niedziela, 24 listopada 2013

Straszna noc..

Oh tytuł mówi sam za siebie.... Ale cóż - wyrzucić z siebie to wszystko muszę. 

Zaczęło się od uporczywego kopania malutkiej siłaczki Basi. No cóż - do tego przyzwyczajona jestem więc było to dla mnie do zniesienia. Ale po pewnym czasie leżenie stało się dla mnie najgorszą pozycją jaką mogłam teraz mieć. Zatem zamieniłam je na siedzenie, spacerowanie, siedzenie, spacerowanie. 
Udało się ! Mała uspokoiła się. 
Ale radość nie trwała długo. Zaraz po tym jak przybrałam pozycję leżącą - przyszła kolej na czkawkę. Oh i to jaką czkawkę ! Trwała ona dobre 30 minut i była uporczywa nie tylko dla córeczki, ale i dla mnie. Brzusio podskakiwał i falował. Czułam, że i Baśka wkurzona jest już całą sytuacją. 
Ale to również minęło....

Tomek zapytał :
- Pączuś, a Ty zaśniesz dziś czy będziesz się całą noc snuła po domu jak widmo ?
- Tak kochanie, już się kładę. 

Zasnęłam. 

Ale jeśli ktoś myślał, że to koniec to się grubo myli.... U nas dopiero się rozkręcało. 
Godzina 3:30 - obudziło mnie dziwne drętwienie dłoni. Co jest ? Wstałam, poszłam do łazienki i oczom nie wierzę. Ręce jak u Fiony. Wcale by mnie to mocno nie wzruszyło, gdyby nie fakt, że na lewej ręce tkwił pierścionek zaręczynowy, a na prawej obrączka. No to pięknie - pomyślałam - trzeba je jakoś zdjąć. 
Z pierścionkiem - jakoś poszło. Horror zaczął się dopiero przy obrączce. Nie pomogła ślina, ani mydło, ani masło.... 
 Podreptałam do sypialni :
- Tomek, mam problem. - Zaspany mąż otworzył delikatnie oczy. - Jak ja mam to zdjąć ? 

Pokazałam ukochanemu fionową rękę - a ten natychmiast zerwał się do pozycji siedzącej ( okey nie dziwię się, po moich samodzielnych próbach zdjęcia obrączki dłoń wyglądała paskudnie, a palec był fioletowy jak śliwka. 
Troskliwy mąż przystąpił do działania. Wypróbował moje metody, a gdy zobaczył, że nie przyniosą one skutku - włączył laptopa i przegrzebywał fora internetowe w poszukiwaniu dobrych, skutecznych i sprawdzonych metod. Zaczęło się od obwinięcia palca folią spożywczą i polaniu płynem do naczyń. Uwierzcie mi ból był niesamowity.... Krzyczałam, przeklinałam, piszczałam. Łzy leciały mi strumieniami.... Mamy sukces - obrączka ruszyła z pół centymetra.... Szału nie ma... 
Tomek znów przy komputerze, ja uspokajam sie troszeczkę (w głowie kręci się cały czas zdanie - myśl o Basi, myśl o Basi ). 

- Oliwka dla dzieci - krzyknął zza ekranu komputera małżonek. Poleciał do sypialni, z koszyczka przy przewijaku wyjął oliwkę ( rany jestem w szoku ! zapamiętał gdzie jest ! jestem z niego dumna).
Nasmarował palec i zaczął ciągnąć. Ja ryczałam jak bóbr, ale dzielnie starałam się trzymać palec rozluźniony. STOP - krzyknęłam. DOŚĆ, PRZESTAŃ, NIE DAM RADY ! Zaczęła się rozmowa o przecięciu obrączki.... Uwierzcie mi - byłam tak zrozpaczona, że aż dopuściłam tą myśl do siebie. Palec był coraz bardziej siny, zrobił się twardy jak balon. Krótka chwila oddechu - próbujemy raz jeszcze. Udzieliłam Tomkowi kilka porad - o tym, żeby nie ciągnął tylko kręcił i o tym, żeby kręcił tylko w jednym kierunku. 
Ból, krzyk, płacz, jęk - przy każdym milimetrze nasilały się coraz bardziej.  Myślałam, że ukochany urwie mi palec. 
Bądź dzielna, myśl o Basi - myśli były coraz bardziej wyraźne. Zacisnęłam zęby i udało się. Obrączka została ściągnięta. 
Palec cały choć mocno nadwyrężony, siny, twardy, naskórek lekko zdarty. Popłynęły łzy szczęścia. Tomek przytulił mnie mocno, wytarł umorusaną obrączkę i powiedział, że nie zobaczę jej co najmniej do dnia porodu. Pokiwałam głową na znak zrozumienia, a mąż schował ją razem z pierścionkiem do pudełeczka.

Zrobiliśmy jeszcze okłady z lodu. Godzina 5:30 - położyliśmy się z powrotem do łóżka. Basia podczas całej akcji nie poruszyła się ani razu. Dopiero w łóżku kopnęła dwa razy. 
- Mała jest z Ciebie dumna - powiedział tatuś - i ja też jestem - dodał po chwili.
Przytuliłam się do niego mocno i podziękowałam za pomoc. Tomek pocałował mnie w czoło i powiedział :
- Dziękuję, że masz do mnie takie zaufanie :)

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Teraz palec wygląda dużo lepiej - przybrał w miarę normalne kolory. Piecze tylko troszkę tam, gdzie naskórek jest naruszony, ale to oczywiście jest do zniesienia. 

Z ciekawostek dodam jeszcze, że mąż zaspał do pracy, a widok za oknem poruszył moją wenę twórczą i chwilkę temu takiego oto smska napisałam do mojej mamy :

"Ale jajka, ale jajka! 
Przecież chyba to jest bajka!
Wstałam rano i oczom nie wierzę - 
Ktoś wysypał na świat pierze ! " 

Dołączyłam zdjęcie zaśnieżonego ogrodu, a mama uśmiała się z samego rana :) 
Wrócę jeszcze teraz na chwilkę do łóżka - muszę nadrobić choć kilka godzin :) 

PS: 
Post został napisany ku przestrodze.  Pamiętajcie, że nawet jeśli nie macie skłonności do puchnięcia - to w 30 tygodniu warto zrezygnować z obrączki i pierścionków - dla własnego bezpieczeństwa. Być może wtedy unikniecie takiej sytuacji jaka spotkała mnie tej nocy. 
Pozdrawiam gorąco :) 

PS 2 :
Aż szczerze powiedziawszy dziwię się, że teściowie nie przylecieli zobaczyć, czy przypadkiem nie rodzę :D 


27 komentarzy:

  1. Wow. Miałam podobną akcję w pierwszej ciąży, ale olej pomógł, bo nie było tragicznie. W drugiej zdjęłam jakoś w 33 tygodniu chyba jak tylko pio zaczęły pierwsze delikatne opuchlizny. Śnieg :) U nas jeszcze nie ma. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że dłonie do tej pory nie puchły mi wcale... Dopiero tej nocy.
      Stopy to co innego- chyba w 25 tyg pojawiły się pierwsze zanikania kostek :)

      Usuń
  2. Po Twoim poście cieszę się, że pierścionki i obrączkę ściągam na noc ;)
    Cieszę się, że szczęśliwie się skończyło.

    U mnie również ktoś wysypał pierza na miasto ;P

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze robisz :) Ja jakoś nauczyłam się, że mam pierścionek i obrączkę na rękach 24 godziny / dobę. Tzn - miałam :)

      Usuń
  3. haha, jakby teściowie przylecieli to a byłoby ... by się zdziwili ;-)
    ja zdjęłam obrączkę w 20 tygodniu już, bo bałam się właśnie takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą wydaje mi się, że moje krzyki spokojnie słychać było piętro niżej ( gdzie mieszka mój szwagier) i dwa piętra niżej też ( gdzie mieszkają teściowie ). Ciekawe czy dzisiaj o coś zapytają :D

      Usuń
  4. Oj to mieliście przeboje w nocy. Ale najważniejsze, że się w końcu udało! Jakbym swoją obrączkę musiała przecinać to bym się chyba z nieszczęścia spłakała strasznie. Swoją drogą obrączkę i pierścionek ściągnęłam w poprzedni weekend i chyba już do porodu nie założę. Co prawda palce normalnie mi nie puchną, ale jak wejdę po schodach parę pięter albo siedzę w ciepłym pomieszczeniu to ciężej ściągnąć wszystko co mam na palcach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w takim szoku przez to wszystko, że uwierz mi zgodziłabym się na przecięcie. Wiem, że jubiler spokojnie by ją naprawił. Ale na szczęście mam mądrego męża, który poradził spróbować raz jeszcze.
      Jeśli masz skłonności do puchnięcia rąk - to nie zakładaj proszę - wolałabym nie czytać takiego postu u Ciebie... :)

      Usuń
  5. Ojej,dziś ułoże bezpiecznie mój pierścionek zaręczynowy .
    Mnie także zszokował widok za oknem,ale jednak to cieszy :) święta i poród coraz bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nienawidzę zimy - ale rano jakiś przypływ radości miałam. Może to przez to, że obrączka i palec uratowane... ? :) Mąż stwierdził - zima jest - Baśka może się rodzić :D

      Usuń
  6. jeszcze raz napiszę, bo chyba się powtarzam: JAK JA SIĘ CIESZĘ, ŻE MAM TO JUŻ ZA SOBĄ! Wiem Kochana że zabrzmiało mega egoistycznie, ale się normalnie wzruszyłam na tej Twojej szarpaninie z obrączką. Ja pierścionka pozbyłam się też ok. 30 tyg. ale z obrączką jakąś nie mogłam. Ma dla mnie zbyt duże znaczenie. Oczywiście nie miałam takich przygód jak Ty, ale i tak codziennie kontrolowałam, czy mogę ją jeszcze zdjąć i zdjęłam dopiero jak wywozili mnie na blok operacyjny :) Trzymam kciuki BĄDŹ DZIELNA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nosiłam i obrączkę i pierścionek, bo nie mogę bez nich żyć. :D Teraz co chwilkę zastanawiam sie - rany a gdzie one są - aha aha - schowane :) i pewnie tak będzie jeszcze dość długo. Są dla mnie niesamowicie ważne, ale zdrowie na tym etapie ważniejsze ( wolałabym palca nie stracić ).

      Usuń
  7. O matko... historia mrożąca krew w żyłach... Będę czujna, w takim razie, pod koniec ciąży. Zdejmę obrączkę albo przełożę na cieńszy palec.
    Dzielna jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bądź czujna mamuśka, bądź czujna :)

      Usuń
  8. Ja nie zdjęłam ani obrączki, ani pierścionka. Jak dowiedziałam się w szkole rodzenia, że muszę to zrobić było już za późno. Palce z dnia na dzień spuchły nie nic nie pomagało. Bałam się przez to trochę przed porodem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to jak nie zdjęłaś ani obrączki, ani pierścionka ? Jak miałam zapuchnięty palec, to tak niesamowicie piekło mnie pod obrączką, że nie było takiej opcji, żeby została na palcu....

      Usuń
  9. Ja tak na prawdę puchnąć zaczęłam na trzy tygodnie przed rozwiązaniem, więc pierścionki schowałam do pudełeczka już wtedy ;) Ale inna sprawa, że zawsze w nocy puchną mi palce, więc na noc w ciąży to już był obowiązek, żeby ściągać ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie niestety cała sytuacja bardzo zaskoczyła :)

      Usuń
  10. U mnie jakieś 3 tyg. temu pojawił się problem, palec nagle zrobił się czerwony, i zaczął mnie swędzieć. Okazało się że prawą dłoń mam spuchniętą, a obrączka już była "werżnięta" :) a to był 14 tydzień. I o dziwo do tej pory mam problem z prawą dłonią,lewa jaka była taka jest. obrączka grzecznie leży i czeka;) a tak nawiasem mówiąc, gdy kupiliśmy obrączki, przełożyłam pierścionek zaręczynowy na inny palec żeby zmierzyć obrączkę, przeszłam to samo co ty przy obrączce, siny palec, za cholerę pierścionek nie chciał zejść. Strach nie do opisania;) Pomógł żel pod prysznic, i trzymanie ręki w górze. U nas też biało, baa nawet była już zamieć śnieżna! Ale cieszy mnie ten widok ;) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś - WERŻNIĘTA - moja obrączka dokładnie takie sprawiała wrażenie. A skóra pod nią aż paliła...

      Usuń
  11. Nieźle... ale, że tak nagle mocno napuchły???
    Dobrze, że udało Wam się ściągnąć, bo mógłby być z tego nie mały kłopot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kładąc się spać - ręce były zupełnie normalnych rozmiarów. Wczoraj również... Nie wiem zupełnie czym to było spowodowane - jedno jest pewne - było groźnie...

      Usuń
  12. Kurczę, współczuję, ja przy Andrzejku miałam całą biżuterię do samego końca, dopiero do cesarki kazali zdjąć.
    Teraz na razie (20 tydzień) noszę bez problemów.
    Skoro się boisz, warto w przyszłości, gdyby czasie taki epizod się powtórzył, zmierzyć sobie ciśnienie, tak na wszelki wypadek. Ale mam nadzieję, że więcej się nie powtórzy:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuję tej nocy :( Ale dobrze, że udało się zdjąć obrączkę. Ja w niedzielę po przebudzeniu sprawdzałam jak zawsze czy mogę jeszcze zdjąć swoją obrączkę. Miałam problem ze zdjęciem i uznałam, że od 34tc najwyższy czas, by grzecznie czekała w pudełeczku na ponowne założenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. To dopiero historia z tą obrączką, dobrze że jakoś w końcu zeszła w całości, ale przygody współczuję. Mi palce puchną od 24 tygodnia, także obrączkę zakładam sporadycznie, a pierścionek zaręczynowy schowałam, po tym, jak któregoś dnia nie mogłam go wieczorem ściągnąć. Uroki ciąży..;)

    http://dziennik-mamy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz co... jak doczytałam do końca Twój wpis... to zdjęłam i obrączkę i pierścionek. Trudno...poczekają do narodzin Małej, a strach mnie obleciał, więc już ich nie założę póki co. :)
    Dziewczyny zapraszam Was przy okazji na rozdanie do mnie:
    http://iampassingthrough.blogspot.com/2013/11/rozdanie.html
    Bo do zgarnięcia jest koszula nocna dla mamy, ciążowa + do karmienia,
    myślę że warto wziąć udział - zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety miałam podobną sytuację. A bez obrączki czuję się jak bez ręki ;)
    Codziennie rano byłam tak cała napuchnięta,że sie nie poznawałam w lustrze, a do tego po lekach puchłam jeszcze bardziej.
    Ale pomyśl, że to już niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń