środa, 15 kwietnia 2015

DZIECKO BOŻE.


Jestem katoliczką. Wierzącą , choć może nie zawsze praktykującą.
W przeciwieństwie do mojego męża,  który niedzielnej mszy nie odpuści - mi jednak od czasu do czasu się to zdarzy. (Tak to jest jak w wieku nastu lat spotka się na swojej drodze nieodpowiedniego księdza, który zamiast zachęcić do uczestnictwa w mszach czy w wspólnotach parafialnych - robi wszystko, by jednak to życie religijne obrzydzić ). Ale ja dziś nie o tym. Bo przecież to blog o mojej córeczce, a nie o moich religijnych poglądach.

Chodzimy z mężem do kościoła- to fakt.
Gdy tylko na polu nie jest bardzo zimno, deszczyk nie pada, ani śnieg nie sypie, to do kościoła zabieramy ze sobą Basie- to też fakt.
Basia zaczęła sprawnie i szybko przebierać nóżkami.
Więc czy w dalszym ciągu chcemy ją zabierać na niedzielną czy świąteczną mszę?

Od kiedy pamiętam - bawił mnie widok dziecka podążającego w stronę ołtarza,  bo zwykle za nim maszerował zawstydzony rodzic (z wypiekami na twarzy i ze spuszczona głową jak gdyby wstyd mu było za własne dziecko).
Umówmy się zatem, że nie każde dziecko praktykujących rodziców to aniołek. Lecz każde jednak dziecko ma prawo do poznawania świata.  
I tak oto pojawiają się z ambony dwa różne upomnienia dla rodziców, jeśli taki nasz nieposłuszny i ciekawy świata bobas wyleci ni stąd ni zowąd na ołtarz.
Pierwsza opcja niestety w bardzo dużej mierze bierze górę. Pojawia się nader często (czyt. praktycznie zawsze). Ksiądz jest wtedy zdenerwowany całą sytuacją, z nerwów często zaczyna rozglądać dookoła, jąkać się czy gubić w tym co ma do powiedzenia. Często przerywa mszę i mniej lub bardziej spokojnie prosi rodziców o zabranie dziecka z ołtarza, bo zakłóca ono przebieg mszy. 

Dość rzadko niestety pojawia się druga opcja tej sytuacji. Ksiądz jest wtedy uśmiechnięty i zadowolony, że ludzie przychodzą do kościoła z całymi rodzinami. Nie robi sobie nic z tego, że w jego najbliższej okolicy pojawiło się dziecko, a wręcz nabiera nowego zapału i chęci do odprawienia mszy. Pamiętam jak byłam jeszcze dzieckiem, które śpiewało w scholi i uczęszczało na oazę, to pewne dziecko wleciało na ołtarz podczas niedzielnej mszy  i stanęło obok księdza. Dziecka nie było widać zza ambony, bo było jeszcze bardzo małe. Ksiądz przerwał wtedy kazanie i powiedział takie piękne i mądre słowa, które utkwiły mi w pamięci. 
"Jezus powiedział - pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie - tak i ja cieszę się, że dzieci są tu, chcą służyć do mszy i śpiewać w scholi. Dla mnie to dodatkowy sukces, że wolą one przychodzić do kościoła niż siedzieć przed komputerem. " 
Dopowiedział jeszcze kilka innych słów, ale te były jednak najważniejsze. 
Do końca mszy mały bobas chodził przy ołtarzu, a msza i tak nie była zakłócona. 

Nie rozumiem więc podejścia pierwszego, gdy to rodzice krytykowani są za to, że nie potrafią upilnować dziecka, że wręcz ma się wrażenie, że nie powinno się do kościoła dziecka zabierać, że jest ono tam bardzo niemile widziane. 
Ja oczywiście nie mówię o skrajnych sytuacjach, kiedy to dziecko drze się wniebogłosy, przewraca wszystko itp. Mówię o sytuacjach, kiedy to dziecko spaceruje sobie tylko w okolicy ołtarza, przygląda się, jest spokojne i bardzo zaciekawione.  

Nasza Basia do tej pory była całkiem grzeczna podczas mszy. Często spała lub po prostu siedziała w wózku i się bawiła. Z czasem jednak zaczęło jej to nie wystarczać. Musieliśmy troszkę chodzić z nią po kościele i pokazywać jej różne rzeczy. Potem Basia zaczęła chodzić i teraz przetrzymanie mszy to niezłe wyzwanie jest. 
Przyjęliśmy z mężem teraz taką taktykę, że na początku Basia siedzi sobie w wózku. Jeśli zaczyna marudzić, to dostaje jakiegoś wafelka, potem jeśli znów jest nie za dobrze, to Basia wychodzi z wózka i troszkę chodzi. A gdy to już nie pomaga i zaczyna się jakieś kosmiczne marudzenie, to po prostu biorę ją i wychodzimy. 
Taka taktyka jest dobra, bo nie trzymamy jej na siłę, nie denerwuje się, że nie może robić tego czy tamtego, a i nie uprzykrzamy innym uczestnikom modlitwy. 

I na koniec dodam tylko, że jest mi bardzo przykro, że dzieci są tak niemile widziane w kościele. Wystarczy, że Basia chuć raz krzyknie, a zawsze znajdzie się jakaś brzydko patrząca starsza pani - jakby chciała powiedzieć - idźcie stąd ! 

Cóż - taka mentalność.
A my i tak będziemy zabierać ze sobą Baśkę :)





Basiowe minkowe misz masz :)






A Wy - zabieracie swoje dzieci do kościoła ?


Góralska mama.

33 komentarze:

  1. Zabieramy. Głównie latem, bo można się ewakuować i resztę mszy spędzić na nabijaniu kilometrów wokół kościoła. Zimą bywa różnie, ale latem chodzimy na msze całą rodzinką. Natalka ma swoich towarzyszy i umawia się na kolejną niedzielę. I choć msza przeznaczona dla dzieci jakoś nie bardzo się różni od tej dla dorosłych to księża są wyrozumiali i nic nie robią sobie z kilkuletnich wędrowców :)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas jest msza o 11 specjalnie dla dzieciaków :) wtedy ksiądz zaprasza dzieci na schody pod ołtarz i całe kazanie poświęca im. mniejsze mogą na tej mszy się "drzeć" i ksiądz nic do nich ani rodziców nie sapnie :) często ta masz trwa znacznie dłużej niż inne. Jednak znowu na innych mszach nieprzeznaczonych dla dzieci jak jakiegoś dziecia poniesie fantazja z gadaniem czy śpiewaniem, przerywa msze i czeka aż rodzic uspokoi takiego delikwenta.
    Kiedyś chodziliśmy co niedzielę do kościoła jednak u nas na wsi powstała jakaś "grupa księdza" dla której ewidentnie prowadzi msze i do których się zwraca. Także zrobiło się nieprzyjemnie i staramy się omijać kościół.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie zabieram Steff do Kościoła. Nie czuję się komfortowo gdy muszę wrzeszczącego potworka ściągać praktycznie z ołtarza i zapobiegać uszkodzeniu kościelnych konfesjonałów, klęczników i innych "gadżetów". Jakby nie patrzeć Kościół to miejsce skupienia i modlitwy w moim mniemaniu, nie ważne że msza dla dzieci i można przymknąć oko na chodzące czy nawet marudzące delikatnie maluchy, które mi osobiście nie przeszkadzają. Ale przeginką jest ciąganie dzieciaka do Kościoła i trzymanie go na mszy za wszelką cenę, za pomocą butki, przekąsek, zabawek i innych cudów nie widów, gdy maluch jest zmęczony, zdenerwowany czy po prostu ma kiepski dzień... Wiadomo różne są maluchy, mam nadzieję że mój jeszcze naumie się uczestniczenia we mszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze nie zabieram, choć sama uczęszczam co tydzień na mszę świętą. Stefek zostaje z tatą, który nie czuje potrzeby modlitwy.

    Przyznam szczerze, że mne nieco drażnia starsze dzieci (powiedzmy od 8 lat wzwyż) wywołujące niemały raban w kościele. No, ale żeby komuś takie malce przeszkadzały to się w głowie nie mieści - dzieciństwo szanuje się swoimi prawami.

    OdpowiedzUsuń
  5. A w moim mieście w Anglii w polskim kościele ksiądz wymyślił pewne rozwiązanie i ogłosił jedną mszę mszą z udziałem dzieci. Czyli delikatnie zasugerował, żeby rodzice z dzieciakami przychodzili właśnie na tą mszę, wtedy nikt nie będzie się dziwił. A dzieci od zawsze płakały, chodziły w różne zakamarki kościoła i pewnie tak już zostanie. Żaden problem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nasza Ola ma półtorej miesiąca, a pierwszy zabraliśmy ją do kościoła jak miała 3 tygodnie. Od tamtej pory była z nami co niedzielę z wyjątkiem Wielkanocy, bo strasznie wiało i była paskudna pogoda, a ona coś z rana smarkała i bałam się ją przeziębić przed szczepieniem. Chodzimy na różne msze, ale najbardziej lubimy te dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chodzimy rzadko ale zabieram córkę. U nas w Kościele dziecko może biegać. Tylko oczywiście z umiarem, no i żeby za bardzo nie hałasowalo.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, syna zabieramy do kościoła i ku mojemu zdziwieniu siedzi grzecznie, natomiast moja córcia w kościele była na swoich chrzcinach;) Myślę, że w te cieplejsze dni już ją będziemy zabierać ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Chodzimy co tydzień do Kościoła na mszę i zabieramy córkę (16,5 mies.) ze sobą. Mieszkamy w dużym mieście i nie chodzimy do naszego kościoła parafialnego, bo jest On bardzo mały, nawet ciężko byłoby wózkiem wjechać. Chodzimy do Katedry. Na początku córka zwykle siedzi w wózku, potem spaceruje po Kościele, ogląda wszystko i wszystkich. Nie mamy nikogo kto mógłby zająć się Julka na czas mszy, dlatego zabieramy ja od początku. Jak miała ok 3 tygodni byliśmy z Nią poraź pierwszy. Julka nie sprawia raczej problemów, jest grzeczna. Wiadomo czasem gdzieś wejdzie, krzyknął, zaplacze, ale nie jakoś dużo. Gdy spędzamy weekend, lub święta u rodziców, zostawiamy Im córkę i idziemy sami do kościoła. Jest to czas dla Nas na modlitwę w większym skupieniu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy jeszcze nie mialam dziecka, krzyczace dzieci w kosciele doprowadzaly mnie do szalu! cos okropnego! czlowiek nic nie slyszy, nie moze sie skupic.. jaki jest w takim razie sens takiej mszy? Ale jezeli dziecko jest spokojne i nie krzyczy to nie mam nic przeciwko. Moze nawet sobie spacerowac gdzie chce, nie widze w tym nic zlego. W innych przypadkach zdecydowanie nie. Nie zabieram swojego syna do kosciola. Raz nam sie zdarzylo, krzyczal na caly kosciol i wstyd mi bylo, ze przeszkadzamy innym w modlitwie, wiec wyszlismy. Fajnym rozwiazaniem sa msze dla dzieci. U nas w Polsce byla taka o godz.10 w niedziele.

    OdpowiedzUsuń
  11. Raz na jakiś czas zabieramy synka do kościoła, ale po 15 min zaczyna się dziać :)
    spaceruję, śpiewa, ogląda...
    W sumie jest mały, ma prawosię nudzić, ale widać, że niektórym to przeszkadza...

    Zapraszam na super konkurs!
    http://wymarzona-rodzinka.blogspot.com/2015/04/z-okazji-100-go-postu-konkurs-z.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Serio? :O Ja się nigdy nie spotkałam z takim podejściem... A nie! Raz, W Wielką Sobotę. Chociaż to może było zdziwienie, że "targaliśmy" ze sobą dzieciaka na nabożeństwo trwające do 22.30 ;) Owszem, pierwszy rok-półtorej Demolka spała w chuście całą mszę. Nic nie usypiało jej lepiej ;) Ale teraz się nudzi często... Na wsi, u moich rodziców są msze dla dzieci. Śpiewanie, opowiadania, żarty. Na niedzielę Palmową nawet i żywy osiołek na którym dzieciaki jeździły po mszy ;)
    A w krk trafiłam do parafii, gdzie ładny zwyczaj... Mnóstwo dzieci siedzi na schodkach do ołtarza. Raczkują maluchy, wiercą się, ale są na samym środku i nikt ich nie przegania. Na szczęście :)

    PS. Jak ta Twoja córa wydoroślała i wypiękniała! <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodzimy i zabieramy ze sobą dziecko. Czasem są to mega duże przygody dla nas i dla niej ;)
    Mamy mszę dla dzieci, ale nawet na niej, starsze panie bywają oburzone, że dzieci na niej są ;)
    Mała parafia, wiec księża cieszą się, że rodzice przychodzą z dziećmi i są nowi, mali parafianie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie przejmuj się ani trochę:) Kościół to miejsce dla wszystkich - dla maluchów także:) My zawsze zabieramy naszego, zdarzało się, że musieliśmy wyjść po płakał albo marudził strasznie, ale w większości przypadków dajemy radę. I zamierzamy dawać dalej co tydzień i mam gdzieś krytyczne spojrzenia innych osób. A co do Basi - pasuje do kościoła jak nikt, przecież wygląda z tą blond czupryną jak anioł;)

    OdpowiedzUsuń
  15. My musimy popracować nad zabieraniem syna już najwyższa pora :D a minki na zdjęciach są cudowne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Byliśmy z synkiem tylko raz w kościele jak był malutki tuż przed chrzcinami był spokojny a podczas chrztu płakał pół mszy miłosiernie i księdzu to nie przeszkadzało bo było razem 16 dzieci do chrztu jedno płakało na zmianę z drugim a potem zasnęło.Rok temu na święceniu pokarmów mały pobiegł do ołtarza myślałam że zawału dostanę wyrwał się i podbiegł do grobu Jezusa aż stojąca straż go zatrzymała ufff bo nie wiem co byłoby dalej...W tym roku był ciekawski zaglądał wszędzie.Widziałam srogą minę księdza co robią małe dzieci w kościele Kościół jest dla wszystkich dla małych dużych istot.

    OdpowiedzUsuń
  17. U lala,ale masz ślicznotkę :)
    W moim kościele księża nie zwracają uwagi na biegające dzieci czy dziecko. Ważne,że jest, że uczestniczy w mszy.
    My z mężem córki nie zabieramy jeszcze do kościoła bo nie wysiedzi godziny.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja różnie. Staram sie chodzić z Alicją. Wiadomo że ona czasem buczy, krzycyz, piszczy z radości, zagaduje innych. Ale ja się tym nie przejmuję, to dziecko, przecież jej nie zaknebluję a i izolować z życia Kościoła nie mam zamiaru, bo chcę ją wychować na osobę wierzącą. Teraz kiedy jest ciepło nie ma problemu, bo większość mszy można spędzić na dworze, nie jest to tak samo satysfakcjonujące dla mnie, bo osobiście lubię siedzieć w pierwszej ławce, ale kompromis ważna rzecz i dla wygody ogółu warto na taki iść :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdy akurat nie wypada pora karmienia , nie jest jakoś mega zimno , młody nie jest chory , albo totalnie nie do zniesienia - to zabieramy , chociaż ostatnie kilka razy nie był zadowolony z pobytu w kościele np. święcenie pokarmów w wielką sobotę przepłakał a po wyjściu z kościoła błogo zasnął :P Nie wiem jak to będzie kiedy w końcu stanie się mobilny - pożyjemy - zobaczymy . Mnie z kolei drażnią starsze Panie które rodziców płaczącego w kościele dziecka linczują wzrokiem , a same całą mszę potrafią przegadać ;P Nie chodzi mi tu oczywiście o dziecko płaczące na cały regulator , od początku do końca mszy tylko takie które od czasu do czasu zapłacze a już i tak jest dla nich źle .

    OdpowiedzUsuń
  20. My chodziliśmy z naszym Jasiem dopóki nie chodził, potem masakra biega po całym kosciele a jak go chce wziąć na ręce to krzyk i wrzask więc teraz wolimy go nie brać i my mamy coś z mszy a nie tylko ganiać za nim ;) pewnie w lato pójdzie spać na dworze bo są drzwi otwarte i nagłosnienie dobre wiec moze wtedy go zabierzemy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Minki Basi - bezcenne!

    Moj maz pochodzi z bardzo religijnej rodziny izeby ominac coniedzielna msze musialby byc obloznie chory. ;) Mnie nie zmusza, ale zalezy mu, zeby dzieci mialy kontakt z kosciolem, chodzimy wiec cala rodzina. Czasem, jak ktores z dzieci jest chore, zostaje z nimi w domu. Ale zazwyczaj jestesmy cala czworka. Zawsze siadamy z brzegu, zeby dzieci mogly w razie czego wyjsc z lawki i rozprostowac nogi. Kiedy byla malutka, Bi byla w kosciele bardzo grzeczna. Siedziala, czasem obok lawki pobawila sie jakims samochodzikiem. Nik za to uprawial wedrowki. Chodzil, usmiechal sie do ludzi, dawal sie brac na rece obcym babciom. Ale na oltarz nigdy nie wlazl. ;) Teraz juz niestety oboje sa malymi gadulami i musimy ich co chwila uciszac. Ale chyba nie rozrabiaja az tak, zeby nie dalo sie przez nich odprawic mszy. A nasza parafia jest mala i wiekszosc ludzi zna sie z widzenia. Dzieki temu wiekszosc usmiecha sie do naszych Potworkow i jeszcze ich zagaduje. Tylko jedna kobieta rzuca krzywe spojrzenia na wszystkie dzieci, rowniez moje, nawet kiedy sa zupelnie grzeczne i przenosi sie do innej lawki. :) Czasem mam ochote siasc specjalnie za nia i podziwiac jej wsciekla mine! :D Tak naprawde tylko raz zdarzylo sie, ze Bi uparla sie zeby kopac w lawke i nie pomagaly prosby, zeby przestala. W koncu maz postawil ja obok lawki, to zaczela wrzeszczec i tupac nogami. Wtedy malzonek ja po prostu wyprowadzil z kosciola na reszte mszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale Basia robi słodkie minki :) My przez zimę nie zabieraliśmy synka do kościoła, ale teraz już powoli ruszamy na Mszę :) Się okaże jak to będzie wyglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kościół to miejsce dla wszystkich - ludzi w każdym wieku. Ale zdarza się, że komuś może przeszkadzać takie biegające dziecko. Najlepiej iść na tę mszą dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zabieramy, bo nie chodzimy. Niestety te złe rzeczy odpychają nas od mszy, kościoła...bardzo nie lubię ludzi, którzy biegają co niedziela na msze, odpierdzielają się w najlepsze wdzianko a dziecko w kościele przeszkadza bo krzyknie, zapłacze. A przecież mamy szanować bliźniego jak siebie samego?

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie chodzimy do kościoła, bo księża nas zniechęcają swoją postawą. Wiem, że to nie wszyscy tacy są ale niestety...jeśli ma dawać przykład, służyć Bogu, przemawiać w jego imieniu to po cholerę wsadza ręce w majtki dziecka?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to bardzo duże i niesprawiedliwe generalizowanie. Tam, gdzie to się spotyka, jest to bardzo źle, jednak dotyczy niewielkiej liczby, jak i w innych przypadkach.. Niestety zwykle mówi się o tych negatywnych przypadkach... Życzę dużo wiary i poczucia obecności Boga :)

      Usuń
  26. Tak Martynko. my chodzimy do kościoła regularnie, choć raz na jakiś czas zdarzy się niedziela poza domem (zakupy, basen, goście itd) i wtedy opuszczamy mszę. Maja od początku jeździ z nami. I jest dokładnie jak z Basią. Kiedyś siedziałą grzecznie, lub spała. Teraz wytrzymuje krótko i potem chce na rece do nas lub spacerowac. U nas asz jest ok 45 minut wiec staramy sie jednak jakos wytrzymac do konca, ale zawsze chodzimy na msze o godz 12 wtedy jest msza dla dzieci, wiec nawet jak Maja trochę przeszkadza, to wokol nas sa sami rodzice z małymi dziecmi i nikt nie ma nam tego za złe

    OdpowiedzUsuń
  27. Do Kościoła powinno się chodzić przede wszystkim dla Pana Boga :) Myśle, że często dzieci, które trochę rozrabiaja mogą wtrącać ze skupienia i stad te spojrzenia.. Jednak myślę też, że dzieci powinno się zabierać i w miarę nie pozwalać na wszystko, tak jak np w urzędzie, czy gdziekolwiek ;) wszystko zależy od ludzi :) życzę dużo błogosławieństwa dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Moim zdaniem wszystko zależy od postawy rodzica. Dziecko to tylko dziecko, ale jeśli rodzic pozwala mu na wszystko kosztem innych to jest to przesada. Mnie dzieci na mszy nie przeszkadzają, pod warunkiem, że widzę starania rodziców zmierzające do okiełznania zbyt głośnego dzieciaczka. Nie może być tak, że 300 osób nie słyszy Ewangelii, bo jeden maluch daje koncert, a jego rodzice albo nie widzą, że przeszkadzają innym, albo - o zgrozo - uważają, że tak musi być "bo to jeszcze dziecko". Co innego ciekawskie maluszki, które zaglądają pod ołtarzowy dywan, sprawdzają, czy się da przesunąć ławkę itd.- te wydają mi się urocze (może dlatego, że dobrze pamiętam wiersz ks. Twardowskiego: http://www.wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/t/text0097.html), a przy okazji nie męczą całej wspólnoty.

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziwią mnie wypowiedzi niektórych osób moja Lili ma teraz 2 lata i 3 miesiące i chodzimy do kościoła odkąd mała się urodziła i jest zdrowa oczywiście niedziela bez Mszy Św. to nie niedziela tak zostałam wychowana i tak wychowuje moje dziecko i odkąd lili zaczęła raczkować to robi sobie przechadzki po kościele i nikomu to nie przeszkadzało nigdy!! wręcz przeciwnie choć zaczepia ludzi czasem sobie coś krzyknie tańczy gdy są pieśni i nie widzę w tym nic złego uczy się , obserwuje zachowania ludzi i dzieci to normalne . I nie powiem ze jest super grzecznym dzieckiem bo takim nie jest i w momencie gdy zacznie głośno coś opowiadać nie podbiegam i nie uciszam jej bo to raczej ja moja osoba i robienie zamieszania prze zemnie robi większe przedstawianie i zainteresowanie wśród ludzi zaczynają się wtedy pogaduchy osób starszych a po co . Chodzimy na msze dla dzieci wiec niech się dostosują ludzie starsi do tego ze to msza właśnie dla małych dzieci ksiądz prowadzi specjalne kazanie zbiera dzieciaki przed ołtarz jest schola która przepięknie śpiewa i zawsze ksiądz powtarza że kościół jest dla wszystkich tych małych i tych całkiem dużych a masz dla dzieci jest mszą dla dzieci i on jest szczęśliwy jak jest dużo dzieci i wręcz namawia dzieciaki żeby przyprowadzali do kościoła swoich krewnych bo i tak się zdarza ze rodzice nie chodzą do kościoła a przypomną sobie o Bogu gdy zbiliza się pierwsza komunia a jedyny minus jaki widzę w kościele to brak miejsca na przebranie owego malucha często gęsto mała narobiła i o ile problemu nie było latem to zimą już był i to spory .

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj nie uogólniaj, bo dzieci w Kościele są mile widziane, sam Jezus to mówił. To kwestia księdza.

    OdpowiedzUsuń
  31. Góralska Mamo , gdzie jesteś ?:) czekamy na Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jaka śliczna dziewczynka!!! My chodzimy z Naszym maluchem- ma 8 msc :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie. Dopiero zaczynam pisacć http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń