środa, 30 lipca 2014

NOWOŚCI KILKA.


Z racji iż pomysłów na nowe posty brak i jakoś weny i polotu nie mam postanowiłam, że napiszę Wam po prostu co u nas słychać. 
A dzieje się dużo więc jest co pisać. 

Zacznę od tego iż w poniedziałek (28 lipiec 2014) przebił się naszej Basi drugi ząbek - lewa dolna jedyneczka. Marudzenia było przy tym co nie miara i w zasadzie jest do teraz, ale dzielnie z tym walczymy żelem na ząbkowanie lub kropelkami przeciwbólowymi. Dodatkowo masujemy dziąsła palcem lub mała wyżywa się po prostu na wszelkiego rodzaju gryzakach. 
JESTEŚMY Z CIEBIE DUMNI CÓRECZKO ! 


Druga sprawa - jeszcze bardziej zaskakująca - nasza córa przygotowuje się ze wszystkich sił do raczkowania, a dziś po raz pierwszy ułożyła się w takiej oto pozycji ( i to niejednokrotnie ) :



Szczególnej uwadze polecam spojrzenie na wyraz twarzy naszej córci. Jej skupienie jest bezcenne. :) 
Coś mi się wydaje, że Basia prędzej zacznie raczkować niż samodzielnie siadać, bo póki co usiedzi chwilę, ale tylko gdy ją posadzimy, a nie chcemy tego robić, bo wolimy, żeby mała sama do tego doszła. 
Po ułożeniu się w takiej pozycji Basia chciała posunąć się do przodu, żeby zbliżyć się do zabawki, ale niestety nie załapała jeszcze tego, że mysi się odepchnąć nóżkami, a nie rączkami. I w wyniku tego jeszcze bardziej oddaliła się od grzechotki. 
Nie mniej jednak - DUMA NAS ROZPIERA MYSZKO !

Byłyśmy dzisiaj na drugiej i ostatniej kontroli bioderek. Doktor stwierdził, że Basia ma piękne bioderka i nie ma sensu, żebyśmy zjawiali się kolejny raz. Bardzo mnie to ucieszyło, bo ominą nas te okropne kolejki. 

W naszej rodzinie pojawiła się nowa dziecinka. Julia - bo tak ma na imię siostrzenica mojego męża - przyszła na świat wczoraj o godzinie 11:30. Jest malutka, bo urodziła się w 36 tygodniu ciąży- waży 2600g i mierzy 52 cm. Jeszcze jej nie widzieliśmy, bo niestety musi być pod kroplówką ze względu na problemu z cukrem, a na dodatek złapała jeszcze jakąś bakterię... Trzymamy kciuki za Julkę i jej mamę. 

Takim oto sposobem Basia ma pierwszą bliską kuzynkę :) 

Na koniec wrzucę jeszcze kilka zdjęć  z dzisiejszego dnia i liczę na to, że wkrótce dopadnie mnie jakaś większa wena na pisanie :) 







Edit. 
Powyższy post pisany był popołudniu. 
Jest godzina  23:03.
Postanowiłam dodać kilka słów do nieopublikowanego jeszcze postu. 
Dziś po raz pierwszy musiałam usypiać moją córcię po kąpieli. 
Zwykle to wyglądało tak, że kąpaliśmy Basię, potem zjadała sobie mleczko, po czym odkładaliśmy ją do łóżeczka, gasiliśmy światło i wychodziliśmy z pokoju, a ona sama zasypiała w momencie. 
Dziś było inaczej. Wykąpałam Baśkę, nakarmiłam, odłożyłam do łóżeczka, zgasiłam światło i wyszłam. Po 5 minutach elektroniczna niania ryknęła na cały regulator - Basia płakała. 
Poleciałam więc do pokoju, zaglądam, a tam mała leży w poprzek łóżeczka i płacze. Na mój widok uśmiechnęła się. Wzięłam ją na ręce, ukołysałam, poprawiłam podusię i odłożyłam z powrotem do łóżeczka.  Niestety nawet nie zdążyłam wyjść z pokoju, a Basia znów zaczęła płakać. 
Wzięłam więc sobie krzesło, usiadłam przy jej łóżeczku i złapałam ją za rączkę. W momencie przestała płakać. 
Siedziałam tak przy niej nie odzywając się ni słowem, aż w końcu po jakiś 15 minutach Basia zasnęła.....

Wiecie... to było niesamowite...
Do tej pory przyzwyczajona byłam, że moje dziecko zasypia samodzielnie, a tymczasem Basia potrzebowała mojej bliskości... Ewidentnie chciała poczuć, że jestem przy niej i czuwam. 
Moje poczucie macierzyństwa wzrosło. Wiem, że jestem dla niej kimś na prawdę ważnym.
A ciepełko jej dłoni złapało mnie za serce po raz kolejny. 
Kocham Cię córeczko. 
 

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


30/52
"Wielu rodziców ma fajne dzieci... ale moi to już chyba przesadzili" :) 


wtorek, 29 lipca 2014

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


29/52
"Prawdziwą miłość i strach poznasz dopiero wtedy, gdy zostaniesz rodzicem."
 

poniedziałek, 28 lipca 2014

WAKACYJNY TYDZIEŃ U DZIADKÓW.


I wróciłyśmy. 
Tęskniliście ? : ) 
Wyjazd zleciał nam niesamowicie szybko, ale dzięki temu ani się nie obejrzałyśmy, a już wróciłyśmy do domku do mojego mężusia, a taty mojej Basieńki. A nie ukrywam - bardzo mi się za nim tęskniło... 

Przez ten tydzień mogłam porządnie naładować akumulatory i nabrać nowej energii.  Odwiedziłam kosmetyczkę i fryzjerkę co zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na moje samopoczucie. Spotkałam się ze znajomymi, oderwałam się od codziennych obowiązków. Nie musiałam gotować, sprzątać, prać czy prasować. Zajmowałam się tylko Basieńką, a przy okazji spędzałam czas z bliskimi. Mogłam liczyć na pomoc moich rodziców. Udało mi się nawet kilka razu zdrzemnąć w środku dnia - co raczej w ostatnim czasie nie miało miejsca. 
Całe dnie spędzałyśmy z Basią w ogrodzie lub na spacerku. Maksimum relaksu ! 

Swoją drogą - taka mała dygresja - fajnie, że znajomi jeszcze o mnie pamiętają, mimo iż nie mamy za dobrego kontaktu i mimo iż mieszkam dość daleko od rodzinnego miasta....
 
Jedynym problemem było tylko to, że Basi zaczął wyżynać się drugi ząbek ( lewa dolna jedynka) i od czasu do czasu dość mocno marudziła. Niestety ząbek nadal tkwi w dziąśle i jeszcze nie wyszedł na zewnątrz, nie mniej jednak jest to kwestia być może kilku dni, być może tygodnia. Trzymam kciuki córeczko ! :*

Teraz wróciłyśmy już do rzeczywistości i tak oto od samego rana piorę i prasuję. Wkrótce pora zabrać się za gotowanie obiadku dla nas i dla Basieńki. 
Poniżej przedstawiam Wam małą fotorelację z naszego wyjazdu. 
 

Pyszne chrupeczki.


 Z Zuzią - sąsiadką moich rodziców.



Pyszne jagódki prosto z ogródka. 







Z wizytą u cioci Paulinki - mojej przyjaciółki :) 




A tak się córunia zapatrzyła w obrazek wiszący na ścianie.

Nasz ulubiony t-shirt Basieńki :) 




Basia uwielbia zrywanie kwiatków :) 

A po intensywnym zrywaniu kwiatuszków - pora na krótką drzemkę. 


Pierwsza kąpiel w baseniku. 




Z babcią na lodach :) 

A tutaj udało mi się po raz pierwszy złapać na zdjęciu ząbeczek naszej córci :) 


Dzięki cudownej pogodzie - Basia mogła wielokrotnie kąpać się w baseniku :) 

Zabawy z mamuśką :) 


Uwielbia tą minkę...

Baba, baba czekaj - ja zadbam o Twoje kwiatki :)

A tak Myszka kąpała się w dorosłej wannie :) 





Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama

wtorek, 22 lipca 2014

TELEGRAM 2


Moje drogie czytelniczki STOP 
Jestem z Basieńką na tygodniowych wakacjach u moich rodziców STOP
Chcę odpocząć od internetu STOP
Więc w najbliższym czasie nie będzie nowych postów za co przepraszam STOP
Zbieram i magazynuję energię STOP
Pozdrawiam Was gorąco STOP 

:*

sobota, 19 lipca 2014

MOJA CHWILA


Jest sobota. 
Godzina 21.37
A ja siedzę na balkonie z kubkiem aromatycznej kawy w jednej ręce i z telefonem w drugiej.
W ogóle to nie pijam kawy, nie lubię jej, nie smakuje mi. Ale dziś naszła mnie taka straszna ochota, by się jej napić.  
Przy mojej nodze dzielnie leży Sonia i razem ze mną wsłuchuje się w świerszczy śpiew. 
Od czasu do czasu zerkam na zachodzące słońce.  
W oddali słyszę brzdęk kluczy dobiegający z warsztatu męża. 
Jestem niesamowicie zmeczona.
Bolą mnie kości, bolą mnie mięśnie.
Termometr pokazał do południa, że moje oslabienie jest dość konkretne - 35.4 stopni.
Nie mniej jednak trzymam się dzielnie....
Ta chwila jest tylko moja.
Próbuje się zrelaksować, więc chwilo trwaj. 

......

Dzisiaj z wczasów wracają moi rodzice. Stresuje się troszke,  bo nasluchałam się o ostatnich katastrofach lotniczych. Życzę im szerokiego nieba.  

......

Wiecie... Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było,  że ja spędzam sobotni wieczór w domu... A dziś ? 
A dziś pomimo okropnego zmęczenia to cieszę się, że właśnie tak wygląda moje życie... 
Jestem szczęśliwa. 



czwartek, 17 lipca 2014

NIEŚWIADOME ( CZY ŚWIADOME ) SPRAWIANIE PRZYKROŚCI.


Ostatnio pewna sprawa zupełnie nie daje mi spokoju. 
Męczy mnie niesamowicie....
A o co chodzi ? 
Chodzi mi dokładniej o komentarze innych na temat wyglądu naszej córki. 

Bo o ile słowa zachwytu nad jej oczkami sprawiają nam ogromną radochę i wprawiają nas - rodziców - w wielką dumę, tak te wszystkie komentarze dotyczące wagi naszej córki są naszym zdaniem bardzo nie na miejscu.
Basia - fakt - jest dużą dziewczynką. Już przy urodzeniu była długa i ważyła też dość sporo, ale ja się wcale nie dziwię, bo jej tatuś ma 193 cm wzrostu, a że córcia się na niego podała, to i duża musi być tak jak On. 

"Ale z Ciebie kluska"
"Booooże, ale jesteś ciężka"
"Ale ma wielkie udka"
i najgorsze :
"Baśka, ale jesteś gruba" - no już na końcu języka miałam: "Babo popatrz na siebie....". 


Powstrzymałam się. I dobrze. Mam klasę i nie oceniam nikogo po wyglądzie. 
I choć większość tych opinii wypowiadane były z uśmiechem na ustach, to i tak czuć było w nich taką nutkę podłości - byle by dogryźć, byle by pokazać, że Basia jest gorsza od innych. 

Moim zdaniem dzieci rozwijają się  i rosną we własnym tempie i nikomu nic do tego. 
Co innego, gdyby tłuszcz z niej ociekał, ale nie. Basia naszym zdaniem jest bardzo proporcjonalna. Owszem nie należy do chudzinek, ale nie można powiedzieć, że jest gruba. 

Znajoma powiedziała mi ostatnio coś czego mam się trzymać : 
"Poczekaj, aż Basia zacznie się ruszać - wtedy zgubi wszelki nadbagaż. A komentarze tych wszystkich życzliwych puszczaj mimo uszu, bo Basia jest prześliczną dziewczynką". 

I na koniec apel mojej córeczki :

 

 Dobrze Ci radzę wyrażaj się o innych z szacunkiem.


A Wy drogie mamy spotkałyście się z takimi życzliwymi komentarzami na temat Waszych dzieci ? 

Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama

środa, 16 lipca 2014

DZIECIAK KONTRA ZWIERZ


Od przeszło tygodnia w naszym domu gości zwierz. 
Owy zwierz zwie się Sonia, ma cztery łapki, kudłaty ogon, wielkie oczyska i spłaszczony pyszczek.
Owy zwierz to rzecz jasna pies. 

Sonię dostałam od moich rodziców w prezencie na mikołajki, gdy jeszcze panną byłam i o zamążpójściu nie myślałam. Wyszukałam ją sobie w internecie i tak oto zamieszkała z nami. Jest to nierasowy pekińczyk, ale ja cieszę się, że nie jest z rodowodem, ponieważ dzięki temu jest o wiele ładniejsza niż oryginały i sympatyczniejsza ( rasa ta jest bowiem często mało towarzyska ).
Psinka ma aktualnie 8 latek, więc powoli babcia się z niej robi, aczkolwiek sercem dalej szczeniaczek. Zawsze chętna do zabawy, wesoła, z merdającym ogonkiem. Nie mniej jednak ostatnio większą część swojego dnia po prostu leniuchuje. 


Sonia zjawiła się u nas, ponieważ moi rodzice polecieli na wakacje, więc i psina musiała znaleźć tymczasowy hotel. No, a gdzie będzie jej lepiej jak u swojej prawowitej właścicielki ?
I tutaj nasuwa się pytanie : Dlaczego Sonia nie mieszka z nami na stałe ?

Niestety składa się na to kilka powodów. 
Pierwszym z nich i zdecydowanie najważniejszym jest to, iż mężu mój jest typem wrażliwca. Nie chodzi tu oczywiście o usposobienie, ale o jego delikatną skórę, wrażliwą na wiele różnych czynników. Ubrania muszę prać w dziecięcym proszku, kosmetyki o zbyt zdecydowanym zapachu w momencie powodują wypieki na jego buzi, a i sierść zwierzęca delikatnie podrażnia jego skórę i powoduje swędzenie. Więc po co ma się biedaczek męczyć na dłuższą metę ? I tak na co dzień mogliby sobie razem żyć, ale problem pojawiłby się, gdyby Tomek usiadł w miejscu, w którym leżała Sonia, albo gdyby wskoczyła nam w pościel. 

Nie ukrywam, że było mi bardzo przykro, że nie mogłam ze sobą zabrać Soni zaraz po ślubie,  ale wspólnie zdecydowaliśmy, że w miejscu które już zna, w którym żyje od szczenięcych lat, będzie jej po prostu lepiej. 
Był jeszcze jeden powód, choć moim zdaniem do przeskoczenia... Chodzi mianowicie o to, że tutaj w górach ludzie mają inną mentalność. Dla nich pies musi być na polu - w kojcu czy budzie - nie ważne. Ważne, że nie ma on prawa być w domu. Ale w sumie, od kiedy wszyscy domownicy poznali Sonię, to zauważyłam, że nie mają żadnego problemu z tym, że kręci się po całym domu.

No dobrze, a jak wygląda kontakt Basi z Sonią ?
Basia poznała Sonię zaraz po powrocie ze szpitala, kiedy to rodzice przyjechali do nas, żeby zobaczyć wnuczkę Sonia obwąchała Basię, ale nie wykazała nią większego zainteresowania. Dziwiło ją tylko, że "to coś" płacze i wydaje z siebie jakieś dziwne dźwięki. Potem spotykały się wielokrotnie, ale Sonia nie interesowała się Basią. Gdy córcia miała już kilka miesięcy, to zaczęła interesować się tym naszym zwierzątkiem, obserwowała ją, wodziła za nią wzrokiem, ale to było wtedy na tyle. 
Tydzień temu, gdy rodzice przywieźli psinę do nas, sytuacja uległa poważnej zmianie. Basia bowiem zaczęła bać się Soni. Na jej widok zaczęła pojękiwać, bo płaczem tego nazwać nie można, tak jakby bała się poruszyć, co by jej ta włochata zabawka nie zjadła. Gdy wzięłam ją na ręce od razu się uspokoiła, ale gdy przykucnęłam to sytuacja powtarzała się. Postanowiliśmy więc, że będziemy oswajać je ze sobą małymi kroczkami. 
Najpierw Basieńka patrzyła tylko na Sonię z daleka, potem przykucnęłam z nią,  a potem sama zaczęła wyciągać do pieska rączki. Teraz boje się jeszcze zostawiać je we dwie same w pokoju, bo dziecko jak to dziecko - wyczucia w rączkach nie ma i po prostu zaciska piąstki, gdy już złapie futerko Soni, a boję się, co by jej się nie odwdzięczyła ta moja Soniuśka. Ale widzę też, że i nastawienie psiny do Basi się zmieniło. Zaczęła się również nią interesować, podchodzi do niej, a nawet się koło niej kładzie.

I tak oto wygląda ta znajomość Basi z Sonią. Póki co w domu ze zwierząt mamy tylko rybki, które bądź co bądź Baśka uwielbia podziwiać. Nie mniej jednak poszukujemy jeszcze pieska na podwórko, ponieważ poprzedni niestety na jesień zasnął i już się nie obudził... I poszukiwanie w tym momencie łatwe nie jest, bo żaden piesek nie spełnia naszych oczekiwań, albo raczej żaden z nich nie dorównuje Filipkowi... Ale na pewno wkrótce jakiegoś czworonoga znajdziemy :) 

Czy planujemy mieć jeszcze jakieś zwierzątko ?
Póki co nie. Aczkolwiek wiadomo - Sonia ma do nas wstęp w każdej chwili. Nie mniej jednak zdaję sobie sprawę z tego, że gdy nasze dziecko będzie starsze, to na pewno będzie chciało mieć jakieś zwierzątko i wtedy z wielką przyjemnością zgodzę się na nie, bo wiem jak ważne jest, żeby dziecko miało z nimi kontakt. Oczywiście w granicach rozsądku :) Problemem będzie pewnie tylko mój kochany wrażliwiec, ale mam nadzieję, że uda nam się jakoś to pogodzić :)




Na poniższym zdjęciu Sonia po raz pierwszy sama położyła się przy Basi i pozwoliła się pogłaskać. Dobrze, że miałam aparat pod ręką, bo udało mi się uwiecznić ten moment :) 



A jaki jest wasz stosunek do posiadania w mieszkaniu zwierzaka ?
Co myślicie o wychowywaniu dzieci w towarzystwie zwierząt ?  

Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama