piątek, 14 lutego 2014

Mleczne rozterki - czyli opowieść o mojej mleczarni.



Na początek bardzo chcę Wam podziękować za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie napisała skąd wzięło się moje zapytanie odnośnie mleka modyfikowanego.

Nasza przygoda z karmieniem piersią od początku nie była łatwa....
Zacznę od tego, że już w 23 tygodniu ciąży pojawiło się u mnie pierwsze mleczko. Pamiętam jak dziś, że byłam taka szczęśliwa, bo byłam przekonana, że będę mogła karmić nasze maleństwo. Jednak to nie do końca było tak jak wtedy mi się wydawało.

Zaraz po porodzie córeczka została przystawiona do piersi - co moim zdaniem bardzo dobrze wpłynęło na laktację. W pierwszym dniu karmienie szło pięknie - leciała siara, córeczka była najedzona i szczęśliwa. Drugiego dnia jednak już nie było tak różowo. Z piersi przestało lecieć mleczko.... Basia - zła z tego powodu- zaczęła mało delikatnie obchodzić się z moimi sutkami, czego efektem były popękane, poranione i krwawiące piersi. Przy każdym przystawieniu ból był coraz silniejszy. Wtedy z pomocą przybył mąż z nakładkami na brodawki, które uwierzcie mi zdziałały cuda. Niemniej jednak mleczko dalej pokazywało się w ilości nie wystarczającej. Pani położna doradziła wtedy, żeby przystawiać, a kiedy będzie już na prawdę źle - podać mleczko. Mąż zatem popędził do apteki i zakupił mleczko jednorazowe NAN PRO. Basia była zachwycona, ale dalej dzielnie walczyła z moimi brodawkami. W szpitalu jak i po powrocie do domu dalej starałyśmy się wydobywać z piersi jak najwięcej mleka. Z pomocą nakładek - udało się - produkcja pięknie ruszyła. Córcia pięknie jadła, brodawki wyglądały tragicznie ( o bólu już nie wspominając), ale byłyśmy dzielne.

Przychodziły jednak takie chwile ( szczególnie w pierwszych dniach połogu), że w nocy nie byłam w stanie nakarmić własnej córeczki. Ból krocza, problemy z wypróżnieniem, totalne osłabienie... Wszystko to powodowało, że w ostatecznej ostateczności podawaliśmy NAN PRO. Na szczęście zdarzyło się to raptem kilka razy.

Po pewnym czasie zauważyłam, że brodawki jakby zaakceptowały aktualny stan rzeczy i poprawiły się bardzo. Już nie były takie delikatne i wrażliwe. Nie pękały i nie krwawiły. Ale radość nie trwała długo. W pewnym momencie (wręcz z dnia na dzień) pojawił się okropny ból. Był on tak silny, że karmiąc Basię - płakałam niesamowicie zaciskając zęby. Postawiłam sobie wtedy za cel nadrzędny, że mimo wszystko muszę karmić.... MUSZĘ....
Z każdym karmieniem było coraz gorzej. Ból był coraz silniejszy. Brodawki na nowo zaczęły pękać. Już nie pomagały kapturki. Nie pomagała też zmiana pozycji.

Wyobraźcie sobie, że gdy zbliżała się pora karmienia, to miałam łzy w oczach i tak strasznie bałam się, że znów będzie ten okropny ból. Znienawidziłam moje piersi. Karmienie nie było dla mnie przyjemnością ( tak to wszędzie w kolorowych pisemkach dla przyszłych mam piszą ) tylko było istnym horrorem...

Lecz pewnego pięknego dnia - w momencie ból ustąpił. Moje zdziwienie było przeogromne. A jaka wielka radość, że znów mogę karmić moją córeczkę.
No, ale żeby nie było tak kolorowo pojawił się nowy problem...
Moja mleczarnia zaczęła produkować coraz mniej mleka.....
Nie pomagało częstsze przystawianie Małej do piersi, nie pomagały herbatki na laktację, nie pomagało karmi. Po karmieniu moja córka płakała z głodu. Ciągnęła ile sił, a z piersi nic nie leciało.
Musieliśmy zatem poratować się mm więc wybór był prostu - zakupiliśmy NAN PRO i dokarmialiśmy.

Bardzo zależało mi, żeby na nowo pobudzić laktację więc na okrągło to Basia, to laktator byli przy piersi. Jednak nic to nie dało.... Jednak mieliśmy mały sukces, bo produkcja już nie spadała tak drastycznie, tylko zatrzymała się i była stale na jednym poziomie. Ale co z tego, skoro mojej córeczce zapotrzebowanie wzrosło, a mleczka było dalej tyle samo ? Więc trzeba było dokarmiać.

Na dzień dzisiejszy 2/7 posiłków muszę dawać mojej córci mm. Mimo przystawiania, z dnia na dzień jest coraz mniej mleka. Mimo wszystko siedzę co po chwilę z laktatorem, ponieważ strasznie zależy mi, aby Basia jak najdłużej dostawała mleko mamy. Uwierzcie mi czuję się okropnie przez to, że nie mogę wykarmić własnego dziecka... Zwłaszcza, że dookoła trwa taka nagonka na mamy, które podają swoim dzieciom sztuczne mleko... Ciągle powtarzam, że jestem beznadziejną mamą i czuję się taka niespełniona w tej roli... Ale co ja mam poradzić skoro moje gigantyczne piersi nie współpracują tak jak powinny ?
Rozmawiałam na ten temat z położną ze szkoły rodzenia, która ciągle powtarza, że karmienie naturalne wcale nie jest wyznacznikiem tego czy się jest dobrym rodzicem, ponieważ jest tyle innych rzeczy, które mają na to wpływ. Ale łatwo jest powiedzieć - gorzej zaakceptować ten stan rzeczy.
Mąż jest dumny, że tak dzielnie walczymy o to mleczko. Dziękuję mu za to, ponieważ bardzo potrzebuję teraz wsparcia... 
Mamy, które mają wystarczającą ilość mleka nigdy nie zrozumieją jak to jest, gdy widzi się walczące z brodawką dziecko, które potrzebuje więcej mleka, a Ty nie jesteś w stanie mu go dać... Jest to najokropniejsze uczucie jakie do tej pory mnie spotkało na naszej wspólnej drodze....

A teraz jeszcze skąd wzięło się moje pytanie odnośnie mleka. 
Z NAN PRO jesteśmy bardzo zadowoleni, nie mniej jednak Basia ostatnio zaczęła produkować strasznie ciemne zielone kupki. To jeszcze nie zdziwiło by mnie tak bardzo, gdyby nie fakt, że czasami i 10 dni kupki nie było. A gdy już przyszedł dzień na kupkę - córa prężyła się, była niespokojna, a nawet płakała. Ale wtedy to była wielka kuuuupa - wcale się nie dziwię - z tylu dni... Do tego jeszcze częste ulewanie (nawet po kilka razy po każdym posiłku)....
Postanowiliśmy więc, że zmienimy mleko tylko zupełnie nie wiedzieliśmy na jakie. 
Dziś zakupiliśmy BEBILON COMFORT (dla niemowląt z tendencją do kolek i zaparć)  i będziemy testować od poniedziałku. Zobaczymy czy naszej Basi bardziej przypasuje czy będziemy musieli dalej poszukiwać odpowiedniego mleczka... 

I taki mały APEL.
Nie krytykujcie drogie mamy kobiet, które decydują się podawać swoim dzieciom mm. 
Postarajcie się je zrozumieć, ponieważ wyrażając swoje negatywne opinie na ich temat sprawiacie, że bardzo często kobiety te popadają w depresję lub przestają wierzyć w to, że są dobrymi mamami.... 





47 komentarzy:

  1. Moja bratowa karmiła od początku pół na pół. Mleka miała za mało i musiała sobie radzić. Do 4 miesiąca dawała radę karmić, Później już, mimo częstego przystawiania, nic nie miała w piersiach. Młody ma teraz pół roku i na mm GERBER jest. Nie ulewa mu się nic po tym ani nie ma kolek. Rozwija się dobrze i mino pogody w kratkę nie choruje.
    Ja liczę, że uda mi się dłużej pokarmić ale to się już na dniach okaże jak dzidzia stwierdzi, że już czas wyjść. :)

    Trzymam za Ws kciuki i niech Córcia rośnie w siłę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest przykład na to, że takie sytuacje się zdarzają niejednokrotnie i żadne częste przystawianie sobie nie radzi z pobudzeniem laktacji. I jakby człowiek chciał, to nie może...
      Tobie życzę powodzenia przy karmieniu - bądź dzielna :)

      Usuń
  2. Kochana jak podajesz mm to mleka w piersi nie będzie wiecej niestety.
    Jeżeli chcesz pobudzić laktację to musisz odstawić modyfikowane i spedzić dwa trzy dni z Basią przy piersi praktycznie non stop. I wyrzucić smoczek. Bo popękane brodawki to zazwyczaj wina smoczka.
    Smoczek, smoczek od butelki i sutek to trzy rodzaje ssania dla Basia. I Basia się denerwuje bo musi zmieniać typ ssania w zależności co jej podajesz. I czasami denerwuje się przy piersi bo nastawia się na tryb ssania smoczka, a Ty jej podajesz pierś.
    Karmi nie pomaga na laktację :) to taki mit :) Najlepszy jest zwykły kminek. Parzysz łyżeczkę kminku i pijesz. Ale nic tak nie działa na laktację jak ssanie dziecka. Brakuje Ci pokarmu bo podajesz mm.
    Żaden laktator nie podrobi ssania dziecka... niektóre piersi da sie oszukać, Twoich widocznie nie.
    No i jak dziecko ssię to z piersi zawsze leci. Może nie być to strumień na początku, ale leci.
    Poczytaj sobie bloga www.hafija.pl możesz też napisać do Agaty ona ma więcej wiedzy niż ja.
    Nie zrozum mnie źle, nie chcę wyjść na jakąś laktacyjną terrorystkę. Po prostu wiem co przechodzisz i mogę Ci tylko powiedzieć, że ten okres minie. Wiele matek poddaje się na tym etapie, ale warto przetrwać naprawdę. Mleko mamy jest nie do zastąpienia, więc pomyśl z czego rezygnujesz, a możesz jeszcze o to powalczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że myślisz, że z dnia na dzień podałam mm. A to prawda nie jest - prawie tydzień spędziłyśmy na piersi ( z krzykiem i łzami). Więc te trzy dni, o których ty piszesz - niestety nie miałyby szans.
      Piszesz też, że jak dziecko ssie to leci - też muszę to niestety znegować. Karmię przez nakładki. Kilka dni temu (kiedy mała już była nie na żarty wkurzona, że nic nie leci) wysunęłam pierś z jej ust a moim oczom ukazała się krew w nakładce i ani kropelki mleka.
      Musisz wiedzieć, że żadna mama bez walki się nie poddaje. Dzięki Bogu, że mam ten laktator, bo bez niego moja laktacja już dawno by zanikła.
      I tak jak mówię - każda matka, której zależy na tym aby dziecko dostawało co najlepsze - walczy do końca o mleczko. Więc ja będę walczyć do ostatniej kropli. I wcale nie rezygnuje.

      Usuń
    2. Nie zgodzę się z paroma rzeczami powyżej. Tak jak każdy człowiek jest inny, o innego lubi, tak każda kobieta inaczej przechodzi tzw mleczną drogę. Choć nie znam autorki bloga ale podczytuję czasami i wydaje mi się że ten post pisze już w sporej desperacji żeby wyrzucić z siebie te poczucie winy bo walka o mleko zaczyna ją przerastać. Czy sfustrowana matka walcząca o każdą kroplę mleka jest lepszą od tej która stwierdziła ok nie udało się próbowałam trudno ale dziecko musi jeść więc mm idzie w ruch-i wtedy dziecko spokojne najedzone, mama uśmiechnięta bo pewna że dziecko nie jest głodne? I nie ma co zalać winy na to że to przez to czy przez tamto. Milion dzieci ssie smoki i butelki a ich matki mają tyle mleka że dziesiątke by wykarmiły ale i są takie które nie podają wcale a mleka nie ma koniec kropka. I nie zawsze 3 dni wiszenia dziecka na cycu pobudzają laktację. Jednym się to udaje innym nie. Jestem mamą 4 dzieci.Troje karmiłam do roku a najmłodsza córcia mimo iż pięknie przybierała na wadze to była uwieszona na piersi całymi dniami. Po pewnym czasie zaburzyło to laktację i mleko zaczęło znikać.Do tego moje nerwy że jest jeszcze 3 którymi trzeba się zająć i om do ogarnięcia i robiło się niewesoło. Dziś córa ma 7 miesięcy, od miesiąca dostaje posiłki stałe karmię piersią ale noce są katorgą bo pobudka co pól godziny.Czasem córa ciągnie cyca ale tak jakby mleka było malutko. Pewnie jeszcze ze 2 miesiące i będzie koniec bo potrzebuje coraz więcej.Czy będę miała wyrzuty? Jak cholera! Ale taka jest kolej rzeczy że kiedyś ten etap trzeba zakończyć.I nie popieram karmienia dziecka do 2 roku życia, to jest dla mnie bez sensu.Ale każda matka ma swój plan i to co pomaga jednej, drugiej nie musi. Kminek tak chwalony mi nie pomógł, ani Karmi ani herbatki laktacyjne. Może i ten okres minie ale coś przez ten okres dziecko jeść musi. Schemat pól na pól i po pewnym czasie okaże się czy się udało czy nie. A jeśli nie to mówi się trudno, napewno to nie oznacza jestem złą matką.Bo zła to taka która rodzi i już 5 minut po mówi że nie będzie karmić bo po prostu nie ma na to ochoty-pod względem karmienia piersią oczywiście. A miłość wyraża się w milionach innych rzeczy niż tylko karmienie piersią!!!!!!!!! Amen.

      Usuń
    3. Anonimowa mamo - dziękuję... Tylko tyle mogę powiedzieć...

      Usuń
    4. Mam na imię Justyna :) I wiem doskonale co przeżywasz z tym że ja nie miałam wsparcia otoczenia prócz męża i przy 4 dziecku myśl o karmieniu i problemach z tym związanych-bo zawsze jest coś po drodze-spowodowała że czasem miałam ochotę uciąć sobie tego cyca byleby nie siedzieć ciągle z tym denerwującym się maluchem przy cycu-w żartach z tym odcięciem. Jesteś super kobietką i super mamą co najlepiej widać na zdjęciach uśmiechniętej Basi.I nawet jeśli ci się nie uda to walczyłaś dzielnie. Niejedna matka by się już dawno poddała. Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Nie zgodzę sie ze smoczek i butelka zaburzają laktacji- mój syn dostaje smoka i pije z butelki codziennie- nie mam problemu z laktacja. Generalnie picie dużej ilości płynów może pomoc.
      Głowa do góry- to naprawdę ńie jest koniec świata podanie mm, ważne ze dziecko jest najedzony i nie przejmuj sie lekaracynym terrorysta :)

      Usuń
  3. Dzielnie walczycie :) Jeśli jeszcze macie siłę, to może uda Wam się znaleźć w Waszym zasięgu poradnię laktacyjną lub chociaż doradcę laktacyjnego, który podpowie metody dopasowane do konkretnie Waszej sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okolicy nie ma, a gdy już tak ową znalazłam ( w dalszej okolicy) to podała taką cenę, że stwierdziłam, że damy sobie radę....

      Usuń
    2. Ale w sumie, jak już przeliczać to na gotówkę (znam ból), to spróbuj policzyć, ile będzie kosztowało mm i czy nie wyjdzie drożej niż doradca.
      I koniecznie daj znać, jak Wam idzie i jakie decyzje podjęliście. :) Trzymam kciuki.

      Usuń
  4. Wiem cos na temat tego mleka moj maly po tym mleku nie mogl sie zalatqix a czarne kupy z tad ze nlejo ma duza zawartosc zelaza polwcam bebiko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam właśnie o tym żelazie. Zobaczymy jak poradzi sobie Bebilon, a jeśli nie poradzi, to spróbujemy bebiko.

      Usuń
  5. Zapomniałam, że nasza Laura pije NAN, ale widzisz jej pasuje. Jeśli macie problemy z zaparciami to dokładnie przestudiujcie skład mleka, bo coś Basiuli ewidentnie w nim nie odpowiada. Skoro już wypowiedziałam się co do mleka to jestem zobowiązana wypowiedzieć się i do laktacji. Będę szczera sama używam mm, więc wiadomo moja opinia jest subiektywna. Ja po odstawieniu, np teraz trochę czasem żałuję jak koleżanki z blogów piszą, że karmią, że to taka bliskość itd... z drugiej strony szybko się poddałam bo długo mnie nie było w domu jak zdawałam prawko więc młody jadł sobie mm. Ale (zlinczujcie, zjedzcie i co chcecie jeszcze) muszę to powiedzieć: naprawdę poczułam się szczęśliwa, wolna i od tamtej pory nasze życie uległo zmianie na plus, nie tylko jeśli chodzi o relacje dziecko-matka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... i u nas jest o wiele lepiej od kiedy dokarmiam córcię. Już nie ma tego bólu, córcia jest szczęśliwsza, a i ja nie ukrywam czuję się o wiele lepiej. I jakby ktoś chciał Cię zlinczować - nie bój się nie pozwolę na to.
      Też jest mi smutno jak ktoś tak zachwala karmienie naturalne, bo wiem, że kurcze mi nie jest dane zaspokoić wszystkich potrzeb Basi...

      Usuń
    2. Kochana zaspokajasz, dajesz Basi jeść, czułość, przytulasz, uspokajasz jak płaczesz, przede wszystkim kochasz :)Bardzo dobrze że się nie poddajesz , walcz nawet o ta kropelkę mleczka, ale też nic złego się nie stanie jak podasz mm.

      Usuń
  6. Nie musisz czuc się winna! Dopóki walczysz, nie przegrałas. :-*
    Ja miałam szalenie ciężko również, ale dalismy radę.
    Może Mała źle łapie, nie masz czerwonej otoczki wokół sutka, takiej błyszczącej? Ja tak miałam i się okazało że Mały ma pleśniawki i mnie zaraza. Ból był straszny, ale po lekach minął.
    Nie poddawaj się. Odciągniete mleko mroz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pleśniawkami walczyłyśmy to fakt - ale wtedy piersi nie bolały.
      Niestety nie mam na tyle mleka, żeby mrozić. Każdą kropelkę na bieżąco podaję Basi, żeby jak najmniej podawać mm.
      Nie uważam, żebym przegrała, ponieważ jak mówisz - nie poddaję się i walczę. Może mi być przykro, mogę się czuć niespełniona w roli karmicielki, ale nie czuję się winna... Robię wszystko co w mojej mocy.

      Usuń
  7. Kochana dokładnie - nie powinnaś czuć się winna, bo tylko tym pogorszysz sobie laktację - stres mamy źle wpływa na pokarm! Ja na samym początku miałam tak samo jak Ty - jakbym czytała to co czułam i to co było :) Teraz mam taki moment, że tak jak pisałaś strasznie boli mnie prawy sutek czy brodawka. Też w tym sutku właśnie na początku miałam strupki i teraz wróciłam do kapturka na prawego cyca, żeby jakoś aż tak nie czuć bólu...też nie wiem czy mam wystarczająco pokarmu - ale mała przybiera na wadze prawidłowo a to chyba odpowiedni wyznacznik. Bo czasem jak ją po 30 minutach odstawię bo widzę, że już tak memla cycucha a nie przełyka to wyciągam i jest grymaszenie no ale nie będzie mi przecież na cycku wisiała godziny! Zobaczymy jak to będzie - planowo chcę max pół roku karmić :) bo potem im większa dzidzia tym ciężej będzie oduczyć. A co do kupki to ja też się kiedyś wystraszyłam jak mała nie zrobiła kupki przez dwa dni bo wcześniej było po kilka dziennie. Położna powiedziała mi wtedy, że jak się u maluchów unormuje trawienie to mogą i tydzień nie robić i że to normalne.

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest strasznie- jak mozna doprowadzic do stanu w ktorym mama podajaca mm czuje sie winna. Czy tego wlasnie chca mamy karmiace piersia? To co lepiej patrzec na placzace z glodu dziecko, ale mm nie dam bo to zlo???? Ludzi skad to sie w was bierze?
    Nie przejmuj sie wazne ze Basia sie najada i bedzie zdrowo rosnac, polozna Ci dobrzr powiedziala- karmienie nie jest wyznacznikiem tego jakim jest sie rodzicem. Wazne sa inne rzeczy rowniez, nie mozesz czuc sie winna. Ja karmie piersia, ale wieczorem moj syn dostaje mm dlaczego. Bo ostanie karmienie trwalo u nas 2 godziny- wiczorem nie mialam wystaczajaca pokarmu-on sie denerwowal i ja tez. Nie widzialam sensu zebysmy oboje byli zdenerwowani, a tak dostaje butel, naje sie idzie spac- i tak go w nocy karmie, nie robie tego z wygody zeby sobe noc przespac. I wiesz nawet nie mysle ze cos zlego robie, nie dajcie sie zawriowac!
    Pozdrawiam Ula

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo wspolczuje,bo wyobrazam sobie przez co przechodzisz. ale,prawda im wiecej mm tym mniej mleka bedziesz miala... no i smoczek bardzo duzo zlego robi. jak chcesz utrzymac i pobudzic laktacje,to wywal smoczek,kup zestaw medela do pobudzenia laktacji,taki rureczki ktore przyklejasz do sutka z zbiorniczkiem na mm,dziecko ssie piers pobudza laktacje,a jednoczesnie pije mm. piers musi dostac sygnal od ssania,ze potrzebne mleczko. mi na poczatku tez wydawalo sie ,ze nie mam mleka,bylam po cc,w szpitalu dokarmiali synka,brodawki zorane do krwi,strup na strupie. na poczatku nakldki,ale jak widzialam w nich krew,to sie odechciewalo.. wiec mimo bolu podawalam taka piers. tez kryzysy,ze piersi miekkie,jakby puste. ale laktacja jest w glowie,postaraj sie wywalic smoczek i jak najwiecej miej mala przy piersi,bierz jak i tak sobie siedzcie,spij z mala w nocy przy piersi,w nocy jest najwiecej pokarmu. tez w nocu budz sie co dwie godziny by przystawic mala,nie ma sil by produkcja nie ruszyla. aha,nie wazne czy podasz w koncu mm i tak jestes cudowna mama!!! slyszysz? bo walczysz,a nie z gory zakladasz ze karmienie piersia jest do kitu i obojetne jakie mleko podasz. zycze duzo sil kochana!!! mi poczatkowo tez bylo.trudno,ale.zawzielam sie,karmie.prawie 17 mcy,a poczatki byly ciezkie,kazdy mnie straszyl,ze nie wykarmie synka,bo cc,bo on waga 4500 bo mam male cycki... laktacja rodzi sie w.glowie,uwierz w.siebie,sciskam*

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety sztuczne mleczko czesto powoduje zaparcia - walczylismy z tym jak maly musial dostawac mm z przyczyn medycznych. Kochana, Ty nie masz powodu by czuc sie winna. Walczylas dzielnie, ale nie wyszlo do konca tak jakbys chciala. Tak sie czasami zdarza, a stres w laktacji nie pomaga. Mi sie udalo karmic bardzo dlugo nigdy nie przystawiajac syna do piersi - 20miesiecy z laktatorem. Jesli masz jeszcze sily to probuj laktatorem - na poczatku szybkie energiczne ruchy, pozniej nieco wolnijesze, dluzsze. Gdy mi stanela laktacja odciagalam co godzine chociaz 5 minut. Moze uda Ci sie w ten sposob wykurowac brodawki. Jesli sie nie uda -trzeba sie z tym niestety pogodzic.
    Wiem jak czuje sie mama, ktora ma poczucie, ze zawiodla - gdy syn urodzil sie skrajnym wczesniakiem czulam sie winna iz nie potrafilam go w brzuchu zatrzymac. Takie my juz jestesmy pokrecone matki. Na szczescie jeden z lekarzy syna wyleczyl mnie z tych glupot. Trzymam kciuki i podziwiam jednoczesnie bo moim zdaniem bylas bardzo dzielna. Wiele kobiet poddaloby sie znacznie wczesniej.

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas po nan pro córeczka nie mogła się wypróżnić przez dobre kilka dni, zmieniliśmy na bebilon i jest ok do dzisiaj a córcia ma 16 miesięcy.

    Dla swojej córeczki jesteś najwspanialszą mamą na świecie, pamiętaj o tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak sobie poradzi bebilon w naszym przypadku :)

      Usuń
  12. U nas po nan córka miała problemy z wypróżnianiem, zmieniliśmy na bebilon i jest ok do dzisiaj, ma 16 miesięcy.
    Jesteś najwspanialszą mamą dla swojej córeczki i pamiętaj o tym :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie Ci współczuję. Nie zamartwiaj się, znam dużo matek, które karmiły dzieci mlekiem mm i są to zdrowe dzieci, szczęśliwe, cudowne. Nie zamartwiaj się, bo się wykończysz kobieto, a to nie o to chodzi przecież! Moim zdaniem nawet jak jedno karmienie uda Ci się podać z piersi, a resztę mm to dasz dziecku przeciwciała i będzie ok, naprawdę nie martw się tak, przecież nie da się robić nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie przejmuj się Kochana, bo to tylko będzie pogłębiało wszystkie zmartwienia i troski. Poczatek też miałam cieżki, mialam poanione i popekane brodawki do tego stopnia, że moje dziecko zaczeło ulewać moją krwią, którą wyssało wraz z mlekiem (gdy to pierwszy raz zobaczyłam, byłam załamana, ale położna mnie uspokoiła). Karmienie było istną udręką, bo byłam obolała, mały nieporadnie ssał, a do tego nerwy i płacz pogarszały sytuację. Pewnego dnia znajoma poleciła mi, żeby masować piersi od góry w dół, tak jakby ściągała pokarm w dół do brodawek, wtedy gdy dziecko będzie ssało to nie będzie tego poczatkowego bólu zanim zacznie porządnie ssać, bo będzie już miało mleko. Pomogło! Masowalam piersi przed każdym karmieniem, przez ok 2-3 tygodnie, aż pewnego dnia zauważyłam, że już nie muszę masować, bo wszystko ładnie się zagoiło, a i karmienie już tak nie boli. Ale gdyby nie ta porada to nie wiem jak to by sie skończyło. Pewnie tak jak u Ciebie.
    Moja znajoma nie miała inny problem i nie mogła w ogóle karmic swojej córeczki. Bardzo z tego powodu cierpiała, że musi od samego poczatku ją dokarmiać, ale teraz malutka jest cudownym dzieciątkiem i wszystko jest dobrze:) Tak więc głowa do góry - musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo pozytywne nastawienie potrafi zdziałać cuda:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Góralka, my traktujemy mój pokarm jak deserek, przystawkę ,wazne, ze cokolwiek z piersi dostawała - dostaje, bliskość to też noszenie na rękach, przytulanie, :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mamą nie jestem. Jednak wydaje mi się, że dokarmianie mm lepsze niż ciągła walka o mleko mamy. Dobrze, ze choć trochę karmisz swoim mlekiem. Jak wiele innych osób wspomniało, bliskość to nie tylko karmienie piersią. A przecież Ty musisz mieć czas dla Basi, czas dla męża i rodziny i siebie. A tak, non stop męczyć się z bólem i non stop z malutką przy piersi...nie zrobisz nic, nie będziesz miała na nic sił. A szczęśliwa mama to przecież i szczęśliwe dziecko. Jak będziesz się denerwować to i Basieńka będzie niespokojna. Sądzę że nie ma w tym nic złego. Próbowałaś. Nie raz. I to się liczy. A przecież przy karmieniu butelką też przytulasz dzidzię, patrzysz w oczy itp. I ja również zauważyłam, że jest straszna nagonka na mamy które nie karmią piersią. A nikt z zewnątrz przecież nie wie, dlaczego ta mama nie karmi. Tylko od razu osądzają...:/ Pozdrawiam cieplutko z Poznania!

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. ja cały czas trzymam kciuki! :-*:-*

    OdpowiedzUsuń
  18. Ależ się cieszę, że u Ciebie na blogu, przy tym trudnym temacie, znalazło się tyle pozytywnych słów. U mnie niestety tak nie było, dostałam niezły "pojazd" przez co jeszcze bardziej czułam się winna, frustrowałam się, że mleka nie ma, że Miś krzyczy i wyszło, jak wyszło.
    Powiem tak, Mój synek od 2 mż jest wyłącznie na mm i ani razu mi nie zachorował, jest szczęśliwym, świetnie rozwijającym się dzieckiem , nie uważam też, że mamy słabszą więź przez to, że jest karmiony w taki a nie inny sposób.
    Czy żałuję, że szybko się poddałam? Trochę tak, jeśli będzie mi dane następnym razem powalczę dłużej, jednak jako młoda niedoświadczona mama najważniejsze było dla mnie nakarmione i spokojne dziecko.

    jesteśmy na bebiko, pojwił sie jednorazowy wybryk w postaci braku kupek, później była kupka raz na dwa dni, ale bez płaczu, czy prężenia, natomiast szybko się to unormowało.

    Przykre jest to, że mamy karmiące mm czują się winne, czy boją tego, jak zareaguje otoczenie, to z pewnością nie pomaga przypływowi mleka..

    W każdym razie trzymajcie się dzielnie kobietki!

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana o moich problemach napisze jutro to bedzie dlugi post o porodzie i o mleczarni.Także dokarmiam mała jednak powiedziała bym ze moim mlekiem.Tzn idzie piers daje rade wycycac cos z obych piersi cycki miekkie i mleko modyfikowane w ruch u nas sprawdzil sie gerber1 mała robi zdrowe kupki,pieknie puszcza baczki i przesypia 3-4h :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kobieto jestes wielka( sercem ). Dziekuje coi za ten post, ty wiesz co to znaczy chciec a nie moc.Jak ja mowilam komus ze niestety moja mleczarnia jest zepsuta, to ludzie sie dziwili. Wogole kobiety ktore karmily swoje dzieci piersia. Plakalam dlugo ryczalam po nocach, maz bardzo mi pomogl. Wspieral mnie mowil ze na tym swiat sie nie konczy.Zaczelam dawac mm i stalam sie inna mama, wiedzialam ze moje dziecko nie placze juz z glodu. Sama musisz wiedziec czego chcesz dla swojego dziecka, tylko ty wiesz co dla niej jest najlepsze. zestresowana mama czy szczesliwa acz rozczarowana tym ze nie moze karmic. Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka mama Chrisa

    OdpowiedzUsuń
  21. Doskonale Cię rozumiem. Ja walczę o laktacje od 7.11 i czasem mam dość bo wystarczy jeden dzień nerwów i ilość pokarmu spada przy odciąganiu do 10 ml na pierś i zabawa zaczyna się od początku. Póki co się nie poddaje choć nie raz miałam ochotę wyrzucić laktator za okno :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana moi znajomi mieli podobny problem u synka z tym, że on pił mleczko z Hipp'a. Zmienili na Bebilon i wszytsko wróciło do normy.
    My od samego początku kupujemy Bebilon i nie mieliśmy żadnych problemów!
    Całuski :**

    OdpowiedzUsuń
  23. Niektóre mamy nie mogą karmić piersią i pobudzanie laktacji nic nie daje po prostu tak jest i koniec.Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  24. To przykre że w Polsce nadal mamy mit matki polki, ale ważne żeby z tym walczyć i mówić o tym głośno.

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam. Twoja Basia jest niewiele młodsza od naszej Córci. My również od trzech tygodni podajemy mm - Enfamil 1 Premium (polecam butelkę dr browns) plus moje mleko "na deser". Odpukać problemów brzuszkowych brak, choć podajemy profilaktycznie probiotyk (bio gaia). Mała jest szczęśliwa, uśmiechnięta, dobrze się rozwija i to jest dla nas najważniejsze. Ja również odetchnęłam, bo wiem gdzie leżała przyczyna płaczu i rozdrażnienia naszego Skarba. A i tatuś może teraz doświadczyć bliskości jaką daje karmienie. Tak, tak - karmienie butelką także buduje więź z dzieckiem. Fakt, nie jest do końca tak jak sobie wymarzyłam, ale w życiu dziecka i naszym są jeszcze inne, równie ważne rzeczy i wartości, które pielęgnujemy. Do całej tej mlecznej nagonki i laktacyjnego terroru podejdź jak ja - z rozsądkiem. Nie podlega wątpliwości, że karminie piersią jest najlepsze dla dziecka, ale rzeczywistość pisze różne scenariusze. Zamartwianie się i obwinianie niczego dobrego nie przyniesie. Szkoda energii. Głowa do góry, będzie dobrze :)
    Pozdrawiam Marta :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo mi przykro, że nie wyszło, jak chciałaś, podziwiam za determinację. W kwestii mm się nie wypowiem, ale przyszło mi do głowy, czy radziłaś się pediatry? Może te kłopoty brzuszkowe i ulewania to jakaś skaza białkowa i trzeba by spróbować mleka lub preparatu mlekozastępczego dla alergików? A probiotyk na pewno nie zaszkodzi, my podawaliśmy profilaktycznie ponad rok. Chyba, że mleko już go zawiera. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  27. poruszył mnie Twój post, też miałam problemy z karmieniem i udało mi się karmić tylko miesiąć, więc doskonale rozumiem, co czujesz. Też byłam przygnębiona i wątpiłam w swoją wartośc jako matki, na szczęście dość szybko udało mi się z tym pogodzić.
    Bądź dzielna, trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kochana rozumiem Twój wybór wiem przez co przechodziłaś ja też miałam poranione sutki,że przed każdym podaniem piersi synkowi zaciskałam zęby też płakałam,bo nie chciałam aby był ciągle głodny choć miałam nawały mleka a mały był głodomorem to sutki miałam jak po bitwie.Więc smarowałam maścią i mi przeszło i karmię już 20 miesięcy.
    Nie jesteś złą mamą wiem,że robiłaś wszystko co w swojej mocy i doskonale cię rozumiem,że starałaś się o każdą cenną kropelkę mleka.Ważne,że Basia jest spokojniejsza i najedzona tym mlekiem,które jej podajesz.Trzymam kciuki za Was.

    OdpowiedzUsuń
  29. A jeśli chodzi o mm - niech wszyscy krytykujący kobiety, które nie mogą karmić piersią spojrzą na skład mm - same witaminy, minerały, tak naprawdę mleko sztuczne jest bardzo zdrowe. Oczywiście, nie ma przeciwciał mamy, ale na prawdę - nie ma co płakać, że męczymy nasze dziecko bo dajemy mu sztuczne mleko. To nie te czasy, co 20 lat temu.

    Ja też bardzo walczyłam o mleczną krainę - ból, płacz, mój i Gabrysi. Aktualnie mamy problem przeciwny do twojego- w prawej piersi mam 3 dziureczki takie, że przy ciut pełnej piersi sikają jak z prysznica, małej w podniebienie, mała płacze, buntuje się, łyka powietrze, musi odbić itd itd.

    Czasem bardzo trudno jest w Cycolandii - dlatego powinnaś być z siebie dumna, że tak walczysz.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ciesze sie bardzo z pierwszego faktu ze nie ma komentarzy ze jestes zla matka!
    dobrze sama wiem ze to ze chce sie karmic to idzie wywalic do kosza , jeszcze dziecko musi umiec duzo a przede wszystkim musisz miec wystarczajaco pokarmu, robisz wszystko co mozesz pobudzasz produkcje wiec nie czuj sie winna ze podasz mleko z butelki, nie wyobrazam sobie tego zeby ktos mi powiedzial nie karmisz piersia to jestes zla matka,jesli ktos ma takie zdanie za matki karmiace butelka to matki ktore nie probowaly albo od razu podaja butelke to w wiekszosci przypadkow sie myla. Kazda matka walczy o to zeby karmic wlasne dziecko i jeszcze walczy ciezej niz ta ktora karmi bo ma do tego jak najlepsze predyspozycje, padanie butelki to zawsze ostatecznosc nie mowiem o wygodzie czy wtedy nie wisi na cycu...ale o tym ze jak nie ma sie pokarmu, albo nie idzie wogole bo dziecko nie umie ssac, to nie czuj sie winna tylko wyluzuj podawaj tak dlugo jak bedziesz miala sily a przede wszystkim nie zadreczaj sie ze nie mozesz karmic bo jest nas naprawde wiele.Sama plakalam jak nie moglam karmic corki, plakalam zadreczalam sie sama nie wiedzialam juz co robic a przy tym corka plakala ze mna jak po ciagnieciu nic jej nie lecialo,placz malej byl nie dozniesienia wiec ja mialam wyrzuty sumienie ale po podaniu mleka kiedy dziecko jest szczesliwe wtedy zobaczysz ze jednak dobrze zrobilas!

    OdpowiedzUsuń
  31. ja bardzo chętnie karmiła bym moją sześciotygodniową córeczkę piersią, gdyby nie to, że mam jeszcze 15 miesięcznego synka... Jednoczesne karmienie Młodej piersią i zajmowanie się biegającym Mikołajem było nie do ogarnięcia. Także u mnie działa laktator a mleko modyf. uważam za genialny wynalazek i wieeelką pomoc! :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Najgorsze jest gadanie tych z boku. Ważne byś nie brała tego do siebie. Ty wiesz najlepiej jak wygląda sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak mnie dopadł kryzys laktacyjny to popadłam w straszną depresję, bo pokarmu z dnia na dzień robiło się coraz mniej. Wyglądało na to, że będę musiała zaledwie po kilku miesiącach karmienia odstawić małą od piersi. Ale w aptece mi polecili do picia ziołową herbatkę lactosan, która pobudza laktację. I pomogło. Piję ją przez już teraz regularnie, żeby nie mieć problemów z karmieniem więcej.

    OdpowiedzUsuń