czwartek, 23 kwietnia 2015

NA WYSOKICH OBROTACH.



Rany, strasznie Was przepraszam za moją chwilową nieobecność, ale miałam ostatnimi czasy niezły sajgon, który bądź co bądź trwa dalej, ale myślę, że wszystko zmierza już ku lepszemu. 
Strasznie się dużo dzieje, dużo spraw mnie przytłacza, a do tego moje zdrówko kuleje... Nawet nie mam kiedy odpisać na maile albo smsy, a to już jest straszne. 

Bycie mamą w ostatnim czasie to hardcore. SERIO. Najgorsze jest to, że nie mogę poświęcić jej tyle czasu ile bym chciała, bo studia, bo nauka, bo lekarz, bo egzaminy, bo jeszcze przecież trzeba zrobić obiad i ogarnąć jakoś naszą przestrzeń życiową. Mam nadzieję, że Basia jakoś w znaczny sposób nie odczuwa te mojej nieobecności, bo staram się jak mogę, aby jednak w głównej mierze być tylko dla niej... Zwłaszcza, że bunt trwa w najlepsze w połączeniu z próbującymi się przebić trójkami. 
Ale będzie już tylko lepiej - na pewno !

Jeśli chodzi o studia, to straszny młyn miałam w ostatnim czasie. Koniec licencjata, to strasznie dużo rzeczy do ogarnięcia, ale to wszystko wina kiepskiej organizacji naszej grupy, bo zamiast rozłożyć egzaminy na dwa miesiące, to teraz są co tydzień. W niedzielę udało się zdać taki, którego bałam się niemiłosiernie, ale jak to mówią - głupi to jednak ma w życiu szczęście. 
W weekend czeka mnie jeszcze jeden egzamin, ale przed tym chyba się już tak nie stresuj, mimo iż jeszcze nawet notatek nie otworzyłam. Właśnie odbywam praktyki w przedszkolu w grupie trzylatków i jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w najbliższy poniedziałek zakończy się ten rok studiów. Potem trzeba będzie tylko dopieścić pracę licencjacką, nanieść drobne poprawki, przepuścić przez program antyplagiatowy i najprawdopodobniej 22 czerwca czeka mnie obrona. 

A teraz z innej beczki. Pod poprzednim postem zostawiłyście bardzo dużo komentarzy i postanowiłam, że odpowiem Wam tym razem tutaj, ponieważ większości z Was musiałabym napisać to samo. 
I tak - strasznie żałuję, że u nas nie ma takiej mszy specjalnie dla dzieci. W mojej rodzinnej miejscowości jest i cieszy się ogromnym zainteresowaniem i myślę, że i tu na wsi powinni wprowadzić coś takiego. No ale niestety.... 
Ale ! W minioną niedzielę wybraliśmy się do kościoła do sąsiedniej miejscowości na 19, bo wcześniej się nie zebraliśmy. No i postanowiliśmy wziąć ze sobą Baśkę.  Do kościoła weszliśmy kilka minut po rozpoczęciu mszy, bo Basia musiała oczywiście przejść przez cały parking sama. Ja trzymałam ją za jedną rączkę, a Tomek za drugą i chyba wzbudziło to niemałe zainteresowanie. Weszliśmy, usiedliśmy sobie na ławce pod ścianą, a Basia ruszyła do akcji. Najpierw szybkie rozeznanie najbliższego otoczenia  - czyli radosne śmiechy do dziewczynki siedzącej obok. Ale, że ta pozostała niewzruszona, to Baśka postanowiła wybrać się na spacer. ( Chyba wykrakałam sobie to chodzenie po pod ołtarz... ) Złapałam ją dopiero na drugim końcu kościoła i usiadłyśmy w pierwszej ławce. Na moment posiedziała spokojnie, ale nie trwało to dłużej jak 10 minut.  No to poszłyśmy na tył kościoła, a akurat trwało kazanie. I w pewnym momencie ksiądz mówi : " Mamy tutaj właśnie przykład mamy, która przyprowadziła dziecko do kościoła.... ( pomyślałam - no to ładnie nas zjedzie )....., bo chce nauczyć je wiary". W tym momencie oczy połowy ludzi powędrowały w naszą stronę.. 
Rany pierwszy raz poczułam, że jesteśmy w kościele mile widziani, mimo tego iż Baśka latała po kościele i co jakiś czas wydawała okrzyki radości ! Ludzie uśmiechali się do niej i nie zanotowałam ani jednego oburzenia z powodu naszej obecności. Kurcze no - wzruszyłam się ! 
Najchętniej chodziłabym już tylko tam :)

Na dziś to tyle, bo muszę pisać scenariusze zajęć na praktyki. Trzymajcie kciuki moi kochani za to, aby do końca tego tygodnia jakoś dotrwała i zdała ten ostatni egzamin. 
Bądźcie cierpliwi i wyrozumiali - w przyszłym tygodniu wracamy do blogowania pełną para

Dziś bez zdjęć, bo pisze na telefonie. To też nadrobie wkrótce :-)

Ściskam Was mocno. 
Goralska mama

20 komentarzy:

  1. Tak dlugo Was nie bylo...strasznie sie stesknilam :) trzymam mocno kciuki i jestem pewna, ze dasz sobie rade! Caly czas swietnie sobie radzisz! Podziwiam! Pozdrowienia dla Ciebie i slodkiej Basienki <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, ze jesteś :) Oj na nadmiar czasy - my mamy narzekać nie możemy. Nigdy się nie nudzę. ;)
    Co do kościoła, to warto chodzić tam, gdzie jest przyjazna atmosfera, gdzie nam pasuje, nawet jeśli to ma być dalej od naszego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - od keidy jestem mamą, mam ciągle napięty grafik :D
      A co do kościoła - masz racje :)

      Usuń
  3. Bosko, że przyjęli was w innym kościele tak serdecznie:) A co do nadmiaru roboty... Oj rozumiem cię:) Ja zdałam miesiąc temu egzamin i obroniłąm się na studiach podyplomowych. Trwały od początku ciąży aż do 9 miesiąca małego. To było wyzwanie:) Ale przed Tobą już sam finisz! Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finisz licencjata, a później - jak uda się go zdać, to chce iść na magisterkę i może podyplomówkę też trzeba będzie zrobić.
      Gratulacje, że się obroniłaś !

      Usuń
  4. To zgodnie z zaleceniami trzymamy kciuki za pomyślne zakończenia, a przy okazji pozdrowienia dla Was Dziewczyny od Pulpetowej i matki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że na takiego księdza trafiliście, w naszej parafii jest strasznie sztywna atmosfera.
    Powodzenia z pracą, aby wszystko poszło dobrze, recenzent i promotor byli zadowoleni, albo raczej żebyś ty była zadowolona z ich oceny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki i z calego serca zycze powodzenia:-))) Dasz rade, jak zwykle. A na praktykach zapewne fajna z Ciebie pani, bo lubisz dzieci i sadze, ze masz do nich podejscie - tak czuje!
    Basienka w kosciele byla sobą, a jesli ksiadz potrafil to uszanowac, to tym bardziej miłe, bo roznie z tym bywa.
    Pozdrawiam - Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy taka dobra ze mnie pani, ale staram się jak mogę ;))

      Usuń
  7. Ale Ci sie tego wszystkiego nazbieralo! Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę, fajnie :) Sama z chęcią bym się wybrała do Kościoła z moją Hanią, ale Nasz ksiądz... yyy.. on nie lubi, gdy dorosły wyjdzie na moment z ławki, a co dopiero biegające dziecko...
    A co do uczelni i praktyk - dasz radę. Jesteś mądrą i zaradną kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to ksiądz raczej jest obojętny, ale za to ludzie dziwnie patrzą. A w sąsiedniej wsi - moim zdaniem jest super atmosfera.

      Usuń
  9. To siw chwali :) mile uczucie, że ksiądz Was pochwalił :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas ksiądz zawsze uśmiecha się do dzieci, nawet jak krzycza, piszczą...:) (ludzie niekoniecznie) No bo jak inaczej nauczyć dziecko chodzic do kościoła, jak własnie nie poprzez zabieranie go do kościoła?
    :))

    http://www.julinkowo.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo! Uważam, że trzeba zabierać dziecko do kościoła, choć przyznam, że sama się przeważnie do tego nie stosuje, bo jak idziemy razem z synem, to praktycznie nic nie wiem z mszy. Cały czas tylko się stresuję żeby nie zaczął krzyczeć, jęczeć, itd. Ale muszę się jakoś przełamać, bo już najwyższy czas, by zaczął regularnie z nami chodzić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój Kacperek i kościół to na chwilę obecna kiepskie połączenie - i nie ze względu, że to kościół bo jakiekolwiek godzinne siedzenie w jednym miejscu dla mojego dziecka to koszmar. On z tych wiercidupków :D

    OdpowiedzUsuń