wtorek, 30 września 2014

JEST CIĘŻKO...


Noc z 29/30 września. 
Wybiła godzina 23:00 kiedy z niani usłyszeliśmy donośny płacz naszej córy. 
Odczekaliśmy chwilkę, bo wiemy, że takie krzyki przez sen czasami się jej zdarzają... 
Jednak niestety - płacz nie ucichał, a wręcz przeciwnie - narastał na sile. 
Poszłam więc do sypialni i zobaczyłam, że Basieńka stoi w łóżeczku, a gdy tylko mnie zauważyła, to zaczęła wyciągać do mnie rączki. Wzięłam ją więc i przytuliłam mocno do siebie tak, żeby się uspokoiła. Po chwili zasnęła, więc odłożyłam ją do łóżeczka i wyszłam. 

Kilka minut później sytuacja się powtórzyła... Znów krzyk w niani, znów stojąca w łóżeczku Basia i te je rączki wyciągnięte w moją stronę. Wzięłam ją po raz drugi na ręce i tuliłam i tuliłam i tuliłam... Płacz jednak nie miał końca. Mała była rozżalona, zła i wystraszona. Po pewnym jednak czasie uspokoiła się, więc odłożyłam ją do łóżeczka, a ona znów zaczynała płakać. 

Po kilku nieudanych próbach odłożenia jej i uśpienia, nie było innej opcji - trzeba było ją uśpić na rękach. Chodziłam, bujałam, śpiewałam, szeptałam, głaskałam... Trwało to bardzo długo, więc moje ciało powoli odmawiało posłuszeństwa. Nogi się uginały, a oczy mimo woli zamykały. 
Usiadłam na łóżku nie przerywając usypiania Basi i w pewnym momencie udało się - zasnęła. 

Pokołysałam ją jeszcze przez chwilkę, aby zasnęła twardo i delikatnie odłożyłam ją do łóżeczka. Po trzech minutach Basia znów była na nogach, a w całym mieszkaniu rozległ się jej płacz.
Powiedziałam do męża, że teraz musi on iść do Małej bo ja jej po prostu nie utrzymam dłużej... 
Wiedziałam jednak, że nie będzie to łatwa sprawa, bo Basia ostatnio miała problem z uspokajaniem się w ramionach tatusia. No cóż musieliśmy jednak spróbować. 
Chodził po całym mieszkaniu, bujał, kołysał, mówił, uspokajał. Trwało to i trwało, aż Mała zmęczyła się i w końcu zasnęła. Wierzcie mi lub nie, ale ja byłam tak bardzo zmęczona, że jak tylko Basia przestała płakać, to i ja w momencie zasnęłam. Pamiętam tylko, że mąż przyszedł do łóżka cały zmarznięty i wtulił się we mnie....

Córa obudziła się o 5:00. Mąż nie chciał, abym i ja obudziła się, więc szybko wstał do niej i zajął się nią. Przewinął, przygotował śniadanko, pobawił się i dopiero koło 6:00 przyszli razem do naszego łóżka. 
Od rana Basia dalej jest marudna, choć i tak uśmiecha się od czasu do czasu. Teraz aktualnie zasnęła i dobrze, bo musi nadrobić nocny brak snu... 

Skąd się to wszystko bierze ? 
Tak do końca,  to niestety nie wiem... 
Basia płacze po nocach już od prawie trzech tygodni... 
Mam na to tylko jedną teorię - zbyt wiele rzeczy się ostatnio na niej skumulowało.

  • Raz, że najprawdopodobniej idą jej kolejne ząbki ( lewa dolna dwójka jest już widoczna pod skórą, ale jeszcze się nie przebiła). Biorąc pod uwagę to, że jedynki szły przeszło miesiąc i bardzo dawały jej w kość, to jest to bardzo prawdopodobne, że i ty razem jest tak samo.
  • Dwa, bez wątpienia mamy do czynienia z lękiem separacyjnym. Basia nie chce zostawać sama, gdy tylko zniknę jej z oczu to pędzi za mną i pojękuje. Gdy byłam na studiach, to płakała i nie chciała nic jeść. 
  • A trzy, to mam wrażenie, że troszkę przerasta ją to, że w bardzo krótkim czasie zdobyła szereg nowych umiejętności.

Jest ciężko - to fakt, ale staramy się jak możemy, żeby zapewnić jej maksimum poczucia bezpieczeństwa. Jestem bardzo wdzięczna mężowi, że stara się mnie odciążyć na tyle na ile ma możliwość. Niemniej jednak, przychodzi taki moment jak w nocy, gdy miałam córę na rękach, że z bezsilności łzy po prostu lecą mi z oczu, a serce pęka. Mam wrażenie, że przyszedł czas, aby nasze zawsze poukładane dziecko dało nam wreszcie w kość. Zapewne taki obrót sprawy ucieszy kilku moich anonimowych czytelników, ale spokojnie - my się nie poddamy. Musimy dać sobie radę mimo wszystko. 
A Was kochani proszę - trzymajcie za nas kciuki, bo łatwo nie jest... 


 

sobota, 27 września 2014

O TYM JAK OBCA OSOBA STAJE CI SIĘ TAK BLISKA...


Najpierw kilka zdań wymienionych poprzez komentarze...
Potem znajomość facebook'owa...
Potem pierwsze spotkanie, drugie...
Więc i przyszła pora na kolejne... 

Wiecie jak to jest kiedy spotykacie pokrewną sobie duszyczkę ?
Kiedy widzicie się pierwszy raz na oczy, a buzie Wam się nie zamykają i wydaje Wam się, że znacie się od lat ?
Ja poznałam to uczucie - jest niesamowite. 

Potrafimy rozmawiać godzinami. 
Codziennie pisać do siebie tylko po to, aby dowiedzieć się czy jeden albo drugi brzdąc przypadkiem nie opanował jakiejś nowej umiejętności. 
Czy przypadkiem nie pojawił się jakiś nowy ząbek.
Jeszcze nigdy nie zabrakło nam tematów do rozmów. 
Jeszcze nigdy nie zapanowała taka niezręczna cisza. 

Wierzcie mi lub nie, ale pokochałam tą dziewczynę. 
Jest taka szczera, otwarta, sympatyczna i prawdziwa. 
Mogę jej powiedzieć o wszystkim, zwierzyć się i wyżalić.
Mogę dzielić się z nią smutkami i radościami. 
Żałuję tylko, że nie mieszkamy bliżej od siebie  - wtedy chyba spotykałybyśmy się codziennie :) 

Dziękujemy dziewczyny za kolejne wspaniałe spotkanie i oby ich było jak najwięcej :*  



Pierwsze zdjęcie - 07.04.2014
Drugie zdjęcie - 20.05.2014
Trzecie zdjęcie -  26.09.2014










:*

środa, 24 września 2014

10 RZECZY, KTÓRYCH WIELE OSÓB O MNIE NIE WIE.


Jakiś czas temu spotkałam się na blogach z wyzwaniem, w którym dziewczyny pisały o rzeczach, których (prawie) nikt o nich nie wie. Jako, że jak zwykle spóźniłam się, to i tak postanowiłam, że to bardzo ciekawy temat na nowego posta. 
Długo myślałam co mogłabym o sobie powiedzieć i tak oto powstała poniższa lista :) 


1.Nie lubię kawy. 
Wypić wypiję, ale tylko latte i zdarza się to niezwykle rzadko.  Pamiętam jak kiedyś pomyliłam moją szklankę z colą ze szklanką mojej mamy z czarną gorzką kawą - istny horror :)

2. Zawsze chciałam być weterynarzem. 
Niestety miałam w liceum taką nauczycielkę od biologii, która mnie skutecznie zniechęciła i nie zdecydowałam się rozszerzać tego przedmiotu i zdawać go na maturze.

3. Nie potrafię sprzątać. 
Nie lubię tego, a wręcz nienawidzę. Brakuje mi systematyczności i pilności. Czasami śmiejemy się z mężem, że przydałby mi się udział w perfekcyjnej pani domu :) 

4. Boje się horrorów. 
Aczkolwiek lubię je oglądać, ale nigdy sama. Zawsze wtedy muszę być przykryta kocem, żeby móc zasłaniać oczy podczas tych "złych" scen.

5. Zawsze chciałam mieć siostrę. 
Ale niestety rodzice nie postarali się, żebym ją miała... Mam natomiast najlepszą pod słońcem przyjaciółkę, która jest dla mnie jak siostra i dobrze o tym wie. 

6. Uzależniłam się od blogowania. 
Z pokorą muszę powiedzieć, iż zdecydowanie za dużo czasu spędzam przed komputerem czytając blogi lub pisząc nowe posty. Czasami mam wrażenie, że przez to marnuję wolny czas....

7. Zawsze mam aparat przy sobie. 
Choć nie potrafię zrobić perfekcyjnego zdjęcia, to i tak uwielbiam łapać chwile. Mam nadzieję, że kiedyś nauczę się robić ładne zdjęcia.

8. Nie lubię swojego mieszkania. 
Głupia sprawa, ale nie czuję się tutaj jak w domu. Marzę o rozpoczęciu budowy, ale niestety z tym musimy jeszcze poczekać...

9. Kocham gotować. 
Bardzo lubię wyszukiwać nowe przepisy i eksperymentować w kuchni. Szkoda tylko, że ostatnio zdecydowanie brakuje mi na to czasu i w gotowaniu stawiam tylko na szybkość wykonania.

10. Użyłam agrafki do zrobienia sobie drugiej dziurki w uchu. 
Trzeba komentować ? Chyba nie bardzo. To były buntownicze czasy gimnazjum, które chyba chciałabym wyrzucić z pamięci... 





Namęczyłam się nieco przy sporządzaniu tej listy, ale z ostatecznego efektu jestem zadowolona. 
A Wy drogie czytelniczki macie jakieś swoje małe tajemnice ? 

Pozdrawiam 
Góralska mama

wtorek, 23 września 2014

WIEŚCI Z FRONTU.


Wczoraj napisałam Wam jak wygląda nasz typowy dzień. Fakt faktem biorąc pod uwagę jak on się prezentuje, to nie mam na co narzekać. 
Co jakiś czas jednak pojawia się taka sytuacja jak ta, która trwa teraz...

Od tygodnia nasz wspólny czas nie jest aż tak kolorowy.
Basia w ciągu dnia dość dużo marudzi i ma problemy z zasypianiem, a w nocy budzi się kilka razy z ogromnym płaczem. 

Szczerze powiedziawszy nie wiem co się z nią dzieje...
Serce mi pęka, jak co noc płacze i nikt inny tylko ja mogę ją uspokoić. 
Muszę wziąć ją na ręce, utulić, a potem odłożyć do łóżeczka i siedzieć przy niej trzymając za rączkę dopóki nie zaśnie. Trwa to mniej więcej od pół godziny, nawet do półtorej.
Czasami sytuacja ta powtarza się kilkakrotnie w ciągu nocy.  

Mam wrażenie, jakby czegoś się bała...
Ale zdrowy rozsądek każe mi przypuszczać, że Basi po prostu idzie kolejny ząbek, bo od kilku dni dolne dziąsło zapuchnięte i wrażliwe na dotyk. Podaje więc córci Dentinox, a w ekstremalnych nocnych przypadkach Pedicetamol. 
Kolejną sprawą, która najprawdopodobniej ma wpływ na Basieńkowe zachowanie może być skok rozwojowy, który właśnie teraz nam przypada. Mała załapała teraz bardzo dużo nowych umiejętności - może to ją jakoś przeraziło i musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji ? 
Nie wiem. Pozostaje nam tylko czekać na lepszy czas. 

Tylko jest jeden problem - ja już nie mam sił... 
Brakuje mi pomysłów na rozweselenie mojej córki. 
Brakuje mi snu, przez co w ciągu dnia wyglądam i czuje się jak zombie (z wielkimi worami pod oczami).
Brakuje mi cierpliwości, choć  wiem, że muszę ją mieć, bo córa szuka we mnie oparcia.
Brakuje mi tego, że mąż nie może mi pomóc w nocy, gdyż Basia uspokaja się tylko przy mnie. 
Lecz nie poddaje się - wiem, że kiedyś to minie...
Trzeba tylko czasu. 

Na szczęście moja córka nie marudzi 24h na dobę. 
Uśmiecha się i bawi. 
Niedziela była cudownym dniem, bo Basia śmiała się cały czas i ani przez moment nie marudziła.
A wczoraj na przykład zrobiła coś czym rozweseliła mnie i wzruszyła jednocześnie :
Bawiłyśmy się na dywanie i  w pewnym momencie córa dostrzegła jej ulubioną piłkę, która leżała sobie za drzwiami. Zebrała się więc i popędziła (raczkując) w jej kierunku. Gdy była już na wysokości drzwi zapytałam :
-Basiu, a gdzie to idziesz ? Chodź tu do mnie... 
A córa nawróciła się i zaczęła pędzić w moim kierunku, po czym wdrapała się na moje kolana i przytuliła się....
Powiem Wam, że w oczach zaświeciły mi się łzy, a w serduszku jakoś ścisnęło. Rozczuliła mnie tym niesamowicie, zwłaszcza że do tej pory jakoś nie lubiła się przytulać ( a to odpychała się, a to wyrywała), a tu takie zaskoczenie. 





Jeszcze Wam nie wspominałam o tym, że jakiś czas temu Basia dostała w prezencie wspaniałe klocki. Są one wykonane z sylikonu, więc są bardzo mięciutkie i bezpieczne dla maluszka. Dodatkowym ich atutem jest ich bardzo przyjemny zapach :)

Długo czekały na tzw "swój czas" i wreszcie doczekały się pierwszego spotkania z naszą córą - twarzą w twarz - i to dosłownie.
Najpierw w jej maleńkich rączkach wylądował jeden czerwony klocek - tak dla oswojenia się. Został on wyoglądany, wyśliniony, wygryziony, wyściskany z każdej strony.
A wczoraj Basieńka dostała całe pudełko klocków i była zachwycona. Mama budowała wieże, a córa je burzyła i tak przez pół dnia. Każdy klocek musiał być chociaż oblizany, ale jej radość przy tym była cudowna :)
Póki co Mała tylko burzy wieże, ale przyjdzie czas, gdy zacznie je budować ;)

Wiem, że nas czytacie - więc bardzo Wam Kochani dziękujemy w imieniu zadowolonej Basieńki :*





Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama.

poniedziałek, 22 września 2014

(NIE) TYPOWY DZIEŃ.


Jakiś czas temu jedna z moich czytelniczek poprosiła mnie o opisanie naszego typowego dnia. 
W ostatnim jednak czasie nasz typowy dzień nie jest do końca typowy, bo mimo iż każdy jest do siebie lekko podobny, to i tak wszystkie są zupełnie inne. Wynika to z tego, że próbujemy przestawić Basię na mniejszą ilość drzemek w ciągu dnia i póki co ciężko nam to idzie. 
Niemniej jednak postanowiłam, że i tak opiszę Wam, jak mniej więcej spędzamy wspólny czas. 


Nasz dzień rozpoczyna się o 6:00.
Wtedy to Basia radosnym krzykiem budzi swoich zaspanych jeszcze rodziców, domagając się przewinięcia i karmienia. Tato więc wstaje do córy, a mama pędzi do kuchni szykować poranne mleczko, które później to mąż podaje Basi. Ja w tym czasie biorę ekspresowy prysznic, żeby obudzić się i minimalnie zrelaksować się przed kolejnym pełnym wrażeń dniem (no chyba, że stanie się tak, że Basia prześpi nieco dłużej i mąż na szybko musi się zbierać do pracy, to wtedy ja ogarniam i przewijanie i karmienie ).
Mąż wychodzi do pracy około 6:30.
A my z Basieńką bawimy się w naszym łóżku jeszcze przez chwilkę, a koło 7:00-7:30 córa ucina sobie jeszcze krótką przedśniadaniową drzemkę. Ja w tym czasie kimam sobie z nią, albo robię herbatkę i włączam telewizorek. 
Godzina 9:00 Basia je II śniadanko - czyli kaszkę.
A po śniadanku zabawa na całego. Mała buszuje po mieszkaniu, rozrzuca zabawki, piszczy, śmieje się i kombinuje. Mama w tym czasie zjada jakieś śniadanko i próbuje nieco ogarnąć te nasze cztery kąty - a to myje naczynia, a to robię pranie, a to prasuje, a to latam ze ściereczką i odkurzaczem. W między czasie przygotowuję coś na obiadek - obieram warzywa, marynuję mięsko itp. 
Jeśli Basia ma zamrożone jedzonko, to wyciągam i rozmrażam, a jeśli zapasy się skończyły, to gotuję jej coś, dzielę na porcje i wrzucam do zamrażarki. 
Gdy za oknem nie pada, to wychodzimy do ogródka na maliny, albo na huśtawkę, albo odwiedzamy dziadka i wpraszamy się na herbatkę :) 
Godzina 12:00 Basia je obiadek. 
Po czym rozpoczyna się jej drzemka, która trwa około 2 godzin. 
Mama ma czas wtedy na gotowanie, wieszanie prania, pisanie bloga, buszowanie po internecie lub po prostu na leniuchowanie. Lecz wkrótce się to zmieni, bo od najbliższego weekendu rozpoczyna mi się rok akademicki, więc Basiową drzemkę już nie będę wykorzystywać  na leniuchowanie, lecz na pisanie pracy licencjackiej, albo na naukę do egzaminów, albo na pisanie jakiś prac zaliczeniowych czy robienie prezentacji. 
Około godziny 14:00 Basia się budzi. 
I znów czas na wspólną zabawę. Na czytanie, na śpiewanie, na huśtanie, na buszowanie, na wspinanie się po meblach, na rozrzucanie zabawek, na oglądanie rybek. 
Jeśli jednak za oknem aura sprzyja, to wybieramy się na spacerek. Dłuższy, lub krótszy - to zależy od nastawienia Basieńki. Czasami zahaczymy po drodze o sklep i robimy małe zakupy. 
O 15:00 Basia je deserek. 
Czasami je go w domku, a czasami na spacerze - to nie ma dla nas znaczenia. 
Po deserku, albo kontynuujemy spacer, albo zabawę. 
Teoretycznie o godzinie 17:00 mąż kończy pracę. 
Ale w ostatnim czasie jest to tylko teoretyczna godzina, bo bardzo rzadko zdarza się, że faktycznie skończy o czasie. No ale załóżmy, że o 17:00 kończy i wraca do domu, więc przychodzi pora na dokończenie obiadu i zaserwowanie go mężowi. 
Walczymy o to, żeby około 17:00-17:30 Basia miała jeszcze jedną krótką drzemkę, ale niestety jakoś nam to nie idzie... I właśnie około 17:30 pojawia się problem, bo Mała jest ju lekko zmęczona, a zasnąć sobie nie może i tak przeciągamy ją już do podwieczorku i do kąpieli. 
Godzina 17:30- 18:00 Basia je podwieczorek.
Po czym albo idziemy sobie na dół do dziadków, albo Basia ma czas na zabawę z tatą ( o ile wróci do domu, przed kąpielą, albo bawimy się we dwie. 
O godzinie 19:00 kąpiemy Basię.
I najpóźniej o godzinie 19:30 Basia jest już w łóżeczku i zasypia, a my gasimy światło i wychodzimy.
Od tej chwili mamy czas dla siebie. Czy to oglądanie seriali, czy jakiegoś filmu czy rozmowa przy gorącej czekoladzie. I kolacja i kąpiel, a potem sen. 
Mała przesypia całą noc od bardzo dawna, więc nasz dzień na nowo rozpoczyna się o 6:00 rano :) 


Jak widać nasz dzień jest wypełniony zajęciami po brzegi. Basia ma dużo aktywności, a w ostatnim czasie jakoś mało snu. Niemniej jednak i tak uwielbiam te nasze wspólne dni. 
Sprawa wygląda  znacznie inaczej, gdy mąż ma dzień wolny od pracy ( czyt. niedzielę). Wtedy to on w większości zajmuje się córą, bo chce nadrobić zaległości z całego tygodnia. 


Mam taki mały bonus - poniżej wstawię zdjęcia z wczorajszych chrzcin małej Julii - siostrzenicy mojego męża :) 




Basia z babcią Weroniką. 


Julia.



Basia ze swoją chrzestną i jej mężem :) 
(Są to rodzice małej Julki)

A i ja się załapałam na pobujanie małej (tutaj ziewającej ) Julki. 

 
 

A tutaj z kuzynką Tomka - Kingą i jej synkiem Kubusiem. 


Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama.

sobota, 20 września 2014

MIŁOŚĆ DO DREWNA.


Zakochałam się.
Zakochałam się w drewnie.
Zakochałam się w drewnianych zabawkach.

Są fenomenalne. Jedyne w swoim rodzaju. Wyjątkowe.
Jeszcze będąc w ciąży zachwycałam się kolejkami z Ikei widzianymi na wielu blogach i już wtedy wiedziałam, że i moja córa będzie się kiedyś bawiła drewnianymi zabawkami. 
Moim zdaniem są o wiele bardziej wytrzymałe niż te wszędobylskie chińskie, plastikowe, migające badziewia, które nie dość, że szybko się psują, to i szybko nudzą się  naszym pociechom. 
Chciałabym, żeby Basia nie miała zbyt wiele tych chińskich zabawek, bo zwyczajnie ich nie lubię ( a to coś odpadnie, a to baterie trzeba wymieniać, a to gra tak głośno, że zwariować można). Oczywiście będą one niestety nieuniknione, mam jednak nadzieję, że będzie ich jak najmniej.

Nasza drewniana kolekcja póki co dopiero raczkuje, ale wiem, że z biegiem czasu będzie się powiększać. 
Pierwszą taką zabawkę Basia otrzymała, gdy była już po tej stronie brzuszka przez miesiąc - od mojej kuzynki. Są to drewniane klocki z literkami, cyferkami i obrazkami. Póki co stoją one zapakowane w ślicznym pudełku i czekają, aż Basia będzie gotowa, żeby móc się nimi bawić.

Druga zabawkę sama kupiłam naszej córci, podczas pobytu nad morzem. Będąc na spacerze trafiliśmy na świetny sklep z ręcznie wykonanymi różnościami. Między innymi były tam drewniane zabawki - klocki, puzzle, pchacze, karuzele i wiele innych. Chciałam jednak, by Basia miała coś czym mogłaby bawić się już teraz. I tak oto w moje ręce trafiła przecudna grzechotka - biedronka. 
Jest dość ciężka, ale Mała radzi sobie z nią bez żadnego problemu, a co najważniejsze - chętnie sięga po nią podczas zabawy :) 

No i ostatnią drewnianą zabawkę, którą posiadamy w swoim dobytku również kupiłam w tym sklepie nad morzem. Są to cymbałki w kształcie rybki, które jak się domyślacie - czekają na swój odpowiedni moment :) Co więcej - są jeszcze zapakowane, bo boje się, że jakbym je otworzyła, to sama bym się zaczęła nimi bawić... (yyy... cofam się w rozwoju ?? :D )

Na ten moment to tyle. Nasza mała kolekcja - póki co niewielka - będzie się na pewno z biegiem czasu powiększać.  











Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama.

piątek, 19 września 2014

DOWÓD OSOBISTY DLA MAŁEGO DZIECKA.


Ostatnio zdecydowaliśmy się, że wyrobimy naszej Basi dowód osobisty. 
Ktoś może pomyśleć, że po co takiemu maluchowi dowód ? A no w naszym przypadku jest to dość istotna sprawa. 

Jakiś czas temu Tomek zabrał nas na małą wycieczkę po okolicy. I w pewnym momencie dotarło do nas, że musimy zawrócić, bo za moment wjedziemy na teren Słowacji. 
A dlaczego musieliśmy zawrócić ?
Kilka miesięcy wcześniej dowiedzieliśmy się, że mają tam takie prawo, że jeśli nie masz dowodu potwierdzającego, że dziecko jest Twoje, to mogą Ci je spokojnie odebrać, nawet w przypadku kontroli policyjnej. 

I takim oto sposobem unikamy wjazdu na teren innego kraju. Jest to dla nas dość ograniczająca sytuacja, ponieważ bardzo lubimy podróżować, a nie chcemy ryzykować, bo po co nam takie problemy ?

I postanowiliśmy wyrobić małej dowód osobisty. Myśleliśmy też nad paszportem, ale stwierdziliśmy, że jeśli będziemy wybierać się poza granice Unii Europejskiej, to dopiero wtedy wyrobimy jej paszport. 


Zalety dowodu osobistego :
  • Ważność 5 lat  
  • Dowód osobisty jest bezpłatny 
  • Jest przydatny, gdy zajdzie potrzeba udowodnienia wieku dziecka ( przy darmowych przejazdach, noclegach, przy zniżkach) 

Co jest potrzebne do wyrobienia dowodu osobistego dla dziecka :
  • 2 fotografie (najlepiej będzie wykonać je u fotografa, który posiada odpowiednia wiedzę na temat tego, jak owo fotografia powinna wyglądać)
  • Skrócony odpis aktu urodzenia dziecka 
  • Dowodu osobiste rodziców ( warto pamiętać, ze obecność obojga rodziców jest obowiązkowa)  

W Urzędzie Miasta wypełniamy odpowiedni formularz i czekamy około 3 tygodni na wyrobienie dowodu. Wydaje mi się, że formalności są banalnie proste, a korzyści płynące z posiadania owego dokumentu są bardzo korzystne, więc warto poświęcić kilka chwil na jego wyrobienie. 

My już na dowód dla naszej Basi oczekujemy, a poniżej pokażę Wam, jak będzie prezentować się nasza poważna panienka na zdjęciu w dowodzie osobistym :) 




Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama

środa, 17 września 2014

KILKA WAŻNYCH DAT I MAŁE ZAKUPY.


Dzień za dniem lecą niczym rakieta w kosmos, więc stwierdziłam, że muszę zapisać kilka ważnych dat, zanim po prostu z natłoku wrażeń wylecą mi z głowy :) 


13 wrzesień 2014
Basia po raz pierwszy wdrapała się na mnie i klęknęła. Od tego czasu robi to bez przerwy.

16 wrzesień 2014
Nasza córcia po raz pierwszy stanęła na własnych nóżkach łapiąc się jedną rączką ławy a drugą mojej ręki. Drugi raz jeszcze tego nie powtórzyła - czekamy :)

17 wrzesień 2014 
Mały zbój nabił sobie pierwszego guza i to na środku czoła. Chwila nieuwagi i Basia przewróciła krzesło, które na szczęście tylko ją drasnęło. Oj oby jak najmniej takich wypadków...







Na poniższym zdjęciu widać Basiulkowego guza :)



Przy okazji dzisiejszych spożywczych zakupów w Tesco postanowiłam zajrzeć do Pepco. 
Bądź co bądź - uwielbiam ten sklep - nigdy nie wyjdę z niego z pustymi rękoma. 
I jak to zwykle bywa - zabłądziłam między regałami z akcesoriami dziecięcymi. 
Takim oto sposobem garderoba Basi poszerzyła się o :


Pajacyk - 17.99 zł
Półśpiochy - 7.99 zł 
( bo Basia ciągle w nocy się rozkopuje i zawsze rano ma zimne nóżki )

Body z długim rękawem - 9.99 zł

Rajstopki 
 paski - 4.99 zł
serduszka - 6.99 zł

HIT 
pluszowy bezrękawnik - 14.99 zł 


Skarpetki 
ciemny róż - 1.99 zł
jasny róż -2.49 zł



Basia & Góralska mama