sobota, 31 stycznia 2015

INHALACJE MAŁEGO DZIECKA.


Cześć i czołem !

Będąc jeszcze w ciąży dostałam od mamy w prezencie inhalator - wszystko przez moje przedłużające się przeziębienie, a zbliżający się poród. Początkowo byłam sceptycznie do niego nastawiona, bo my praktykowaliśmy trzymanie głowy nad garnkiem z gorącą wodą pod kocem. Do wody zawsze dodawaliśmy jakieś olejki aromatyczne ( najczęściej dość mocno miętowe ).
W sumie wstyd troszkę, ale przyznam się szczerze, że owy inhalator przeleżał na szafie dobre kilka miesięcy...Aż do pewnego dnia kiedy to nasza Myszka była przeziębiona i lekarka poleciła nam inhalacje.

Przez kilka sekund przez myśl przeszła mi przerażająca wizja trzymania dziecka pod kocem nad parującym garnkiem, ale szybko przypomniałam sobie - kurcze przecież ja mam inhalator ! :)
I tak oto kilka godzin później moja córeczka miała pierwszy kontakt z tym jakże cudownym urządzeniem.
Posiadamy model : MEDEL EASY. 

Oto co pisze o nim producent :
  Specyfika Medel EASY
  • zestaw do nebulizacji z ultracichym kompresorem tłokowym
  • całkowicie nowa generacja - rewolucyjna konstrukcja z 3 łożyskami kulkowymi i 2 zintegrowanymi tłumikami
  • wyposażony w nebulizator Medeljet Basic - gwarantujący najwyższą efektywność i prędkość nebulizacji
  • niezwykle prosta obsługa
  • mały i poręczny
  • kompletny zestaw (kompresor, maska dla dzieci, maska dla dorosłych, ustnik, końcówka do nosa, przewód powietrzny)
  Specyfikacja techniczna
  • przepływ: 5,6l/min
  • szybkość nebulizacji: 0,3 ml/min
  • wielkość cząsteczek (MMAD) 1,3 μm
  • maksymalne ciśnienie: 2,2 bara
  • waga: 1,5 kg
  • wymiary: 130 x 130 x 117 mm
  • poziom dźwięku: 52 dB
  • frakcja respirabilna 73,5%
  • minimalna objętość napełnienia: 2 ml
  • maksymalna objętość napełnienia: 8 ml
  • tryb pracy: 20 min. włączone / 40 min wyłączone
  • CE 0123

Powyższe dane mówią mi niewiele, ale i tak chciałabym powiedzieć Wam, że warto. Inhalator jest mały, praktyczny, prosty w obsłudze.Basia coraz częściej sama trzyma sobie maseczkę przy buzi, więc i jej się to spodobało.
Jeszcze nie miałam okazji przetestować inhalatora na sobie - i daj Boże co bym za szybko testować go nie musiała :)

Jeśli chodzi o to, co dodajemy do pojemniczka inhalatora, to używamy, to co przy poprzednim przeziębieniu przepisała nam pani doktor. Czyli :
  • Sól fizjologiczna - 1 ml. 
  • Berodual - 10 kropli ( lek na receptę ) 
  • Pulmicort - 1 ampułka ( lek na receptę ) 
W przyszłym tygodniu wybieramy się z Basią na szczepienie, więc będę pytać czy na delikatniejsze przeziębienie możemy stosować coś delikatniejszego czy możemy w dalszym ciągu korzystać z zapasów tego leku, który posiadamy.  

Jeszcze raz - serdecznie polecam !


Góralska mama.

wtorek, 27 stycznia 2015

BLOG ZWALNIA TYMCZASOWO TEMPO.


Cześć Kochani ! 

Słuchajcie dużo się u nas dzieje, więc w najbliższym czasie może pojawić się tutaj nieco mniej postów - wybaczcie. A już szybko się tłumaczę czym to może być spowodowane. 

Od poniedziałku zaczęłam praktyki w szkole podstawowej. Najpierw krótkie obserwacje, a potem czeka mnie prowadzenie zajęć z dzieciakami. Chciałabym wyrobić się do końca tygodnia, ale nie wiem czy nie będę musiała zahaczyć o poniedziałek, bo mam określoną liczbę godzin, które muszę spędzić w szkole. Wszystko okaże się w trakcie zajęć. 

Trafiła mi się na szczęście świetna klasa - dzieciaki są naprawdę bardzo sympatyczne. III klasa to już jednak inna bajka - do tej pory miałam okazję prowadzić zajęcia w klasie I i to w sumie na początku roku szkolnego, więc te maluszki były jeszcze nieco zagubione... 
Jestem przerażona tylko, bo trafił mi się temat, którego po prostu nie cierpię, ale jakoś muszę się z nim uporać ( a przynajmniej będę miała gotowe scenariusze zajęć na przyszłość ). Liczę też na pomoc wychowawczyni klasy, która też jest całkiem fajna. 

W miedzy czasie przeprowadzam na owych dzieciakach moje badania do pracy licencjackiej. Idzie mi to całkiem sprawnie, aczkolwiek mam jeszcze sporo pytań do zadania. Na szczęście dzieci chętnie się udzielają i współpracują. Mam nadzieję, że do końca praktyk uda nam się utrzymać taki fajny kontakt, a dzieciaki okażą mi wyrozumiałość, jeśli to moje prowadzenie zajęć pozostawi sporo do życzenia. Ale powiem Wam, że strasznie mnie to jara i zaczynam wahać się czy wolę w przyszłości pracować w przedszkolu czy może jednak w szkole. Do tej pory myślałam tylko i wyłącznie o przedszkolu, ale kto wie do czego te praktyki doprowadzą :) 

W minioną niedzielę wybraliśmy się do Zakopanego, gdzie akurat przebywali moi rodzice. Spędziliśmy tam cudny dzień - spacerek, pyszne jedzono i śnieg - relaks na całego ! 
Do domu wróciliśmy padnięci jak muchy - nic tylko siku, paciorek i spać :) 

W piątek wypadają moje imieniny - mąż obiecał, że zabierze mnie na romantyczną kolację ( zobaczymy co z tego wyjdzie :P ), a w najbliższą sobotę odbędzie się msza z okazji pierwszych urodzin naszej Basi - fakt faktem z małym poślizgiem, ale za późno zorientowaliśmy się, że trzeba zarezerwować datę i tylko ten termin był wolny :) 

Przyszły miesiąc będzie dla mnie również dość tak napięty, bo postanowiłam, że poświęcę go na moje zdrówko. Stwierdziłam, że najwyższa pora odwiedzić grupkę lekarzy i sprawdzić swoje wyniki badań. 

Cały post - w telegraficznym skrócie, ale muszę pędzić przygotowywać materiały dla dzieciaków na jutrzejsze zajęcia . 
Trzymajcie się !


Zabawy z Sonią :)


Krupówki z tatusiem i dziadkiem ( moim tatą ).
 

Kocham mocno mocno !
 


Z babcią Ewą (moją mamą).
 



Niestety od kilku dni Mysia znów ma katar. 
A winowajcą jest druga górna czwórka...
Robimy jej inhalację i powiem Wam - poprawa w mgnieniu oka ! 
Jak widzicie - Basia nawet w tym chce być samodzielna :)



Góralska mama.
 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

DZIEŃ BABCI, DZIEŃ DZIADKA.


Dzisiaj napiszę Wam co przygotowaliśmy na tegoroczny dzień Babci i dzień Dziadka.
Post ten nie mógł postać wcześniej ze względu na to, że Basia spotkała się z drugimi dziadkami dopiero w niedzielę, a wiem, że moja mama czasami zagląda na bloga, więc wolałam nie zepsuć niespodzianki. Być może skorzystacie z mojego pomysłu na prezent w przyszłym roku.

Przez długi czas nic fajnego nie przychodziło mi do głowy. 
Czekoladki, czy zdjęcie - nic specjalnego. 
Marzy mi się, żeby Basia samodzielnie tworzyła prezenty dla dziadków, ale w tym roku musieliśmy jej jeszcze troszkę w tym pomóc :) 

Przez długi czas nie miałam okazji wyrwać się z domu,żeby poszukać jakiś prezentów,  bo miałam niezły sajgon na studiach, więc postanowiłam, że muszę znaleźć coś przez internet.
Na jednym z blogów trafiłam na prześliczne kubeczki od Lilladecor.pl
Po zapoznaniu się z artykułami na tej stronie - zakupiłam dwa zestawy kubków, oraz laurki ze zdjęciem Basi. 
Polecam z całego serca ten sklep, ponieważ wszystko wykonane jest z niezwykłą starannością, kontakt jest świetny - na każdego maila dostałam odpowiedź w mgnieniu oka, przesyłka była zapakowana bardzo dobrze, a do kubeczków w prezencie dołączone były herbatki z firmowymi zawieszkami. 

Laurki, albo raczej kartki okolicznościowe, posiadają miejsce na własny rysunek dziecka, ale że Basia jeszcze rysować nie potrafi, to postanowiliśmy odbić w tym miejscu jej rączkę. 

Na koniec dodam jeszcze, że zarówno jednym jak i drugim dziadkom prezenty z okazji ich święta bardzo się im spodobały. 
Właśnie jestem na etapie zamawiania fotokalendarza z Lilladecor, więc zobaczę wkrótce jaka będzie ich jakoś :) 



Przepraszam za kiepskie zdjęcia, ale robiłam je wieczorem i wyszły nie najlepsze. 
Ale są, a to najważniejsze :)













Pozdrawiam 
Góralska mama.

sobota, 24 stycznia 2015

ŻYWIENIE ROCZNEGO DZIECKA.


Dziś post, który wyląduje w naszej zakładce "projekt pierwsza łyżeczka". 
Chciałabym Wam opisać co nie co na temat aktualnego żywienia naszej Basi. Zaznaczam jednak od razu, że kieruję się w tym wszystkim głównie własnym instynktem. 
I nie jestem też żadnym specjalistą w tej dziedzinie - działamy metodą prób i błędów ( aczkolwiek tych drugich nie zdarza się dużo - na szczęście ). 




Może na początek opiszę aktualny plan dnia :

8:00 : Mleko 
11:00 : Drugie śniadanie. 
14:00 : Obiadek
17:00 - 18:00  : Podwieczorek 
21:00 : Mleko 

Godziny podane są oczywiście +/- gdyż często zdarza się, że Basia prześpi akurat daną porę posiłku lub nie ma chęci na jedzenie o danej godzinie. Często też poranne mleczko zdarza się o 7:30 i wtedy automatycznie cały plan dnia przesuwa się o te pół godzinki. 

-------------------------------------------------------------------

MLEKO - ŚNIADANIE I KOLACJA
Od kiedy Basia skończyła roczek, zaczęliśmy używać mleka NAN Pro 3. Basia na śniadanie zjada 180 ml mleka, a na kolację 210 ml mleka + łyżeczkę kleiku kukurydzianego.

DRUGIE ŚNIADANIE  
Tutaj mamy dość dużo opcji do wyboru.Staram się, aby codziennie nasza córcia dostała na śniadanko coś innego. Chcę, żeby śniadanie było różnorodne i atrakcyjne dla Basi, bo wiem, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Basia jednak najchętniej preferuje :
  • Kaszkę z owocami ( kaszka manna, kleik kukurydziany, kaszka ryżowa)
  • Jajecznica ( sama lub z pomidorem lub z brokułem) + warzywka + chlebuś ( z masełkiem lub bez )
  • Pasta jajeczna + chlebuś ( z masełkiem lub bez )
  • Jogurt naturalny z owocami
  •  Ostatnio staram się również wprowadzić twarożek i omleta, ale opornie nam to idzie...
Basia zazwyczaj śniadanie pochłania ze smakiem, nie wybrzydza. O wiele bardziej jednak woli samodzielnie jeść paluszkami niż łyżeczką.

OBIAD
Z obiadkiem jest u nas zazwyczaj tak, że Basia jednego dnia je zupkę, a drugiego drugie danie.  Póki co praktykuje ten system, bo nie jest ona w stanie zjeść dwóch dań jednego dnia. A co dla mnie ważne - jej podoba się takie rozwiązanie, bo jednego dnia mama karmi, a drugiego sama próbuje swoich sił i je samodzielnie. 
Oczywiście w ostatnim czasie i zupkę próbuje jeść sama, ale różnie jej to póki co wychodzi. 

Z menu obiadowym kombinujemy na wszelkie możliwe sposoby. Basia chętnie próbuje nowości - szczególnie z naszego talerza. W ostatnim jednak czasie nie pasuje jej jedzenie mięska... Przemycam je więc zazwyczaj w zupie. 

PODWIECZOREK 
Zazwyczaj podwieczorek jest w formie bardziej słodkiej niż wytrawnej i tak oto Basia najczęściej zajada wtedy :
  • Owoce ( zmiksowane lub w kawałkach )
  • Kisiel na bazie soczku 
  • Jogurt naturalny z owocami
  • Od czasu do czasu słoiczkowy deser
  • Naleśnik z owocami
  • Ryż na mleku
  • Budyń
  • Kluski leniwe
-----------------------------------------------------------------------


Podane wyżej potrawy to tylko przykładowe menu, gdyż cały czas próbujemy, smakujemy i kombinujemy. Przez długi czas Basia miała problem z grudkami , ale powoli powoli owy problem znika. 

Basia w ciągu dnia dostaje różne przekąski, ale nie je ich zbyt wiele. Są to :
  • Chrupki kukurydziane 
  • Różne suche wafelki, andruty itp. 
  • Bardzo rzadko biszkopty 
  • Kawałek domowego ciasta drożdżowego 
  • Częściej jakiś kęs owocku lub warzywka od mamy :) 
Basia kocha przekąski - nie powiem, że nie. Mogłaby je jeść i jeść, ale wiadomo - jako matka - mam nad tym kontrolę :) Głównie podaje je jej, gdy muszę coś pilnie zrobić, a moje dziecko ni w ząb nie ma ochoty na współpracę. Np. mycie naczyń -zajmuje mi 2 wafelki :))

------------------------------------------------------------------------

Aktualnie jestem na etapie poszukiwania różnych przepisów na jakieś placuszki typu racuchy itp. Fajnie, że posiadanie dziecka zmusza w jakimś stopniu do zdrowszego odżywiania się. Ten nasz mały szkrab uwielbia podkradać nam coś z talerza, albo po prostu je na obiadek to samo co my. Dzięki temu bardzo rzadko jemy coś tłustego czy smażonego. 
Wyjdzie nam to na zdrowie ! :) 




A to moja Basia podczas dzisiejszego śniadania :) 
Tak - to porcja dla niej i dla mnie !


















Góralska mama.

piątek, 23 stycznia 2015

TOŻ TO PRAWDZIWA DAMA !


Nadszedł ten wyjątkowy czas.
Czas, na który ja - matka dziewczynki - czekałam z niecierpliwością. 

Naszej córci od jakiegoś czasu zaczęły rosnąć włoski. Póki co szału nie ma, ale i tak moim zdaniem jest ich coraz więcej i są zdecydowanie dłuższe. Będąc więc dziś na zakupach postanowiłam kupić naszej pannicy pierwsze spineczki do włosków. 

O rany - jak ona w nich cudnie wygląda ! 
Z małej chłopczycy w mgnieniu oka zrobiła się słodka laleczka !

I mimo wszelkich moich obaw - wcale nie chciała ich zdejmować, a w lusterku podziwiała się przez dobre kilkanaście minut :) 

Zresztą zobaczcie sami - czyż nie aniołek ??



 
Spineczki - Pepco ( 6 szt. - 4,99 zł )


Prosiłyście mnie, abym pokazała co otrzymały zwyciężczynie naszej roczkowej rozdawajki. Paczki już do nich dotarły, więc postanowiłam Wam pokazać co zawierały. 

I tak oto Marta dostała taki prezent dla siebie i swojego synka, który póki co mieszka sobie w brzuszku :




A Mandarynka i jej synek Miszka otrzymali taki prezent :



Z tego co wiem, dziewczyny są zadowolone, więc zachęcam do brania udziału w kolejnych tajemniczych rozdawajkach :) 

Góralska mama.

PIERWSZE URODZINKI BASI - ZAPROSZENIA.


Dzisiejszy post szybki, krótki i na temat :)

Tak się obiecałam, a zupełnie zapomniałam pokazać Wam jakie zaproszenia przygotowałam z okazji pierwszych urodzin naszej Basi. Dziękuję czujnym czytelniczkom za przypomnienie !

Oczywiście motywem przewodnim zaproszeń była pszczółka. 
Postanowiłam zainspirować się  różnorodnymi zaproszeniami z Internetu, a potem stworzyłam własne. 
Przygotowany projekt został wydrukowany w formie zdjęcia, a następnie umieściłam gotowe zaproszenie w żółtej - pasującej do całości kopercie. 

Myślę, że efekt końcowy był w stu procentach zadowalający. 
Wiele osób było zachwyconych moją pracą, a to już pełen sukces :) 

A oto przykładowe zaproszenie- projekt :


A tak wyglądało już wydrukowane :





Pozdrawiam 
Góralska mama.

środa, 21 stycznia 2015

ALE JAK TO DZIEWCZYNKA ??


Kilka dni temu, będąc na kawce u kuzynki mojego męża, dowiedziałam się, że jest ona w ciąży. Po całej serii gratulacji i pytań odnośnie samopoczucia padło z moich ust pytanie odnośnie płci dziecka. Powiedziała mi ona wtedy, że jeszcze nie było możliwości określenia czy będzie to dziewczynka czy chłopiec.

Gdy wracałam do domu, po głowie zaczęły krążyć mi wspomnienia jak to było w przypadku płci naszego dziecka....
Pamiętam jak dziś, jak staraliśmy się o bobasa, a nawet jeszcze przed ślubem, zawsze rozmawialiśmy z Tomkiem, że będziemy mieli chłopca. Mówiliśmy, że będziemy mieć Kubusia i w ogóle będzie najcudowniejszym chłopcem na świecie. Po kilku miesiącach usilnych bezskutecznych działań doszłam do wniosku, że nie ważne czy będzie to chłopczyk czy dziewczynka, tylko niech po prostu będzie...

Gdy jednak okazało się, że jestem w ciąży, to na nowo powróciły marzenia o chłopczyku. Tomek głaskał brzuszek i mówił "jak tam Kubuś się dziś czuje ?", a ja w sklepie przyglądałam się tylko chłopięcym ubrankom.
Nadszedł dzień USG, na którym miałam poznać płeć mojego małego lokatora. Był to 17 tydzień mojej ciąży. Byłam przekonana, że będzie to chłopiec i nawet nie spodziewałam się innej informacji.

Pamiętam moje zdziwienie i rozczarowanie, gdy doktorka powiedziała, że najprawdopodobniej będziemy mieli córeczkę.
Milion myśli na sekundę.
ALE JAK TO CÓRECZKĘ ?! Przecież mieliśmy mieć synka....
- Ale czy to pewne ?
- Na 80 % tak, ale proszę się jeszcze wstrzymać z kupowaniem samych różowych ubranek.

Wyszłam z gabinetu z jakimś żalem w sercu. Zadzwoniłam do Tomka i mówiłam mu o tym wszystkim z łezką w oku...  Nie dawałam jednak poznać po sobie, że jestem rozczarowana...
W dalszym ciągu zwracałam się do brzuszka bezosobowo i jakoś nie przyjmowałam do wiadomości tej informacji, wierzyłam, że mojemu lokatorowi, jeszcze coś między nóżkami urośnie...
Kolejne badanie odbyło się 2 tygodnie później, na którym doktorka zwróciła się do mnie :
- Mówiłam już pani, że będzie córeczka prawda ??
-Ale czy to pewne? - zapytałam ponownie.
- Tak, to na pewno dziewczynka :)

Dość dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do tej myśli. Musiałam całkowicie przestawić swoje myślenie na temat naszego brzdąca. Może wyda Wam się to dziwne - tyle starali się o dziecko, a teraz narzekają... Nie, nie - nic z tych rzeczy.
Po pewnym czasie dojrzałam do tej myśli i uświadomiłam sobie, że płeć na prawdę nie ma dla mnie żadnego znaczenia, byle by tylko maluszek urodził się cały i zdrowy.
Zaczęliśmy nawet rozmawiać na temat imienia dla dziewczynki, kupowaliśmy dziewczęce ubranka i przygotowywaliśmy się na przywitanie małej księżniczki.

Teraz, gdy coraz częściej zdarza mi się myśleć o rodzeństwie dla naszej Basi, to wiem, że chciałabym mieć drugą córeczkę.
Nie wyobrażam sobie teraz mieć synka. Jestem w niej zakochana po uszy i nie wymieniłabym jej za żadne skarby świata.
I widząc tą ojcowską dumę mojego męża,to aż serce goreje.
I to, że mogę ubierać ją w sukieneczki i to, że wkrótce będę mogła wymyślać jej różne fryzury - wszystko to sprawia, że marzy mi się druga dziewczynka.
Nawet wyobraźcie sobie, że imię już mamy dla niej wybrane :)

Ale jeśli będę już w ciąży i okaże się, że w moim brzuszku jest chłopczyk, to i tak będę szczęśliwa, bo teraz gdy jestem już mamą, to wiem, że nie liczy się płeć, tylko to, by dzieciątko zdrowe było. Tylko to jest ważne :) 

Jak widzicie i kobieca intuicja czasami zawodzi :))  


A czy Wy miałyście jakieś odczucia co do płci Waszego maleństwa ? 
I czy Wasze przeczucia się sprawdziły ?



A tu nasz mały zbój :) 
Ps: ta szrama na czole, to odbita poduszka po drzemce, która zejść nie mogła przez dwie godziny...



Pozdrawiam, 
Góralska mama.

wtorek, 20 stycznia 2015

poniedziałek, 19 stycznia 2015

O PIELĘGNACJI DZIECKA SŁÓW KILKA.


Dziś postanowiłam stworzyć post o tym jak wygląda codzienna pielęgnacja ciałka naszej Basi. 
Przyznam Wam się szczerze, że od początku używamy tych samych kosmetyków, tych samych pampersów i codzienne zabiegi pielęgnacyjne wyglądają w ten sam sposób. 

Zacznę może od tego, że kąpiemy Basię codziennie. Po prostu taktujemy to jak codzienny, obowiązkowy punkt dnia. Basia jest przyzwyczajona do tego naszego rytuału wieczornego i może zdarzyło się z 3- 4 razy, że kąpiel wieczorną jej odpuściliśmy, ale były to sytuacje wyjątkowe ( np. późny powrót z wesela ).

Codziennie wieczorkiem sadzamy ją na przewijaku i przemywamy buzię wacikiem nasączonym w ciepłej, przegotowanej wodzie. I lecimy do łazienki, gdzie czeka wanienka. 
Do mycia ciałka i włosków używamy żelu z Nivea Baby. Serdecznie go polecam, świetnie się rozprowadza, jest delikatny, ma przyjemny zapach, a co najważniejsze dla Basi - dobrze się pieni. 



 
Po kąpieli bardzo, ale to bardzo rzadko używamy czegoś natłuszczającego. Zazwyczaj tylko wtedy, gdy zobaczymy, że skóra Basi jest jakaś lekko sucha. Oliwkę używaliśmy bodajże do skończenia 6 miesięcy codziennie. Później dwa razy w tygodniu, a od kilku miesięcy już wcale.
Ale jeśli jednak czegoś używamy to jest to albo oliwka z Nivea Baby, albo krem S.O.S również  z Nivea Baby. Krem ten bardzo pomógł nam w pierwszych tygodniach życia Basi, kiedy to jej skóra była mocno wysuszona i na całym ciałku łuszczyła się okropnie.




Do pielęgnacji pupki od początku używamy maści Bepanthen. Smarujemy pupę tylko raz dziennie - po kąpieli. Myślę, że muszę tu wspomnieć o tym, iż ( odpukać ) jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z odparzeniem. Owszem zdarzyło się kilka razy jakieś leciutkie zaczerwienienie, ale tylko po tym jak Basia za długo miała na sobie mokrą pieluchę ( nasza wina... ).


Gdy takie zaczerwienienie już się pojawi, to smarujemy je bardzo cieniutką warstwą Sudocremu, a na drugi dzień już niczego na pupci nie ma. 


Jeśli już jesteśmy przy temacie okołopupkowym, to myślę, że napiszę kilka słów o pieluchach. Od samego początku używamy zwykłych Pampersów. Mieliśmy krótki epizod z Pampersami Premium Care, ale nie widzieliśmy żadnej różnicy, więc po co przepłacać ? :) 
Próbowaliśmy używać też Dady, ale jakoś nam nie pasowały. Chodzi o to,  że się przesuwały, a co za tym idzie - przemakały. Tak więc zostaliśmy przy Pampersach. 
Przez dzień Basia chodzi w czwórkach, a na noc lub na dłuższe wyjście z domu zakładamy cztery plus. 



Do przemywania pupy używamy chusteczek nawilżonych Nivea Baby Soft & Cream. Używaliśmy już przeróżnych, ale jednak wracamy do tych. Są nawilżone, ale nie są mokre. Są delikatne, przyjemne z dotyku i nie drażnią delikatnej skóry dziecka. Mają przyjemny zapach - co dla mnie jest bardzo ważne, gdyż nie cierpię tych wszystkich aromatyzowanych chusteczek ( szczególnie aloesowych ).  Chusteczek tych używamy także do przemywania buzi po jedzeniu, czy do mycia rączek poza domem. 



Jeśli wychodzimy na zimowe spacery, to zabezpieczamy skórę twarzy kremem Nivea  Baby. Mimo, iż nie przepadam za nim, bo jest okropnie gęsty, to i tak dobrze spełnia swoje zadanie. Ponoć to jeden z nielicznych kremów nie zawierających w składzie wody, a co jest ważne jeśli wychodzimy z dzieckiem na mróz :)


Na zakończenie napiszę Wam jeszcze o pewnej maści, która przydaje nam się za każdym razem, gdy Basia ma silny katarek i przez ciągłe wycieranie noska - bardzo się on wysusza. 
Chodzi o maść : Rinopanteina.
Jest ona odpowiednia również dla dorosłych, bo chyba nikt nie lubi chodzić z czerwonym i wysuszonym nosem podczas kataru :) 



Jak widzicie w Basiowej kosmetyczce dominują produkty firmy Nivea Baby. Jestem z nich bardzo zadowolona i szczerze polecam wszystkim ( przyszłym i obecnym ) mamuśkom. Podczas kompletowania wyprawki zaufałam tej firmie i moje wymagania zostały zaspokojone. 
A Wy, drogie mamy - jaką formę kosmetyków dziecięcych używacie najczęściej ?



Pozdrawiam 
Góralska mama.

EDIT.
Chciałabym dodać, że powyższy post nie jest sponsorowany, a jedynie wyraża moje własne odczucia na temat pielęgnacji skóry mojego dziecka.

sobota, 17 stycznia 2015

TO JEST NASZ CZAS.


Jak spędzamy ostatnie dnie ? 
Cóż - dużo się u nas dzieje. 

Od kiedy złośliwe choróbska dały nam wreszcie święty spokój ( tfu, tfu ) to mamy mnóstwo czasu i energii do zagospodarowania. 
Wcześniej dużo czasu poświęcałyśmy na odciąganie kataru, zażywanie leków, oklepywanie czy inhalacje. Przez ogólne zmęczenie organizmu Basia była nieskora do długiej zabawy czy licznych wygłupów. Była przygnębiona, troszkę smutna - taka nieswoja. 
Teraz jest już znacznie lepiej ( i daj nam Boże, co by tak pozostało ).  

Ostatnie dni dały nam mnóstwo radości - zaczęłyśmy spacerowanie i mam wrażenie, że dupki nam odżyły. Zaczerpnęłyśmy świeżego powietrza, a razem z nim - nowej pozytywnej energii. Uśmiechamy się bez przerwy, wygłupiamy i twórczo wykorzystujemy każdą wolną chwilę. 
Niestety weekend spędzam na uczelni, a dodatkowo w niedziele mam egzamin. Jestem przerażona, bo  jeszcze nic nie umiem. Przytłoczył mnie nagle jakiś nawał prac do napisania, zadań do rozwiązania i problemów do opisania. 
Przydałoby się ocknąć z tej sielankowej zabawy z córą i zabrać się za naukę, ale ja po prostu nie chcę. Tak mi z nią dobrze, że nie mam chęci na żadne obowiązki związane ze studiami. 
A jednocześnie przerażona jestem tym, że moja praca licencjacka stoi w miejscu, prace leżą zaległe do napisania, a materiały na jutrzejszy egzamin leżą i czekają aż wreszcie zacznę je przeglądać... A ja omijam to wszystko szerokim łukiem.
Ale co ja poradzę na to, że już dawno nie byłam aż tak zadowolona z naszej codzienności :)

Jest mi dobrze z tym co jest. 
Studia zawsze można przerwać czy kontynuować, a dzieciństwo naszego dziecka się nie powtórzy już nigdy. Warto więc pomyśleć co dla nas jest w danej chwili ważniejsze :)

Dobra, dobra - obiecuje - jak tylko Basik zaśnie, to biorę się za naukę, a wy Kochani moi czytelnicy trzymajcie kciuki, co by jakoś mi się powiodło. 
A tymczasem uciekam zapakować prezenty związane z roczkową rozdawajką, bo w poniedziałek muszę lecieć na pocztę je wysłać, a później wracam do zabawy z córcią :)



Dużo spacerujemy.
Mam wrażenie, że Basi bardzo brakowało tego świeżego powietrza. 
Od kiedy wyszłyśmy na pierwszy zimowy spacerek, to wszelkie oznaki przeziębienia to małe ciałko opuściły. Magia.  




A takie oto widoki towarzyszyły nam w drodze do domku,
gdy zasiedziałyśmy się troszeczkę u kuzynki.  
Kocham to. 




 A w domku - już tylko wygłupy i dobra zabawa. 
Ten uśmiech córeczko sprawia, że na sercu od razu jest lżej :)
Tak strasznie się cieszę, że jesteś już zdrowa ! 



Nasz mały całuśnik. 
Od jakiegoś czasu non stop daje nam buziaki.
Po drzemce, po przewijaniu, na przywitanie, czy jak coś zbroi. 
Ale najfajniejsze są te zupełnie niespodziewane, takie bez powodu. 



Zdjęcie w stylu :
Ale jak to ? 
Tatuś zaraz będzie w domku ?
Ale jak, gdzie, kiedy ? 
Już pędzę go szukać ! :) 



Pozdrawiamy Was gorąco 
Basia i Góralska mama.