czwartek, 19 marca 2015

STUDIUJĄCA MATKA.



Jak pewnie już wiecie  - studiuję pedagogikę zaocznie. 
Zaraz po maturze wyszłam za mąż, lecz pewne było, że studiować i tak będę. 
I tak oto wylądowałam na Uniwersytecie Pedagogicznym w fili w Myślenicach ( prawie 80 km dojazdu ).

Na pierwszym roku dowiedziałam się, że pod serduchem rozwija mi się mały szkrab. Miałam pewne problemy zdrowotne w ciąży i nie mogłam dojeżdżać na wszystkie zajęcia, lecz z pomocą koleżanek z roku - jakoś dotrwałam do porodu. Po porodzie bardzo rzadko bywałam na uczelni, ale starałam się jednak ze wszystkim być na bieżąco, nadrabiać wszelkie zaległości i na czas oddawać wszelkie prace. 
Wtedy też niestety zawiodłam się na koleżankach, które wcześniej mi pomagały. Nie były one już tak chętne do pomocy, nie odpisywały na smsy, nie odbierały telefonu. Nie pisały już co mamy przygotować na zaliczenia, a wręcz czułam się, że po prostu mnie ignorują. Wydaje mi się, że to wszystko przez to, że nie byłam na wszystkich zajęciach i nie jeździły ze mną samochodem - musiały sobie radzić same. Ale czy to wystarczający powód, żeby kogoś tak z dnia na dzień olać ? 
Ale nie ważne - ja tu nie o tym.

Dotrwałam do trzeciego roku studiów. 
Udało mi się nawiązać kontakt z pewną cudowną duszyczką, która z miłą chęcią pomagała mi i chętnie udzielała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania I tak od słowa do słowa, aż zaprzyjaźniłyśmy się i teraz mamy ze sobą świetny kontakt. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, ale i teraz mogę zawsze liczyć na jej pomoc. Nie wiem czy czyta mnie - czy tylko od czasu do czasu tu zagląda, ale chcę jej za wszystko podziękować - takiej dobrej duszy to ze świecą szukać ! <3

Trzeci rok studiów okazał się dla mnie bardzo trudny. 
Basia stała się bardziej mobilna, wymaga więcej mojej uwagi i zainteresowania. Stąd też wszelka nauka czy pisanie prac są zdecydowanie trudniejsze. Pech jednak większy, iż wypada mi w tym roku obrona licencjacka, a praca póki co daleko w lesie ( pominę fakt, iż do maja pracę muszę oddać.... ).
Zwaliło mi się na głowę okropnie dużo prac, egzaminów i zaliczeń. Na drugim roku były totalne luzy, a teraz jak na złość okropnie dużo tego wszystkiego. 
I przyznam się szczerze - nie radzę sobie...

Prace bieżące staram się pisać podczas, gdy Basia ucina sobie drzemki w ciągu dnia, ale wychodzi to z różnym skutkiem, gdyż ja potrzebuję usiąść i skupić się, a nie pisać z doskoku, bo wtedy często pracom brakuje sensu i spójności. 
Pozostaje mi więc pisanie wieczorami i po nocach, ale wtedy jestem tak bardzo zmęczona po całym dniu, że nie mogę się na niczym skupić, a jedyne o czym marze to ciepłe łóżko i sen...

Dlaczego o tym wszystkim piszę ? 
Nie wiem.
Chyba poczułam nagłą chęć wyrzucenia z siebie tego, że jest mi w ostatnim czasie cholernie trudno. Niestety coraz bardziej uświadamiam sobie, że jest realna szansa, że nie zdążę oddać pracy licencjackiej do maja. 
Wiem też, że jeśli jakimś cudem uda mi się przystąpić do obrony i co najważniejsze - uda mi się zdobyć tytuł licencjata, to najprawdopodobniej zrobię sobie przerwę i nie pójdę od razu na magisterkę. 


Jednak z drugiej strony jest kilka pozytywnych aspektów łączenia studiów i macierzyństwa. Do pewnego czasu zastanawiałam się nawet czy na magisterce nie postaramy się o rodzeństwo dla Basi :) 
No choćby to, że jadąc na zajęcia - odrywam się od codzienności. Łapię dystans, spotykam innych ludzi, czasami wyskoczę ze znajomymi na pizze czy zakupy, a co najważniejsze - mam szansę zatęsknić za córeczką. Wtedy jeszcze bardziej doceniam to, jaki skarb posiadam. 
Albo to, że nie marnuję czasu. Mogłabym iść na studia dopiero, gdy Basia pójdzie do przedszkola. Owszem - mogłabym, ale teraz nie pracuję, więc jest czas na zdobycie wykształcenia. Gdy Basia wyląduje w przedszkolu, to ja pewnie będę chciała szukać pracy, a bez wykształcenia w dzisiejszych czasach - bądźmy szczerzy - jestem nikim. 

I choć tyle narzekam, to i tak jestem z siebie cholernie dumna. Daję radę - jakoś, bo jakoś, ale daję radę - a to dla mnie cholernie motywujące :) 



A gdy za oknem wiosna, to nie mam sumienia trzymać dziecka w czterech ścianach. 
I lecimy na spacer łapać słoneczne promienie.




Przerwa na ciepłą herbatkę - obowiązkowa. 
 



I przerwa na wafelka też musi się pojawić. 
Swoja drogą - wydaje mi się, że Basia uważa, że spacer bez wafelka jest niezaliczony  :)
 

Zdjęcie z serii :
"Patrz mama - dzidziuś tam idzie ! "
I ten jakże uroczy kosz w tle.
 

"Ale jak to idziemy już do domku ? "



Zestresowana studentka.
Matka polka.
Góralska mama.

36 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze cię rozumiem. Ja studiowałam zaocznie 5 lat, jednocześnie pracując , zajmując się synkiem (miał 1,5 roku gdy rozpoczęlam studia) oraz dokładnie w tym czasie rozpoczęliśmy rozbudowę naszego domu. To był istny hardcore> Jak tylko o tym sobie pomyślę to sama się zastanawiam, jak ja to zrobiłam. Oprócz tego na początku piątego roku studiów zachciało nam się drugiego brzdaca. I wyobraź sobie, że zajęcia tak się przesuneły, że termin obrony pracy magisterskiej miałam 18 lipca i cztery godziny przed obroną odeszły mi wody i musiałam jechać na porodówkę. Broniłam się więc tydzien poźniej z synkiem na ręku. Było bardzo wesoło. Teraz wszyscy się z tego śmiejemy. Wiem że czasami nie masz siły i jest ci cięzko ale gwarantuję że tak po roku to bedzie Tobie brakowalo nauki- przynajmniej ja tak mam, chciałabym znów spotkać się z koleżankami z roku na wykładach..ach na wspominki mi się zabrało. Pozdrawiam i zyczę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany boskie ! Wody pewnie odeszły bo się stresowałaś. Rany !!
      Co jest ciekawe - my też chcemy się budować i powoli gdzieś tam rodzi się myśl posiadania drugiego bobasa :D

      Usuń
  2. Trzymam kciuki, to że spóźnisz się z oddaniem pracy - jeszcze niczego nie przekreśla.
    Będzie dobrze :)
    Pamiętaj - jesteś Panią swojego losu i uda się!
    Buziolki dla Was dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja także studiowalam pedagogikę zaocznie. Na pierwszym roku mgr wyszłam za mąż, na drugim byłam w ciąży. Urodziłam ponad miesiąc po obronie. Byłam na każdym zjeździe, mimo, że niektórzy chcieli mnie zwolnić wcześniej z zajęć to ja zostawalam, bo studia są dla mnie, bym zdobyła wiedzę a nie papierek. Jeśli potrzebujesz pomocy w pisaniu pracy, to zajmuje się tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też byłabym na wszystkich gdyby nie fakt, że muszę daleko dojeżdżać. No nic - było minęło. Teraz jestem praktycznie na wszystkich zajęciach, ale za to mam problemy z czasem i organizacją.
      Pożyjemy zobaczymy co to bedzie...

      Usuń
    2. Rozumiem, bo sama dojeżdzalam daleko. Na licencjackie około 50km a mgr 120km. Kawał czasu spędzony na dojezdziee.
      Naslonecznej.blogspot.com

      Usuń
  4. Babuś - jesteś wielka. Podziwiam, podziwiam i jeszcze raz - podziwiam Cię. Masz być z czego dumna. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że jesteś z siebie dumna, bo powinnaś. Dzielna z Ciebie kobieta i pewnie dasz radę napisać licencjat do maja, a jak nie to świat się nie zawali jak obronie się później. Podziwiam studiujące mamy, bo to na prawdę ciężko wszystko pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat się nie zawali ale ja będę na siebie zła, że nie dałam rady...

      Usuń
  6. Kochana moja... nie wiem, ja chyba też ostatnio nagle zapragnęłam podzielić się z Wami swoimi bólami. Blog jest terapeutą dobrym, ale jeszcze lepszym są czytelnicy, prawda? :)


    KOCHAM JEJ OCZY!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak dobrze czasami usłyszeć słowa wsparcia i zrozumienia. Od razu człowiek dostaje jakiegoś kopa i bierze się w garść...
      Dla mnie blog i to co go tworzy - czyli czytelnicy - to coś magicznego !

      Usuń
    2. Tak, wiem o tym, bo sama ostatnio żaliłam się Wam swoimi troskami :P I potwierdzam... blogowanie jest magiczne :)

      Usuń
  7. Oczywiście, że bądź z siebie dumna jesteś niesamowitą kobietą i na pewno dasz radę,
    p.s śliczne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana dajesz sobie świetnie radę, możesz być przykładem dla wielu osób:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie nie, do przykładu to mi cholernie daleko :)

      Usuń
  9. Wierzę, że jest Ci ciężko. Wiem ile czasu pochłania dziennie moja 13 miesięczna córka. Nie wyobrażam sobie teraz pisania pracy. Basia jest śliczna. Mam do Ciebie pytanie. Co zakładasz Basi na nóżki. To sa spodnie czy geterki? Zakładasz jej coś pod spód jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co to są leginsy, tylko że od środka są podszyte takim cieplejszym materiałem. Gdy takie zakładam to nic pod spód.
      Ale gdy ubieram zwykłe leginsy, to ubieram jeszcze pod to jakieś rajstopki ( nie za grube ). U nas wieje dość zimny jeszcze wiatr, więc nie odważyłabym się założyć jej samych cieniutkich leginsów.
      :)

      Usuń
    2. Ja ubieram podobnie ale często mam obawy czy nie za ciepło lub za zimno, ale teraz widzę ze nie jest źle. Basia jest ślicznie ubrana. Pozdrawiam

      Usuń
    3. hehe dziękuję.
      A powiedz mi- jest możliwość, że pozwolisz wejść mi na twojego bloga ?? :)

      Usuń
  10. Ja zrobiłam mgr odkąd mam Demolkę... Tylko... No właśnie. O ile studia skończyłam, to pracy za nic nie mogę. :/
    Damy radę! Z dzieciakami dajemy, to i studia ogarniemy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też to przechodziłam, w przerwie wakacyjnej między 1 a 2 rokiem urodził się Michaś i musiałam pogodzić obowiązki. Bywało ciężko, ale się udało, najtrudniejsze było pisanie pracy mgr, ale ostatecznie obroniłam się w drugim terminie i też nie było źle. Jeśli i tak zamierzasz zrobić sobie przerwę to chyba też bez różnicy w którym terminie się obronisz:) Chociaż radzę dobrze się zastanowić nad przerwą w studiowaniu, bo sama miałam taki plan, ale na szczęście go nie zrealizowałam i sama po sobie wiem, że już by mi się nie chciało zaczynać po przerwie, mimo wielkich chęci.

    I niestety kochana ze smutkiem to przyznać muszę, ale w tym kraju nie tylko wykształcenie się liczy, żeby zdobyć pracę musisz mieć jednocześnie kilka lat doświadczenia zawodowego, najlepiej zdobytego podczas studiów, bo to się strasznie liczy. Na własnej skórze się o tym przekonałam. Sam tytuł nic nie daje, w moim zawodzie liczą się jeszcze znajomości żeby zdobyć etat...;/ I tak ostatecznie mąż inż po politechnice warsz. i ja mgr wylądowaliśmy za granicą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy co będzie z tą przerwą - wiem ze po niej bedzie mi ciężko wrócić. Pożyjemy zobaczymy :))

      Usuń
  12. Ja podziwiam wszystkie studiujące młode mamy. Ciążę akurat przechodziłam wyjątkowo ciężko i musiałam całą przeleżeć, a pierwsze pół roku po porodzie też nie było łatwe. Nie dałabym rady pogodzić tego ze studiami!
    A z drugiej strony właśnie wtedy napisałam swoją pierwszą powieść, więc pewnie z odpowiednią motywacją wszystko da się pogodzić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak się chce to wszystko się da - mam nadzieję, że moje chęci wystarczą :)

      Usuń
  13. Czesc goralska Mamo :) mam pytanie, zauwazylam, ze czasami moje komentarze nie sa akceptowane przez Ciebie i nie pojawiaja sie pod postem i dlatego chcialam zapytac dlaczego? Czy po prostu nie zauwazylas mojego komentarza czy jest jakis inny powod? Z gory dziekuje za odpowiedz :) Pozdrawiam, Ola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu - odezwę się na fb, bo mnie to zaintrygowało !

      Usuń
  14. Basia - słodzinka do schrupania :*
    Mi odbiło i od października poszłam na kosmetologię. Niby dwuletnia szkoła, ale nauki oooogrom. Zwłaszcza jeśli biologię się miało tylko w podstawówce :D
    Także ... łączę się w bólu.
    Ale damy radę:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciezko jest pogodzic szkole i macierzynstwo... Mialam sie o tym okazje bolesnie przekonac w 2012 roku. W kwietniu dostalam pismo z uczelni, ze musze sie obronic do konca roku (praca magisterska nawet nie zaczeta). W maju okazalo sie, ze jestem w drugiej ciazy. Termin - poczatek grudnia. Na koniec sierpnia mielismy zaplanowany slub koscielny w Polsce... Do tego roczna corka. To byla masakra! Najtrudniejszy rok w moim zyciu! Ale zacisnelam zeby i postanowilam walczyc do konca. Pisalam rozdzialy, oddawalam, poprawialam, dalej pisalam. Poprawki i wykresy nanosilam nawet na porodowce oraz potem przez kilka dni w szpitalu. Ostatnie kosmetyczne dociagniecia konczylam po nocach z noworodkiem i roczniakiem w domu... Dzis juz sama nie wiem jak ja tego dokonalam. Ale sie udalo! Tobie tez sie uda, tylko nie mozesz sie poddac i sobie odpuscic! Trzymam kciuki! :)

    Ja w ogole podziwiam dziewczyny, ktore w pierwszej kolejnosci zakladaja rodziny, a potem koncza szkoly. Kiedy pojawiaja sie dzieci, tak cholernie trudno jest pogodzic opieke nad nimi ze studiami... Na mnie to spadlo w sumie z wlasnego lenistwa. To juz byl moj drugi magister, nie mialam parcia na ukonczenie go i dopiero list z uniwerku dal mi kopa. A powinnam byla go skonczyc kilka lat zanim pojawila sie corka, ze o synu juz nie wspomne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja praca to dopiero niezły hardcore. Ale no tak - z własnego lenistwa ci się tak trafiło, to i tak podziwiam, że udało ci się ! :)
      Takie historie strasznie motywują :)

      Usuń
  16. O to niedaleko mojej miejscowości, pewno studiowałaś z kimś z moich znajomych:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dasz radę,!! bo dajesz sobie swietnie rade a studia nie zajac nie uciekna:D! ja takze raz na jakis czas rzucilam bym prace, i lezala na kanapie...a potem patrze z perspektywy czasu i mowie nie jest tak zle moze przeciez byc gorzej:) a własnie co do ostatniej drzemki na podłodze, przetestowalam działa:D haha... ostatnie dni padam takze na twarz i ostatnio zasnełam z L. i wstałam w szoku bo nie wiedziałam czy to noc czy to dzien....co te zmeczenie moze zrobic z czlowiekiem....

    OdpowiedzUsuń