środa, 15 stycznia 2014

Wspomnienie z porodówki...


Przyszedł czas, aby podzielić się z Wami moimi wspomnieniami z porodówki. Nie jest łatwo to opisać, bo uczucia mam mieszane. Ale postaram się...

"Choć porody w zależności od formy przebiegają w podobny sposób, 
z perspektywy kobiet każdy z nich jest inny i wyjątkowy."

Więc i mój poród był... wyjątkowy.
Wszystko zaczęło się 1go stycznia. Przed południem pojechaliśmy z mężem na KTG do szpitala, które oczywiście nie wykazały żadnego skurczu. Pani doktor po zakończeniu zapisu zabrała mnie na badanie ginekologiczne, żeby sprawdzić rozwarcie. Oj było to strasznie nieprzyjemnie, ale w dalszym ciągu rozwarcie nie zmieniało się czyli +/- 2,5 cm. Pani doktor zupełnie nie była w stanie powiedzieć, kiedy może rozpocząć się akcja porodowa. Mąż siedział w tym czasie na korytarzu. Gdy wyszłyśmy z gabinetu, zapytał doktorkę czy coś się już zapowiada ? Na co ona odpowiedziała mu szeptem : Może jeszcze dziś się spotkamy... :) 
Wychodziłam ze szpitala cała obolała po badaniu, wykonywałam maleńkie kroczki i ledwo dreptałam do samochodu. Ale po pewnym czasie ból ustąpił. 

Siedzieliśmy sobie po obiedzie z moimi rodzicami, bratem i teściami, gdy około godziny 15.00 pojawiły się pierwsze delikatne skurcze. Wzięłam ciepłą kąpiel, po której skurcze ustąpiły. Około godziny 16.00 powróciły - były nieco mocniejsze, ale co najważniejsze regularne ! Początkowo co 10 minut, potem co 7, nagle znów co 9, a potem co 6... Mama latała za mną z kartką i długopisem i zapisywała godziny kolejnych skurczy.
Gdy skurcze zaczęły występować regularnie co 5 minut (około  godziny 19:30 ) postanowiliśmy z Tomkiem zacząć zbierać się do szpitala.

W samochodzie skurcze były już regularnie co 3 minuty. Do szpitala dojechaliśmy w trybie ekspresowym - przy każdym skurczu, Tomek widząc mój ból  - przyśpieszał coraz bardziej i wyprzedzał kolejne samochody. Dzięki Bogu był to Nowy Rok więc kierowców na drogach było dość mało. 
Zgłosiłam się na izbę przyjęć, gdzie miły pan poinstruował mnie gdzie udać się dalej. Miałam czekać aż zejdzie po mnie położna. Więc usiadłam na ławeczce i czekałam. Mąż zaparkował w tym czasie autko i dołączył do mnie. Wtulona w Tomka modliłam się, aby nie dopadł mnie syndrom izby przyjęć i aby skurcze jednak nie ustąpiły.Mówiłam do męża, że uważam, że te skurcze są za słabe, abym mogła za ich pomocą wypchnąć z siebie dzidziusia....(wtedy jeszcze nie wiedziałam co to są prawdziwe skurcze... ). Czekaliśmy i czekaliśmy, a ból był coraz bardziej dokuczliwy. Tomek poleciał więc do miłego pana na izbę przyjęć i zapytał czy ktoś już do nas idzie ? Miły pan zadzwonił na porodówkę raz jeszcze i po kilku minutach zjawiła się położna. 
Zabrała mnie do gabinetu, przeprowadziła wywiad , a ja zmieniłam wdzianko na bardziej szpitalne. Na porodówkę Tomek niestety na początku wejść nie mógł - musiał czekać  na korytarzu. W tym czasie wykonano mi KTG i usłyszałam coś co mnie lekko dobiło: 
"Skurcze są owszem regularne, ale zbyt słabe i z tego porodu jeszcze nie będzie. Być może urodzi pani jutro około południa... "

Tomek po tym wyroku został odesłany do domu. Położna poradziła, abyśmy byli w kontakcie telefonicznym i gdyby jednak coś się działo, to przyjedzie, bo nie ma sensu, aby tu siedział i czekał....
Dostałam zalecenie, aby położyć się mimo bólu i spróbować nieco odpocząć. 

Leżałam zatem i oczekiwałam na rozwój wydarzeń. Około 21.00 zabrali mnie na USG, z którego wynikło, że córcia ma około 3750 g i ma się bardzo dobrze. Po badaniu jakaś inna położna zabrała mnie do gabinetu, aby dokończyć wypełnianie dokumentów. I wtedy wydarzyło się coś co zupełnie zwaliło mnie z nóg i podłamało psychicznie. Jedno z wielu pytań brzmiało : Aktualna waga ? 
Odpowiedziałam więc, a w odpowiedzi usłyszałam : "Jest pani za gruba."
No zatkało mnie... 
Wydaje mi się, że takie opinie powinna zatrzymać dla siebie... A poza tym to chyba moja sprawa ile ważę i jak wyglądam... Spojrzałam na nią wzrokiem Bazyliszka, ale nie udało mi się wykrztusić z siebie żadnej ciętej riposty... Kobieta zorientowała się, że gafę strzeliła i próbowała się jakoś zreflektować przekazując mi "dobre rady" odnośnie porodu, ale zaszkodziła sobie tak bardzo, że jedynie co zrobiłam to odwróciłam się na pięcie i poszłam do sali przedporodowej. Od razu zadzwoniłam do Tomka, żeby mu się wyżalać... Człowiek kurcze oczekuje pomocy od służby zdrowia, a oni jeszcze bardziej potrafią dobić...

Leżąc na łóżku około godziny 21.45 skurcze zaczęły się nasilać.  Zaczęłam się zwijać na łóżku z bólu... I nagle dotarło do mnie, że chyba wkrótce faktycznie zacznę rodzić. 
O 22.00 poczułam, że na wkładce zrobiło się "mokro". Poleciałam zatem do łazienki, gdzie okazało się, że wypadł mi czop śluzowy i poleciała krew. Wróciłam do sali i znów skurcze niesamowicie silne... Około 22:30 położna wzięła mnie na badanie, żeby sprawdzić czy przypadkiem rozwarcie nie powiększa się. I wtedy odeszły mi wody płodowe. Podłączyli KTG, a ja napisałam sms do Tomka : 
"Zbieraj się - ja rodzę ! ". 
Skurcze były niesamowicie silne... nie spodziewałam się takiego odczucia... 
Udało mi się dostać na salę rodzinną, gdzie zrobili mi lewatywę. Pech chciał, że zostawiłam telefon na sali ogólnej i nie wiedziałam czy Tomek już przyjechał czy jeszcze nie... Skurcze nasiliły się w tym momencie okropnie. Mój krzyk rozniósł się chyba po całym szpitalu i w mgnieniu oka na salę przyleciały dwie położne i mój mąż. Był blisko, więc było już o niebo lepiej.... 
Badanie wykazało 6 cm rozwarcia. Dostałam piłkę - co wydaje mi się - było świetnym pomysłem.

Tomek stał za moimi plecami i trzymał mnie za ramiona. Przy każdym skurczu pomagał podskakiwać na piłce, a gdy tylko minął trzymał mnie, żebym z niej nie spadła, ponieważ zasypiałam. Około północy rozwarcie osiągnęło kryzysowy rozmiar 7 cm. Miałam wrażenie, że skurcze rozrywają moje biodra... Na sali zjawiła się moja pani doktor, która powitała nas promiennym uśmiechem jakby chciała powiedzieć : a nie mówiłam ? :) Chcę jeszcze wtrącić, że moja pani doktor nie miała w tym dniu dyżuru na porodówce, mimo to zjawiła się specjalnie dla mnie...
Tutaj troszkę urywa mi się film, ale wiem, że prosiłam doktorkę, żeby zrobiła mi cesarkę ( teraz wiem, że wcale tego nie chciałam - to tylko taki mały kryzys ) : ) 

Tutaj pojawił się mały problem... Mianowicie główka dziecka dalej była zbyt wysoko, a skurcze były intensywne, ale niestety zbyt krótkie. O godzinie 00.30 podano mi oksytocynę, aby wydłużyć czas trwania skurczy. W ciągu 15 minut rozwarcie zrobiło się na 10 cm. Zaczęła się zatem druga faza porodu. Najpierw położne kazały przeć kucając - pomogło to w obniżeniu dzidziusia. Następnie przeniosłam się na łóżko i po czterech parciach i nacięciu krocza na świat przyszła Basia. 

Córcia od razu została położona na moim brzuszku. Była piękna... Popatrzyła głęboko w moje oczy i wyobraźcie sobie, że nie zaczęła płakać, tylko mruczeć. Dopiero po chwili wydała kilka głośniejszych okrzyków.... Dotykając jej maleńkiego ciałka dalej nie wierzyłam, że to nasza córeczka. Była idealna... 
Po chwili została zabrana do kącika niemowląt, gdzie została zmierzona i zważona i oceniona. 


Dane techniczne : 

data urodzenia: 02.01.2014 r. 
godzina urodzenia : 01.05
waga : 3730 g 
długość : 57 cm 
punkty Apgar : 10 
oczy : niebieskie
włoski : długie jasne
czas trwania porodu :
I faza : 4.45 h
II faza: 20 min. 
Wszyscy byli pod wrażeniem tego, że nasz poród tak szybko się rozwinął i tak szybko Basia przyszła na świat - zwłaszcza, że przyjmując mnie do szpitala położne stwierdziły, że raczej nic z tego póki co nie będzie. Coś mi się wydaje, że zrobiłam im wszystkim na złość :) 

Pomimo przykrego incydentu z jedną położną uważam, że trafiłam na bardzo fajny personel. (Ta, która tak mnie zirytowała już do mnie więcej nie podchodziła - zajmowała się innymi porodami, których w tym dniu było wyjątkowo dużo, bo aż 9). Pozostałe położne troszczyły się o mnie, odpowiadały na wszystkie pytania i dokładnie instruowały co mam robić. Były spokojne, miłe i przede wszystkim uśmiechnięte.

Nieoceniona była w tym wyjątkowym momencie pomoc mojego ukochanego męża... Uwierzcie mi - bez niego nie dała bym sobie rady.... Cały czas mówił do mnie, trzymał za rękę, przypominał o prawidłowym oddychaniu... Wspierał, przytulał, głaskał.... Był wspaniały... 

Co było dla mnie najgorsze w czasie trwania porodu ? 
Nacinanie krocza - ponieważ położna niestety nie trafiła w najwyższą fazę skurczu (ze względu na to, że były krótkie....)
Szycie krocza - pomimo tylko trzech szwów zewnętrznych - ból był okropny, a cały zabieg bardzo nieprzyjemny.
Ból rozrywający biodra przy każdym skurczu -  chyba po prostu czegoś takiego się nie spodziewałam...

Choć podczas porodu zarzekałam się, że więcej rodzić nie będę, to teraz z perspektywy czasu uważam, że wcale nie było tak źle... Byłam pozytywnie nastawiona do porodu i chyba właśnie to pomogło mi to przetrwać. Cały ból zniknął, gdy zostaliśmy na sali tylko we troje i mogliśmy cieszyć się sobą....

W innym poście opiszę wspomnienie z oddziału położniczego, ale nie wiem kiedy to nastąpi. :) 

Wiecie... mamy mały problem - najprawdopodobniej naszą córeczkę zaczęła męczyć kolka :( 
Wszystko zaczęło się przedwczoraj rano - męczyło ją od 7 do 11. Potem kolejny napad pojawił się wieczorem o 22 i trwał przeszło godzinę. Brzuszek niesamowicie twardy, nóżki cały czas podkurczone i płacz... Okropny płacz, którego nie da się niczym ukoić. Nie pomaga ani noszenie, ani kołysanie, ani głaskanie... Serce mi pęka słysząc ten przerażający płacz... Wczoraj kolejny napad kolki córcia miała około 10.00 i trwał do 12.00. Wtedy podałam jej kropelki espumisan. I nie zapeszając - ale do tej pory kolka nie nawróciła....I błagam - oby tak już pozostało... 





45 komentarzy:

  1. Ja również wierzę że pozytywne nastawienie i pomocny partner mogą wiele zdziałać!
    Wzruszyłam się troszkę, chociaż Ty tutaj piszesz o bólu:)
    Cieszę się że mimo różnych przygód podczas ciąży, wszystko skończyło się sukcesem.
    Powodzenia i wytrwałości w macierzyństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - uważam, że mimo wszystko najważniejsze, że wszystko zakończyło się sukcesem, a córeczka jest piękna i zdrowa :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Kochana dziekuje za ten post :)
    Nie dawno pisałam o moim pierwszym KTG polożna także złapała mnie za brzuch i powiedziala" Nie czuła pani ruchów dziecka bo nie oszukujmy się zapas tluszczyku jest"... Wredne babsko... Gdyby jeszcze jej zadek mieścił się w dwóch dłoniach....
    Ja także jestem pozytywnie nastawiona do porodu mam nadzieje,że to jakos pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, może oni mają troszkę racji, ale po jaką cholerę nam o tym gadają ? Żeby nas wkurzyć, dobić, czy co ? A najgorsze jest to, że im do perfekcyjnej sylwetki zazwyczaj też wiele brakuje ( tak było w moim przypadku).

      Tak - najważniejsze pozytywne nastawienie :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę mamuską które mówią że poród był wspaniały itd. Dla mnie mój był straszny 1 faza porodu 6 godz, 2 - godzinę.
    To co opisujesz przypomina mi trochę mój poród. Tak jak Ty, jedną z najgorszych rzeczy było zszywania krocza. To był koszmar. Mimo znieczulenia, płakałam z bólu i lekko krzyczałam ;/

    Ale i po porodzie, te pierwsze 3 dni były dla mnie złe. Bołało, rwało, ciągnęły szwy, szczypało.
    Ty jednak jessteś już po tym wszystkim i najważniejsze, masz swoje Cudo! Teraz będzie tylko lepiej ;) Będziecie razem, a jedyny ból jaki Cię może spotkać, to ból głowy po nieprzespanej nocce. ;))
    Ściskam Was mocno ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie... mój nie był wspaniały... Był tylko wyjątkowy ;)
      Gdyby był wspaniały - to byłby bezbolesny ;D A to chyba jest niemożliwe :)

      Usuń
  4. Pieknie opisane:) Zawsze kiedy czytam o porodach przypomina mi sie moj - mimo dosc dramtycznych okolicznosci milo go wspominam...niestety ja caly porod musialam lezec plackiem i tez mialam chwile kryzysu gdy zapytalam czy moge znieczulenie (nie moglam i wtedy bylam zla). JOby kolka czy cokolwiek innego by to nie bylo zostawilo Basie w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wytrzymałabym, gdybym musiała leżeć... Tylko kilka chwil musiałam spędzić w takiej pozycji, a myślałam, że mnie potarga...

      Usuń
  5. Wiesz takie maleństwo może mieć problemy brzuszkowe, może to nie typowa kolka, po prostu przestawia się na trawienie mleczka. Pamietajcie o odbijaniu i kładźcie na brzuszek.
    Gratuluję, że to wszystko zniosłaś. Położna z tym komentarzem - straszna, co to za osądy i to jeszcze mowić takie rzeczy kobiecie w bólach porodowych :/ okropne. Dużo zdrowia Wam życzę i trzymajcie się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kobitka nieziemska - od kiedy są jakieś normy wagowe dla kobiet w ciąży? mój pierwszy lekarz też dbał tylko o to abym nie przytyła bo go tłuszcz obrzydza- oczywiście już nie nie jest :)
    O bólu nie chcę myśleć, ale bardzo fajnie, że tak często czytam, że się o nim szybko zapomina. Wystarczy widok dziecka i koniec. Może i u mnie będzie tak pozytywna reakcja.
    Pozdrawiam i zdrówka wam życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie pozytywnie - jeśli nie od razu, to pomyśl, że ból szybko minie, a Ty masz przy sobie swoje wymarzone i wyczekiwane przez tyle miesięcy dzieciątko :)

      Usuń
  7. Jak czytam Twój opis to jakoś napawa mnie spokojem, chociaż cholernie się boję !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bać się ! Myśleć pozytywnie :)
      Na porodówkę trzeba iść z uśmiechem na ustach mimo strachu i bólu... Wiem, że łatwo się gada, ale uwierz mi - warto ;)

      Usuń
  8. mam nadzieję że pomimo iz pierwsze miałam cc to drugi będzie naturalny ( choć podobno że jak pierwsza cc to i następne porody to cc ) może to głupie , ale chciałabym urodzić naturalnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak to jest mieć cesarkę, ale wiem, że i w jednym i w drugim porodzie jest coś trudnego...

      Usuń
  9. aaa.... i kochana ! byłaś dzielna :) dałaś radę :) poród miałaś długi i wyczerpujący ale masz za to nagrodę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że mój poród był ekspresowy choć nieco się dłużył ;) Ale nagroda najwspanialsza ;)

      Usuń
  10. Fajnie, że opisałaś poród. Czekałam na ten post :) , bo już niedługo też mnie to czeka. Ale Twój poród wcale nie wygląda przerażająco w Twoim opisie. Na dodatek tak szybko wszystko przebiegło! Super! Wspaniale poradziłyście sobie! :) Pozdrawiam! Rośnijcie zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wcale nie było tak źle.... Choć wtedy wydawało się, że jest masakrycznie, to po czasie wiem, że było całkiem dobrze :)

      Usuń
  11. Przepraszam, nie lubię takich komentarzy bo wydają się pretensjonalne a inaczej brzmiałyby wypowiadane prosto w oczy no nic...spróbuję. Ja wiem, ostatnio jestem na nie :) ale błagam Was dziewczyny o co Wy się obrażacie? Tzn nie na miejscu było to, co powiedziała pielęgniarka, bo w takiej chwili to zupełnie bez sensu. Jednak lekarze to inna bajka. Oni chcą dobrze-nadprogramowe kilogramy? A potem płacz, że nie da się zrzucić. Mój lekarz powiedział mi równie dosadnie jestem młoda mam dbać o siebie. Mogłam przytyć góra do 13 kg byłam na diecie, nie obżerałam się jak to w ciąży jest w zwyczaju i chwała mu za to!!! Teraz mam brzuch do zrzucenia a co by było gdybym przytyła więcej...

    Poza tym jak u nas był niewytłumaczalny płacz, pojechaliśmy do lekarza i Mały dostał prebiotyki odrazu pomogło. Powodzenia w szybkim zażegnaniu płaczu Basi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem masz racje, ale nigdzie nie napisałam ile przytyłam w ciąży. Piszesz o obżeraniu się słodyczami - a ja słodycze omijałam szerokim łukiem. Owszem mam brzuch do zrzucenia - ale wcale mi nie jest z tym źle. Zdaje sobie sprawę, że takie są uroki ciąży i tyle...
      Wydaje mi się, że położna, która zupełnie nie wie jak wyglądałam przed ciążą i ile w niej przytyłam nie ma prawa w taki sposób wypowiadać się o mnie. Jeśli już tak bardzo chciała, to mogla to zrobić w delikatniejszy sposób. W chwili kiedy potrzebowałam mega wsparcia - otrzymałam mega krytykę.

      A jeśli chodzi o płacz to zrobiliśmy dokładnie to samo - pani doktor poleciła espumisan. i póki co jest dobrze.

      pozdrawiam

      Usuń
    2. Toteż napisałam, że to nie na miejscu było, delikatnie powiedziawszy, sama bym ją gołymi rękoma udusiła. I nie pytam ile przytyłaś, ile ważyłaś bo nie o to chodzi.

      Usuń
  12. Na kolki dobra jest też suszarka, albo odkurzacz. U nas gdy już żadne kropelki nie pomagały (Espumisan, Sab Simplex czy Colinox- ten ostatni bardzo dobry bo ma bakterie jelitowe) to właśnie suszarka pozwalała ukoić Małego- ważne aby coś głośno szumiało :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj czasami się trafi taka lekarka bez wyczucia... mi podczas kontroli lekarka (na szczęście nie moja tylko taka "na raz") powiedziała, że się strasznie wypinam jakbym w ostatnim miesiącu ciąży była, a byłam w 15. tygodniu, po czym jak robiła USG powiedziała, że w sumie to się nie wypinałam tylko mam takie sadło (cytując!)...

    Trzymam kciuki żeby Malutkiej przeszły problemy z brzuszkiem!! (u nas większych problemów nie ma, ale espumisan dajemy zapobiegawczo, bo się nie wchłania, a w razie "W" będzie działał :D)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem czy to hormony, ale popłakałam się przy opisie porodu... Cieszę się, że macie to za sobą i Basia jest z Wami. Mam nadzieję, że przygoda z kolką już nie wróci :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też mam taką nadzieję... bo to okropne jest....

      Usuń
  15. No i dałaś radę :) Strasznie zazdroszczę Ci tego czasu po porodzie z mężem i córką. Nas to ominęło bo syn był ze mną dopiero po jednej dobie :( To musiało być piękne :) A na kolki może jeszcze pomoże termoforek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak - ten czas był wspaniały... nikt nam nie przeszkadzał. Odwiedziła nas tylko pani doktor od maluszków i pomogła przystawić Basieńkę do piersi ;)

      Usuń
  16. Gratuluję wytrwałości:)
    Przyznam Ci się, że też miałam kryzys i chciałam prosić o cesarkę, bo bóle byly tak nieznośne, że nie wiem jakim cudem je przetrwalam.
    Cudowne musiało być gdy Basia zaczęła mruczeć - moj synek ziewał i się przeciągal przez caly czas:)

    Korzystając z okazji zapraszam na rozdanie:
    http://inspiracjeonline.pl/rozdanie-dla-kobiet-w-ciazy-i-mam/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak bóle były nieznośne, ale najważniejsze, że wytrwałyśmy :)

      Usuń
  17. czytalam z zapartym tchem.... bylas bardzo dzielna!! szczerze podziwiam! masz cudna coreczke,raz jeszcze gratuluje:-)) a tekst poloznej...bez komentarza wstydu nie ma,nie ma sie co przejmowac,Ty sobie schudniesz,a ona chamką zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przypadkiem weszłam i spodobał mi się Twój blog. Cieszę się,że dałaś radę i masz swój najcenniejszy skarb-córeczkę. Teraz ciesz się macierzyństwem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. I ja swojego pobytu w szpitalu nie wspominam najmilej. Sytuacja identyczna jak u Ciebie "pielegniareczka" na oko 110 kg wypomniała mi moją wagę, śmiech na sali. Dzisiaj wiem, że jeżeli będę drugi raz w ciąży, wybiorę inny szpital.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy mój pobyt w szpitalu nie był taki zły. Nawet całkiem pozytywnie go wspominam, bo pozostały personel był bardzo pomocny i pozytywny.

      Usuń
  20. Gratuluje. Dzielna byłaś niesamowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Kochana to widzę, że miałyśmy podobnie :) Z tym, że u mnie skurcze od razu były dośc silne i zaczęły się o 1 w nocy. O 3 w nocy pojechaliśmy do szpitala a o 5:35 urodziła się Zosia :) Parcie trwało tylko 15 minut. Nie miałam nic podawane tylko nospę w kroplówce. I tez najgorzej wspominam nie samo nacinanie ale późniejsze zszywanie krocza. Ale dalej jestem w szoku, że mój cały poród trwał w sumie 4,5 godziny jak na pierworódkę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny opis :-) też niedługo zamierzam u siebie napisać jak to wyglądało:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gratulacje i widze ze nasze pociechy maja w tym samym dniu urodzinki!

    OdpowiedzUsuń