środa, 30 kwietnia 2014

Prezenty z okazji Chrztu

Wygrzebałam jeszcze jeden zaległy post, który w sumie miał się pojawić niewiele po chrzcinach Basi... No ale cóż - pojawi się dziś :)

Chciałabym pokazać Wam prezenty, które Bunia dostała od najbliższych. Oczywiście pominę wszystkie kartki, ubranka i zabawki, a skupię się na tych konkretniejszych podarunkach, które podbiły moje serce :) Być może przedstawione przeze mnie prezenty staną się dla kogoś ciekawym pomysłem na podarunek z okazji chrztu.
Niestety mój obiektyw nie jest dostosowany do fotografowania detalów, więc jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia - wybaczcie. 

1. Złote serduszko od dziadków ( moich rodziców ) 


2. Złote kolczyki od cioci ( mojej przyjaciółki ) - z białymi i różowymi cyrkoniami




3. Sztućce od Chrzestnego - firma GERLACH - grawerowane





4. Książka z wierszami i bajkami od dziadków ( moich rodziców )







Póki co zachwycamy się z Baśką tylko książką z wierszami, ale mam nadzieję, że na pozostałe prezenty również przyjdzie czas :)

Pozdrawiamy 
Hej ! :)

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


17/52
"Błękit oczu Twych"


wtorek, 29 kwietnia 2014

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


16/52 
"A tak mała Basia towarzyszy mamie w kuchni" 


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Projekt PIERWSZA ŁYŻECZKA :)

Mam tyle postowych zaległości, projekt 52 coś nam kuleje, no ale cóż - dziś musi być coś z aktualności. 

UWAGA UWAGA 
Basieńka dzisiaj zjadła pierwszą łyżeczkę marcheweczki ! 

Oh mama jest taka dumna :) 
Początkowo plan był taki, że Basia dostanie pierwszy stały posiłek w dniu skończenia 4go miesiąca życia, ale stwierdziłam, że spróbujemy kilka dni wcześniej. Wszystko dlatego, że lubię rozpoczynać  dane czynności w poniedziałek, a nie w środku tygodnia - łatwiej wtedy o dokładne rachunki i obserwacje :) 

Długo zastanawiałam się od czego zacząć - jabłko czy marchewka ? JABŁKO CZY MARCHEWKA ? To jabłko czy może jednak ta marchewka ? Im dłużej myślałam, tym więcej miałam wątpliwości. Poszłam jednak za głosem własnej intuicji i postanowiłam podać Basiuli marchewę. A dlaczego ? Pomyślałam, że łatwiej będzie nam podawać słodkie owocki w późniejszym czasie - kiedy to Bunia przyzwyczai się do wytrawnego smaku warzyw. 

Tak więc zdobyłam piękne marcheweczki, ugotowałam na parze, zmiksowałam za pomocą blendera, dodała odrobinkę wody, by potrawka zrobiła się bardziej papkowata i do dzieła : ) 


Przygotowania : 
- śliniaczek jest
- fotelik jest
- tetrówka jest 
- ubranko, którego w razie wypadku nie szkoda jest
- Baśka jest 


- miseczka jest 
- łyżeczka jest 
- marchewa jest 



 Kurcze... a co to takiego ?

Daj mamo... Daj spróbować.....

Jakieś takie... dziwne... 
Jakieś takie.... mało mleczne...

 Ale w sumie.... całkiem niezłe. 
Mamo daj jeszcze troszkę....


I takim oto sposobem Basiula zjadła w sumie może 3 pełne łyżeczki. Myślę, że chętnie wsunęłaby jeszcze troszeczkę, ale stwierdziłam, że na początek wystarczy :) 
Byłam przygotowana na wszystko : na plucie, płacz, wypychanie łyżeczki, na ogólny bałagan....
O jakże zdziwione była matczyne spojrzenie, gdy to wszystko okazało się takie zupełnie inne. 

A i reakcja mojej córy na nowe smaki była całkiem fajna. Niby bez jakiejś przesadnej radości, ale dla mnie ważniejsze, że wszystko odbyło się bez płaczu. Jedyny problem polegał na tym, iż Basia nie wiedziała, jak sprawić, by buźka szerzej się otwierała. Co prawda miała wcześniej doczynienia z łyżeczką, ale zazwyczaj podawałam za jej pomocą kropelki na brzuszek - więc bądź co bądź - same wlewały się do buzi. A tymczasem trzeba było jakoś tą marchewę ściągnąć z łyżeczki. 
Lekkie zdziwienie i zaciekawienie pomarańczową papką sprawiło, iż mamę rozpiera duma :)

Przez kolejne 2 dni zamierzam podawać samą marchewkę, jeśli Basi organizm dobrze sobie z nią poradzi - przejdziemy do ziemniaczka :) 


HEJ ! :*

Jestem mamą już cały rok :)

Z racji iż wczoraj dużo się działo, to muszę nadrobić zaległość i napisać post, który miał ukazać się wczoraj. Przyjmijmy, że dziś jest 27 kwiecień. 

27 kwiecień 2013  -  27 kwiecień 2014

Minął dokładnie rok. 
Minął dokładnie rok od kiedy dowiedzieliśmy się o Twoim istnieniu. 
Byłaś maleńką kropeczką....
Byłaś najpiękniejszą maleńką kropeczką.

Taka maleńka istotka, a sprawiła swoim istnieniem ogromną radość młodemu małżeństwu, które bardzo mocno pragnęło mieć dzidziusia. 

Tyle radości, tyle łez szczęścia.
Ogrom miłości. 

:* 


 Miałaś wtedy 5 tygodni :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Relaksu i odpoczynku ciąg dalszy.

O jak nas rozleniwiły te święta strasznie....
Nic tylko jedzenie, odpoczywanie i relaks. I tak na okrągło.
Nie mniej jednak święta minęły u nas pod hasłem :RODZINA.

Sobotę i część niedzieli spędziliśmy w domu razem z rodzicami Tomka, a po obiedzie pojechaliśmy do moich rodziców, aby i oni mogli się nami troszkę nacieszyć. W poniedziałek wieczorem mąż pojechał do domu, a my z Basieńką zostałyśmy i dalej odpoczywamy :)

Rodzina, to nie tylko rodzice moi czy Tomka, ale to także My... Ja, on i ona. Mama, tata i córeczka. Martyna, Tomek i Basieńka. Spędziliśmy cudowny czas. I wiecie... jestem z nas dumna. Staramy się odbudować z całych sił to, co udało nam się zepsuć. Walczymy, bo wiemy, że warto. Trzymamy się razem.....  I jeszcze będziemy się kiedyś z tego wszystkiego śmiać.

A wracając do mojego i Basieńkowego odpoczywania poza domem - jest cudownie. Mamy czas tylko dla siebie i choć w domu mamy go całe mnóstwo, to tutaj jest ten plus, że niczym nie muszę się martwić. Ani porządkami, ani gotowaniem, ani praniem i wieszaniem, ani innymi pierdołami życia codziennego. Radzimy sobie całkiem fajnie, mimo braku takich niezastąpionych w codziennym życiu gadżetów jak : fotelik bujaczek, przewijak czy wanienka. Kąpiemy się z Basią razem w dużej wannie - a Mała jest zachwycona :) Chlapie wodą, śmieje się i wywija na wszystkie strony. W ogóle mam dla niej całe mnóstwo czasu więc Mała jest przeszczęśliwa... i ja również ;)

Udało nam się do tej pory odwiedzić moją przyjaciółkę ( która za Chiny ludowe się wybrać do nas nie może - więc góra do Mahometa musiała się wybrać ) i moją kuzynkę. Zrobiłyśmy zakupy dla Basi- czyli mały zapas mleka i chusteczek nawilżonych, waciki, bodziaki i śpiochy. Mamie udało się zdobyć sukienkę i buciki na najbliższe wesele ( 9 maja) i jest bardzo z tego faktu zadowolona, bo prezentuje się całkiem całkiem, pomimo tej jakże nieperfekcyjnej figury pociążowej. A co tam  - najważniejszy uśmiech na gębusi i dobry humor - reszta nie ma znaczenia :) 

Dziś praktycznie od samego rana siedziałyśmy sobie w ogrodzie. Basia kima w wózku, a ja siedzę z laptopem na kolanach i nadrabiam zaległości blogowe i uczelniane przy kubku herbatki. 

Z samych świąt zdjęć mamy niewiele, ale kilka się znajdzie :) 
Więc zostawiam Was z nimi i do zaś !
Hej ! :* 


Rodzinnie - zaraz po święceniu :) 

 Basieńka z chrzestnym


 Tatuś lula naszego śpiocha....




Z babcią Ewą 


Basieńka w odwiedzinach u cioci Pauliny - mojej przyjaciółki :) 

 Śpioszek w podróży z ukochanym robalem :) 






Mamooo... no weź.... 




















Życzymy dobrej nocy wszystkim blogowym ciociom, koleżankom i kolegom :)