnego pod narkozą i miałam w sobie taki niepokój i strach, czy się wybudzi...Zastanawiam się, jak będzie już Róża i nasz pies odejdzie jak będziemy dziecku tłumaczyć co się stało i gdzie się podział :/

    OdpowiedzUsuń
  3. My na niedługo po urodzinach Michasia pożegnaliśmy naszego kota.. chciałam żeby Michał wychowywał się ze zwierzakiem, byłam pewna, że taka relacja zaowocuje na przyszłość. Pamiętam jak Leon przytulal się do mojego brzucha, jak jeszcze byłam w ciąży. Leon nie miał tyle "szczęścia" żeby odejść we śnie, zagryzł go pies. Płakałam i tęsknie bo za zwierzętami też człowiek tęskni kiedy już odejdą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna psinka :( Przykre jak odchodzi czworonożny przyjaciel...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja rok temu byłam zmuszona uspać swoją sunie Sisi bo ktoś inteligentny złamał jej łapke.Ryczałam jak bóbr ale nie miałam wyjścia 2 razy uratowałam jej życie za 3 się nie dało.Za 1 razem ktoś chciał ja wyrzucić to ją wzięłam za 2 razem potrącił ją samochód i zmiażdżył jej łapke weterynarz chciał ją uspać ale tak płakałam ze obciął jej tą łapke i dawała super rade ale niestety bez dwoch łapek juz by nie dała a nie chciałam żeby sie męczyła.

    OdpowiedzUsuń