piątek, 29 maja 2015

TAŃCZ NIE ŻAŁUJ PODŁOGI...


Tańcz, niech niosą Cię nogi,
Tańcz, niech ludzie się gapią, 
Tańcz, aż skurcze Cię złapią ! 

Basia kocha tańczyć. Robi to, gdy tylko usłyszy muzykę. 
Kręci pupką, wywija rączkami. Tańczy solo lub z lalą albo z misiem. Lubi też potańczyć z mamuśką. Siedząc w aucie w foteliku, gdy spodoba się jej jakaś piosenka, to uderza rytmicznie rączkami o fotelik lub klaszcze. Byle by muzyka była głośna i rytmiczna, a Basia w momencie jest w swoim żywiole. 

Czasami zastanawiam się skąd jej się to wzięło.... ? 
Być może odziedziczyła to w genach od mamusi, albo może wpłynęły na to te wszystkie wesela, które obeszliśmy kiedy byłam w ciąży ? Przecież wyszalałam się na nich za wsze czasy, a wszyscy podziwiali skąd we mnie tyle energii skoro mam taki duży brzusio... A on w niczym mi nie przeszkadzał, a wręcz bawiłam się jeszcze lepiej, bo radość była większa. 

Jak Basia była maleńka, to zasypiała przy włączonym radiu. To ją uspakajało i wyciszało. Po jakimś czasie zrezygnowaliśmy z tego, bo zaczęło ją to rozpraszać i zamiast spać, to nasza córa tańczyła w łóżeczku, śmiała się i śpiewała. Niemniej jednak praktycznie całymi dniami włączone mamy radio, więc muzyka wciąż obecna jest w naszej codzienności. 

W naszej wsi funkcjonuje dziecięcy zespół góralski. Mogą na niego uczęszczać dzieci już 5 letnie. Na pewno będę chciała ją na niego zapisać i ciekawa jestem czy jej się taniec regionalny spodoba.... Ale sądząc po tym jak wywija właśnie przy góralskiej muzyce, to mam nadzieję,  że będzie chciała brać udział w takich zajęciach.

Jutro wybieramy się na wesele do kuzyna mojego męża. Od kilku dni więc przygotowujemy się do tej cudownej uroczystości i puszczamy sobie na cały regulator góralską muzykę i świetnie się bawimy. Już sobie wyobrażam jak będzie wywijała na weselu ze swoimi kuzynami... 

Relacja z wesela pewnie wkrótce, a tymczasem zostawiam Was z naszą tancereczką, a ja idę szykować nasze kreacje :)




Góralska mama ;)

wtorek, 26 maja 2015

MAMO, MAMO....


Dziś po raz drugi obchodzę swoje święto. Po raz drugi, od kiedy Basia jest na świecie - przypada mój dzień - dzień matki. Lecz ja celebruję to święto każdego dnia od 26 miesięcy. Bo dokładnie 26 miesięcy temu w moim brzuszku powstało nowe życie i już wtedy zostałam mamą... 

Bycie mamą to świetna sprawa - będę to powtarzać zawsze i wszędzie. I choć często jest trudno i sił brakuje, to i tak nie zamieniłabym się z nikim innym. 
Macierzyństwo to czas ogromnych radości ale też trosk i zmartwień. Każdego dnia jestem z całych swoich sił odpowiedzialna za małego bezbronnego człowieka, który darzy mnie niesłabnącym zaufaniem. I mimo, iż z każdym dniem człowiek ten staje się coraz bardziej samodzielny i już tak wiele potrafi, to jeszcze w dalszym ciągu jestem mu niezbędna do życia... 


Zdarzają się dni, kiedy to najchętniej zamknęłabym się sama w sypialni, wlazła pod cieplutką kołderkę i nie wychodziłabym przez tydzień, lecz wiem że pozwolić sobie na to nie mogę, bo jest ktoś kto mnie potrzebuje. Jej uśmiech rozwiewa każdą złość i każdy smutek. Jej przytulenie sprawia, że moje serduszko zaczyna mocniej bić. Dotyk jej ciepłej rączki na mojej twarzy sprawia, że miłość moja do niej staje się coraz większa.

Wiecie... Jestem dumna z tego, że jestem mamą. 
Mam najcudowniejszą córkę na świecie i marzę o tym, by móc jeszcze kiedyś poczuć, że w moim brzuszku mieszka mały człowiek. Wierzę w to, że moje marzenie kiedyś się spełni, a Basia będzie miała rodzeństwo... 




 Dajesz mi tyle radości...




Góralska mama.

poniedziałek, 25 maja 2015

RESET.


Wspominałam Wam ostatnio, że wybieram się z Basią na kilka dni do moich rodziców. Właśnie dziś te kilka dni minęło i siedzimy już sobie wygodnie w domku i póki co już nigdzie się znów nie wybieramy. Zatęskniło nam się potwornie za tatuśkiem przez te kilka dni, więc teraz to właśnie z nim chcemy spędzić cały wolny czas. 

Przez te kilka dni udało mi się zahaczyć o fryzjera i zrobić zakupy. Mogłam wreszcie kupić coś tylko i wyłącznie dla siebie, bo zazwyczaj to wygląda tak, że wracam z zakupów do domu z kilkoma torbami rzeczy dla Basi i męża, a dla mnie nie ma nic.  Ot cóż - taki syndrom matki. 

Jednak najbardziej ucieszyło mnie to, że mogłam spotkać się ze znajomymi. Razem z Basią odwiedziłyśmy moją przyjaciółkę i kuzynkę. Byłam też na spotkaniu klasowym i na wypadzie z koleżankami. Powiem Wam, że cholernie mi tego brakowało.... Kolega z licealnej klasy na spotkaniu położył mnie na łopatki mówiąc : "Ty jesteś matką nas tu wszystkich". 

Czyli co ? 
Że spoważniałam, nie imprezuje i stałam się zdziadziałą matką polką ? 

Kurcze nie sądziłam, że jest ze mną aż tak źle... Chyba czas najwyższy coś z tym zrobić... Szkoda tylko, że tu na miejscu mam tak niewiele znajomych, a będę miała jeszcze mniej, bo koleżanka z którą spotykam się najczęściej - wkrótce wyjeżdża do Stanów i aż ryczeć mi się chce jak sobie o tym pomyśle... 
Mimo to muszę pomyśleć o tym, żeby jednak nieco częściej wyrwać się do ludzi. Zdecydowanie dobrze robi to na moje samopoczucie, co przekłada się na zadowolenie z życia i przypływ pozytywnego nastawienia. 

Zdjęć z wyjazdu jakoś niestety niewiele... W sumie to nawet nie wiem czemu, ale jakoś nie chciało mi się aparatu wyjmować... Chyba chciałam po prostu od wszystkiego odpocząć i zresetować się. Mam jednak kilka zdjęć z wczorajszych urodzin Nadii - kuzynki naszej Basi :) 








Góralska mama.

poniedziałek, 18 maja 2015

UROKI ŻYCIA NA WSI.


Basia właśnie ucina sobie popołudniową drzemkę, a ja siedzę na balkonie z kubkiem herbaty i z laptopem na kolanach. Siedzę tak sobie i rozmyślam... O tym co tu i co teraz.
Jak pewnie już wiecie - w tym roku miną trzy lata od kiedy zamieszkałam z dala od domu rodzinnego. Przeniosłam się 130 km w piękne górskie okolice. Początkowo bałam się jak sobie poradzę bez rodziny czy znajomych, ale czas pokazuje, że to życie tutaj wcale nie jest takie straszne. 
Znajomi powolutku się pojawiają, rodzice odwiedzają mnie na tyle często na ile są w stanie, a rodzina i starzy znajomi - no cóż - rzadko, a nawet bardzo rzadko wpada w moje skromne progi. Szczerze powiedziawszy liczyłam się z tym, że tak będzie - no ale co ja mogę poradzić ? Każdy ma teraz już swoje życie, swoją rodzinę, pracę i obowiązki i nikogo nie zmuszę, aby zapakował się i wybrał się w góry.

Ale ja dziś przecież nie o tym. 
Wiecie - przez większość mojego jeszcze nie tak długiego życia - mieszkałam w mieście. 
Mieszczuch ze mnie był straszny i zawsze zapierałam się, że nigdy, ale to nigdy nie przeprowadziłabym się na wieś. Zachwalałam ponad wszystko życie w mieście. Że wszędzie blisko, że dużo sklepów, że więcej rozrywki, że pracę będzie można szybciej znaleźć, że dyskoteki czy kluby na wyciągnięcie ręki, że więcej człowiek ma możliwości itd... 
O jakże zmieniło się moje nastawienie, gdy ja - największy z możliwych mieszczuchów - wylądowałam na wsi... Wiecie - teraz w życiu do miasta bym nie wróciła. 
No pokochałam to miejsce całym swym serduchem !

Kocham tą ciszę i ten spokój. 
Kocham to świeże, czyste, górskie powietrze. 
Kocham śpiew ptaków o poranku. 
Kocham zieloną trawę na podwórku. 
Kocham ten widok z balkonu. 
Kocham spacery nad jezioro czy do lasu. 
Kocham pianie koguta i muczenie krowy. 
A nawet dźwięk przejeżdżającego traktora pokochałam. 


Gdy wybieram się teraz do rodziców choć na kilka dni, to problem mam ogromny. Rodzice mieszkają bowiem przy głównej ulicy i przez ten całodobowy hałas, to i ja i Baśka nie śpimy za dobrze. Po chwili człowiek zmęczony jest tym ciągłym szumem i hałasem.  Inaczej się tam oddycha, gorzej się myśli. 

A tutaj ?
A tutaj wszystko ma taki niesamowity urok....
To właśnie tutaj Basia poznawać będzie otaczający ją świat. To właśnie tu będzie uczyć się co to kamyk, drzewo, listek, kora, szyszka, kwiatek czy woda. To tutaj będzie latem boso biegać po zielonej trawce. To tutaj zrywać będzie kolorowe kwiatki, a mama będzie plotła z nich wianki. To tutaj poznawać będzie różne zwierzęta. To tutaj słyszy jak naprawdę beczą barany i jak muczy krowa. To tutaj biegać będzie razem z wiatrem po polanach. To tutaj pozna zapach świeżo skoszonej trawki i szeleszczącego siana. To tutaj dmuchać będzie w dmuchawce i szukać będzie czterolistnej koniczynki. To właśnie tutaj spędzi piękne lata swojego dzieciństwa, a gdzie ją później wiatr poniesie - tego nie wie nikt... 
Lecz to zawsze tu - na wsi - będzie jej dom. 



Góralska mama

piątek, 15 maja 2015

PAPIEROWE WSPOMNIENIA.


Kocham zdjęcia. 
Kocham je robić, oglądać, zachwycać się nimi. 

Tylko jest jedno ale... 
Uwielbiam je tylko i wyłącznie w postaci papierowej. 

No niech mi ktoś powie, że choć ze trzy razy do roku wchodzi na dysk komputerowy i przegląda wszystkie zdjęcia jakie tylko na nim się znajdują... Bo jakoś - wybaczcie, ale w to wątpię.
W moim przypadku,  do pewnego czasu zdjęcia leżały sobie na dysku. Ich liczba rosła i rosła, aż w końcu dysk zapełnił się do oporu. Wtedy przyszła pora na "wielkie wywoływanie" i przy okazji dokładne segregowanie zdjęć. Co nie zostało wywołane, to lądowało na płytach, a z dysku było usuwane, aby ustąpić miejsca nowym. 

Potem za kasę z osiemnastki kupiłam sobie lustrzankę. I wtedy dopiero się zaczęło... Tony zdjęć walały się po milionach folderów. Bez segregacji, po 10 ujęć seryjnych. Bez ładu i składu. Lecz pewnego dnia powiedziałam " dość, tak dalej być nie może !" i  wzięłam się za ogarnięcie tematu. Po raz kolejny odbyło się wielkie segregowanie i wywoływanie. 

Od tamtej pory zdjęcia wywołuję regularnie. Nie ma możliwości, żeby jakie kolwiek krzątało się po dysku odpowiednio nie opisane. Albumy posegregowane są według dat. Wszystko pięknie, ładnie i estetycznie. 

I wiecie co ?
Do takich zdjęć się wraca. 
Co jakiś czas wyciągam wszystkie albumy i oglądam. Wspominam, przypominam sobie fakty z przeszłości i uśmiecham się do siebie... Tyle magicznych chwil, tyle fajnych momentów. Wszystkie w jednym miejscu, odpowiednio opisane i poukładane. 

Kilka dni temu olśniło mnie, że już dawno zdjęć nie wywoływałam, więc weszłam na stronę EmpikFoto i zgrywałam. Korzystałam już z wielu stron, ale Empik ma najlepsze ceny w porównaniu do jakości. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Zgrywanie jednak przerwałam w połowie, bo oczy same mi się zamykały. Weszłam dziś na stronę, żeby dograć resztę zdjęć i wywołać. I to co zobaczyłam to mnie wprawiło w ogromną radość :) 

EmpikFoto oferuje właśnie -60% na zdjęcia 10x15 cm. I takim oto sposobem zamiast płacić 302 zł, to płacę 121 zł - więc interes świetny. 
Promocja trwa tylko to niedzieli więc śpieszcie się ! 

* POST NIE JEST SPONSOROWANY - po prostu dzielę się w Wami fajnymi informacjami :))





Pozdrawiam 
Góralska mama.

czwartek, 14 maja 2015

POZNAJEMY OKOLICĘ.


Od kiedy mąż postanowił przejść na zdrowy tryb życia i kupił sobie rower, aby dojeżdżać nim do pracy, to zakres naszych podróży z Basią znacznie się poszerzył. Praktycznie codziennie bowiem mamy do dyspozycji samochód. Dzięki temu w każdej chwili możemy zapakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć w trasę. 

Zazwyczaj nie oddalamy się jakoś bardzo daleko, ale jednak znacznie dalej niż ma to miejsce, gdy poruszamy się z Basią wózkiem. Jedziemy gdzieś, w dane miejsce, a tam spacerujemy, oglądamy i podziwiamy świat. Zazwyczaj wybieramy miejsca z dala od ludzi, na łonie przyrody, by móc cieszyć się ciszą i świętym spokojem. Ja mogę bezkarnie łapać ciepłe promienie słoneczne, a Basia biega, zagląda w każdy kąt, ogląda każdy kwiatek i kamyczek. Często też zbiera różne skarby, by zabrać je do domu i wrzucić do pudełka wspomnień.

Najczęściej zabieramy na takie wypady ze sobą kocyk, coś do jedzenia i picia i urządzamy sobie mini piknik, bo przecież nigdzie jedzonko tak dobrze nie smakuje jak na świeżym powietrzu. 

Ten czas jest tylko nasz. Jest mama i córka. I choć bardzo brakuje nam tatusia, to i tak staramy się cieszyć każdą wspólną chwilą. Tomek nadrabia zaległości z całego tygodnia w weekendy i wtedy to on jest dla córy numerem jeden. 

W przyszłym tygodniu czeka nas kolejna wycieczka do Asi i Zosi, a także wyjazd do moich rodziców. Pierwszy raz bez towarzysza męża pojadę taki kawał drogi. Mam nadzieję, że dojedziemy bez nieprzewidywanych przygód, a Basia większość drogi prześpi sobie spokojnie :) 

Dziś zostawiam Was z kilkoma zdjęciami z ostatniego takiego naszego wypadu nad jezioro. Wycieczkę rozpoczęłyśmy w kurtkach i czapkach, a do domu wróciłyśmy w samych podkoszulkach. Tak - w górach pogoda zmienia się momentalnie ( szkoda tylko, że tak rzadko na lepsze....) :)







Najlepsze na pikniki są mamine muffinki :D
( Albo babcine drożdżowe rogaliki ) 
 


Rozczula mnie mina tłumaczącej mi coś Basi :D
A matka zamiast słuchać o co dziecku chodzi, to zdjęcia pyka. 
Eh matka....  



Góralska mama.

wtorek, 12 maja 2015

BASIA GADA. #1


Jako, że ostatnimi czasy Basi buzia się nie zamyka i nic tylko gada i gada, to postanowiłam stworzyć nową zakładkę właśnie tej mowie poświęconą. Nosić będzie ona nazwę bardzo wymowną czyli: "BASIA GADA", a zapisywać w niej będę początkowo pierwsze słowa Basi, a z czasem pojawiać się będą nasze pierwsze rozmowy, dialogi i jej osobiste monologi. Posty będą pojawiać się wraz z rozwojem Basiowej mowy, więc pewnie bardzo nieregularnie.

Basia mówi bardzo dużo - to fakt. W głównej mierze jednak wciąż po swojemu. Ma swoje określenia na pewne rzeczy. Najczęściej jednak najwięcej wyczytać można z jej gestykulacji. Zauważyliśmy też, że Basia bardzo często używa tylko początkowych sylab wyrazów ( czasami też ostatnich, lecz rzadziej ).  


BASIA MA SKOŃCZONE 16 MIESIĘCY.


Słowa opanowane do tej pory przez Basię :
mama - mama
tata, tato - tata
baba - babcia
dzia - dziadek
cio - ciocia 
Aba - Alba ( nasz piesek )
nje - nie 
taaa - tak
jee - jest
paaaa - czapa
kółko - kółko 
papa - papa
dzi - dzidzi, dziecko ( do ok. 12 lat )  
miiiiii - miś 
lala - lala
halo - telefon
ba - balon, piłka 
kl kl - klocki
cho tu - chodź tu
papie - papier
ni ma - nie ma
oooo - oko 
uuuu - ucho 
no - nosek
kol - kolczyk 
lapa - lampa
mle - mleko
pa - pan ( powyżej 12 lat )
pa - pani ( powyżej 12 lat )
be - brudne ( najczęściej rączki )
au - auto 
hopa - podskok 
husiu - huśtać, huśtawka
kapu - kąpać
piiiiii - pić  
aaa - spać

Naśladuje też dźwięki zwierzątek i pojazdów :
hał - piesek 
miał - kotek
koko - kurka
beeeeee - baranek
meee - koza
muuu - krowa
konik - ( dźwięk wydawany językiem )
gę gę - gąska
kaka - kaczka
kum - żabka
bruuum- auto

Pierwsze łączenia słów :
Halo, tata - gdy pytam czy zadzwonimy do taty. 
Hał, cho tu - chodź tu Alba. 
Bruuuum, papa - auto pojechało. 

Pierwsze dialogi : 


- Basia chcesz siku ?
- Siiiii !
- To chodź, idziemy siku.
- Njeeee !

***

- Gdzie jest piesek ?
-Ni ma.
- O zobacz, Alba tam jest !
-Aba !
- Zawołaj Albę.
- Hał, cho tu !



To chyba na ten moment wszystko. Wyżej wymienione wyrazy ( lub ich części ) pojawiają się stale i są niezmienne. Jak widać najczęściej nasze dziecię używa sylaby "pa". 




Pozdrawiamy Was ciepło !
Gadająca Basia i Góralska mama.

sobota, 9 maja 2015

BYCIE MATKĄ, TO TRUDNA SPRAWA.


Serce matki pęka. 
Żal ściska matczyne serce. 
A łzy zalewają mamine oczy.
Poniedziałkowy wieczór przeszedł moje oczekiwania... Był totalnym zaskoczeniem. Ba ! Był ciosem w sam środek mojego matczynego serca.
Wybrałam się do koleżanki na paznokcie. Basię zostawiłam z dziadkami, ale po chwili do domu wrócił mąż i to on w głównej mierze zajął się córką. Posiedzieli jednak chwilę u dziadków, po czym wyszli na górę do mieszkania. I wszystko było dobrze dopóki w mieszkaniu było ciemno. Jednak, gdy Tomek oświecił światło w salonie, to zaczęło dziać się coś niedobrego...

Basia obiegła całe mieszkanie wzdłuż i wszerz. Tata wszędzie musiał świecić światło, a ona chodziła i szukała. Salon, kuchnia, toaleta, łazienka i sypialnia.... Każdy kąt.

W pewnym momencie dotarło do niej chyba, że nie ma mnie w mieszkaniu - buzia wywinęła się jej w podkówkę, po czym wypowiedziała słowo "mama" i rozpłakała się... 
Tata nie mógł jej uspokoić. Nic nie działało. Tylko "mama" i "mama".

Kiedy wróciłam do domu, to spodziewałam się, że Basia będzie już smacznie sobie spała, a mąż będzie leżał na kanapie i oglądał jakiś ciekawy film, a ja wejdę na paluszkach do mieszkania i położę się obok niego i spędzimy miły, romantyczny wieczór.  Niestety tak nie było... 
Weszłam do mieszkania i zobaczyłam, że światło w sypialni się świeci, zapytałam więc męża czy Basia dopiero je mleczko czy o co chodzi ? Powiedział mi, żebym poszła do niej się jej pokazać. Bez wahania więc podreptałam na paluszkach do sypialni, lecz moim oczom ukazała się słodko śpiąca Basia,  trzymająca kurczowo w tych swoich maleńkich rączkach butelkę. Zabrałam więc jej ją, pogłaskałam po główce, zgasiłam światło i wyszłam. 

Potem dopiero mąż mi wytłumaczył całą sytuację, a do mnie dotarło, że moje dziecko po prostu za mną tęskniło. Wystraszyła się, że wyszłam gdzieś i już nie wrócę. To było jak cios w serce, bo ja siedziałam u koleżanki i dobrze sie bawiłam, a moje małe serduszko tęskniło za mną... Zdarzyło się to wtedy po raz pierwszy.

----

Dziś jest już sobota. Co wieczór sytuacja się powtarza. No chyba, że to ja kąpię Basię i nie znikam jej z oczu nawet na pół minutki. Nie ma mowy o tym, żeby to Tomek kąpał córkę. Widzę, że jest mu cholernie przykro z tego powodu, bo do tej pory kąpiele to był taki tylko ich czas. Mogli się wtedy nacieszyć sobą, pobawić, pośmiać. A teraz Basia nie chce słyszeć o tym, że tata bierze ją do kąpieli. 
W ciągu dnia wygląda to nieco lepiej. Wczoraj została z babcią, bo ja musiałam jechać do lekarza i wystarczyło tylko odwracać jej uwagę i uważać, żeby nie wypowiadać słowa "mama". 

Tak - lęk separacyjny dopadł nas na całego. 
Mam nadzieję, że szybko minie, bo serce mi pęka kiedy widzę roztrzęsioną Basię krzyczącą "mama" i szukającą mnie po całym domu. Bo serce mi pęka, kiedy widzę smutnego Tomka, któremu ewidentnie brakuje tego czasu z Basią... 

Powiedzcie mi - czy u Was w wieku (+/-) 16 miesięcy objawiał się lęk separacyjny ?
Jeśli tak - to jak długo trwał ? 






 

Góralska mama.
 

czwartek, 7 maja 2015

ALE JESTEM STARA.


To właśnie dziś stuknął mi 22 rok życia. 
Z jednej strony strasznie to już dużo, ale z drugiej jednak tak niewiele. 


Mało jest w dzisiejszych czasach osób, które decydują się w tak młodym wieku założyć rodzinę. Być może tworzą związek z osobą, którą kochają nad życie, ale nie mają odwagi, żeby podążyć za głosem serca. Wolą tak jak inni - iść na studia, wyjechać z rodzinnej miejscowości, imprezować, szaleć, bawić się. Mówią, że mają czas.

A miłość ?
Związki często z tego właśnie powodu rozpadają się. Często powstają nowe, ale najczęściej kruche, imprezowe, na tak zwaną jedną noc. Młodzi ludzie chcą "posmakować życia". 

A ja ? 
Zdałam maturę, kilka miesięcy później wyszłam za mąż, wyjechałam z rodzinnego domu, zaczęłam studiować, za jakiś czas zaszłam w ciążę, teraz jestem mamą. I wiecie co ? Kurcze dobrze mi z tym. 
Nigdy nie żałowałam tego jaką drogę w życiu wybrałam. Mam fajnego męża, rewelacyjną córkę, kształcę się i rozwijam. Być może czasami tylko tęsknie za przyjaciółmi i znajomymi, których jednak zostawiłam daleko stąd, ale przecież i na to są rozwiązania. 
Często spotykam się z opinią, że ktoś mnie podziwia za to jak wygląda moje życie, a ja po prostu wybrałam miłość.... Czasami lubię sobie pomyśleć, co by było gdyby... ? Jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie zdecydowała się na ślub. Czy byłabym dalej z moim obecnym mężem ? Gdzie bym mieszkała, co bym w życiu robiła ? Wychodzą mi z tego różne, często bardzo szalone scenariusze. Niemniej jednak wolę cieszyć się z tego co mam, bo takie gdybanie i tak nie ma sensu. 

Oczywiście ani nie krytykuje ani nie popieram w stu procentach którejś z tych opcji wyboru drogi życiowej. Jedni po prostu znacznie szybciej dojrzewają do założenia rodziny, a inni nieco później.  Wszystko musi być dobrze przemyślane, bo w przeciwnym wypadku może przynieść nam mało korzyści.

Wracając do urodzin...
Z okazji urodzin życzę sobie przede wszystkim wytrwałości, bo jeśli ona będzie, to wszystko inne też będzie. I miłość i cierpliwość i spełnienie marzeń.
A i życzę sobie jeszcze poprawy zdrowia, bo jeśli zdrowie będzie lepsze, to i nasza rodzina być może się powiększy. 




Z okazji urodzin upiekłam pierwszy raz w życiu muffinki  i powiem Wam, że wyszły całkiem dobre :) 
Częstujcie się !

Pozdrawiam Was ciepło 
Staro czująca się - Góralska mama.

poniedziałek, 4 maja 2015

16 MIESIĘCY ZA NAMI - CZYLI MAŁE PODSUMOWANIE.


Ostatnie miesiące nie dają już tak spektakularnych sukcesów w rozwoju Basi, aczkolwiek zawsze pojawia się coś nowego, co warto zapisać, by nie uleciało z pamięci. Więc jak co miesiąc i tym razem powstał post podsumowujący miniony miesiąc. 


DANE TECHNICZNE :
  • Basia skończyła 16 miesięcy (02.01.2014- 02.05.2015)
  • Waga : 12,8 kg
  • Długość ciała :  83 cm
  • Pampersy : 4+ (a na noc 5)
  • Ubranka: 92 
  • Długość stopy : 12,5 cm
  • Ilość ząbków : 14

UMIEJĘTNOŚCI OSTATNIEGO MIESIĄCA :

  1.  Basia opanowała do perfekcji wychodzenie po schodach. Uczy się z nich schodzić. Idzie jej to coraz sprawniej.
  2.  Bardzo się rozgadała. Doszło sporo nowych określeń na różne przedmioty i coraz łatwiej jest nam się porozumieć. Często opowiada coś po swojemu, ale gestykuluje przy tym  w taki sposób, że dokładnie wiemy o co jej chodzi.
  3. Buntowniczy okres trwa. Nasza córka próbuje pokazać, kto tu rządzi, ale nie dajemy się zdegradować i próbujemy ją jednak jakoś oswoić z tym, że nie może na każdym kroku pokazywać swoich humorków. Aczkolwiek jest to również związane z wyrzynającymi się trójkami, które wciąż dają nam niezłą szkołę (górne przebiły się w ostatnich dniach, został jeszcze tylko dół )
  4. Basia kocha lalki i misie - opiekuje się nimi bez przerwy. Karmi, daje pić, próbuje ubierać, tuli do snu, tańczy z nimi. 
  5. Od jakiegoś już czasu bardzo fajnie radzi sobie z ubieraniem. Od kilku miesięcy ubiera sama czapkę, próbuje ubierać buty i skarpetki, szaliczki i apaszki nie stanowią dla niej problemu. W tym miesiącu próbowała nauczyć się ubierać kurtkę, bluzę,bezrękawnik i spodnie ( jedna nogawka już wchodzi :) ).
  6. Doskonale wie, kiedy zrobi coś złego. Potrafi przyjść przytulić się, tak jakby chciała przeprosić. Jeśli coś wysypie, przewróci - to szybko stara się zbierać i odłożyć na miejsce. Często też, gdy coś zbroi - to ucieka :)
  7. W minionym miesiącu Basia (nareszcie) opanowała sztukę mówienia słowa "mama". Wiecie, do tej pory brzmiało to jak coś bardzo niezidentyfikowanego. Coś pomiędzy "papa", a "baba". Miała bowiem problemy z wypowiedzeniem głoski "m". Było mi bardzo przykro, że moje dziecko jakoś przekręca ten właśnie wyraz, ale wiedziałam też, że z czasem to opanuje.... Teraz i słowo "miał" nie stanowi dla niej problemu. Jestem córeczko cholernie z Ciebie dumna dumna ! 
  8. Basia uczy się pić ze szklanki. Póki co - z różnym skutkiem.


AKTUALNY PLAN DNIA   

7.00 pobudka 
7.30 śniadanko (mleczko)  
9.30 drzemka (około 1,5h)
11.00 drugie śniadanie 
14.00 obiadek 
15.00 drzemka (1,5-2h )
17:30 podwieczorek
21.00 - 21.30  kąpiel, kolacja (mleczko) i sen







Rośnij córeczko na pociechę rodzicom ! :*






A oto 16-sto miesięczna Basia. 
 




A to kilka zdjęć wykonanych przez Asię podczas naszej wspólnej majówki.
 Tu : Basia z Zosią.



Zosia, Basia i chrześnica mojego męża - Magda. 





Góralska mama. 

niedziela, 3 maja 2015

NASZA MAJÓWKA.


Kilka dni temu, jakby ktoś zapytał mnie o plany na majówkę - zapewne odpowiedziałabym, że plany polegają na leżeniu plackiem i odpoczywaniu na zmianę z mężem, bo przecież jak jedno z nas będzie odpoczywać to drugie będzie zajmowało się Basią. Wiedziałam, że mąż jest zmęczony, bo w pracy od rana do wieczora siedzi, a i ja energią jakoś nie tryskałam w ostatnim czasie...

Piątek był dla mężusia dniem pracującym, więc czas zagospodarowałyśmy sobie z Basią same. Nic to dla nas nowego, więc jakoś nam zleciał szybciutko ten majówkowy dzień. Wieczorem jednak odezwała się do mnie Asia, która zaproponowała spotkanie rodzinne, a ja bez wahania zgodziłam się. I takim oto sposobem w sobotnie popołudnie spędziliśmy przy ognisku, robiąc prażone, rozmawiając i śmiejąc się z naszych psotnych dzieciaków.  Wiem, że powtarzam się i zapewne będę powtarzać się jeszcze wielokrotnie, ale ja dalej nie mogę wyjść z podziwu, jak można zupełnie obce osoby tak bardzo polubić i rozmawiać z nimi w taki sposób, jakby się je znało od wielu wielu lat. To dla mnie czysta magia... 

Niedziela od samego rana była cudowna. Na początek iście sielankowa atmosfera. Same radości, przytulasy i nawet rewelacyjna jajecznica w wykonaniu mężusia. Czas leciał jakby wolniej, a my mogliśmy nacieszyć się sobą.
Och ! Chwilo trwaj ! - Tylko takie myśli krążyły po mojej głowie...

Po południu jednak nasza jakże rodzinna atmosfera nieco się zaburzyła, ponieważ mąż wybrał się z bratem na rowery. Ale spokojnie - my z Basią też wybrałyśmy się na wycieczkę. Wsiadłyśmy w samochód i w drogę! Pozwiedzałyśmy okolicę, podziwiałyśmy widoki, zbierałyśmy kwiaty. To był tylko nasz - taki babski wyjątkowy czas. 
Basia ma ostatnio coraz to lepsze dni - bez marudzenia i ewidentnie bez bolących ząbków. Humor ma nie do porównania lepszy niż tydzień czy dwa tygodnie temu. Uśmiecha się radośnie, nie marudzi, nie krzyczy. Mniej się bulwersuje, mniej wymusza. Powoli wraca ta moja nieząbkująca kochana córeczka. 

Dziś zostawiam Was z naszą małą Góraleczką ! 





Basia kocha kwiaty. 
Uwielbia je wąchać, oglądać, dotykać i zrywać. 
A matka musi być czujna, żeby przypadkiem nie natknęła się na bzyczącego owada... 




 Góraleczko, ja Kocham Cię,
Góraleczko, wśród gór i rzek
Góraleczko, podaj swą dłoń
Góraleczko, w chmurach, w chmurach nasz dom.







 Twój uśmiech daje mi tyle radości !
 


Przerwa w trasie na banana :)



Spotkanie z tatusiem na trasie.
 

Uwielbiam ten spokój na Twojej twarzy...
 









Pozdrawiam Was pomajówkowo i życzę miłego dnia. 
Mam nadzieję, że przez te chmury przebije się wkrótce słoneczko i będziemy mogły wybrać się choć na jakiś spacer. 

Góralska mama.