czwartek, 28 sierpnia 2014

NIBY JESTEŚMY, A JEDNAK NAS MAŁO.


Ostatnio jakoś mniej nas tutaj, wybaczcie - taki czas. Postaram się, aby się to wkrótce zmieniło, choć nie mogę powiedzieć kiedy to nastąpi. 

W minioną sobotę byliśmy na urodzinach mojej mamy i było super. Fajne towarzystwo, pyszne jedzonko i uśmiechnięta mama. 
Jakiś czas temu wspominałam wam o pewnej niespodziance, którą szykowaliśmy razem z Tomkiem, moim bratem i tatą dla mamy z okazji jej urodzin. Postanowiliśmy, że taka okrągła liczba musi być połączona z czymś wyjątkowym. Tak więc zamówiliśmy jej dzień w SPA. Mama będzie korzystać z takich zabiegów jak : manicure SPA, masaż całościowy masłem Shea, zabieg na oczy oraz masaż twarzy szyi i dekoltu. Dodatkowo do swojej dyspozycji będzie miała przed zabiegami saunę, jacuzzi i basen. Do tego dołączyliśmy piękny kosz kwiatowy, wino przywiezione przez brata z Francji i coś słodkiego. 
Mamuśka była zachwycona, bo szczerze powiedziawszy nigdy jeszcze w SPA nie była, a odpoczynek stanowczo jej się należy. 
Po wykorzystaniu przez nią vouchera napiszę Wam, czy warto było szarpnąć się na taki prezent akurat w tym hotelu czy nie bardzo :) Voucher zamówiliśmy w Zakopanym w hotelu GRAND HOTEL STAMARY.


W najbliższą sobotę kolejne wesele. Z jednej strony mam już ich powyżej uszu, ale z drugiej już nie mogę się doczekać aż zobaczę śliczną moją Ilonkę w białej sukni...  Już wiem tez, że będzie super zabawa, bo towarzystwo już znane z minionego grilla :) 
Postanowiłam sobie wczoraj zrobić wieczór dla siebie, więc mąż wrócił z pracy wcześniej, żaby zająć się Basią i ją wykąpać, a ja byłam u znajomej zrobić sobie paznokcie. Fajnie tak wyrwać się czasami z domu wieczorkiem bez męża i bez dziecka ( a że zdarza mi się to bardzo rzadko, to sprawia ogromną frajdę). Lubię potem wrócić do domu taka wytęskniona mimo, iż minęły tylko 2-3 godzinki :) 
Pazury niestety musiałam skrócić dość mocno, bo strasznie mi się w ostatnim czasie zaczęły rozdwajać. I zastanawiam się tylko dlaczego paznokcie łamią się przed zawsze przed jakąś imprezą  ? :) 

Za tydzień w czwartek wyjeżdżam z Basią nad morze, ale o tym napiszę osobny post w przyszłym tygodniu.

Zostawiam Was jak zwykle to bywa na moim blogu z kilkoma zdjęciami z ostatniego czasu. 
Obiecuję Wam, że jak ten cały sajgon się skończy, to postaram się pisać bardziej ambitne posty. 


Kwiaty dla mamy.

Najmniejsza gościówa na imprezie :) 

Zadowolona solenizantka.

Niedzielny odpoczynek przed powrotem do domu. 

Basieńka z babcią.

A tak córcia wczoraj buszowała po sypialni, podczas gdy mamuśka ogarniała mieszkanko :)

Efekt wczorajszego wieczoru.

Poranna kontrola jakości. 
Basi chyba bardzo spodobały się mamine paznokcie, bo chciała je zdjąć za wszelką cenę. Głaskała je, ciągnęła, nawet spróbowała, ale po kilku minutach jednak odpuściła :)
  

Wybaczcie to małe nieogarnięcie mojej córci, ale dopiero co wstała i jeszcze nie doprowadziła się do porządku :)




wtorek, 26 sierpnia 2014

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

BASIA - WYTRWAŁA DZIEWCZYNKA :)


W ostatnim czasie Basia stara się udoskonalić nową umiejętność...
Poniżej wkleję filmiki pokazujące wysiłki naszej córy :) 





Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama

piątek, 22 sierpnia 2014

ISTNY SZAŁ.


Nie wiem co to się podziało, ale sierpień obfituje nam w coraz to nowe imprezy i spotkania towarzyskie. 
Do tej pory byliśmy już  na dwóch weselach, a przed nami jeszcze jedno. Wczoraj natomiast byliśmy na tzw "ognisku przedweselnym", a w sobotę jedziemy do mojej mamy na 50-te urodziny :) 

Ognisko ? 
Ognisko było świetne. Na serio - chyba w życiu nie byłam na lepszym :)
Mimo tego, iż pogoda nie była za rewelacyjna (około 8-10 stopni, a w Tatrach sypał śnieg), to i tak bawiliśmy się świetnie. Temperaturę podgrzewał płonący ogień i.... woda procentowa. 
Swoją drogą powiem Wam, że świetny pomysł z takim swego rodzaju spotkaniem zapoznawczym, bo później, gdy spotkamy się na weselu, to nie będzie już takiej krępującej ciszy. Będziemy znali swoje imiona i będziemy mieli co wspominać, a potem tematy do rozmowy same się znajdą. 
W sumie na miejscu zjawiliśmy się troszkę przedwcześnie, więc pomagaliśmy w organizowaniu wszystkiego. I takim oto sposobem mój szanowny pan mąż dostał funkcję grillowego. Jemu było to bardzo na rękę, bo lubi mieć zajęcie, a w ten sposób nie nudził się ani przez moment, a miał frajdę, że jego wypieki wszystkim smakują. Ja natomiast bawiłam się troszkę w kelnerkę, troszkę w pomoc szefa kuchni ( kroiłam kiełbaski, rozkładałam rzeczy na stołach, a potem szukałam chętnych na gotowe upieczone smakołyki). 
Może pomyślicie - ok zostali zaproszeni na grilla, a sami musieli smażyć, gdzie w takim razie gospodarze ? Wiecie - gospodarze byli, ale przecież to ich impreza przedślubna i chcieliśmy, żeby mogli rozerwać się troszkę, żeby zrelaksowali się i zajęli gośćmi. A my przy ogniu bawiliśmy się świetnie :)
Żałuję tylko, że nie zabrałam ze sobą aparatu, ale pech chciał, że zupełnie wyleciało mi z głowy, żeby go naładować, więc zdjęć mieć nie będę. 


A teraz kilka słów na temat 50-tych urodzin mojej mamy. 
Tak więc, impreza odbędzie się w najbliższą sobotę. Nie będzie wiele osób, ale najbliżsi się zjawią. Razem z Tomkiem, moim tatą i bratem szykujemy dla niej małą niespodziankę, ale nie będę póki co rozpisywać się tutaj na ten temat, ponieważ sama do końca nie wiem czy mama podczytuje mojego bloga czy nie, bo pokazywałam jej go kilka razy, ale nie wiem czy zapisała sobie link. Tak czy inaczej wolę chuchać na zimne i o niespodziance opowiem Wam po imprezie. Mam tylko nadzieję, że mamie się spodoba....
Dzisiaj ładuję już baterie do aparatu, więc tym razem zdjęcia pojawią się na pewno :) 

Wczoraj Pan Mąż miał dzień wolny od pracy ( olaboga nareszcie! ), więc wybraliśmy się na małe zakupy.
Z racji tego, że na początku września jadę z Basią nad morze, to musiałam zakupić jej kilka elementów jesiennej garderoby, bo ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. I tak oto w Basinkowej szafie znalazły się dwie bluzy, czapa i kurteczka wiatrówka. Potrzebujemy jeszcze spodni i piżamek z długim rękawem lub pajacyków ( bo przez lato mała spała tylko w bodziakach z krótkim rękawkiem). 

Oglądaliśmy też foteliki samochodowe następne dla naszej córy, ale o tym wkrótce pojawi się osobny post. 

Zrobiłam też sobie kontrolne badania mojej tarczycy. I jestem zszokowana wynikami. TSH strasznie wygórowane, więc jutro czeka mnie wizyta u endokrynologa. Ostatnio wszystkie wyniki były mniej więcej w normie, więc wynik 9.430 (gdzie norma to 0.27-4.2) jest lekko przerażający jak dla mnie... 

Ale muszę jakoś optymistycznie zakończyć ten post, więc wstawiam zdjęcia naszej córci :)  
Miłego dnia !


Uwielbiam to jej spojrzenie mówiące :
"Co by teraz zbroić?" 


Misiuuu - serduszko Ci miga !

Misiuuuu - dam Ci całusa ! :*





poniedziałek, 18 sierpnia 2014

PROJEKT PIERWSZA ŁYŻECZKA - podsumowanie dotychczasowego żywienia.


Obiecałam, że co jakiś czas będę pisać o tym jak wygląda aktualne żywienie naszej córy, ale oczywiście zapomniałam, za co przepraszam, ale postaram się w tej kwestii poprawić. 
Zatem przechodzę do sedna. 


ŻYWIENIE W CIĄGU DNIA *

6:00 
Śniadanie : mleko modyfikowane z dodatkiem kaszki  - 160 ml.

9:00
Drugie śniadanie : kaszka lub kleik na mleku modyfikowanym z dodatkiem jakiegoś owocu - 150 ml.

12:00
Obiadek : zupka z dodatkiem mięsa lub ryby, z żółtkiem mniej więcej do drugi dzień -  120- 150 ml. 

15:00 
Deserek : najczęściej owoce  z dodatkiem biszkoptu, czasami domowy kisiel na soczku - 120 ml

18:00
Podwieczorek : mleko modyfikowane z dodatkiem kleiku kukurydzianego - 160 ml

20:00 - 20:30 
Kolacja : mleko modyfikowane z dodatkiem kaszki - około 200 ml. 



MENU BASIEŃKI **
  • marchew
  • dynia
  • ziemniaki 
  • pietruszka
  • zielony groszek
  • por
  • brokuł 
  • kalafior 
  • kalarepka
  • seler
  • koperek
  • natka pietruszki
  • jabłko
  • banan
  • śliwka
  • maliny
  • jagody
  • winogrona 
  • morela
  • arbuz
  • brzoskwinia
  • indyk
  • królik
  • kurczak
  • ryba
  • kaszki ryżowe
  • kleik kukurydziany 
  • kleik ryżowy  
  • ryż 
  • żółtko
  • chrupki kukurydziane
  • biszkopciki
To co spróbowała, ale póki co nie je więcej :
  • szpinak (po prostu jako jedyna rzecz jej nie smakuje - pluje i krzywi się ) 
  • gruszka (zjeść zje, ale zazwyczaj łapie po niej wzdęcia i ma problem z gazami, więc jej unikamy )


Od jakiegoś czasu staram się nie miksować już tak bardzo podawanych Basi posiłków, ale jak tylko mała wyczuje jakąś większą grudkę w jedzonku to od razu ma odruch wymiotny i w momencie zniechęca się do jedzenia.  
  1. Kiedy wy drogie mamy zaczęłyście etap z większymi grudkami w jedzeniu ?  
  2. Jak na taką zmianę reagowały Wasze dzieci ? 

Póki co na śniadanie Basia je kaszkę mleczno- ryżową malinową ( maks. raz w tygodniu) , kleik kukurydziany lub kleik ryżowy. Zastanawiam się czy mogę podawać jej jakąś inną kaszkę...
  
    3.    Jakie kaszki podawałyście swoim dzieciom ? 
    4.    Zastanawiam się też nad tym, kiedy będę mogła podać Basi jakiś jogurt ( np. naturalny z dodatkiem owoców )  ?



Od jakiegoś czasu Basia dostaje też jedzonko w kawałkach. Jadła już różyczki kalafiora i brokuła, a także kawałeczki ziemniaczka i marchewki. Wyglądało to bardziej jak rozgniatanie jedzonka w rączkach, nie mniej jednak coś tam w buzi tez wylądowało. Ale sprzątać mamusia miała co po takim jedzonku :) 

Mamy też mały sukces. 
Jakiś czas temu pisałam o tym, że mamy problem z pojeniem naszej córy. Basia nie chciała pić z butelki niczego co było rzadsze niż mleko, kubka niekapka używała raczej jako gryzaka i jedynym sposobem podawania jej picia była łyżeczka. 
Od kilku dni wyobraźcie sobie, że ni z tego, ni z owego Basia zaczęła pić w kubeczka niekapka. Jestem z niej taka dumna, bo odpadł nam problem, który spędzał mi sen z powiek, bo nigdy nie wiedziałam, czy mała pije wystarczająco dużo wody. Teraz kubeczek zawsze jest w pobliżu i Basia pije kiedy tylko ma na to ochotę. 
Póki co daję jej tylko zwykłą wodę ( przegotowaną bądź niegazowaną mineralną ), bo tylko to jej odpowiada. Przez pewien czas eksperymentowaliśmy z herbatkami, ale Basi nie smakowały więc odpuściłam. 

Ogólnie cieszę się bardzo, bo nie mamy z jedzeniem żadnego problemu. Basia je chętnie wszystko co jej przygotuję. Uwielbia owoce, je ze smakiem wszystkie obiadki. Chętnie otwiera buźkę, a gdy tego nie robi to znaczy, że już pojadła ( zaciska wtedy tak fajnie usteczka ). Nie ma też problemu z jedzeniem w terenie, na spacerze czy w aucie. 


Pierwszy kalafiorek w kawałku :)

Kiedy mama musi zrobić coś pilnego, a córa w żaden sposób nie chce jej tego ułatwić, to trzeba działać awaryjnie w taki oto sposób. 
Działa rewelacyjnie :) 


* Godziny posiłków czasami oczywiście ulegają zmianie, nie trzymamy się ich co do minuty. Wszystko zależy od tego o której Mała się obudzi oraz od jej apetytu. Czasami zdarza się, że jeden posiłek nam wypadnie z planu dnia, bo wszystko tak się poprzesuwa, że już nie ma go gdzie wkleić. Zazwyczaj rezygnujemy wtedy z mleka podwieczorkowego. Oczywiście wielkość posiłków też nie jest stała, czasami Basia zje mniej, nigdy jednak nie zdarza się, żeby chciała zjeść więcej. 

** Mam nadzieję, że wymieniłam wszystko, aczkolwiek mogło mi coś wylecieć :)



niedziela, 17 sierpnia 2014

TAKIE NIESPODZIANKI TO JA LUBIĘ.


A zapowiadała się nam taka smutna niedziela bez tatusia, a tu proszę jak się nam plany pozmieniały... 

Mąż owszem pojechał do Czech, ale my z Basieńką wcale nie nudziłyśmy się tego dnia. Wczoraj bardzo późnym wieczorem napisałam do moich rodziców czy nie mają przypadkiem ochoty nas odwiedzić, a że oni zawsze są chętni, to przyjechali i postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do Szczawnicy. 

Ludzi było mnóstwo, bo to w końcu długi weekend, niemniej jednak było świetnie. Pogoda całkiem nam dopisała - na początku było cieplutko, a później mimo ciemnych chmur wytrzymało i nie spadła ani kropelka deszczu. 
Takim oto sposobem pospacerowaliśmy sobie wzdłuż Grajcarka, posłuchaliśmy szumu wody, zjedliśmy lody i oscypki i odpoczęliśmy troszeczkę od codzienności. 
Szkoda tylko, że musieliśmy ten dzień spędzić bez tatuśka, ale nadrobimy sobie za tydzień :) 

Wybaczcie, że zdjęcia nieco prześwietlone, ale naprawdę było mocne słoneczko i jakoś nie mogłam sobie z tym poradzić... :(















sobota, 16 sierpnia 2014

CZAS MIĘDZY PALCAMI UMYKA MI...


Długi wolny weekend jest, a jakby go nie było... 
Niby wczoraj wolny piąteczek, ale jakoś zleciał jak mrugnięcie okiem. Sobota dla męża pracująca od rana do wieczora więc z wolnego nici. Jutro natomiast towarzysz mąż wybiera się z moim teściem do Czech na jakieś rajdy pojazdów ciężkich w terenie. Bardzo chętnie wybrałybyśmy się z nimi, ale nie wyrobiliśmy jeszcze dowodu osobistego dla Basi i niestety musimy zostać w domku, więc jak dla mnie również z wolnego dnia nici, bo córą trzeba się zajmować od rana do wieczora - jak co dzień :) 

Dobrze, że choć piątek był nasz. 
Wspólna jajecznica z kurkami na śniadanie, wspólna msza, wspólne zabawy, wspólny rosołek i schabowy na obiadek... Potem przejażdżka na quadzie tylko we dwoje - jak za dawnych lat... A pod wieczór wyjazd całą rodzinką na małe, słodkie co nie co. Dzień zleciał bardzo szybko, ale mogliśmy się sobą nacieszyć... Tatko mógł pobawić się z córcią, a ja mogłam choć przez chwilkę odpocząć od codziennych obowiązków. 

A co nowego u naszej córy ?
Nasza Basia zaczęła piszczeć...Robi to na każdym kroku i jest z siebie niezwykle dumna. W ogóle wydaje z siebie coraz to nowe grono nowych dźwięków i sylab. Powiem Wam nawet, że jakiś czas temu Tomek usłyszał urocze "ma-ma" i wyobraźcie sobie, że ja byłam właśnie wtedy w kuchni i niczego nie słyszałam. I nie powtórzyło się to póki co ani razu mimo iż przebywam z Basią przez całą dobę :) No cóż - może się kiedyś doczekam.
Załapała też, że może raczkować do przodu, a nie tylko do tyłu. Póki co bardziej pracuje rękami, ale nogi też już powoli przemieszczają się, a nie są tylko ciągnięte. Nie przemierza w ten sposób jakiś szalonych kilometrów, aczkolwiek z długością dywanu radzi sobie świetnie. 

Nasze kumate stworzonko zaczęło trzaskać szufladami więc poszukujemy jakiś dobrych zabezpieczeń - CZY MOŻECIE COŚ POLECIĆ DROGIE MAMY ? 

Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami i uciekam w pościel, bo i mnie należy się chwila relaksu :) 





Zdjęcie od kuzynki z ostatniego wesela. 
Mina Basi - bezcenna. 
Aha i uprzedzam pytania - nie jestem w ciąży. Wyszłam tak, bo obcasy zapadały się w trawie i akurat mnie wygięło :)

Tatuś z córcią. 


Rodzina B.

Selfie :) 




A tak Basieńka posadzona siedzi. 
Jednak nie robię tego zbyt często, bo wolałabym, aby sama doszła do tego, że może siedzieć. 



A oto moje łóżko zaatakowane z rana przez małego potworka, który nie ma chęci na spanie :) 



I poranne zabawy po śniadanku. 




Wiem, że możecie mieć dość tych zbliżeń na buźkę mojej córy, ale mi nigdy nie znudzą się te oczyska przepiękne.... 





Pozdrawiamy 
Basia & Góralska Mama.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


32/52
"Hmm...Pomyślmy, co bym mogła teraz spsocić... ? "