środa, 26 czerwca 2013

Drugi trymestr :)



     Zaczynamy kochani moi drugi trymestr ciąży. Strasznie cieszę się, że wszystko tak pięknie nam się układa. Brzuszek powoli rośnie, mdłości minęły już jakiś czas temu, a samopoczucie jest coraz bardziej pozytywne. 



W sobotę mój chrześniak obchodzi pierwsze urodziny. Z tej okazji postanowiłam kupić mu coś fajnego. I oto co udało mi się upolować :

Autko mówi po polsku, śpiewa i wydaje ciekawe dla ucha dźwięki. Jest to zabawka typu sorter czyli posiada kilka klocków, które dziecko wrzuca w odpowiednie otworki, a zabawka mówi przy tym jaki to kształt. Samochodzik posiada sznurek, dzięki któremu dziecko może ciągnąć zabawkę za sobą. Podczas jazdy autko rusza na boki oczami i otwiera maskę - delikatnie się uśmiechając. Mam nadzieję, że chrześniakowi przypadnie do gustu, a jego rodzice nie uduszą mnie za te melodyjki :))


Życzę Wam miłego dnia, a ja uciekam gotować obiadek, bo wkrótce mąż wróci z pracy... Dziś na obiad potrawka chińska :)

niedziela, 23 czerwca 2013

Dzień Tatusia.



Specjalnie dla tatusia, który dziś po raz pierwszy obchodzi swoje święto.
Kochamy Cię !

piątek, 21 czerwca 2013

Niczym skowronek....

Bo wstać wcześnie jest fajnie. 
Bo obudzić się w Jego ramionach to coś cudownego.
Bo móc poleżeć i pogłaskać Cię maleństwo przez brzuszek to coś co mnie uspokaja. 
Bo czuje, że stajemy się powoli rodziną i jest mi z tym wspaniale. 
Bo kocham Was - z całego serca. 



 "Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę,
Ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama,
Ty mój świat cały, a ja - Twoja Mama."

13 tydzień :)

Złapałam dzisiaj do ręki moją mądrą książkę i wyczytałam w niej dużo ciekawych informacji na temat 13 tygodnia ciąży :) Zatem cytuje :

  • Z końcem pierwszego trymestru są już ukształtowane najważniejsze narządy i układy organizmu dziecka. 
  • Ryzyko poronienia zmniejsza się o ok. 65%. 
  • Choć płód jest już całkowicie ukształtowany, to nie może przeżyć poza macicą, gdyż jego narządy wewnętrzne, szczególnie płuca, nie są wystarczająco dojrzałe. 
  • Jelita przesuwają się wgłąb jamy brzusznej.
  • Wątroba zaczyna wydzielać żółć. 
  • Trzustka zaczyna wydzielać insulinę.
  • Rozwijają się zewnętrzne narządy płciowe.
  • Mocniejsza szyja może już obracać głową.
  • Oczy przesuwają się ku nosowi, a uszy zaś na boki czaszki.
  • Ciekawostką jest to, że badania wykazały, że dziecko w tym etapie rozwoju zaczyna już rozróżniać dźwięki. Wprawdzie uszy ukształtują się ostatecznie około 24 tygodnia, lecz sądzi się, że płód "słyszy", odbierając drgania docierające do jego skóry. 

Jest to już zatem ostatni tydzień pierwszego trymestru. Powiem Wam, że niesamowicie cieszę się, że czas tak szybko nam mija. Mdłości zupełnie odpuściły natomiast owoce mogę spożywać kilogramami :)  Zaczynam odczuwać coraz większą radość z tego, że jesteśmy we dwoje. A mąż opiekuje się nami i troszczy się, aby nic nam nie brakowało. 
Ps: Uwielbiam jak głaska mój brzusio i rozmawia z naszym maleństwem - coś niesamowitego ;) 


 


środa, 19 czerwca 2013

Podróże... te małe i te duże.

Do dzisiejszego postu zainspirowała mnie sobotnia podróż busem do oddalonego o jakieś 25 km od mojej wioseczki miasta. Wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego ludzie są tacy bezduszni... Ale do rzeczy. 
Wsiadając do busa (niestety mój przystanek jest któryś już z kolei... ) zobaczyłam, że nawet nie ma opcji na miejsce siedzące. No cóż jest sobota czyli takie sytuacje się zdarzają. W busie panował okropny ścisk i gorąc. Najbardziej wkurzyło mnie to, że gówniarze z gimnazjum siedzieli sobie jak gdyby nigdy nic, a babcie w wieku co najmniej emerytalnym musiały stać i dzielnie walczyć z nagłym hamowaniem kierowcy.
Mimo iż jestem dopiero w 13 tygodniu ciąży, to w tym dniu czułam się okropnie i czułam po chwili jak robi mi się gorąco, pot zaczyna mi lecieć po plecach i zaczyna mi się kręcić w głowie. Najgorsze było to, że od tego hamowania zaczęło mnie strasznie mdlić... Jestem kobietą rozmiaru XL dlatego może jeszcze nie ciążowy, ale brzuszka troszkę mi wydać... A, że miałam bluzeczkę dość luźną postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment. Wypięłam brzusio do przodu, zaczęłam go głaskać.... I co... ?   tak... i NIC.... zupełnie. Totalna znieczulica. hehe. 
Wtedy to właśnie zwątpiłam w polską młodzież. 


Nie wyobrażam sobie, tego jak będą wyglądały moje podróże w późniejszych miesiącach ciąży. Nie wyobrażam sobie tego, jak ci starsi ludzie wytrzymują takie podróże.... 
 Kiedy jeszcze nie byłam w ciąży - byłam dumna z siebie kiedy mogłam podnieść swoje szanowne cztery litery z fotela, by ustąpić miejsca. Tak zostałam wychowana. Ale wydaje mi się, że to akurat jest kwestia kultury osobistej i totalnej znieczulicy... 


Jakie to szczęście, że udało mi się zrobić prawo jazdy. Teraz już tylko rozglądam się za jakimś ładnym autkiem :) 


 

piątek, 14 czerwca 2013

Nowa rola- mama.

Dziś miałam dość sporo wolnego czasu więc powędrowałam troszkę po mamusinych blogach. Na tych, które zaciekawiły mnie pozostawiłam po sobie nawet jakiś ślad. To dzisiejsze wędrowanie wzbudziło we mnie coś dziwnego... 
Wiele z Was jest już na finiszu ciążowego czasu albo nawet już powitała na świecie swojego brzdąca. A ja.. ja jestem dopiero na początku ciężarówkowania i ogarnęła mnie straszna potrzeba przygotowania się do nowej roli - do roli bycia MAMĄ. 

Wiele z Was pokazuje na blogach zdjęcia ubranek, łóżeczek, zabawek czy innych potrzebnych akcesoriów. I właśnie to zainspirowało mnie do stworzenia małej, wstępnej listy rzeczy, które na pewno będą nam potrzebne. Ogarniając ją zamarzyłam, aby móc kupić już coś dla naszego dzidziusia. Ale niestety potem uświadomiłam sobie, że jeszcze nawet nie wiem czy będziemy mieli córeczkę czy synka. I po krótkim namyśle stwierdziłam, że to chyba jeszcze za wcześnie na zakupy. 
Muszę być cierpliwa i dzielnie poczekać... Choć jest to strasznie trudne. 

Rośnij maleństwo.... rośnij...

czwartek, 13 czerwca 2013

Czas tak szybko mi ucieka...

Wiecie... dziś jestem już w 12 tygodniu ciąży. Nawet nie wiem jak to się stało, że ten czas tak szybko pędzi. Dzisiaj założyłam tego bloga i pomyślałam sobie, że skoro napisałam już jak dowiedziałam się o ciąży, to i przydało by się napisać o tym, jak przeżywałam kolejne tygodnie tego szczęśliwego stanu.

Początki ciąży były dla mnie bardzo trudne. Codzienne mdłości i wymioty, wstręt do jedzenia, ciągłe zmęczenie... Zapach czekolady powodował, że musiałam się jak najszybciej oddalić mimo iż przed ciążą czekoladę mogłam jeść kilogramami. Cytrynę mogłam szamać i szamać i szamać- nawet kilka dziennie. Kroiłam je w plasterki i delikatnie posypywałam cukrem- to była jedyna rzecz, która powodowała, że choć na kilka chwil pojawiał się na mojej twarzy uśmiech. 
Niestety w 7 tygodniu ciąży zaczęłam krwawić. Popędziłam szybko do lekarza prowadzącego. Na szczęście serduszko mojego dzidziusia biło prawidłowo. Dostałam leki i nakaz leżenia. No cóż takie zalecenie - więc trzeba się stosować. Po tygodniu było po wszystkim. Niestety radość nie trwała długo,  bo 25 maja krwawienie powróciło. Niestety była to sobota więc moja pani doktor nie przyjmowała. Zadzwoniłam więc do niej czym prędzej, a ta kazała mi się spakować i przyjechać do szpitala. Ogarnęła mnie niesamowita panika, nie wiem dlaczego ale czułam, że coś jest nie tak jak być powinno. Łzy płynęły mi mimowolnie, a ręce trzęsły jak galaretka. Na szczęście zjawiła się moja szwagierka, która pomogła mi się spakować i zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Na miejscu czekała już na mnie położna, która uzupełniła całą makulaturę. Następnie zjawiła się moja pani doktor, która szybko zabrała mnie na badanie. Leżąc na kozetce, czekałam na wyrok. Tak strasznie się bałam... Doktorka uśmiechnęła się, po czym włączyła mi głośniczki....
Po raz pierwszy usłyszałam bicie serca naszego maleństwa. Teraz były już tylko łzy szczęścia... Gdy wyszłam z gabinetu zobaczyłam zdenerwowaną minę mojego męża- on też strasznie się bał, ale nie pokazywał tego.... Uśmiechnęłam się do niego i już wiedział, że z maleństwem wszystko jest dobrze. 
Zostałam w szpitalu kilka dni, tak aby mogli nas obserwować i aby plamienie ustało.

W poniedziałek byłam na kontrolnej wizycie i znów przeżyłam szok. Ale tym razem to było niesamowicie pozytywne zaskoczenie :) 
Podczas USG postanowiłyśmy z doktorką przez chwilkę poobserwować naszego szkraba. Wyobraźcie sobie, że patrzymy w monitor, a dzieciątko nic. Zupełnie tak, jakby spało. A po chwili ku naszemu zaskoczeniu zaczął podskakiwać jak żabka, potem pomachał do mamusi rączką, a na koniec kopał nóżkami jak zajączek. Po prostu bajka. I wtedy zdałam sobie sprawę, że noszę pod sercem prawdziwego człowieczka :) 

Dziś samopoczucie jest już całkowicie lepsze. Wróciła chęć do czekolady, natomiast teraz nie mogę patrzeć na mięso.Dalej najchętniej jadłabym wszystko co kwaśne. Mdłości również minęły.  Mam nadzieję, że teraz będzie już wszystko dobrze, że nasze maleństwo da mamusi nacieszyć się ciążą. Nie chciałabym przespać całych 9 miesięcy :P


Kochanie... mamy dwie kreseczki !


Sobota. 27 kwiecień 2013r. 
Obudziłam się z nastawieniem, że dziś już na pewno pojawi się znienawidzona miesiączka. W końcu spóźnia się już 3 dni... Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jednak jej nie ma. Zaskoczona tym faktem wyjęłam z torebki test ciążowy i pomyślałam : " a co mi szkodzi spróbować - może akurat się uda". Wykonałam go wg instrukcji zamieszczonej przez producenta i po chwili ujrzałam jedną kreseczkę. Pomyślałam sobie : "no cóż... żadna nowość".
W tym miejscu muszę powiedzieć, że staramy się z mężem o dzidziusia już od 8 miesięcy, lecz niestety ciągle się nam nie udaje... 
Minęło kilka minut i wychodząc z toalety sięgnęłam po test, aby wyrzucić go do kosza. Od niechcenia spojrzałam na niego raz jeszcze... nie wierze.... Przecieram oczy... spoglądam raz jeszcze. NIE WIERZĘ !
Biegnę do sypialni, gdzie jeszcze smacznie chrapie mąż. Łzy lecą mi z oczu. "Tomek !! bo... bo... bo są dwie kreseczki... !! "
Mąż oderwał głowę od poduszki, spojrzał na mnie z lekkim niedowierzaniem.... " No i co teraz ? Jedziemy po wózek".
Zaczęliśmy się śmiać.

Tego samego dnia wykonałam jeszcze dwa testy i również były pozytywne. Dwa dni później, czekałam w kolejce do gabinetu ginekologicznego. Ręce trzęsły mi się niesamowicie. Pani doktor potwierdziła ciążę. Na ekraniku zobaczyłam maleńką kropeczkę, a łzy leciały mi z oczu jak szalone.

Jestem w 5 tygodniu ciąży. 
Przewidywany termin porodu to 27 grudnia.