poniedziałek, 23 lutego 2015

NALOT Z RANA.


Zwlekłyśmy się z Basią z łóżka, gdzieś w granicach 8:00. Przebrałam ją, po czym podreptałyśmy do kuchni w celu przygotowania porannego mleczka, gdyż dziecko moje już stanowczo ogłaszało, iż jest głodne - wołając "am-am".
Jako, iż wyrodną matką nie jestem - przygotowałam Basi mleczko i odstawiłam ją do łóżeczka, żeby sobie w spokoju je spożyła. Sama w tym czasie postanowiłam się nieco ogarnąć. Umyłam zęby, przebrałam się w podomowe ubrania, włączyłam wodę na herbatę, wyjęłam Baśkę z łóżeczka i słyszę "ding-dong" - dzwonek do drzwi. 

Cholera - pomyślałam - co tak wcześnie ten kurier ? Przecież ja nawet nie zdążyłam się jeszcze nawet uczesać. No trudno. Najwyżej pomyśli, że dziecko nie dało mi w nocy spać :) 
Oderwałam Baśkę od zabawek, włożyłam jej czapę na głowę i poszłyśmy odebrać przesyłkę, której się spodziewałam. 
Otwieram drzwi, patrzę i nie wierzę. Godzina 8:35. Moim oczom ukazuje się pielęgniarka środowiskowa. 

O fuck.  Moje myśli od razu skupiły się na poniedzielnym bałaganie w całym mieszkaniu ( nie wiem jak wy, ale ja w niedzielę sprzątać nie lubię ), stercie czekającego w kolejce prania, całej górze garów etc. Potem chwilkę skupiłam się na tym jak wyglądam ja, ale szybko uświadomiłam sobie, że najważniejsze, że zdążyłam Basię przebrać i ona przynajmniej wygląda schludnie. 

- Dzień dobry. Przyszłam odwiedzić Basię, bo przecież skończyła już roczek. 
- A tak - prawie dwa miesiące temu - zapraszam. 

Weszłyśmy do mieszkania i zatrzymałyśmy się w korytarzu. Basia od razu wyczaiła chyba sytuację, bo postanowiła naszego intruza przetrzymać w tym miejscu jak najdłużej. Pokazywała wszystko, tańczyła, śpiewała. Mistrz, nie dziecko - pomyślałam, a duma mnie rozpierała.
Pielęgniarka w miedzy czasie wypytywała o Basię, o jej rozwój, umiejętności, obserwowała jak chodzi i jak mówi. Wszystko to bardzo mi odpowiadało, bo przynajmniej dowiedziałam się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, tylko musimy obserwować ciemiączko, bo jednak jest jeszcze dość duże. 


Stwierdziłam, że wybiorę najmniejsze zło i chciałam zaprosić ową panią do sypialni, gdzie miejsce ma łóżeczko Basi, przewijak i część jej zabawek. Gdy córa moja była malutka, to właśnie tam odbyło się spotkanie z pielęgniarką, gdyż wtedy oglądała ona Basię z każdej strony.  Jednak pielęgniarka podziękowała za zaproszenie, zapytała jeszcze tylko o męża, czy widuje się z Basią, po czym oznajmiła, że już pójdzie. 

Z jednej strony ulżyło mi, że to już koniec kontroli i tej strasznie niezręcznej sytuacji, ale z drugiej strony pomyślałam, że mimo wszystko - zawiedziona jestem. 

Zakładam, że celem takowej wizyty jest sprawdzenie warunków bytowych dziecka, ale także jego stanu fizycznego. Zatem wydaje mi się, że jeśli już taka wizyta ma miejsce, to powinna polegać jednak na sprawdzeniu w jakim stanie jest dziecko - obejrzenie go z każdej strony czy przypadkiem nie posiada siniaków czy otarć, czy jest czyste i zadbane,  czy nie ma pupki odparzonej  itp. Przecież czasami pewnych rzeczy nie widać na pierwszy rzut oka. A tymczasem mam wrażenie, że wizyta została tylko odbębniona, byle by być, zobaczyć i uciekać. I żadnych pretensji o to, że pielęgniarka wpadła bez zapowiedzi - nie mam, lecz o to jak owa wizyta wyglądała.

A co jeśli taka wizyta będzie miała miejsce w rodzinie, gdzie dziecko jest bite czy zaniedbywane ? Tyle teraz się słyszy o tych bitych i katowanych dzieciach, a przecież często takie wizyty mogłyby zapobiegać takim sytuacjom. 
Bo o ile bałagan może zdarzyć się w każdej, nawet najbardziej perfekcyjnej rodzinie, to często bitego dziecka nie poznamy przez pierwszy rzut oka na buzię, zazwyczaj trzeba zaglądnąć pod ubranko, gdyż właśnie tam najczęściej kryją się ślady pobicia... 

Ja tylko jestem ciekawa czy wszystkie te patronażowe wizyty wyglądają w taki sposób jak u nas ? 
Czy może jednak w innych miejscach w Polsce dzieci są dokładnie oglądane z każdej strony ?
Jak to jest u Was drogie mamy ?



" Uff. Poszła sobie... " 
 


Pozdrawiam 
Góralska mama.
 

28 komentarzy:

  1. Goralska Mamo u nas nie bylo zadnej wizyty bo Pani pielegniarka miala do nas za daleko! 20 minut znaczy sie autobusem albo autem. Maz zapytal nawet czy po nia przypadkiem nie przyjechac- odmowila;-)
    Cyrk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany. Cyrk na kółkach wręcz bym powiedziała...

      Usuń
  2. Z tego co się orientuję , to u nas trzeba samemu z dzieckiem iść do ośrodka na taką wizytę , chociaż nie wiem czy dobrze Panią ostatnio zrozumiałam bo mówiła mi o tym w tym samym momencie w którym szczepiła moje dziecko , więc moje myśli były zuuupełnieeee gdzie indziej , zapytam jeszcze gdy po recepty na mleko pójdziemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, bo to powinna być wizyta jednak domowa.

      Usuń
  3. U nas nie było żadnej wizyty po roczku, więc się zdziwiłam, że w ogóle takie wizyty się odbywają...

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas nie ma takich wizyt ale może to i lepiej.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony dobrze, bo nie ma się niespodziewanego nalotu, ale z drugiej - wg mnie takie wizyty powinny jednak się odbywać...

      Usuń
  5. U nas takiej wizyty wcale nie było.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak wiesz, u nas też są takie wizyty, a raczej napady bym to nazwała. Nie zapowiedziane, pobieżne rzucenie okiem na dziecko, gadka-szmatka, jakaś notka i tyle. Mam podobne odczucia jak Ty. Jeżeli już robią takie kontrole to niech rzeczywiście one czemuś służą. Dobrze zauważyłaś, można by było uniknąć pewnie wiele tragedii dzięki temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak niestety w wielu przypadkach, o ile już odbywa się taka wizyta, to jednak niczemu nie służy... A szkoda.

      Usuń
  7. U nas była tak po ok 5 miesiącach od urodzin Kuby tez nawet nie popatrzyla na dziecko tylko zadala parę pytań o jego stan. Głównym powodem wizyty było przeprowadzenie ankiety na temat całkiem z innej beczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, to jako tako wizyty patronażowej nie było. Tylko kilka pytań "przy okazji"...

      Usuń
  8. Jestem w szoku, że w ogóle mieliście taką wizytę, u nas była jedna zaraz po wyjściu ze szpitala i tyle, więcej nie było żadnych wizyt... Podobno na mazurach sprawdzają czy dzieci nie są przypadkiem bite, ale nie wiem ile tych wizyt i kiedy, u nas się nie spotkałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to właśnie o to w tych całych wizytach chodzi, no ale powinny się w ogóle odbywać i przebiegać w jakiś bardziej zaangażowany sposób...

      Usuń
  9. U Was chociaż była :) Ja się do dzisiaj nie doczekałam.
    Pisałam o tym kiedyś i jak się okazało, kiepsko z tymi wizytami :/
    http://www.alinadobrawa.pl/2014/07/obowiazkowa-wizyta-pielegniarki.html

    Całuski dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli nie tylko ja mam takie odczucia. No nie powinno to tak wyglądać jak wygląda. Większość w ogóle nie miała takich wizyt...

      Usuń
  10. A w Anglii dzwonią i umawiają się na wizytę. Właśnie będziemy mieć w przyszłym tygodniu. Teraz to jestem ciekawa jak będzie wyglądać i chętnie później opiszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony to miłe z ich strony, bo się człowiek przygotuje, ale moim zdaniem - to też średnio dobrze. Bo nie zastaniemy "normalnej" codziennej sytuacji...
      Ale i tak czekam na relacje.

      Usuń
  11. U nas nikt nie był na roczek dziewczynek. hmm
    Pamiętam kiedy przyszła do nas pierwszy raz. Zapukała tez coś koło 8 gdzie ja jeszcze w piżamie, w domu bałagan, wszędzie rozrzucone pieluchy po nocy a Ta wchodzi. Tak mi było głupio że myślałam że zapadnę się pod ziemie. Od tamtej pory pierwsze co robiłam po otwarciu oczu to sprzątałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o mnie też pewnie niezłą notkę napisała po tej wizycie, ale w sumie mam to gdzieś. Najważniejsze, że Baśka była uśmiechnięta i przebrana :D

      Usuń
  12. W Polsce pracowalam w sluzbie zdrowia, nie jeden raz slyszalam jak pielegniarki dzwonily do matek i slyszalam taki tekst: "Radzi pani sobie? Wszytsko w porzadku? Czy chce pani zebym przyszla?" i robila tylko adnotacje w karcie zdrowia. Rozumiem, ze z takiej wizyty mozna tez po prostu zrezygnowac. Z kolei w Niemczech w ogole nie ma czegos takiego jak kontrolna czy przymusowa wizyta poloznej , jezeli nie radzisz sobie lub potrzebujesz pomocy, mozesz zadzwonic i poprosic o wizyte i polozna bedzie przychodzic tyle razy, ile potrzebujesz, ale nie po to zeby kontrolowac, tylko zeby pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, to na pierwszą wizytę - fakt dzwoniła i się umawiała, ale tylko położna.
      Pielęgniarka ani razu nie zadzwoniła, a 3 razy już była. W sumie nic nie pisze - tylko patrzy i zadaje pytania. Taki nalot robi i nie wiem czy jest możliwość z tego zrezygnować.

      Usuń
  13. U nas było świetnie!
    Sześć razy po powrocie z synem ze szpitala była u nas położna (każda wizyta zapowiedziana raz na tydzień). Zawsze rozbierała Małego, oglądała, sprawdzała ciemiączko, pępek, co dwa tygodnie przynosiła wagę. Rozmawiała ze mną o diecie, moim stanie, o witaminach, sprawdzała bliznę po cc. Czuliśmy się bardzo zaopiekowani. Po 3 miesiącu życia syna niezapowiedziany nalot zrobiła nam pielęgniarka środowiskowa. Ja w piżamie, wszędzie bałagan, na szczęście Mały ogarnięty. Przeprosiłam za stan mieszkania i swój, odpowiedziała, że ją najbardziej interesuje stan dziecka, a nie mój ;)
    Porozmawiała ze mną i poprosiła o rozebranie Syna do pampersa, zmierzyła go, obejrzała, sprawdziła rozwój i już. Spisała przy mnie protokół z wizyty i nas pożegnała. Poinformowała, że kilka razy jeszcze wpadnie, ale kiedy to nie wiem.
    Narzekać nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany to mieliście super, jeśli chodzi o położną. U nas była ona chyba 3 razy, ale nie narzekam - bo byłam zadowolona z jej wizyt. Ale gorzej jednak jest z tymi pielęgniarkami. Aczkolwiek i u Ciebie w tym przypadku było bardzo dobrze.

      Usuń
  14. a ja jestem zdziwiona ze jeszcze po roczku są takie wizyty. myślałam ze tylko na samym poczatku!?!

    u nas polozna byla z 4-5 razy zaraz na poczatku po narodzinach Mai (to raczej duzo bo normalnie u innych mamusiek jest ok 2 razy, ale ja mialam baby blues wiec zagladala do mnie głównie pogadac wiecej razy niz statystycznie) natomiast pielegniarka srodowiskowa byla u mnie raz chyba jak Maja miala ok 3 miesiace. usiadla wypila sok, pogadala, obejrzala Maję cos tam wypisala... ale obie i polozna i pielegniarka sa kolezankami mojej mamy (pielegniarki) wiec moja opinia o ich (niezapowiedzianych ale bardzo milych) wizytach moze byc mało rzetelna bo mnie znały, nie wiem jak to wygladało u innych mam

    OdpowiedzUsuń