czwartek, 26 czerwca 2014

STRES ZŻERA MNIE.


Nie wiem co to się podziało.
W brzuchu ściska, nie mogę sobie znaleźć miejsca, jestem poddenerwowana.
Jak nic - dopadł mnie stres.

Raz, że jutro egzamin, na który (bądźmy szczerzy) przygotowana jestem.... nie najlepiej. Nie jest to taka prosta sprawa, kiedy ma się przy sobie przez cały dzień małe dziecko, które już nie śpi tyle co noworodek, a nawet powiem więcej - potrzebuje sporo uwagi i coraz to nowych atrakcji.W wyniku tego, kiedy mała zasypia, to i ja najchętniej walnęłabym się na łóżko i zmrużyła oczy choć na chwile.
No ale niestety - trzeba się uczyć. Zatem otwieram te notatki, czytam, powtarzam, analizuje. Uf udało mi się zakumać połowę zagadnienia, aż tu nagle z drugiego pokoju dopiega krzyk małej Basi oznajmujący : "Mamo już się wyspałam - zabierz mnie stąd". Więc mama rzuca wszystko i leci w te pędy do córy, bo nie chce, żeby sobie pomyślała, że o niej zapomniałam.

I tak przewijanko, jakieś karmionko, zabawy, śmiechy, chichy, a nauka leży sobie na boczku i cierpliwie czeka. Oj żeby i jutro ta pani profesor była taka cierpliwa i wyrozumiała, to ja bym była zachwycona.
A propo profesorki, to śmiać mi się tylko chce, ponieważ idę do niej na egzamin, a nawet nie wiem jak wygląda, bo nie miałam okazji być u niej na zajęciach, gdyż właśnie wtedy urodziła się Basiulka.
I chyba głównie dlatego tak się stresuje.
Nie wiem czego się spodziewać, nie wiem co to za babka, nie wiem jak będzie wyglądał egzamin, czego może mnie zapytać. Przypuszczam, że przemagluje mnie przez cały materiał, uznając, że miałam pół roku na naukę. Pozostałe studentki miały egzamin pisemny ( nie ukrywam - dość łatwy ) więc co będzie ze mną ? Zobaczymy.
Nie mniej jednak twierdzę iż trója mi wystarczy :)


A co jeszcze wpływa na to, że ścisk w żołądku jest coraz większy ?
Myślę, że zbliżający się wyjazd w Bieszczady. Niby kilka dni, a ja pół mieszkania zabrać ze sobą planuję w myśl zasady, że wszystko może się przydać. Dobra - żartowałam.
Planuję zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale co z tego wyjdzie to zobaczymy. Muszę przewidzieć każdą możliwość, każdą pogodę czy niepogodę, bo przecież piękną jesień mamy tego lata.
W Bieszczadach byłam.... nie pamiętam kiedy. Ale byłam. Wyglądało to wtedy tak, że był nasz domek i w promieniu tak zwanego łohoho - nie było niczego. Bus jeżdżący z rana z podstawowymi artykułami prosperował jako sklep. Wiadomo - chleb, masło, jakiś pomidor, papier toaletowy, słodycze - no czego chcieć więcej ?
I właśnie mając w głowie tą myśl, że Bieszczady to jednak w dalszym ciągu jakaś odludniona dżungla postanowiłam, że muszę mieć ze sobą absolutnie wszystko. Oczywiście nie twierdzę, że tak jest na pewno, ale mam w głowie ten obraz Bieszczad sprzed lat i wolę się jakoś zabezpieczyć, co by nasza córcia miała co jeść przez ten czas. Dodatkowo znajomy mojego męża, który był tam rok temu z małym dzieckiem poradził nam, żebyśmy sobie zabrali wszelkie pampersy, mleko, czy słoiczki, bo o takie artykuły może być ciężko w tych małych wiejskich sklepikach.

Tak więc, sen z powiek spędza mi fakt iż muszę zapakować nas na ten kilkudniowy wyjazd.
Tylko w sumie nie wiem czemu ja się tak stresuje, bo przecież byliśmy już nie raz poza domem na kilka dni i żadnego problemu nie było...
E tam - na pewno damy sobie radę i tym razem, nie ma co sobie do głowy przybierać, a jednak jakiś stresik jest :)


Dobra Mamuśki - trzymajcie kciuki za egzamin - bardzo Was proszę :) 
Pozdrawiamy Was gorąco. 


Jak dobrze wstać skoro świt :)



Śmiech, który poprawi humor w tak ponury dzień :) 

Mój mały rozkminiacz :* 




15 komentarzy:

  1. Nie stresuj się Mamuśka, jak piszesz poradzisz sobie świetnie i na egzaminie i podczas pakowania. Jestem przekonana :) Oczywiście trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kciuki zaciskam z całej siły na pewno zdasz, a może z Basią idź na egzamin może profesorce zmiękczy serce :) A pakowania i ja nie lubię choć już tyle razy pakowałam, ale zawsze się zastanawiam czy wszystko wzięłam i zawsze się okazuje, że wzięłam ubrań za dużo i następnym razem obiecuję, że wezmę mniej a i tak zawsze zabieram tyle samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze mam za dużo, ale lepiej nosić niż się prosić :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki z całej siły! Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia na egzaminie. Pakowania nagomiast nienawidze (rozpakowywania jeszcze bardziej).

    OdpowiedzUsuń
  5. Do jakiej miejscowości w Bieszczady jedziesz? :)
    Znam Bieszczady jak własną kieszeń. Jeżdżę tam co roku od 14 lat i każdego roku obserwuję jakie zmiany nastąpiły. Bawi mnie stwierdzenie, że ciężko o artykuły dla dzieci. W mniejszych miejscowościach na pewno, ale głównych ośrodkach turystycznych Bieszczad są normalne sklepy/markety :)
    Wszystko zależy dokąd jedziecie, jak się dowiem może będę mogła coś podpowiedzieć.
    Powodzenia na egzaminie! Nie daj się stresowi, to najgorsze co może się stać, bo stres paraliżuje. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jednak przez te lata chyba sporo się zmieniło ;)
      Miejscowość nazywa się Bereżnica Wyżna.
      Wiesz, może ten znajomy trafił właśnie na taką miejscowość, gdzie o te dziecięce produkty było ciężko.

      Usuń
    2. No to stosunkowo "blisko" macie do Wołkowyji, Polańczyka, gdzie na pewno da się zrobić większe zakupy :) Fakt, akurat Wasza miejscowość jest mała i w tej jeszcze odludnej części Bieszczad :) Myślę, że na pewno jeżdżąc po okolicy znajdziecie sklepy, w których będą potrzebne artykuły. Jeśli jesteście zmotoryzowani, sprawa jest jeszcze prostsza, wystarczy stanąć na chwilę pod danym sklepem nawet jadąc gdzieś po drodze :)
      Jedziecie na zwiedzanie czy typowy odpoczynek? :)

      Usuń
  6. Trzymam kciuki! :) Maleńka cudowna..mamy wiele tych samych zabawek :p zarówno grzechotka jak i piłka w tle..no i wiele innych z poprzednich postów.
    Zapraszamy też do nas

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie dobrze z egzaminem! :) Trzymam kciuki :) A co do pakowania - nas też to czeka niedługo i nawet nie chcę o tym myśleć :D, tyle że my jedziemy nad morze. Damy radę! :)

    OdpowiedzUsuń