wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie 2013 roku :)

Nadszedł najwyższy czas, aby zrobić mały bilans kończącego się roku. Był to na pewno czas wielkich radości, ale i zmartwień. Obfitował w dobre wieści, ale zdarzały się również mniej przyjemne informacje. Rok ten zleciał niesamowicie szybko... Zastanawiam się tylko - dlaczego ?

Styczeń, luty i marzec  to miesiące, które nie były dla nas czasem łatwym... To czas, w którym bardzo mocno staraliśmy się o dzidziusia (oczywiście nie licząc miesięcy z poprzedniego roku). Zrobiliśmy dziesiątki testów ciążowych, bardzo przeżywaliśmy każdy negatywny wynik i z ogromną niecierpliwością czekaliśmy na dwie kreseczki.
W między czasie zaliczałam na studiach kolejne egzaminy - z pozytywnymi wynikami.

Kwiecień - miesiąc samych cudownych wiadomości.
22 kwiecień - zdałam egzamin na prawo jazdy. Zupełnie nie wiem jak mi się to udało... W przypływie euforii wyściskałam tylko pana egzaminatora :)
27 kwiecień - po długich staraniach na teście ciążowym zobaczyliśmy dwie piękne kreseczki.
29 kwiecień - ciąża została potwierdzona przez panią ginekolog :)

Nasza mała kropeczka :)


Maj okazał się miesiącem, w którym strach o naszą kropeczkę niesamowicie wzrósł. Ciąża była zagrożona, pojawiło się plamienie, ale nasza dzielna istotka walczyła z całych sił. Jej serduszko przetrwało te trudne chwile. Pod koniec miesiąca spędziliśmy kilka dni na patologii. Było trudno, ale pokonaliśmy wszelkie przeciwności. 

W czerwcu wkroczyliśmy w drugi trymestr ciąży. Pierwszy trymestr niestety nie wpłynął na mnie korzystnie... Straciłam na wadze, każdego dnia musiałam oglądać moją toaletę z bliska i dowiedziałam się o niedoczynności tarczycy, którą muszę do tej pory leczyć. Nie mogłam jeść, mięso omijałam szerokim łukiem, a zapach lodówki przyprawiał mnie o zawroty głowy. Coś strasznego. Na szczęście z końcem pierwszego trymestru wszystkie te dolegliwości ustąpiły. Brzuszek zaczął się powoli pokazywać, a ja po każdej wizycie u ginekologa nie mogłam wyjść  z podziwu jak to nasze maleństwo pięknie się rozwija. W czerwcu założyłam też tego bloga i powiem szczerze, że jestem z tego niesamowicie dumna - to takie moje miejsce, gdzie mogę zostawić ślad wszystkiego co leży mi na serduszku... :) 

W lipcu dowiedzieliśmy się, że nasza mała kropeczka to dziewczynka. Pierwsze myśli - ale jak to ? Przecież czułam, że to chłopiec... Tak pragnęłam synka... A teraz ? Nie wyobrażam sobie, żeby moja kruszyneczka mogła by mieć siusiaka :) W tym miesiącu zrobiliśmy sobie mała wycieczkę do Wrocławia - przepięknego i malowniczego zakątka Polski - serdecznie wszystkim polecam :)

1go sierpnia - pierwszy raz poczułam ruchy naszego dzidziusia. Oj jakie to było niesamowite. Wszystko wydało się takie realne, takie niesamowite....

Wrzesień to miesiąc refleksji i wielkiej radości. W tym właśnie miesiącu mieliśmy z Tomaszkiem pierwszą rocznicę ślubu. Dlaczego refleksje ? Ponieważ nie mogliśmy wyjść z podziwu jakim cudem rok tak szybko nam zleciał. Niczym hiszpański express :) W tym też miesiącu zaobrączkował się mój kuzyn... Jeden z nielicznych, który budzi we mnie niesamowitą sympatię i chyba właśnie dlatego tak bardzo zależało mi na jego szczęściu :) Zabawa była przednia - wytańczyłam się za wszystkie czasy - mimo już dość widocznego brzuszka. Ten miesiąc był chyba najlepszym czasem podczas mojej ciąży :) Czułam się tak pięknie, kwitnąco, kobieco :) 

W październiku rozpoczął się trzeci trymestr naszej ciąży. Rozpoczęliśmy też zajęcia w szkole rodzenia i co najważniejsze - udało nam się dojść do porozumienia w sprawie imienia dla naszego dzieciątka. Od 9go października nasza bezimienna istotka stała się Basią :) Było też w tym miesiącu kilka zmartwień, ponieważ po raz drugi pojawiło się plamienie. Diagnoza - przedwczesne skurcze macicy. Fenoterol i łóżko. 

W listopadzie też wiele się działo. Udało się nam spakować torby do szpitala, kupić wózek i zrobić cudowną sesję ciążową :) W tym miesiącu dotarło do nas, że już tak niewiele dzieli nas od spotkania z naszym aniołkiem....

Początek grudnia był dla nas wielkim znakiem zapytania. Byliśmy przygotowani, że w każdej chwili możemy wylądować na porodówce, ponieważ z początkiem 37 tygodnia odstawiłam leki przeciwskurczowe. Nasza córeczka okazała się być jednak bardzo upartą osóbką, bo do dziś dnia nie chce pokazać się swoim rodzicom. Mimo iż jesteśmy już po terminie, to dalej nie ma oznak zbliżającego się rozwiązania. Czekamy na ten moment z ogromnym utęsknieniem....


Dziś ostatni dzień starego roku. 
Życzę Wam moje drogie czytelniczki, abyście dalej tak chętnie i licznie odwiedzały mojego bloga. Aby ten nowy rok obfitował dla Was w same cudowne chwile. Ciężarne - abyście miały lekkie i szybkie porody, a mamuśki-  abyście czerpały z nowego roku wszystko co najlepsze. Życzę Wam wszystkim spełnienia najskrytszych marzeń i samych pięknych chwil z waszymi pociechami :) 
A czego życzę sobie ? 
Rozwiązania.... Choćby zaraz :) 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Czyżby nowy rok ?

3 dni po terminie porodu...
A my dalej w pakiecie. 

No i powiem Wam, że strasznie się z tego powodu cieszę. 
A dlaczego ?

Po pierwsze jeśli przetrwamy do stycznia, to nasza Basia nie będzie poszkodowana i będzie jednym z najstarszych, a nie najmłodszych dzieci w klasie. Zwłaszcza, że teraz chcą już posłać 5-latki do pierwszej klasy szkoły podstawowej (co według mnie jest chore - ale to nie sprawa na tego posta). 

Po drugie jeśli wytrzymamy do 1go stycznia, to dostaniemy dodatkowe pieniążki z ubezpieczenia. Jeśli urodzimy wcześniej - to niestety ominie nas ta przyjemność w postaci darmowych pieniążków, ponieważ okres składkowy byłby zbyt krótki. 

Jeśli nie urodzę do środy, to właśnie w tym dniu mamy zgłosić się na kolejne KTG. Jeśli po raz kolejny nie wykaże  ono żadnych skurczy, to w czwartek rano zgłaszamy się do szpitala.  Z racji tego, że będzie już tydzień po terminie trzeba będzie obserwować naszą Basię poprzez codzienne, kilkakrotne KTG.

Wczoraj również byliśmy na zapisie. Ruchów mnóstwo, skurczy brak, tętno prawidłowe. 

Najgorsze jest chyba tylko to, że od dwóch dni walczę z przeziębieniem. Wczoraj zebrało mnie na amen. Po szpitalu wylądowałam w łóżeczku, a mąż atakował mnie domowymi specyfikami. Na szczęści przechodzę choroby bezgorączkowo, ale ból gardła jest niemiłosierny. Zatem w ruch poszedł przeokropny Prenalen - syrop malinowo czosnkowy.... Do tego płukanie gardełka ziołowym roztworem, rutinoscorbin i hektolitry herbatki z miodem i cytryną. Musimy szybko wyzdrowieć, żeby mieć siły do porodu - jak to powiedziała moja mama :) 

Wracam do łóżeczka z kolejnym kubkiem gorącej herbatki. 
Pozdrawiam Was serdecznie :) 


piątek, 27 grudnia 2013

No i nadszedł ten dzień...

27 grudzień - termin naszego porodu. 

Właśnie dzisiaj na naszym kalendarzu pokazał się 27 grudnia, a nasza córcia dalej nie pokazała się swoim rodzicom... 

Pozwoliła mi spędzić cudowne święta w gronie rodzinnym - za co jej dziękuję z całego serduszka :) 
Ale teraz córeczko - zapraszamy już na tą stronę brzuszka :) 

Skurcze są - ale znikome. 
Jeśli do niedzieli się nie rozpakujemy - to jedziemy na kolejne KTG  i wtedy zobaczymy co będzie dalej  :) Rozwarcie powiększyło się i aktualnie wynosi +/- 2,5 cm więc jest bliżej niż dalej :) 
Czekamy cierpliwie- choć nie możemy się doczekać tego spotkania... 


niedziela, 22 grudnia 2013

Świąteczne zabieganie :)

Zostały 4 dni do terminu porodu, a my dalej w pakieciku :) 

Teraz córuś to Ty już sobie siedź w maminym brzuszku, bo jak to powiedziała Marzycielka musimy popróbować tych wszystkich świątecznych pyszności, a po świętach pojedziemy się rozpakować :) 
Wczoraj ubraliśmy choinkę, usmażyliśmy rybki do zalewy, a resztę dnia odpoczywaliśmy, bo brzusio dość mocno mnie pobolewał.

Dziś brzusio dalej boli, a Basia kręci się strasznie - jakby nieco niespokojna jest.... Ale trzymamy się dzielnie. Popołudniu wizyta u ginekologa, która dość tak mnie stresuje... Dlaczego ? Nie wiem...

W głośnikach od rana słychać świąteczne piosenki. Pomimo bolącego brzuszka, humor dopisuje. Zaraz biorę się za przygotowanie śledzików, namaczanie maku i pieczenie serniczka z brzoskwiniami (nie lubię sernika - ale w ciąży dzieją się różne dziwne rzeczy) :)




Specjalnie dla Sierpniowej Mamy  
przepis na rybkę opiekaną w ogórkach i ketchupie

(przepis na kilogram usmażonych ryb)
  • Ulubione rybki (dorsz, mintaj) przyprawiamy ulubionymi przyprawami ( u mnie przyprawa do ryb, wegeta, pieprz czarny, pieprz cytrynowy), opanierować i usmażyć. 
  • Ogórki konserwowe pokroić w drobną kostkę 
  • Cebulę pokroić w drobną kostkę
Zalewa :
  • 4 szklanki wody
  • 1/2 szklanki octu
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżka soli
  • ziele angielskie 
Zagotować. W naczyniu z pokrywką układamy warstwy:
Ryby polewamy ketchupem, rozsmarowujemy, posypujemy ogórkami i cebulką. I tak do wyczerpania składników.
Gotowe warstwy zalewamy gorącą zalewą, przykrywamy. Gotowe do spożycia nawet na drugi dzień, choć najlepsze są po upływie 48h.


Serdecznie polecam ten przepis - gości u nas już od lat i zawsze robi furorę :)

piątek, 20 grudnia 2013

Jesteśmy.... dalej w dwupaku :D

Zostało 6 dni do terminu porodu ! :) 
Dalej jesteśmy w dwupaku, a siły i energii to mamy tyle, że działamy cały czas i zupełnie się nie męczymy :) 

Wczoraj było konkretne przedświąteczne sprzątanie. Przy okazji sprawdziłam też jak wygląda nasz zasób ozdób choinkowych i czy lampeczki z zeszłego roku jeszcze się do czegoś nadają. Postanowiliśmy z Tomciem , że jutro ubieramy choinkę. Już się doczekać nie mogę, bo gdy tylko w domu pojawia się drzewko świąteczne, to od razu czuć tą zbliżającą się Wigilię :) 

Wczoraj napisałam notkę o tym, że święta spędzone na porodówce nie należą do tych moich wymarzonych.... Ale zaznaczyłam też, że dość tego czekania.... Napisałam, że zaczynam przygotowania do świąt i czy mi się uda czy nie uda spędzić Wigilii w domu - to jest już nie ważne. Mimo to wydaje mi się, że to nie zostało przez niektóre z Was wyłapane i dlatego chcę to zaznaczyć raz jeszcze. 

Marzę o spędzeniu świąt w domu, ale jeśli wyląduję na porodówce to trudno. 

Myślę, że każdy ma swoje podejście do świąt i to jest każdego z nas prywatna sprawa. To, że ja chcę spędzić je z rodziną w domu nie powinno nikogo dziwić. Jedyna myśl jaka mnie pociesza, to taka, o której pisało wiele z Was. Mianowicie: jeśli wyląduję na porodówce, to zdarzy się największy z cudów - CUD NARODZIN NASZEJ CÓRECZKI :) 

A dzisiaj ? 
Pieczenie pierniczków, przygotowywanie rybki opiekanej w zalewie oraz zakupy spożywcze i prezentowe :) 
Oby na wszystko starczyło sił :) 

Złośliwe to wszystko...

Zostało 7 dni do terminu porodu.... 
...a tu cisza jak makiem zasiał...

No cóż. Chyba przyszła najwyższa pora na to, aby przestać marzyć o tym, że święta spędzę w domu... Coraz bardziej prawdopodobna jest wersja, że na porodówce wyląduję w najbliższych dniach, dzięki czemu zostanę pozbawiona możliwości spędzenia tego wyjątkowego czasu w gronie bliskich.... 
Jeśli urodziłabym dzisiaj - to jest realna szansa, że jeśli byłoby  z nami wszystko dobrze, to wyjdziemy na Wigilię... ale przestałam się już łudzić... Jedyna możliwość spędzenia świąt w domu, jest taka, żeby nasza córunia postanowiła posiedzieć choć do 25 grudnia w mamusinym brzuszku. 

Wiecie.... święta są dla mnie tak strasznie ważnym czasem.... I zupełnie nie umiem wytłumaczyć dlaczego tak bardzo pragnę, aby spędzić je z rodzina... Wiadomo - najważniejsze jest, aby Basieńka urodziła się bez żadnych komplikacji, zdrowa i silna oraz żebym ja jakoś ten poród przeżyła.... Ale mimo to jest mi strasznie przykro jak myślę o świętach na porodówce... 

A coś mi się wydaje, że im bardziej będę chciała spędzić je w domu, to tym bardziej moje marzenie się nie spełni :( 

Proszę mi powiedzieć dlaczego to wszystko jest takie złośliwe ? Tyle tygodni brałam FENOTEROL, aby uniknąć przedwczesnego porodu, a gdy przestałam go zażywać, to skurcze ustąpiły, a mojej córuni ani się śni pokazać się rodzicom....  


DOŚĆ ! Dość tego czekania !
Muszę przygotować mieszkanko na święta. Dziś sprzątanie, ścieranie kurzy, odkurzanie, zmywanie. Jutro zakupy świąteczne ( przydałoby się pomyśleć o prezentach dla najbliższych...). Tomek skończy pracę wcześniej i pojedziemy wykorzystać bony świąteczne. Jutro do południa zajmę się zrobieniem dodatkowych pierniczków, a wieczorem zrobię opiekaną rybkę w zalewie ogórkowo- keczupowej :) 
Nie mogę myśleć tylko o porodzie. Zbliżają się święta i trzeba się do nich przygotować. 
Zdążę - to super, nie zdążę - to trudno.... 



Ps:
Muszę Wam powiedzieć, że kuzynka mająca termin na 17 grudnia - urodziła zdrową córeczkę - 20 grudnia. Maja to dość duży dzieciaczek - 4090 g i 61 cm :) 

Ps 2:
Bardzo mi miło, że podoba Wam się nowy wygląd bloga. Przyszedł czas na małe zmiany, bo poprzedni wygląd już mnie nudził :) Dodatkowo, dziękuję za komplement dotyczący mojego wyglądu - nawet nie wiecie jaką frajdę mi to sprawiło.... Do wczorajszego postu dodałam zdjęcie zrobione kilka miesięcy temu... Nie dodaję aktualnych zdjęć, ponieważ ciąża dość drastycznie mnie zmieniła.... Jestem zapuchnięta, doszły ponadplanowe kilogramy, milion rozstępów... Wolę zdjęcia z minionych miesięcy.... 

czwartek, 19 grudnia 2013

Coś się dzieje ?

Wczorajsze KTG nie wykazało zupełnie nic. Zero skurczy, ruchów bardzo dużo, tętno córuni unormowało się. Lekarz stwierdził : "Może pani spokojnie jechać do domu" :) 

Wróciliśmy do domu, Tomek poszedł do garażu popracować troszkę (bo chce zaległości nadrobić przed porodem), a później pojechał na Wigilię firmową. Czułam się tak strasznie samotnie.... Nie wiem co się stało, ale w pewnym momencie łzy poleciały mi z oczu... Tak zupełnie bez powodu... 
 Chyba ostatnio bardzo brakuje mi męża. Pracuje od rana do wieczora ( ponieważ mają sezon w firmie i zapierdziel straszny), ja spędzam całe dnie sama.... I czekam.... Pocieszam się myślą, że wkrótce będzie ze mną córeczka :) 

Godzina 21:18 
Skurcz. Zaskoczył mnie niesamowicie. Zwinęłam się w kłębek i czekałam aż minie. 
 Szok. O cholera - silne to było.... :) Ale bez paniki. Położyłam się na łóżeczku i dalej oglądałam film. 

Godzina 21:28 
O cholera. Drugi skurcz. Minęło 10 minut. Póki co - regularny odstęp czasowy. Szok. Znów bolesny. 

Godzina 21:38
Ej, ej - znów skurcz. Ciut delikatniejszy, ale i tak mocno odczuwalny. Uśmiech pojawił się na mojej gębusi - czyżby to już ? :)
Wzięłam ciepłą kąpiel. 

Godzina 21:50 
Skurcz. Słaby, delikatny i już nie co 10 minut. Mina mi zrzedła, ale pomyślałam, że jeszcze jest szansa....

Ale kolejnego skurczu nie było.... Niestety. A dzisiaj.... 

Godzina 9:43 
Skurcz. Silny, mocny, bolesny. Poszło w krzyże i w uda. 

Godzina 9:53 
Kolejny skurcz. Znów mocny i znów poszedł w krzyże. Rany co za ból ! 

Godzina 10:03 
Skurcz, lżejszy niż poprzednie. Ale regularny. Poleciałam wziąć kąpiel. 

Godzina 10:13 
Kolejny skurcz mocniejszy niż poprzedni. Kolejny już regularny. Pojawia się nadzieja....

Godzina 10:25 
Delikatny, bezbolesny skurcz. Rozregulowany.... 

Kolejnego nie było. 

Baśka - córeczko ! Czemu robisz mamusi takie nadzieje ? :) Oszaleję przez Ciebie :)  

Zdjęcie z wesela kuzyna ( wrzesień 2013r. ) 
Dostałam je wczoraj i strasznie mi się spodobało :) 
Szczególnie ta ręka z prawej strony :) 
 

wtorek, 17 grudnia 2013

Najczęstsze zwiastuny zblizającego się porodu....

Wyszukałam w necie mnóstwo czynników, które mogą świadczyć o tym, że poród tuż tuż.
Postanowiłam je wymienić i zastanowić się, które z nich dotyczą mnie, a które jeszcze nie. 
Zrobię to z czystym sumieniem. To musi być szczere i zgodne ze stanem faktycznym. Nie mogę sobie wynajdywać oznak, bo to nie o to chodzi. 
Zdaję sobie też sprawę z tego, że tak na prawdę poród to indywidualna sprawa każdej kobiety i może przebiegać w bardzo zróżnicowany sposób. 
Więc po co to wymienianie ? Dla zaspokojenia własnej ciekawości :) 


  1. Obniżenie dna macicy - Stanowczo mogę stwierdzić, że ten objaw był jednym z pierwszych. Brzuszek obniżył mi się już jakieś 2 tyg temu. Pewnego pięknego dnia mąż wrócił z pracy i stwierdził: "Kurcze, chyba Ci brzuszek spadł" :) I miał rację. W naszym przypadku stało się to z dnia na dzień. Oczywiście dzięki temu moja sprawność oddechowa polepszyła się jednak nacisk na pęcherz stał się o wiele większy (dzięki czemu wizyty w toalecie stały się jeszcze częstsze niż do tej pory).
  2. Syndrom wicia gniazda- Od kiedy wróciłam ze szpitala nic innego nie robię tylko sprzątam. Nie wiem dlaczego.... Chyba tłumaczę to sobie tym, że chcę sobie zająć czas, aby dzień szybciej mijał. Tomek pracuje teraz od 7 - 20 i nie ma go w domu całymi dniami. Czuję się samotnie więc wynajduję sobie kolejne zajęcia. Drugi aspekt to taki, że zbliżają się święta, więc nie chcę zostawić sobie wszystkiego na ostatnią chwilę. A trzecia sprawa, to mam w świadomości to, że w każdej chwili mogę wylądować po raz kolejny w szpitalu i wolałabym zostawić mieszkanko w jak najlepszym porządku. A czy sprzątam dlatego, że czekam na dzidziusia ? Na pewno też :)
  3. Skurcze przepowiadające - Uważam, że nie są zbyt silne, a co za tym idzie zbyt odczuwalne. Brzuszek twardnieje - to fakt, ale to już od dawna więc nie przywiązuję do tego większej wagi. Natomiast wczoraj po południu miałam 3 skurcze w odstępie czasowym 15 i 40 minut. Wzięłam ciepłą kąpiel, stwierdziłam, że są nieregularne więc nie przywiązałam do nich większej wagi. Jednak były one inne niż do tej pory - bardziej wyczuwalne, może lekko bolesne. Miałam wrażenie jakby okalały mój brzuszek - wychodziły z jajników wędrowały aż do pleców. No... dziwne uczucie, ale dobrze, że pojawia się, bo się człowiek może powoli oswajać :)
  4. Zwiększenie ilości wydzieliny z pochwy- Ten aspekt dotyczy mnie....i bardzo przy okazji denerwuje.... "Na kilka tygodni przed porodem może się zmienić wydzielina z pochwy. Śluz zazwyczaj staje się gęstszy, bardziej obfity i galaretowaty. Przed porodem mogą się pojawić różowe upławy. To normalne i nic złego się nie dzieje."
  5. Objawy ze strony układu pokarmowego - "napady wilczego głodu to znak, że twoje ciało magazynuje zapasy energii przed czekającym je trudnym zadaniem". Mojego głodu wilczym bym nie nazwała, ale pojawiły mi się zachcianki - prawie takie same jak na początku ciąży.... Mandarynki - jem kilogramami, a na mięsko raczej patrzeć nie mogę... 
  6. Dziwne samopoczucie - niepewność, obawa, rozdrażnienie, nagle dopadające zmęczenie lub przypływ niesamowitego powera - to aspekty, które dotyczą mnie. Nie są jednak bardzo skrajne dzięki czemu nie odczuwam tego jako czegoś frustrującego.
  7. Ból w okolicy krzyżowej - plecy jakoś bardzo mi nie dokuczają, gorzej jednak z pachwinami i kolanami. Niesamowity ból sprawia mi stanie w miejscu ( przy myciu naczyń bądź w kościele...). Krzyże bolą owszem, ale nie inaczej niż przez całą ciążę :)
  8. Odejście czopu śluzowego - Nie wystąpiło.
  9. Biegunka - "Pojawienie się rozwolnienia, to naturalne dążenie kobiecego organizmu do oczyszczenia się przed porodem. Pozbywa się niepotrzebnego balastu po to, by dziecko mogło bez przeszkód opuszczać się w dół i przygotowywać się do przyjścia na świat." Powiem Wam, że zupełnie zaskoczyło mnie, że i biegunka jest uznawana za symptom porodu. Szczerze powiedziawszy męczy mnie od tygodnia, a ja szukałam przyczyny w jedzeniu... Już wiem skąd się wzięła... Na szczęście nie jest uporczywa :)
    Pojawienie się rozwolnienia to naturalne dążenie kobiecego organizmu, by oczyścić się przed porodem. Pozbywa się niepotrzebnego "balastu" po to, by dziecko mogło bez przeszkód opuszczać się w dół i szykować do przyjścia na świat

    Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/porod/news-sygnaly-porodu,nId,623688?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
    Pojawienie się rozwolnienia to naturalne dążenie kobiecego organizmu, by oczyścić się przed porodem. Pozbywa się niepotrzebnego "balastu" po to, by dziecko mogło bez przeszkód opuszczać się w dół i szykować do przyjścia na świat.

    Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/porod/news-sygnaly-porodu,nId,623688?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
    Pojawienie się rozwolnienia to naturalne dążenie kobiecego organizmu, by oczyścić się przed porodem. Pozbywa się niepotrzebnego "balastu" po to, by dziecko mogło bez przeszkód opuszczać się w dół i szykować do przyjścia na świat.

    Czytaj więcej na http://mamdziecko.interia.pl/porod/news-sygnaly-porodu,nId,623688?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
  10. Odejście wód płodowych - Nie wystąpiło.


Powiem Wam, że jestem zaskoczona tym, że aż tak wiele symptomów zbliżającego się porodu dotyczy także mojej osoby... Dopadło mnie lekkie zaniepokojenie, ale przecież z tego należy się cieszyć - niedługo spotkamy naszą córeczkę ! :) 

Napiszcie mi drogie mamy, które z wymienionych zwiastunów wystąpiło także u Was ?
Czy były jeszcze jakieś inne, o których nie wspomniałam ? 



Dzisiaj jedziemy na KTG.  Jestem niesamowicie ciekawa czy narysuje się nam jakiś skurcz :) 

Zostało 9 dni do terminu ! :)


 

Zaskoczenie...

Wiecie co sobie dzisiaj uświadomiłam ? 

Zostało nam 10 dni do porodu ! 

10 dni ! 

Rany, ale to wszystko szybko zleciało. 
Dopiero co robiłam test ciążowy, dopiero co nasz dzidziuś był wielkości fasolki, dopiero do kupowaliśmy wózek, aż tu nagle przyszedł taki moment, że w każdej chwili możemy spodziewać się spotkania z naszą córeczką :) 
Gdy sobie to dzisiaj uświadomiłam, dopadł mnie lekki atak paniki, no bo przecież to TYLKO 10 dni... To już nie 9 miesięcy, nie pół roku, nie miesiąc -  to już tylko 10 dni.... 

Dzisiaj czuję się... dziwnie... 
Ale co to znaczy ? 
Boli mnie brzuszek i to bardzo mocno, jest twardy, napięty. Ból przypomina ten miesiączkowy tylko jest znacznie silniejszy... Córeczka bardzo mało się rusza... 
Skurczy brak. 
Czuję taki tępy ból w dolnej części pleców - ale nie jest to stały ból, pojawia się mniej więcej dwa razy na godzinę. Boli mnie też spojenie łonowe. 

Pomimo tego dziwnego samopoczucia, to jednak jestem dość rozluźniona. Staram się nie spinać i nie denerwować. Sprzątnęłam sobie kurz na meblach w salonie, sprzątnęłam korytarz. Zaraz biorę się za ogarnięcie kuchni. Nie chcę szaleć, bo wiem, że córeczka urodzi się wtedy kiedy ona zechce, a nie wtedy kiedy ja będę się o to starać. Żadnej presji :) 

Kuzynka miała termin na dzisiaj, ale u niej też żadnych oznak zbliżającego się porodu. Zastanawiamy się, która z nas urodzi jako pierwsza :)

Życzę Wam miłego dnia, a ja wracam do sprzątania mieszkanka :) 




"Jeszcze Cię nie znam.... a już Cię kocham..... "

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Zimowy niezbędnik Góralskiej Mamy :)

I ja postanowiłam zaprezentować Wam zimowy niezbędnik :) 

Nie wyobrażam sobie zimy bez: 

1. Śniegu ! 
Niby zima, to dla mnie najokropniejsza pora roku, ale i tak ma w sobie jakiś niesamowity urok. Zima jest zimą tylko wtedy, gdy na polu jest zimno, mroźno i biało ! :) 

2. Świąt....
Rodzinnych, ciepłych, pachnących.... Z pasterką i kolędami.... Z opłatkiem, chałką z miodem i z  choinką.  Święta to dla mnie magiczny czas - czas radości, rodzinnych spotkań... Aż w serduszku mnie ściska, gdy pomyślę sobie, że Basia może nam zrobić taką niespodziankę, że święta spędzę na porodówce... ( Córeczko bardzo Cię proszę - albo wychodź teraz, albo poczekaj choć do pierwszego dnia świąt ) :) 

(Zdjęcie : Wigilia 2011r. ; z Tomkiem, rodzicami i bratem ) 


3. Gorącej herbatki....
Takiej z miodem i cytrynką. Najlepiej w ogromnym kubeczku. Nie pogardzę też sokiem malinowym  :) 



4. Grubego koca... 
Pod którym uwielbiam wygrzewać się z mężulkiem. W długie zimowe wieczory lubię wtulić się Jego ramiona... Ta chwila mogłaby trwać i trwać :)


5. Kuligu....
Mój luby posiada quada, którego wykorzystujemy do zrobienia kuligu. Tarzanie się w śniegu, mróz szczypiący w uszy - istna frajda :) 

(Zdjęcia : styczeń 2010r.; z mamuśką i Tomeczkiem ) 



6. Zapachowych świec....
Waniliowe, pomarańczowe, malinowe, cynamonowe... Nie ważne ! Ważne, że pachną :) 


7. Mandarynek.... 
Uwielbiam je, ubóstwiam wręcz ! Mogę jeść kilogramami. Muszą być słodkie, albo lekko kwaśne i bardzo soczyste. Teraz najlepsza na nie pora. Ciekawostką jest to, że gdy teść zauważył jak wielką fanką mandarynek jestem - ochrzcił mnie : MANDARYNKA i tak już zostało. Jakoś nie przypominam sobie, żeby zwrócił się kiedykolwiek do mnie po imieniu :) 

Ps: pozdrowienia dla Mandarynki, która zaprosiła mnie do zabawy :)





8. Butów EMU...
Moje już co prawda swoje przeżyły, ale są niezastąpione. Szczególnie teraz w ciąży - najwygodniejsze i najcieplejsze butki na zimę ( choć mało urodziwe ) :D 

(Zdjęcie z internetu; posiadam właśnie taki model, ale moje raczej nie nadają się do publikacji )

9.  Prezentów...
Uwielbiam obdarowywać bliskich prezentami, a zima to taki wspaniały czas, podczas którego są aż dwie okazje do tego. Na początku grudnia Mikołajki, a potem paczki pod choinką. Zdecydowanie bardziej lubię prezenty świąteczne, chyba dlatego, że będąc dzieckiem zawsze podczas Wigilii czekało się aż mama wyda pozwolenie na rozpakowywanie :) Warunkiem było wypicie kilku łyków kompotu z suszu i chyba właśnie dlatego do tej pory nie cierpię go i nie wezmę do ust ani łyczka :) 

(Zdjęcie : Choinka w domu rodzinnym )


10. Córeczki.... 

Tak moje kochane, tej zimy nie wyobrażam sobie bez naszej córeczki. Czekamy na nią z wielką niecierpliwością i już nie możemy doczekać się spotkania :) Basiu będziesz naszą zimową kruszynką...




Do zabawy zapraszam wszystkich, bo nie chcę powtarzać się z zaproszeniami :) 
Pozdrawiam gorąco ! :) 

Mały powrót :)

Czas na poważne wyjaśnienia naszej nieobecności : 

niestety jesteśmy dalej w dwupaku.... ! :)  

A co było powodem naszej nieobecności ? 

Szpital.

W czwartek postanowiłam wybrać się do mojej pani doktor, ponieważ przez dwa poprzednie dni bardzo bolało mnie podbrzusze, a ruchy Basieńki były bardzo znikome. Gdzieś w podświadomości czułam, że ta wizyta najprawdopodobniej zakończy się w szpitalu... No, ale cóż. Doktorka stwierdziła, że mam pojechać sobie do domku, spakować rzeczy i jechać na izbę przyjęć. Chciała, żeby w szpitalu porobili mi seryjne KTG, żeby sprawdzić ruchy i czynność skurczową macicy. 

Jak poradziła, tak też zrobiłam. W szpitalu byłam około 20:00. Ku mojemu strasznemu przerażeniu - zostałam przyjęta na PORODÓWKĘ ! Ale, że co ? Jaka porodówka ? Przerażona tym faktem o mało nie zeszłam na zawał. Położna położyła mnie na zbiorowej sali porodowej, gdzie jedna babeczka rodziła, a druga miała zapis licznych skurczy. Tylko ja taka biedulinka, zastanawiałam się co ja tam robię. 

Doktor zbadał mnie i zalecił KTG. Zapis trwał dość długo. Początkowo ruchów córeczki brak. Skurcze pojawiały się liczne, ale delikatne. Tętno dziecka - strasznie zawirowane. Położna odesłała mnie na zwykłą salę i powiedziała "proszę liczyć skurcze". "Ale jakie skurcze"-  pomyślałam, skoro ja ich nie czuję ? Przecież ja czuję silny ból, a nie skurcze. Miałam wrażenie, że nikt nie rozumie o co mi chodzi.....

Po jakimś czasie kolejne KTG i kolejne.... Tej nocy nie spałam ani chwilki. W między czasie urodziły się trzy dziewczynki, kobiety dość głośno krzyczały, dzieciaczki płakały. No ogólnie nie było możliwości, żeby zasnąć. Rano doktor znów zabrał mnie na badanie i na mierzenie przepływów w główce córci i w pępowinie. I wtedy przenieśli mnie na patologię ciąży. Wtedy powiem Wam, że jakoś mi ulżyło.

Zostałam położona w tej samej sali, w której leżałam w 9 tygodniu ciąży. A co więcej - leżałam nawet na tym samym łóżku.... Wszystko wydało mi się takie znane, więc uspokoiłam się i odstresowałam. Przez te kilka dni codzienne KTG pokazywały coraz większą liczbę ruchów mojej córeczki, a coraz mniejszą liczbę skurczy. Tętno unormowało się, więc wczoraj zostałam wypisana do domku. 

Dostałam przykaz codziennego liczenia ruchów dziecka ( trzy razy na dobę), a w środę do południa mam zgłosić się na KTG. Mam dbać o siebie, dużo odpoczywać. Póki co nie zapowiada się, aby Basia mogła pojawić się na świecie na dniach. Ordynator stwierdził, że na jego oko, to córka urodzi się po świętach - czyli raczej w wyznaczonym terminie. Skurcze ustały, bóle ustały, a rozwarcie ciągle pozostaje bez zmian. 


Aktualne dane :

tydzień ciąży : 38 
waga córeczki : około 3500 g
rozwarcie : 1,5 cm.
termin porodu: 27 grudzień 


Ps:
Dziękujemy za wasze zainteresowanie. Bardzo miło mieć w świadomości to, że ktoś zupełnie obcy czeka na informacje o nas :) 





wtorek, 10 grudnia 2013

"Jaki tu spokój.... na na na naaa.....

....Nic się nie dzieje.... Na na na na.... "


Dlaczego jest tak, że gdy człowiek na coś czeka to to staje się coraz bardziej odległe ? 

Basieńka zawzięła się strasznie i ani jej się śni pokazać się rodzicom po tej stronie brzuszka. 
W niedzielę byliśmy w szpitalu na KTG. I co.... ? Jakby to powiedzieć... NIC.
Mała kręciła się przez całe badanie, więc wykresy strasznie skakały. W pewnym momencie puls córeczki wzrósł do 190 i włączył się alarm. Doktorka stwierdziła, że widać przez to, że mała ma wzmożoną aktywność, bo gdy uspokoiła się, to i puls zmalał. Skurcze są owszem, ale bardzo delikatne. Bardziej pasuje do nich nazwa: napięcie macicy, niż skurcze. Nie wiem dokładnie w jakich jednostkach się to zapisuje, ale skurcze dochodziły maksymalnie do 46 i utrzymywały się przez pół minuty. Więc niestety to jeszcze nie jest nasz czas..... 

Najgorsze jest chyba w tym wszystkim to, że  ostatnimi czasy zrobiło mi się strasznie ciężko. Boli mnie dosłownie wszystko, męczą mnie dodatkowe kilogramy, męczy mnie odwiedzanie toalety kilka razy na godzinę.... Marzę o tym, żeby Basia pojawiła się już po tej stronie brzuszka...

Postanowiliśmy sobie z mężem, że do końca tygodnia musimy urodzić- zaczęliśmy zatem stosować słodką metodę "S".  
Spacerowanie po Schodach, Skakanie na piłce, Sprzątanie mieszkanka i to co tygryski lubią najbardziej czyli łóżkowe "s" :)
Mam nadzieję, że zachęcimy w ten sposób maleńką do współpracy... :) 

Trzymajcie za nas kciuki :)


piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowo.

Siedzę na wersalce, wsłuchuję się z muzykę z nowej płyty Bednarka, którą dostałam od prywatnego Mikołaja, popijam gorącą herbatkę z miodem i cytrynką i patrzę przez okno na straszną śnieżycę. Basia bardzo mało dzisiaj daje o sobie znać. Delikatne muskanie pojawia się od czasu do czasu, ale nie jest tak częste i silne jak w poprzednich dniach.
Marzę o pizzy z salami albo o świeżym chlebie prosto z piekarni z domowym smalcem. 

Zastanawiam się czy chce mi się zabrać za pieczenie pierniczków, ale przeglądnęłam listę potrzebnych składników i stwierdziłam, że brakuje mi kilku rzeczy. Mikołaj wiedział chyba, że mam w planach pieczenie, ponieważ podarował mi piękną drewnianą stolnicę i mój blat nareszcie nie będzie masakrowany.


Wiecie o północy odstawiłam Fenoterol. Teoretycznie już prawie dobę jestem bez leków. Dziwna sprawa, bo skurcze ustały, a pozostało tylko lekkie pobolewanie dolnej części brzucha. Albo... albo nie takie lekkie.... Pojawiło się około dwóch godzin temu jeszcze napięcie brzuszka - jest twardy, ale bywał twardszy więc się tym nie przejmuję. 
Głupia myślałam, że po odstawieniu leków coś zacznie się dziać, a póki co - cisza jak makiem zasiał.... 

Wracam do mojej herbatki - trzymajcie się ciepło w ten dzisiejszy straszny ziąb. 

Ps:
Wieczorkiem na pewno pojedziemy do piekarni po świeży, cieplutki i chrupiący chlebek.

czwartek, 5 grudnia 2013

Kącik naszej córuni :)

Dziś postanowiłam pokazać Wam, jak aktualnie prezentuje się kącik naszej córeczki.
Wydaje mi się, że jest bardzo praktyczny (a czy takim się okaże - to zobaczymy)
Nie jest to jeszcze to czego bym chciała - ale nie od razu Rzym zbudowano jak to mówią :)
Nie chciałam kupować żadnych karuzeli czy zawieszek, bo na to mamy czas.

Napis na ścianie mojego autorstwa i sowy również :)  Pierwszy raz w życiu bawiłam się filcem więc proszę dokładności nie komentować ( wyrozumiałości... ) :)

Zatem zapraszam do oglądania :)







środa, 4 grudnia 2013

Zgaduj - zgadula !


Kto zgadnie, kiedy nasza Basia postanowi wybrać się w długą i męczącą podróż do swoich rodziców ? 
Ja i Tomek obstawiamy 10go grudnia, brat i koleżanki z uczelni 15go grudnia. Natomiast mama mówi, że Basia urodzi się przed świętami albo po świętach - co jest bardzo odkrywcze :D
A Wy ? Ciekawość mnie zżera :) 

Jestem po wizycie u ginekologa i powiem szczerze, że wczorajsze obawy - dzisiaj uciekły w kąt. 
Dowiedzieliśmy się kilku ważnych informacji. I  mimo to wiemy, że termin spotkania z naszą córcią zbliża się wielkimi krokami, to jakoś dziś z większą radością zdaję sobie z tego sprawę. 
Mój wielki człowieczek, ważący około 3200 g (oczywiście pani doktor uważa, ze jest to zawyżony pomiar, taki na wszelki wypadek) - uśmiechał się dziś do mnie z ekraniku :) Jej minka była w stylu: "Mamusiu zobaczysz jaką zrobię Ci niespodziankę" :) 

UWAGA ! 
Rozwarcie mamy na 1,5 cm ! 
Gdy doktorka powiedziała mi o tym, to gębusia mi się pięknie ucieszyła :D Po części zaskoczyła mnie tą informacją i chyba stąd ta reakcja ( znów dotarło do mnie, że poród coraz bliżej). 

Ostatnią dawkę fenoterolu zażywamy w czwartek o 16:00, a potem odstawiamy go na amen. I co to będzie ?? Tego nie wie nikt ! :) 

Z ważnych informacji dodam, iż doktorka zaprosiła nas w niedzielę na zapis KTG do szpitala. Bedzie miała wtedy dyżur i chce dokładnie zobaczyć jak się ma nasza już nie taka kruszynka. 

Wiemy poza tym, że mam bardzo dużo wód płodowych, więc możemy spodziewać się małego potopu. Pani doktor wytłumaczyła mi, że wody płodowe są podtrzymywane przez takie dwie blaszki. I jeśli pęknie jedna z nich to poleje się około pół szklanki płynu. A jeśli pękną obie, to po prostu mnie zaleje :) 

Szczerze powiedziawszy już nie mogę się doczekać spotkania z naszym dzieciątkiem. Wszystko wydaje się coraz bardziej realne. Wszystko przygotowane więc nic tylko czekać. 

Dzisiaj z radością podchodzę do oczekiwania. 

Do oczekiwania na cud narodzin Basi !! <3

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czy to już czas... ?


Czy to już czas, aby Basia pojawiła się wśród nas ?


Jutro wybieram się do ginekologa. Może to być już nasza ostatnia wizyta w pakiecie w tym miejscu... Odstawiamy leki przeciwskurczowe i wszystko może się zdarzyć. 
Wszystko zależy od czynności skurczowej macicy - mogę urodzić w ciągu kilku dni, w ciągu tygodnia, albo nawet dopiero po terminie.

Stresuję się - powiem to szczerze. Dotarło do mnie, że w każdej chwili mogę zostać mamą. 
Mąż mówi, że moją wadą jest to, że boje się nowego, tego co nieznane.... No ale chyba każda z nas odczuwała/odczuwa pewien niepokój czy obawę związaną z pojawieniem się dzidziusia na świecie.

Staram się być spokojna ale myśli o córeczce pochłaniają mnie całkowicie i nie mogę skupić się na innych czynnościach. 


Weekend był bardzo intensywny. 
Piątek - studia. 
Sobota - od rana studia, potem wycieczka do kuzyna i jego małżonki. 
Niedziela - wieczorny powrót do domku.

Oj trzeba mi było spotkać się z bliskimi. Trzeba mi było wyrwać się od codzienności, porozmawiać, pośmiać się. Potrzebowałam ruszyć się z domu, by choć przez chwilkę zapomnieć o stresie związanym z ciążą i porodem. 
Po drodze przeżyliśmy chwile grozy, ponieważ pojawiły się dość intensywne skurcze. Widziało się nawet, że będziemy musieli zawrócić, by nie oddalać się zbytnio od szpitala, w którym planujemy rodzić. Zrobiliśmy sobie jednak dłuższą przerwę, skurcze ustąpiły i mogliśmy kontynuować jazdę. 

Dzisiaj pomimo strasznego zmęczenia, zaraz z rana poleciałam do laboratorium, żeby odebrać wyniki GBS, a także żeby zrobić podstawowe badania, które potrzebuje mieć na jutro. Po powrocie zjadłam śniadanko i zasnęłam. Później napisałam jeszcze recenzję na zaliczenie - żeby mieć z głowy. Teraz gotuję pomidorową i czekam aż Tomek wróci z pracy. 


Post totalnie pozbawiony emocji. Wiem i strasznie za to przepraszam. Przekazanie suchych faktów to chyba jedyne na co mnie teraz stać. Jestem przerażona, choć w głębi serca niesamowicie się cieszę, ze wkrótce zobaczymy naszą maleńką córeczkę. Wydaje mi się, ze wszystko gotowe na przyjęcie małej Basi - ale czy na pewno ?


Mała kręci się i wierci - czym sprawia, że mam chęci do działania. Mimo iż ruchy te są strasznie bolesna to i tak niesamowicie mnie cieszą.....