piątek, 31 października 2014

Nie zwalniamy tempa.


Żyjemy. 
Próbujemy wszystko ogarnąć.
Staramy się nie zwariować. 

Pozdrawiamy z małej wyprawy do moich rodziców, gdzie próbujemy złapać choć mały oddech. :) 



Basia & Góralska mama.

czwartek, 23 października 2014

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


42/52
"Stworzyliśmy cud - jedyny, wyjątkowy, niepowtarzalny...."



środa, 22 października 2014

MAŁY, WIELKI CUD.


W ostatnim czasie zrobiło się zdecydowanie zbyt smutno na tym moim blogu. 
Ciągle użalam się tylko nad moim marnym losem, pomijając zupełnie pozytywne aspekty codzienności.
Czas najwyższy z tym skończyć - bo życie płynie zdecydowanie za szybko i szkoda poświęcać go na smutki.

Każdego dnia uświadamiam sobie jakie wielkie szczęście dostałam od życia. A jest to dla mnie dalej nie do pojęcia jak udało nam się stworzyć taki mały wielki cud... Codzienne ten nasz mały cud uczy nas czegoś nowego (tak, tak, bo to właśnie my uczymy się od cuda, a nie na odwrót). I wierzcie mi lub nie, ale to są najcenniejsze lekcje jakie kiedykolwiek udało mi się otrzymać.

Cud uczy nas wielu rzeczy, ale chcę napisać tutaj o dwóch najważniejszych dla mnie aspektach.

1. Należy pamiętać , że po każdej burzy wyjdzie słońce.  Że po każdym smutku przychodzi radość,  a po każdej łezce - uśmiech.  Nasz mały cud często uśmiecha się przez łzy - wystarczy tylko zrobić coś zabawnego, a w momencie na jej twarzy gości piękny uśmiech.  Lecz najcudowniejsze jest to, że gdy to mi zdarzy się przy niej zapłakać, to wyobraźcie sobie, że cud potrafi przydreptać do mnie, wdrapać się na moje kolana i uśmiechnąć się w taki sposób,  że aż w serduchu robi się gorąco... Bo nikt nie uśmiecha się tak wspaniale jak Ona. Dla mnie nie pojęte jest to, jak ten mały cud szybko rozwija się i staje się tak niezwykle kumata.
2. Nie ważne jak jest źle - dla cuda trzeba być silnym. Są w naszym życiu takie sytuacje, kiedy to mamy już wszystkiego dość. Kiedy z mężem dogadać się nie możemy lub w pracy czy szkole nie idzie nam tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Albo gdy po prostu nie mamy już zwyczajnie sił. 
W takich chwilach warto przypomnieć sobie, że jest taka maleńka istotka, która niezwykle nas potrzebuje. I wtedy nie ważne jest to, jak bardzo jest nam źle. Musimy po prostu wziąć się w garść i uśmiechnąć się od ucha do ucha, bo kiepskie nastawienie na pewno nie wpłynie korzystnie na naszego malucha.

Cud uczy nas radości i pozytywnego nastawienia. Uczy, że najważniejsze jest tu i teraz, że trzeba czerpać z każdej chwili maksymalnie jak najwięcej, bo jutro już tego nie będzie. 
I owszem trzeba w tym wszystkim znaleźć czas na pracę, naukę i codzienne obowiązki, ale wszystko z umiarem i nic na siłę, bo życie mamy tylko jedno, a nasze cuda tylko raz będą takie maleńkie :) 








Moja najsłodsza przytulanka :* 



poniedziałek, 20 października 2014

Z DESZCZU POD RYNNĘ...


Był czas totalnego zniechęcenia i załamania. 
Ale minął. 
Nawet powiem więcej - wrócił mi dobry humor i pozytywne nastawienie. 
Ale niestety - znów jest gorzej. 

A to wszystko dlatego, że złapało mnie przeziębienie i to nie byle jakie... 
Mięśnie bolą niesamowicie, a nosa nie nadążam wycierać. I do tego to ciągłe kichanie, aż płuca chce rozerwać. 
Boje się tylko tego, że moją kruszynkę zarażę, więc muszę się szybko doprowadzić do porządku. 

Praca licencjacka jakoś tam powstaje, ale w totalnie żółwim tempie - kiedy ją skończę ? Nie mam pojęcia. Promotorka leci w kulki, nie odpisuje na maile, a jeśli już to zrobi, to zbywa człowieka totalnie. Zmienia ciągle zdanie i zupełnie nie idzie się z nią dogadać. 

Wczoraj zrobiłam sobie dzień lenia. Owszem ugotowałam przepyszny rosołek i usmażyłam schabowe, ale postanowiłam nie robić poza obiadem zupełnie nic innego. Nie włączyłam laptopa, nie czytałam kolejnych tekstów na temat mojej pracy licencjackiej, nie umyłam naczyń - nie zrobiłam nic poza to, na co miałam ochotę. Gdy mąż zajmował się Basią - wzięłam sobie długą, relaksacyjną kąpiel. Odpoczęłam i odprężyłam się - a tego trzeba mi było. Potem poszliśmy razem na długi spacer. Stęskniłam się za takimi chwilami... 

Mam nadzieję, że los będzie dla mnie nieco bardziej łaskawy, bo powiem Wam szczerze, że jeśli moje życie w dalszym ciągu będzie takim kołowrotkiem, to długo nie pożyję.... 
A tymczasem jutro kołowrotka ciąg dalszy, ponieważ jadę na pierwsze praktyki. 

Zostawiam Was z moją śliczną szarą myszką i uciekam pod kołderkę wygrzać się i wykurować :)



środa, 15 października 2014

TO ZDECYDOWANIE NIE JEST MÓJ CZAS...


Wiecie....
Od zawsze podziwiałam studiujące matki.

Teraz - podziwiam je jeszcze bardziej...

Moja zła passa niestety trwa dalej. Jestem zmęczona do granic możliwości i tak strasznie żałuję, że nie zrobiłam sobie przerwy w tych moich studiach. Choć z drugiej strony jestem pewna, że ciężko byłoby powrócić na nie, gdybym jednak przerwę sobie zrobiła. Tak źle, a tak jeszcze gorzej...

Postanowiłam jednak, że nie przerwę studiów, że pogodzę macierzyństwo z nauką, że poradzę sobie z dojazdami i ze zorganizowaniem opieki dla Basi. 
Nie jest to jednak tak kolorowe jak sobie to wymarzyłam. 

Sen Basi na szczęście uległ poprawie. Zdarzają się nawet przespane w całości noce, więc teoretycznie narzekać nie mogę. Niemniej jednak budzenie się Basi w środku nocy z krzykiem  ciągle się pojawia i gdy się już zdarzy, to kilka godzin mamy wyjęte z życiorysu.
W ciągu dnia mogłabym odespać nieprzespaną noc, ale nie mam na to czasu, bo gdy Basia ucina sobie drzemkę, to ja muszę siedzieć przy komputerze i ogarniać pracę licencjacką. 
Wiem - nikt nie mówił, że będzie łatwo....

Zaczynam się tym wszystkim okropnie martwić. Mam wrażenie, że stres zżera mnie od środka. Do tego dochodzi totalne zmęczenie organizmu i w wyniku czego zdarzają się chwile, gdy nie mam już nawet siły podnieść mojej córci. Czuję się z tym okropnie, ale wiem, że muszę się z tym jakoś uporać. 
Szkoda tylko, że nie mam pomysłu jak to wszystko ogarnąć.... 
Mąż niestety całymi dniami w pracy, bo sprzęt psuje się na potęgę i mechanik ma ogrom roboty. Stara się jak może, ale i tak zdarzają się dni, gdy wychodzi z domu jak Basia jeszcze śpi, a wraca, gdy Basia już śpi. 

Na blogu prawie nas nie ma - wybaczcie. Nawet nie wiecie jak ja za tym potwornie tęsknie... 
Obiecuję, że jak tylko ten zły czas ode mnie odejdzie, to nadrobię wszelkie zaległości. 


Całujemy Was z Basieńką gorąco :*







Basia nauczyła się pić przez słomkę.
(a zajęła jej ta nauka może ze dwa dni)





"Tu sroczka kaszkę ważyła - ogoneczek sparzyła."

 Najpiękniejsza porcelanowa laleczka.
 



 Uczymy się bić brawo :)
 



wtorek, 14 października 2014

Wyzwanie - portret(y) dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)


38/52
"Szczęścia nie można kupić, ale można je sobie urodzić."



39/52
"Piękno tych oczu, czasem nie pozwala odmawiać..."




40/52
"Prawdziwy skarb to taki, który chcesz z dumą pokazywać światu, a nie zakopywać w ziemi." 



41/52
"Dzieci mają dużą moc - uśmiechem sprawiają, że smutki odchodzą na bok." 


piątek, 10 października 2014

KRÓTKO, ZWIĘŹLE I NA TEMAT.


Żyjemy. 
Mamy się całkiem dobrze. 
I bardzo za Wami wszystkimi tęsknimy.

Buziaków sto :*










wtorek, 7 października 2014

USPRAWIEDLIWIENIE.


Muszę napisać do Was, choć kilka słów, bo kilka osób martwi się już troszkę moim milczeniem....

Wiele rzeczy spadło mi ostatnio na głowę. 

  • Muszę do 25 października oddać plan, bibliografię i pierwszy rozdział pracy licencjackiej ( a muszę zaznaczyć, że ani jedna z tych pozycji nie jest jeszcze przeze mnie rozpoczęta, bo pani promotor nie raczyła odpisać na maila w czasie wakacji, a teraz wymaga rzeczy z kosmosu). 
  • Mam do zrobienia 80 godzin praktyk w szkole i przedszkolu w mojej wsi, a dodatkowo 45 godzin w szkole w miejscowości, gdzie znajduje się moja uczelnia. 
  • Do tego dochodzą jeszcze aktualne prace zaliczeniowe i egzaminy. 
Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzę, zwłaszcza, że całymi dniami jestem sama z Basią, która wymaga ciągłej uwagi, bo mąż pracuje. Moje pisanie więc rozpoczyna się po uśpieniu wieczornym Basi i trwa do północy, a nawet i później. 
Chodzę więc przez dzień jak zombie i ledwo funkcjonuję. 

Na szczęście (odpukać w niemalowane ) Basia ostatnio wraca do normalnego trybu życia. Ładnie śpi w dzień i tak samo w nocy. Przestała budzić się co godzinę, choć zdarzają się jeszcze pojedyncze krzyki - ale wtedy zasypia w momencie i nie musimy interweniować. Budzi się koło 6:00 pełna energii i pozytywnego nastroju. 

W czwartek przyjedzie mama, żeby troszkę mi pomóc z Basią, tak żebym mogła zająć się cały dzień pisaniem pracy. 

Muszę chyba na jakiś czas odpuścić blogowanie, bo nie znajduję na nie po prostu czasu.... 
A jakby się jednak zdarzyło, że złapię jakąś wolną chwilkę w ciągu dnia, to poświęcam ją po ludzku na położenie się i zamknięcie oczu. 

Bardzo Was przepraszam, że będzie tutaj taka cisza, ale proszę o trzymanie kciuków, żeby wszystko się nam jakoś poukładało. 

Pozdrawiam 
Góralska mama.



czwartek, 2 października 2014

9 MIESIĘCY ZA NAMI - CZYLI MAŁE PODSUMOWANIE.


9 miesięcy za naszą córcią. 
Jak zawsze powiem - rany kiedy to minęło ?! 
Miniony miesiąc to czas ogromnych zmian. To czas zdobywania wielu nowych umiejętności. To czas bardzo trudny dla nas wszystkich.



DANE TECHNICZNE :
  • Basia skończyła 9 miesięcy (02.01.2014- 02.10.2014)
  • Waga : około  10,6 kg
  • Długość ciała : 75  cm 
  • Pampersy : 4
  • Ubranka: 80 ( a nawet 84 - zależy od firmy )
  • Długość stopy : 11,5 cm
  • Ilość ząbków : 2 (obie dolne jedyneczki) 

UMIEJĘTNOŚCI OSTATNIEGO MIESIĄCA :
  1. Basia zaczęła klękać, wstawać i siadać. I to dokładnie w tej kolejności. I wszystkie te umiejętności zdobyła w przeciągu kilku dni :) 
  2. Od kilku dni nasz mała córeczka zaczyna stawiać swoje pierwsze kroczki. Drepta wzdłuż stołu lub wersalki. Chce, żeby ją prowadzić za rączki. Sprawia jej to ogromną radość, a nam jeszcze większą. Czy jest na to za wcześnie ? Nie wiem. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, więc może to jest jej czas ? 
  3. W ostatnim czasie najfajniejszą zabawą jest zdejmowanie magnesów z lodówki. Szkoda tylko, że Baśka nie opanowała jeszcze tego, że można je przyczepić na nowo :)
  4. W tym miesiącu nasza córa opanowała zabawę "Tu sroczka kaszkę ważyła...". Sama pokazuje gesty związane z tą zabawą. 
  5. Ciekawe jest to, że Basia rozumie coraz więcej. Gdy mówię jej "husiu, husiu", to ona pędzi w stronę drzwi wejściowych do salonu i czeka, aż mama zamontuje jej huśtawkę. 
  6. Rośnie nam mała gaduła. Potrafi składać ze sobą różne sylaby: "pa-pa" , "ma-ma", "ba-ba", "ga-ga", "go-go" itp. 
  7. Od pewnego czasu Basia uczy się korzystać z nocnika. Generalnie od kilku dni wszystkie kupki lądują w nocniku. Sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej jeśli chodzi o siku, ale na to mamy jeszcze czas :) 
  8. Mała nauczyła się w tym miesiącu podawać różne rzeczy. Kiedy mówię do niej "daj mamusi" to ona wyciąga rączkę i podaje mi daną rzecz. Ale zaraz zabiera ją z powrotem :)
  9. Mam wrażenie, że Basia chce, aby ją podziwiano. Gdy tylko widzi, że ktoś się jej przygląda, albo śmieje się z tego co zrobiła, to od razu robi śmieszne minki, albo powtarza daną czynność, aby dostarczyć widzom rozrywki :) 

AKTUALNY PLAN DNIA
Jak wiecie z poprzedniego postu - ostatnio nasze dni i noce są lekko zawirowany, więc i plan dnia nie jest do końca sprecyzowany.  Niemniej jednak postaram się opisać Wam jak mniej więcej to wygląd aktualnie. 

6:00 - pobudka i mleczko  

7:30 - sen (około 1 h) 
9:00 - kaszka
10:30- sen (około 1,5 h )  

12:00 - obiadek   
14:00- sen (0,5 h- 1h )
15:00- deserek
18:00 - podwieczorek 19:00 - kąpiel i mleczko




Mój mały dziewięciomiesięczny Bobo o poranku :) 
 






PS: 
Bardzo dziękuję Wam wszystkim za liczne maile i komentarze dotyczące poprzedniego posta. Dało mi to małego kopa do działania i morze sił, bo nie ukrywam - lekko się już podłamałam.... 
Muszę wierzyć w to, że kiedyś ten ciężki czas się skończy i powróci upragniony spokój... 


Pozdrawiamy
Basia & Góralska mama.