środa, 31 grudnia 2014

PODSUMOWANIE 2014 ROKU.


Miniony rok był dla mnie czasem ogromnych radości i wzruszeń, ale też licznych trosk. 
Postanowiłam  przeanalizować wszystkie miesiące roku, który właśnie za kilka godzin się skończy i zrobić małe ich podsumowanie. 

STYCZEŃ. 
Styczeń roku 2014,  a zwłaszcza jego początek był dla mnie najbardziej wyjątkowym czasem w życiu. Drugiego stycznia bowiem przyszła na świat moja wymarzona córeczka. Swoim istnieniem sprawiła, że ten rok nabrał zdecydowanie większego znaczenia dla całej mojej rodziny, a szczególnie dla mnie. Styczeń to zatem czas ogromnej radości, ale również zatroskania, gdyż tyle co zostałam mamą, zostałam wrzucona na głęboką wodę i jakoś musiałam stanąć na wysokości zadania. Wydaje mi się, że poradziłam sobie wtedy całkiem dobrze. Pamiętam, że przez ten pierwszy miesiąc byłam tak zafascynowana tym małym człowiekiem, że w ogóle nie myślałam o zmęczeniu, które powoli atakowało moje ciało...

LUTY
Zmęczenie jednak wygrało. Po kilku tygodniach bycia mamą zrozumiałam, że jestem wykończona. Ale zaciskałam zęby i wiedziałam, że jeśli teraz przetrwam, to wkrótce ten trudny czas minie i będzie już tylko lepiej. Bardzo cieszę się, że mąż pomagał mi wtedy w każdej wolnej chwili. Codziennie wracał z pracy tak, aby móc kąpać Basię. Przez cały czas wstawał do niej w nocy, przewijał ją i podawał mi do karmienia. Widziałam, że sprawia mu to radość... Za to wszystko dziękuję mu z całego serca.

MARZEC
Jest to miesiąc przełomowy dla naszej rodziny, gdyż mały człowiek zaczął przesypiać noce. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy to obudził nas płacz o godzinie 6:00. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się z mężem czy była pobudka o 3:00, której nie pamiętamy, czy po prostu jesteśmy tak zmęczeni, że nie słyszeliśmy jej płaczu ?? Okazało się, że od tego dnia Basia już codziennie budziła się o 6:00, a my odetchnęliśmy troszkę i zdecydowanie mieliśmy więcej sił do działania.
W marcu odbył się również chrzest naszej córci. Był to dla nas wyjątkowy dzień, który spędziliśmy w gronie najbliższych.

KWIECIEŃ
W kwietniu rozpoczęła się nasz przygoda z rozszerzaniem diety, więc było wesoło. Na szczęście nasz mały łakomczuszek nie wybrzydzał i chętnie próbował nowych posiłków. Z uśmiechem na ustach wspominam jej grymasy na buzi, które rozczulały mnie okropnie.
W kwietniu odbyło się też moje pierwsze spotkanie z blogową koleżanką - Asią. Jezu jak ja się cieszę, że się na nie odważyłyśmy. Dzięki temu zyskałam przyjaciółkę, która jest dla mnie wsparciem w każdej chwili. To zdecydowanie ogromny plus minionego roku. 

MAJ
Ten miesiąc minął nam niezwykle szybko. Jest to miesiąc moich urodzin i powiem Wam szczerze, że nie zakodowałam, że w tym roku na liczniku stuknęło mi 21 latek. 
W maju miałam przyjemność  odwiedzić Asię i jej córcię. Było to nasze drugie spotkanie i byłyśmy pewne, że nie ostatnie. 
W tym miesiącu dotarło do mnie, że na prawdę jestem mamą, a Basia z pomocą tatusia wręczyła mi piękny prezent z okazji Dnia Matki.
W maju Basia po raz pierwszy była na weselu. Jak na pierwszy raz - dała sobie radę bardzo dobrze. Była grzeczna, uśmiechnięta, choć lekko zszokowana ilością ludzi i głośną muzyką. 

CZERWIEC
 W czerwcu wybraliśmy się całą rodzinką na nasze pierwsze wspólne wakacje. Pojechaliśmy w Bieszczady do Bereżnicy Wyżnej i powiem Wam, że było cudownie. Cisza, spokój, przyroda - żyć nie umierać. Basia przez większą część pobytu była bardzo grzeczna, ale pod koniec okazało się, że przebija się jej ząbek, więc ostatnie dwa dni były lekko marudne. Nie mniej jednak wypoczęliśmy co było dla nas najważniejsze. Kto wie, może i w przyszłym roku się tam wybierzemy... :) 

LIPIEC
W lipcu co po chwilkę wylegiwałyśmy się z Basieńką na kocyku w ogrodzie - ah jak ja lubię lato... Dużo spacerowaliśmy po całej okolicy, troszkę podróżowaliśmy całą rodzinką.
W tym miesiącu udało nam się także pojechać z Basią na tydzień do moich rodziców. 
Lipiec to miesiąc błogiego lenistwa wakacyjnego.

SIERPIEŃ
Ten miesiąc upłynął nam pod hasłem "wesela". Było ich w tym miesiącu aż trzy więc wybawiliśmy się za wszystkie czasy.  Na wszystkich towarzyszyła nam nasza myszka, która zawsze była bardzo pogodna i uśmiechnięta. 
W tym miesiącu moje mama obchodziła 50-te urodziny, więc zorganizowała małą imprezę rodzinną. 
W sierpniu Basia zaczęła raczkować i siadać więc zrobiło się jej wszędzie pełno. To niemożliwe jak dziecko szybko się rozwija... :) 

WRZESIEŃ
We wrześniu odbyło się spotkanie w szkole rodzenia. Wszystkie wspomnienia wtedy wróciły... Mogliśmy powspominać czas brzuszkowania, czas oczekiwania na maluszka i sam poród. Wróciły wszystkie emocje, które temu towarzyszyły, aż łezka kręciła się oku... Fajnie było spotkać tych wszystkich ludzi, których poznaliśmy kilka miesięcy wcześniej, z tym że wtedy dzieciaki mieszkały sobie w brzuszkach, a teraz mogliśmy je popodziwiać na żywo :)
W tym miesiącu nasza córa po raz pierwszy zobaczyła polskie morze. Szkoda tylko, że tatusia nie mogłyśmy zabrać ze sobą, ale wierzę w to, że w niedalekiej przyszłości uda nam się go tam jeszcze zabrać i wtedy popatrzymy na morze całą rodzinką... 

PAŹDZIERNIK
To był miesiąc mojego małego załamania. Za wszelką cenę musiałam pogodzić studia i macierzyństwo, a nie jest to łatwe. Musiałam co tydzień jeździć 70 km na praktyki, a w weekendy na studia pokonywać taki sam dystans. Byłam wykończona wręcz tą jazdą, a na kierownicę patrzeć nie mogłam. Dodatkowo co po chwilę łapało mnie przeziębienie, z którego nie mogłam się wyzbierać, a nieprzespane noce, które towarzyszyły Basiowemu ząbkowaniu dodatkowo potęgowały moją bezradność. 
To był zdecydowanie ciężki czas....

LISTOPAD
Nie wiem kiedy zleciał. Pod koniec roku z niewiadomego powodu wszystko nabrało jakiś szalonych prędkości. 
Listopad był kiepskim czasem dla mojego małżeństwa. Liczne spory i nieporozumienia doprowadzały nas do szału. Bałam się nawet, że to wszystko po prostu się zakończy.
Dziś wiem jednak, że potrzebowaliśmy czasu i wytchnienia. Potrzebowaliśmy pobyć troszkę więcej tylko ze sobą. Potrzebowaliśmy rozmów i czułości.

Zasada : co Cię nie zabije to Cię wzmocni - u nas się sprawdziła. 

GRUDZIEŃ
Czyli miesiąc oczekiwania i licznych okazji do świętowania. Barbórka, Mikołaj, Święta Bożego Narodzenia i Sylwester. Czas licznych radości i uśmiechów. 
Jest to czas, który w stu procentach poświęciliśmy naszej rodzinie. Ważne było dla nas, aby spędzić ze sobą jak najwięcej czasu, żeby odbudować naderwane relacje i otoczyć troską nasze małżeństwo. Cały czas walczymy o to, by złe chwile nie powróciły. 
W tym miesiącu poświęciłam też bardzo dużo czasu na przygotowywania do bardzo ważnego dnia w życiu naszej córki - pierwszych urodzin. Już pojutrze nasza Myszka już nie będzie niemowlakiem, a stanie się dziewczynką. Z jednej strony - cieszę się niesłychanie, ale z drugiej - jestem przerażona faktem, że czas tak szybko mija. Uświadomiłam sobie, że musimy zdecydowanie więcej czerpać z każdej wspólnie spędzonej chwili... 


Jak widać - cały mój miniony rok wypełniony był moją córeczką. Wszystko kręciło się wokół niej i jestem pewna - będzie kręcić się dalej :) 
W przyszłym roku życzę sobie dużo wytrwałości. Zdrowia, sił i pozytywnego myślenia. Kreatywności i dążenia do realizacji marzeń. 
Życzę i Wam - wszystkiego najlepszego i ogrom miłości !! 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ŻYCZY GÓRALSKA MAMA.




poniedziałek, 29 grudnia 2014

PREZENTY - TEMAT RZEKA.


Jak wiecie, grudzień i początek stycznia, to dla naszej córki czas wielu świąt. 
I Barbórka i Mikołaj i święta i urodziny. 
Wszystko to sprawia, że Basia otrzymuje nie małą liczbę prezentów. 
I nie mogę narzekać, bo większość z nich jest naprawdę całkiem niezła, albo nawet bardzo fajna, ale zdarzają się też wyjątki... 

Basia jak każde dziecko - uwielbia zabawki. Ale już moja w tym głowa, by bawiła się głównie tymi, które będą uczyć ją kreatywności i pomysłowości, a także będą rozwijały koordynację wzrokowo-ruchową i wyobraźnię. 
Nie lubię, a wręcz nienawidzę tych skrzeczących plastikowych niewiadomo cosiów. Owszem miga to i gra, ale co to w ogóle gra i czemu to tak miga, że oczopląsu dorosły dostać może, a co dopiero dziecko.  

Z czystym sercem mogę powiedzieć, że do tej pory Basia dostała jeden nietrafiony prezent.
Pozostałe prezenty, które Basia dostała na imieniny, od Mikołaja czy na święta są na serio całkiem fajne, przyjemne i ( co dla mnie - matki - najważniejsze ) edukacyjne.  Jest też cała masa rzeczy, które zabawkami nie są, a bardzo nas cieszą, bo są to rzeczy przydatne, a nie takie, które za moment wylądują na dnie szuflady czy w pudle na strychu. 

Ok koniec gadania - przechodzę do sedna. 
O prezentach, które Basia dostała z okazji imienin czy od Mikołaja możecie poczytać TU
A dziś o podarunkach świątecznych. 


1. W poprzednim poście wspominałam Wam o paputkach. 
W planach było, aby Basia otrzymała je od nas - rodziców, ale jak się okazało na miejscu Wigilii, dostała drugą parę także od dziadków. Szczerze ? Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. 
Basia już nie ślizga się tak jak wcześniej, a matka nie musi co po chwilę prać skarpetek. Póki co więcej powiedzieć nie mogę, bo użytkujemy je dopiero kilka dni, ale w przyszłości na pewno pojawi się post tylko i wyłącznie o nich. Więc oczekujcie. 
Dodatkowym plusem jest to, że posiadamy paputki dwóch różnych firm, więc będziemy mogli sobie je porównać. 



Te córa dostała od nas. 
Są to Ekotuptusie


A te dostała od dziadków.
Firmy : Paputki.pl 
 


2. Od nas Basia dostała jeszcze komplet - czapkę i komin. 
Jest on wykonany przez HAND MADE WITH LOVE . 
Zarówno czapka jak i komin są wykonane bardzo starannie. Są przyjemne w dotyku, mięciutkie i dość ciepłe. Jednak moim zdaniem bardziej nadają się na sezony przejściowe. Nie jest to komplet zimowy. Na stronie Hand Made With Love zobaczyć możecie całą masę innych pięknych wzorów i kolorów :)



3. Basia dostała od nas jeszcze zabawkę do kąpieli. 
Polubiła ona ostatnio na nowo kąpiele, ale bardzo nie lubi bawić się samotnie. Postanowiłam więc poszerzyć grono jej gumowych zabawek o plastikową zabawkę z FisherPrice. 
Tutaj pewnie powiecie, no ale jak to plastik ?!
No właśnie, a jednak. 
Niestety nie zdążyłam zamówić tego co chciałam przez internet, więc skazana zostałam na pobliski sklep z zabawkami. Tam wybór owszem był dość duży, ale wszystko było tak strasznie nieodpowiednie. Nie mniej jednak wybrałam najmniejsze zło i powiem Wam, że jestem z mojego wyboru całkiem zadowolona. 
Basia polubiła swoją nową zabawkę i chętnie się nią bawi. Lubi patrzeć jak woda się z niej wylewa. Cieszę się, że jednak ją zaakceptowała :)) 
Do kupienia na przykład TU



4. Pod choinką Basia znalazła także wiaderko do piaskownicy. 
Zwykłe, klasyczne, zielone wiaderko, które posiada chyba każdy brzdąc. 
Nie posiada żadnych bajerów, ani skomplikowanych urządzeń. W skład zestawu wchodzi : wiaderko, sitko, łopatka, grabki i jedna foremka. Czyli tak zwany zestaw podstawowy. Nic tylko czekać na ciepełko i zabawy w piaskownicy :) Już nie mogę się doczekać jak będę panikować, kiedy moje dziecko zacznie jeść piasek.... :D
A tymczasem wiaderko zapakowane czeka na swoją kolej...  


5. Nasza córcia dostała też zestaw z pszczółką od SkipHop.
Zestaw jest świetny ! Te kolory, to wykonanie. Bajka !
Póki co wypróbowaliśmy miseczkę, łyżeczkę i śliniaczek (którego brakuje na zdjęciu). Pozostałe elementy zestawu będą pewnie użyte już wkrótce. 
Basia jest zachwycona sowami na sztućcach - kto wie, być może zachęci ją to do samodzielnego jedzenia.... :))


 
6. Kolejnym prezentem była kolorowa pętla motoryczna - Morska przygoda - Bigjigs Toys.
To już druga taka zabawka Basi, więc postanowiliśmy, że zostawimy ją u dziadków, aby i tam miała coś do zabawy. Przeplatanka jest ładnie wykonana i posiada drobne koraliki co bardzo zainteresowało naszą córę ( nasza domowa przeplatanka ma większe klocki, z którymi czasami jeszcze Basia sobie nie radzi ). Dodatkowym atutem oczywiście jest to, że jest ona drewniana. 


 7. I ostatnia już zabawka to drewniana.... układanka ( w zasadzie nie wiem jak to nazwać ). Firma : Sevi
Wygląda ona jak mini pociąg. Składa się z platformy z dwoma patykami, na które nakłada się klocki. Do zabawki przyczepiony jest sznureczek, który dziecko może ciągnąć. Basia póki co nie wie co mają przedstawiać ułożone klocki, ale nakłada je bez problemów na patyki. 





Jak widzicie większość prezentów jest trafionych. Jeśli tylko troszkę bardziej się postaramy, to za naprawdę niewielką cenę możemy sprawić dziecku taki prezent, który nie tylko posłuży przez dłuższy czas, ale będzie też pobudzał wyobraźnię czy kreatywność dziecka i będzie cieszył oko rodzica :) 


Ps: 
Muszę zapisać ważną dla nas datę - 29.12.2014 
Basia zaczęła chodzić. 
Puściła się ławy, podeszła do choinki i obeszła ją dookoła. 
Sama, samiuśka rozumiecie ?!
Jak szczęka mi opadła kilka godzin temu, tak do tej pory pozbierać jej z podłogi nie mogę. 
Jestem pod wrażeniem, a duma rozrywa moje serducho !! 
Córcia - brawo brawo brawo ! :** 


Ps 2: 
Przypominam Wam kochani o roczkowej rozdawajce, o której możecie poczytać TUTAJ.
Do tej pory nie dotarła do nas żadne zgłoszenie, nad czym okropnie ubolewamy... :( 
Wystarczy odrobina kreatywności, by zgarnąć jakiś tajemniczy drobiazg, a jednocześnie sprawić niezwykłą pamiątkę naszej córci z okazji roczku. 
Zachęcam Was z całego serca :* 


Pozdrawiamy Was gorąco 
Basia & Góralska mama.


------------
EDIT
Zdecydowałam się usunąć kontrowersyjną część tego wpisu. 
Przykro mi, że niektórzy nie rozumieją przesłania. 

Wyzwanie - portret dziecka raz w tygodniu, co tydzień :)

51/52
"Jesteś doskonała pod każdym względem, a uroku dodaje Ci nawet szparka między górnymi jedynkami"


sobota, 27 grudnia 2014

MAGICZNY CZAS ŚWIĄT.

I po świętach...
I po całym lenistwie. 
I pozostało  tylko miłe wspomnienie.
I kilka dodatkowych kilogramów w nadbagażu :) 


Wigilię tak jak pisałam już wcześniej - spędziliśmy u moich rodziców. Było miło, smacznie i leniwo. Mieliśmy w pierwszy dzień świąt wracać do domu, ale postanowiliśmy zostać jeszcze jeden dzień dłużej. 
I takim oto sposobem do domu zawitaliśmy dopiero wczoraj koło południa. 
Potem obiad u teściów, wizyta u babci mojego męża i jego siostry. Wszędzie było tłoczno i gwarno - ale o to chyba w święta chodzi :) 

Za chwilkę będziemy powoli zbierać się z powrotem do moich rodziców, bo moja mama robi dziś imprezkę imieninową - więc trzeba zaliczyć kolejny rodzinny zjazd. 
Mieliśmy jechać już jakąś chwilkę temu, ale nasza rybka stwierdziła, że musi się jeszcze zdrzemnąć przed wyjazdem i takim oto sposobem mama ma chwilkę na napisanie posta :) 

Basia przez całe święta była wyjątkowo grzecznym dzieckiem. Śmiała się bez przerwy, w ogóle nie płakała, chętnie bawiła się z innymi.
Spróbowała też wigilijnego barszczyku i uszek, zupki rybnej i zapiekanej rybki. 

Lepszych świąt wyobrazić sobie nie mogłam. 
Były magiczne. 


Nasza choineczka. 
Sztuczna, bo sztuczna, ale własna.

Pierwsza wspólna Wigilia :*





Basia z chrzestnym  - moim bratem.

I z dziadkami - moimi rodzicami. 

Taką fajną zabawkę dostałam ! 

Wigilijne wygłupy :) 



Mysia w dorosłej wannie :) 

Taka duża urosnę ! 

Wracamy do domku.... 

...i jedziemy w kolejną gościnę. 
Mimo iż Basik ma już dość :) 
 Zabawa z Amelką :)

Taką piękną zastawę Basia dostała od Aniołka :) 

I komplet z Mayroyal. 

I czapeczkę z kominkiem.



I paputki. 
Ale o nich w osobnym poście. 

Nasz mały całuśnik <3






Prawie jak rodzinne zdjęcie :D 


Pozdrawiam Was poświątecznie 
Góralska mama

wtorek, 23 grudnia 2014

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA - KOLĘDY NADSZEDŁ CZAS....


A więc przyszły święta...
Dziś Wigilia - dzień, na który wiele z nas czekało z utęsknieniem. 
I ja czekałam. 

I mimo iż czuję się nie najlepiej - bo chora jestem w dalszym ciągu, to i tak cieszę się na ten czas. 
I mimo iż nie przygotowałam zbyt wiele potraw - tak jak zamierzałam. 
Mimo to cieszę się,  bo moja córeczka pierwszy raz zobaczy jak wyglądają święta. 
I marzę o tym, by mimo wszystko ten czas był dla nas wszystkich magiczny. 


Życzę Wam moje kochane czytelniczki / czytelnicy, 
aby te święta i dla Was były magiczne. 
Aby był to czas spędzony z najbliższymi. 
Aby nie zabrakło Wam radości, miłości i szczęścia. 
Aby przy wigilijnym stole rozbrzmiewały piękne kolędy.
Życzę Wam zdrowia, bo tego nigdy za wiele. 
Życzę Wam samych pięknych chwil. 
A w nadchodzącym nowym roku wszelkiej pomyślności !

WESOŁYCH ŚWIĄT !


Pozdrawiamy Was gorąco 
GÓRALSKA RODZINA. 

sobota, 20 grudnia 2014

KIEPSKO JEST - ALE MAMY PIERWSZY KROCZEK !


No i wczorajsze plany poszły się kochać. 
Basia bowiem pochorowała się i trzeba było jechać do lekarza. 
Zaczęło się od ropiejącego oczka, potem doszedł katarek, a na końcu gorączka 38,5 stopni. 

Lekarka powiedziała, że zapalenie górnych dróg oddechowych i dała antybiotyk. 
Dodatkowo dostaliśmy kropelki do oczek i coś na zbicie gorączki. 

Niestety w nocy obudziły mnie nudności i dreszcze. Okazało się, że i ja mam 39 stopni gorączki. Teraz udało mi się zbić nieco tą moją temperaturę, ale szału nie ma.
A co dziwne - boli mnie tylko głowa i nic poza tym mi nie jest. Owszem wczoraj delikatnie bolało mnie gardło ale dziś jest wszystko z nim już ok. 


Tak więc z wczorajszych ambitnych planów nici, bo udało mi się tylko poodkurzać mieszkanie i zaczęłam prasowanie. 
Ale dziś pewnie dokończę prasowanie, bo drażni mnie cholernie ta sterta ubrań. 
 


UWAGA - STAŁO SIĘ DZIŚ COŚ NIESAMOWITEGO !!
Nasza piękna córeczka postawiła swój pierwszy samodzielny kroczek. 
Sama samiutka. 
Ale dumna mnie rozpiera !
Stała sobie jak gdyby nigdy nic i tak przenosiła ciężar ciała z jednej nóżki na drugą, a po chwili tup - lewa nóżka powędrowała do przodu !! - CZAD ! :) 
A więc kolejna data do zapamiętania- 19 grudnia 2014


Ps: Powyższy post został napisany wczoraj, ale nie wiem czemu - nie opublikowałam go. 

Dziś jest nieco gorzej... Okazuje się, że najprawdopodobniej dopadła nas do tego wszystkiego jelitówka. Basia od wczoraj ma biegunkę i wymiotowała dwa razy. Podobnie sprawa ma się ze mną. Najgorsze jest to, że dziś jest sobota i nie można złapać żadnego lekarza. 
Ale pojedziemy za chwilkę do lekarza całodobowego - mam nadzieję, że coś nam poradzi. 
Póki co pijemy elektrolity i jemy jagody - oby pomogło.

Życzcie nam zdrowia kochani ! 
Pozdrawiamy 
Basia & Góralska mama.





A my tak bardzo chcemy iść znów na spacer....



Mimo wszystko Basi i tak humorek dopisuje. 
Tutaj na przykład podczas wczorajszej kąpieli - chwali się swoim cudownym uzębieniem :D
Ps: uroczą ma szparkę między jedynkami prawda ? :) 


Dziubek :*



czwartek, 18 grudnia 2014

ŚWIĄTECZNY CZAS.


Kocham święta. 
Na serio - według mnie to magiczny czas.
Taki rodzinny, ciepły, smaczny, pachnący. 
Uwielbiam spędzać święta z najbliższymi - to jedyny taki czas, kiedy możemy usiąść przy stole wszyscy razem, nigdzie się nie śpiesząc. Porozmawiać, pośmiać się, posłuchać ( a może w tym roku i pośpiewać ) kolędy. Wszystko wtedy jest takie wyjątkowe - takie eleganckie, niecodzienne. Wszystko smakuje inaczej, bo przecież to Wigilia....
I do tego ten nieziemski zapach mandarynek !

W tym roku święta spędzamy u moich rodziców, dzięki czemu obowiązków mam znacznie mniej. 
Niemniej jednak chcę, aby i w naszym mieszkaniu czuć było zbliżające się święta. 
Na święta mieszkanie musi lśnić i pachnieć. Muszą też znaleźć się ozdoby, które ewidentnie powiedzą nam jakie święta się zbliżają.
Póki co niestety z przygotowaniami jestem gdzieś mniej więcej - po środku lasu...

Jedyne co udało mi się do tej pory zrobić, to przemeblowałam sypialnię i wyrzuciłam cztery reklamówki nieużywanych już przeze mnie ubrań ( a dziwne, bo dalej w szafie jakoś ciasno.... Ale to pewnie dlatego, że coraz więcej miejsca w mojej szafie zajmują rzeczy Basi.... ). 
Wczoraj popakowałam prezenty - więc to też już mam z głowy. 
Pierniczki upieczone już dawno, ale nawet nie mam kiedy ich polukrować...

Dziś - obiecuję - posprzątam dokładnie salon, poodkurzam każdy zakamarek mieszkania i wyprasuje ( ogromną ) stertę ubrań.  A wieczorem skończę lukrowanie pierniczków. 
Ambitne plany... Ale mam nadzieję, że sprostam temu wszystkiemu. Bo święta coraz bliżej, więc trzeba się wziąć do roboty :) 


Owocnych przygotowań Wam życzę Kochani ! 
Góralska mama.




Paczki zapakowałam w papier pakowy i ozdobiłam sznurkiem. Do każdej paczki dołączyłam drewnianą zawieszkę, a na jej odwrocie napisałam do kogo należeć ma prezent. 
W sumie do tej pory zrobiłam 16 paczek i mam nadzieję, że to już koniec :)





Aha ! 
I nigdy więcej pakowania patelni hahaha :D 
To się nazywa wesoła twórczość :) 


środa, 17 grudnia 2014

ORGANIZACJA ROCZKU - CZĘŚĆ 2


Postanowiłam zapisać kolejne rozważania na temat organizacji pierwszych urodzin naszej Basi.
O pierwszych możecie poczytać TUTAJ
Myślę, że wiele spraw posunęło się w tej kwestii do przodu i chętnie o nich napiszę.

BEZ NICH ANI RUSZ - GOŚCIE.
Udało nam się rozwiązać sprawę tego, czy zorganizujemy jedno czy dwa przyjęcia. Stanęło na jednym i w sumie bardzo się z tego cieszę. W końcu to tylko jedno przygotowywanie i jedno sprzątanie.
W sumie zaprosimy 27 dorosłych + 6 dzieci.
Z nami będzie więc 29 dorosłych i 7 dzieci.
Część zaproszeń już rozdana, część wysłana i póki co (odpukać ) nie spotkaliśmy się z odmową. Wszyscy zgodnie twierdzą, że się pojawią co nas okropnie cieszy :)

A CO BĘDZIEMY JEŚĆ - MENU. 
Pomysł już jest. 
Zadania częściowo przydzielone
Mam nadzieję, że będzie smakowicie :)
Najpierw będą szaszłyki, później tort, a dla wytrwałych będzie tradycyjnie - barszczyk.
Oczywiście na stołach zagości też zimna płyta - czyli jakieś sałatki, ryby z zalewie czy wędlinki. 

TORT - RZECZ NA PRZYJĘCIU OBOWIĄZKOWA. 
Tort wybrany i zamówiony. Będzie biszkoptowy przełożony kremem jogurtowym i malinowym - pychotka. :)

A MOŻE BY TAK MOTYW PRZEWODNI - DEKORACJE. 
Tak jak ostatnim razem - i teraz nie zdradzę motywu przewodniego. Powiem jednak iż część dekoracji jest już gotowa i czeka sobie w kartonie na swoje wielkie wystąpienie. Część jest jeszcze w trakcie przygotowywania, więc czekam z niecierpliwością na przesyłkę. Będzie pięknie.

KRÓLOWA PRZYJĘCIA - UBIÓR BASI.
Spódniczka tutu, o której pisałam ostatnio już do nas przyszła. Jest urocza, ale obawiam się, że córa za długo w niej nie wytrzyma, bo jednak woli bardziej wygodne stroje. Kupiłam więc drugą sukieneczkę, która z pewnością jest dużo wygodniejsza niż tutu :) Po części oficjalnej przebiorę więc Baśkę w coś mniej krępującego ruchy.

URODZINY DZIECKA - TONY PREZENTÓW. 
W tej kwestii bez zmian.

COŚ NA PAMIĄTKĘ - NASZ POMYSŁ.
Album, o którym pisałam w poprzednim poście jest już na wykończeniu - czekamy na przesyłkę. I poważnie - już się nie mogę doczekać. :))
Basia dostanie od nas jeszcze jeden prezent - coś praktycznego :) 

PRACA WŁASNORĘCZNA - ZAPROSZENIA. 
Zaproszenia tak jak pisałam ostatnio- wykonałam samodzielnie. Przeszukałam internet wzdłuż i wszerz, po czym stworzyłam coś sama ;) 
Myślę, że zaproszenia wyszły mi całkiem fajne. Zdjęcie umieszczę również po przyjęciu, bo nie chcę zdradzać motywu przewodniego :)) 







Powyższy post nieco tajemniczy prawda ? 
No cóż - nie chcę zdradzać motywu przewodniego, gdyż dość sporo ludzi jednak zagląda na tego mojego bloga i nie byłoby niespodzianki. A tak - potrzymam Was wszystkich w niepewności :) 


Jeżeli macie - drogie mamuśki - jakieś rady odnoście organizacji pierwszych urodzin - bardzo proszę piszcie !! :) 

Gorąco Was pozdrawiam i życzę miłego wieczoru ! 

Góralska mama.


wtorek, 16 grudnia 2014

MAMĄ BYĆ.


Kiedy na świecie pojawiła się Basia - nie upadłam na głowę. 
Nie przyznałam sobie odznaki - Matka Doskonała, mimo iż swoje przeszłam. 

Jestem matką nieidealną.
Na początku lekko zagubioną, przerażoną, ale zazwyczaj staję na wysokości zadania. 

Jako debiutująca matka - często popadałam w szał internetowej wiedzy, ale z czasem coraz częściej polegałam na swojej własnej, matczynej intuicji, która raczej mnie nie zawodziła. 
Nie trzymam się stałych schematów - raczej sama wyznaczam sobie cel i jasno określam granice.
Jestem mamą, która ma swój własny pomysł na wychowanie córki i staram się go realizować. Chcę być w tym wszystkim sobą. Staram się zachować równowagę pomiędzy wychowaniem córki, a własnymi potrzebami. Chcę mieć czas na swoje przyjemności i na to co przynosi mi radość. 

Jestem typem matki z powerem. Mogę rzucić wszystko tylko po to, aby ścigać się ze swoim dzieckiem po korytarzu na czworaka, albo po to, by podrzucać je do samego nieba przez pół dnia. Mogę z nią spacerować godzinami i pokazywać jej kamyk, listek czy drzewo. Wkrótce po raz kolejny pokażę jej śnieg, zaśpiewam kolędę i specjalnie dla niej ulepię bałwana. Będziemy śmigać po uliczce na sankach, a jak przyjdzie wiosna, to kupimy rowerek i będziemy ścigać się - kto pierwszy dojedzie do drzewa. Już niedługo będę za tobą biegać przez cały dzień - od rana do wieczora. I nie boję się tego. Choć pewnie wieczorami nie będę wiedziała jak się nazywam, to i tak - dla Ciebie wszystko...

Jestem matką, która uważa swoje dziecko za cud świata, ale przy tym nie porównuje swojej córki z innymi dziećmi. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każde dziecko jest inne, że rozwija się w swoim własnym, indywidualnym tempie. Dla mnie to nie jest żaden wyścig szczurów, bo wiem, że na wszystko kiedyś przyjdzie czas. 

Jestem matką, która ubóstwa wszystkie kobiety karmiące piersią, choć sama karmiłam tylko trzy miesiące. Wiem też, że przy następnym dziecku dam  z siebie wszystko, żeby udało mi się pokarmić dłużej... 

Jestem matką, która zmęczona jest czasami do granic możliwości. 
Czasami nie chce mi się wstać rano z łóżka, ale mimo wszystko robię to, bo wiem, że muszę....
Dreptam do jej łóżeczka, wlekąc ze sobą swoje zmęczone ciało, ale gdy tylko zobaczę jej uśmiech, to serce zaczyna szybciej pracować i do ciała  w jakiś magiczny sposób docierają nowe pokłady energii. I bawię się z tym małym człowiekiem przez cały dzień, a gdy wieczorem odłożę ją już do łóżeczka, to znów przypominam sobie o tym, że jestem zmęczona i padam wtedy na łóżko i już się nie podnoszę. Aż do rana. 

Jestem matką, która nie chucha i nie dmucha na swoją pociechę. Jeśli trzeba - jestem blisko, ale pozwalam też maluchowi na zdobywanie doświadczeń metodą prób i błędów. Uważam, że jeśli się nie przewróci, to się nie nauczy, że musi być ostrożna. Dzięki temu moje dziecko opanowało już do perfekcji bezpieczne schodzenie z wersalki i wie, że siedząc przy ławie musi uważać na główkę, bo zderzenie z nią może zaboleć. 

Jestem matką, która owszem - jest nastawiona na potrzeby córci, ale jednocześnie chcę nauczyć ją, że inni też są ważni. 
Jestem matką, która chce nauczyć swoje dziecko iść przez życie z podniesioną głową. Chcę, aby z całych sił starała się realizować swoje marzenia...

Jestem matką.
I jestem z tego cholernie dumna. 







Mama.
Góralska Mama.