poniedziałek, 8 września 2014

DRUGA ROCZNICA ŚLUBU.


Dwa lata temu obudziłam się rano, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam straszne chmury, z których po chwili zaczął siąpić deszcz. Pomyślałam - no nie - tylko nie dziś.
Wzięłam prysznic, ubrałam się i pojechałam do fryzjera. Po drodze mama kupiła mi drożdżówkę, lecz gardło miałam tak ściśnięte, że ani kęsa przełknąć nie mogłam. Rozmawiając z fryzjerkami śmiałam się, lecz czułam, że cała dygocę....
Było szaro i ponuro, ale przestało padać.
Najpierw fryzura, potem makijaż i na końcu wpięcie kwiatów we włosy i mogłam jechać do domu. Tam czekała już na mnie świadkowa i druhny i od razu zabrałyśmy się za ogarnianie pończoch, podwiązek, halek, sukni, welonów i biżuterii. 
Suknia. Biała, przepiękna suknia. Jedyna, wyjątkowa, moja. Najpiękniejsza.
Po jakimś czasie byłam ubrana.
Byłam gotowa zewnętrznie, ale co działo się w mojej głowie ?
Czy ja robię dobrze ? Czy na pewno tak ma wyglądać moje życie ? Czy chcę wyjść za mąż w tak młodym wieku ? Czy jestem na to gotowa ?
Milion myśli, pustka w głowie, lecz ogromna miłość w sercu.
Tamta chwila trwała wiecznie. Łzy cisnęły się do oczu. Stałam przy oknie i wyglądałam czy ukochany przypadkiem nie rozmyślił się i czy przyjedzie....
Pamiętam jak przez mgłę słowa świadkowej - "no weź się ogarnij".
Niebo jakby rozjaśniało, a zza chmur nieśmiało zaczęły wyglądać promienie słońca. 

Przyjechał.
Ja cała rozradowana chciałam popędzić po schodach i rzucić mu się w ramiona, ale nie mogłam.... Nie pozwolili mi.
"Niech chwilkę poczeka ! - nic mu się nie stanie" - mówili.
Długo jednak nie wytrzymałam....
Wyglądał cudownie. Oczy mu błyszczały, a uśmiech na ustach powalał na kolana. Piękny garnitur, nienaganna fryzura, dumna postawa - zakochałam się w nim po raz kolejny.
Patrzył na mnie i czułam, że mu się podobam. Nie powiedział ani słowa, ale jego oczy zdradzały wszystko. Wręczył mi bukiet, a ja złapałam go za rękę i zaprosiłam na błogosławieństwo.

To był magiczny moment.
Mama powiedziała kilka zdań na jednym oddechu z drżącym głosem i ze świeczkami w oczach.
W tle brzmiała muzyka wydobywająca się z fletu, która potęgowała uczucie ścisku w sercu.
Zaświeciły mi się oczy, a Tomek ścisnął moją dłoń.
Nic do mnie nie docierało.

Wyszliśmy na zewnątrz. Na całym podwórku zebrała się cała moja rodzina. Ich wzrok skierowany był na nas. Czułam się lekko skrępowana, ale byłam szczęśliwa, że wszyscy przyjechali, żeby świętować ten dzień z nami.
Na podwórku przytrzymała nas brama. Nie poznałam ich - byli cudowni.

Trasa w góry trwała w nieskończoność. Niby dwie godziny z haczykiem, ale myślała, że końca nie doczekam. Do auta mama wcisnęła mi tą samą drożdżówkę, którą miałam zjeść na śniadanie i dzięki Bogu udało mi się zjeść jednego kęsa, bo w innym przypadku nie wiem czy nie przewróciłabym się gdzieś w drodze do ołtarza.
Tomkowi udało się nawet zasnąć na kilka minut. Podziwiam go za to, bo ja siedziałam jak na szpilkach. Ale dobrze, że zamknął sobie oczy na kilka chwil, bo dzięki temu nabrał sił, uspokoił się i zrelaksował. Wtedy jeszcze nie stresował się tak mocno....

Stres dopadł mojego przyszłego męża dopiero na placu kościelnym. Wtedy, kiedy próbowaliśmy wszystko ogarnąć, przywitać gości, ustawić drużbów....
Tomek wszedł do kościoła z drużbami i czekał tam na mnie przy ołtarzu.
Ja stałam w wejściu trzymając tatę pod rękę i zupełnie nie wiedziałam co się dzieje....
Rozbrzmiały organy.
Ruszyliśmy w stronę ołtarza.
W tłumie gości dostrzegłam tylko wzrok mojej koleżanki.
Potem widziałam już tylko Jego.
Tata podał Mu moją dłoń, a On ucałował ją patrząc mi głęboko w oczy.
Uśmiechał się.

Czułam, że serce bije mi jak szalone. Ręce drżały. Uśmiech z ust nie schodził.
Początku mszy nie pamiętam. Moje myśli chyba były gdzieś daleko.
Ocknęłam się dopiero, gdy ksiądz poprosił, abyśmy podeszli do ołtarza.
"Podajcie sobie prawe ręce." A ja czuję, że kolana mi się uginają. Mam wrażenie, że zaraz zemdleję.
Tomek po raz kolejny uścisnął moją dłoń z całych sił i wtedy udało mi się wrócić do żywych.
"Ja Tomasz...."
"Ja Martyna...."
"Miłość, wierność...."
"Oraz, że Cię nie opuszczę...."
"Żono..."
"Mężu...."
"Przyjmij tę obrączkę...."

Pocałunek.
Radość.
Serce chcące wyskoczyć z piersi.
Uśmiech na ustach.
Obrączka na palcu.
Nie wierzę - jestem żoną.

Wychodzimy z kościoła przy cudownym marszu Mandelsona. Na polu czekała już na nas cała rodzina, która obsypała nas mnóstwem monet.
Na salę jechaliśmy wspaniałym retro samochodem.
Rozluźniłam się.
Miałam przy sobie swojego męża.
Mieliśmy tylko siebie.

Na sali toast, życzenia, pierwszy taniec.
Potem zabawa, tort i podziękowanie dla rodziców, podczas to których dostałam od teściowej góralską chustę na znak przyjęcia mnie do góralskiej rodziny. Zupełnie się tego nie spodziewałam - zaskoczyła mnie ogromnie. Wzruszyłam się po raz kolejny.
Oczepiny, tańce, śmiechy - aż do białego rana. 

Na sali stres totalnie mnie opuścił. Chciałam po prostu bawić się i świętować ten cudowny dzień z bliskimi.

To był najpiękniejszy dzień w moim życiu i nie zamieniłabym go na żaden inny. Był wyjątkowy - dokładnie taki jaki sobie wymarzyliśmy. Dopracowany w każdym, nawet najmniejszym szczególe.
Goście też byli pod wrażeniem. Cieszyłam się, że moja ciężka praca nie poszła na marne.

To był nasz dzień.....


Dzisiaj po dwóch latach z łezką w oku wspominam tamten czas.
Wiem, że między nami różnie się dzieje, ale mimo wszystko jestem szczęśliwa.
Teraz mamy jeszcze nasze małe serduszko, które swoim uśmiechem rozświetla każdy dzień i to właśnie dla niego musimy walczyć i być dzielni.
Gorsze dni kiedyś miną, a nasza miłość pozostanie.
Na zawsze.
Bo....
".... Cię nie opuszczę, aż do śmierci..."


Uwaga - dużo zdjęć.




















 











 












 







 




 








 








 








  









25 komentarzy:

  1. Boże, ale się pobeczałam. Pięknie to opisałaś kochana.
    Zdjęcia są piękne zwłaszcza te z pleneru! Widać jak bardzo się kochacie na nich.
    Co do ciężkich chwil, takie też bywają nie tylko u Was, u nas też. Z resztą chyba nie znam pary która takich nie miewa.
    Miłości Wam życzymy kochani :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój ślub był 10 dni i 2 lata wcześniej :)
    Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to opisałaś i cudne zdjęcia :) Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego na dalsze lata :* widać, że byliście bardzo szczęśliwi w tym dniu :) Piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne zdjęcia! Jestem pod wielkim ważeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku pięknie wyglądaliście, ale Ty...Ty wyglądasz jak milion dolarów...Boże, przepięknie wyglądałaś, suknia cuuuudownaaa....i te uśmiechy :)...ja jestem ponad rok po ślubie, to był dla mnie tez piękny dzien..tak samo wychodziłam za mąż młodo, i też zastanawiałam sie, czy dobrze robię..czy chcę, żeby to był "ten" moment...milion mysli na minutę...o tak...a zdjęcia cudowne, fotograf pierwsza klasa..płynie z nich miłość i zrozumienie. Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudnie :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie to opisałaś, tekst pochłonęłam w całości i dalej mi mało. Zdjęcia są super dopełnieniem Twojej opowieści. Czuję się jakbym Was znała od dawna. Gratuluję i szczerze życzę samych szczęśliwych chwil we wspólnym życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Martyno, jesteś po prostu prześliczna, masz cudowną buzię, wspaniałą figurę i do tego te figliki w oczach! Przed obiektywem czujesz się jak ryba w wodzie, jesteś bardzo fotogeniczna. A opis dnia... pięknie napisane, z perspektywy "czekającej panny młodej", której nie brak rozterek, ale miłość jest od nich silnejsza:) Szczęścia dla Was!

    Rosie

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteście przepiękni. A zdjęcia na koparce i te przy zachodzie słońca...boskie!

    OdpowiedzUsuń
  11. O w dziuple, jakie fajne przebierańce, ten z pieluchą i w wózku miażdży!!!:D
    Ogólnie wesela i śluby to nie mój klimat, ale przy tych zdjęciach aż się uśmiechnęłam.
    Sesję mieliście mega, szczególnie zdjęcia w górach i na koparce ( !!! ) , niektóre sesje ślubne to jakiś jeden wielki badziew i tandeta, Wasza poraża klasą i pomysłowością:)

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam czytać twój blog:) przepiękne zdjęcia i cudowni Państwo Młodzi:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie :-) życzę kolejnych szczęśliwych, wspólnie spędzonych lat

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowne zdjęcia! obejrzałam z przyjemnością,choć ledwo patrzę na oczy ;) życzę Wam,żeby nic nie przysłoniło Wam tej miłości,która zaprowadziła Was dwa lata temu przed ołtarz! a że bywa różnie,to nic ni poradzimy,w końcu to życie a nie bajka,ale najważniejsze,żeby na końcu zawsze wyszło słońce ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowne zdjecia. Dobrze, że się nie rozmyśliłaś 2 lata temu ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam zdjęcia ślubne:) A Wasze są piękne:)

    Mama na Wyspach
    http://nataliamumtobe.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie opisałaś każdy ważny szczegół z "Waszego cudownego dnia"aż łezka mi się w oku zakręciła też brałam ślub we wrześniu pogodę z ranka miałam taką jak ty a gdy wychodziliśmy z kościoła zaświeciło słońce...to chyba był znak od Taty.
    Martyno życzę Wam aby każdy kolejny dzień spędzony szczęśliwie razem był piękniejszy od poprzedniego oraz kolejnych szczęśliwych wspólnie spędzonych lat w zdrowiu szczęściu i miłości.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma to tamto, pięknie było. Ale... świadkową to dopiero miałaś fajną ;d ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak tylko przyeczytalam tytul posta wiedzialam ze bede plakac, choc Was nie znam bardzo was polubilam. Pieknie opisane miunta po minucie ,piekne zdjecia i Wy piekni jestescie. Zycze Wam duzo milosci na nastepne lata:)
    Agnieszka mama Chrisa

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudowne zdjęcia, wspaniała pamiątka. Wygladalas przepięknie. Różowe sukienki, krawaty i wspaniały samochód. Dopracowany każdy szczegół. Wszystkiego najlepszego :-*

    OdpowiedzUsuń
  21. Oboje wygladaliscie przepieknie! Slicznie Ci w tej sukience. Widac, ze jestescie szczesliwi. Wszystkiego najlepszego na kolejne lata! Pozdrawiam, Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  22. Spoznione mocno, ale szczere zyczenia na kolejne wspaniale lata razem :)

    OdpowiedzUsuń