piątek, 26 czerwca 2015

TRADYCJE.



Pamiętam jak byłam dzieckiem i chodziłam do szkoły podstawowej i na każdym kroku mówili nam o tym, że trzeba szanować tradycje i je kultywować, aby przetrwały przez kolejne pokolenia. Najczęściej zwracali nam uwagę na zwyczaje związane ze świętami Bożego Narodzenia bądź Wielkanocnymi. Mówili o dodatkowym miejscu przy wigilijnym stole dla nieznajomego i o łamaniu się opłatkiem. W Wielki Piątek rodzice pilnowali, abyśmy zachowywali ścisły post, a w niedzielę wielkanocną spożywaliśmy wspólne uroczyste śniadanie z tradycyjną w naszym domu święconką.  

Odkąd jednak mieszkam w górach moje podejście do tradycji nabrało nowego wymiaru. I owszem - te których nauczyłam się będąc dzieckiem zostały zachowane, lecz pojawiły się nowe jeszcze bardziej cenne zwyczaje, które chcę praktykować, by i moja córka w przyszłości je szanowała. 

Główną rzeczą, o której chcę Wam napisać - jest kultywowanie tradycji związanej ze strojem regionalnym. 
Gdy tylko zamieszkałam w górach, to wiedziałam, że strój taki chcę posiadać. W moich żyłach płynie góralska krew i chciałam w ten sposób jeszcze bardziej pobudzić jej krążenie. Pojechaliśmy więc z mężem do pracowni i wybrałam najpiękniejszy zestaw z możliwych i za każdym razem, gdy wyjmuję go z szafy, to zachwycam się nim na nowo. On pasuje do mnie, a ja pasuję do niego. jest taki o jakim marzyłam... 

Moja córcia póki co nie posiada tradycyjnego stroju, gdyż wciąż za szybko rośnie i byłby to oczywiście wydatek wyrzucony w błoto. Póki co posiada stylizowaną sukienkę, spódniczkę i koszulkę ( która chyba jest już przyciasna... ). Wiem jednak, że z czasem jej strój będzie przybierał coraz to bardziej tradycyjną formę. Póki co chodzimy w góralskim stroju na procesję Bożego Ciała, na rezurekcję i na pasterkę i uwierzcie mi - te dni są dla mnie naprawdę wyjątkowe...

Przez pewien czas tradycja ta w naszej miejscowości wymierała. Młodzi nie chcieli nosić strojów, bo woleli się "wylaszczyć" zakładając miniówy. Lecz z każdym rokiem zauważyć można, że liczba osób ubierających w wymienione wyżej święta strój regionalny - stale rośnie. Ubierają się starzy, młodzi i dzieci. I uwierzcie mi - jest to naprawdę piękne.

Ja będę pobudzać w Basi tą miłość do miejsca skąd pochodzi. Będę zachęcać do noszenia tradycyjnych strojów i do chodzenia po górach. Będę robić wszystko, żeby wiedziała, że tu jest jej dom... 












Góralska mama.

środa, 24 czerwca 2015

OJ SIĘ DZIEJE !


Tyle się w moim życiu ostatnio działo, że nawet nie miałam czasu zabrać się za napisanie choć kilku słów na tym moim blogu. Ale od dziś mam wakacje i obiecuję być już na bieżąco !

Pod ostatnim postem liczba komentarzy i maili przeszła moje najśmielsze oczekiwania. To niewiarygodne, że tyle anonimowych osób się ujawniło. Nie przypuszczałam, że jest tak wiele osób, które powraca tutaj aż tak często. Te wszystkie piękne słowa, które od Was otrzymałam sprawiły mi ogromną radość. 
Chciałabym Wam za to ogromnie podziękować i prosić Was, żebyście dalej z nami pozostali. Być może od tej pory będziecie częściej zabierać głos pod postami ? Zachęcam Was do tego z całych sił, bo to strasznie motywuje do dalszego pisania. 
Misją tamtego posta było przede wszystkim poznanie bliżej moich czytelników, ale też sprawdzenie czy opłaca mi się dalej prowadzić tego bloga, ale teraz już wiem, że pisać będę i nie przestanę. A w związku z tym - szykują się w najbliższym czasie małe zmiany  wizerunkowe... W przyszłym tygodniu zamierzam nad tym popracować, a co z tego wyjdzie - zobaczymy :)

A teraz coś z innej beczki. Chciałabym Wam się pochwalić moim prywatnym osiągnięciem, które w dniu wczorajszym dało mi ogrom radości.... 
Słuchajcie - obroniłam pracę licencjacką i to na piąteczkę ! 
Więc od wczoraj jestem nauczycielką. Rany jestem z siebie tak potwornie dumna.... Stresu - wiadomo - było dość sporo, ale teraz obiecałam już sobie, że na magisterce nie będę się stresować ani przez moment. Uśmiech na buzi i do przodu ! 
Teraz wakacje, a od października czeka mnie magisterka :) 

Dziś taki posta na szybko, bo szkoda tak pięknej pogody i lecimy z Baśką na spacer. 
Jeszcze raz dziękuję, że jesteście :*



Prawie jak konik na biegunach :)




Taki relaks... 
 



Jestę licencjatę.
Oj jest radość. 




 Best team ever ! 
<3


I małe świętowanie :) 
Mężuś dzielnie wspierał i dopingował. 
 



Góralska mama.

środa, 17 czerwca 2015

APEL DO CZYTELNIKÓW.


Wiem, że Was - czytelników jest tu naprawdę sporo. Wiem też, że czytacie i co najważniejsze - często powracacie. Statystyki cały czas są na całkiem wysokim poziomie. Maleją tylko wtedy, kiedy przez dłuższy czas nie pojawia się żaden post. Ale kiedy tylko publikuje jakąś świeżutką notkę, to cyferki znów rosną w siłę. 

Pod tymi cyferkami, kryjecie się Wy. Znani mi bądź nieznani. Anonimowi lub zostawiający po sobie jakiś ślad od czasu do czasu. Są też tacy, który odzywają się często. Piszecie maile, komentarze. Dopingujecie i wspieracie. Jesteście.

Blog ten w całości poświęcony jest mojej córce i to właśnie jej go dedykuję, ale piszę też dla Was... To Wy zachęcacie mnie do pisania. Często posty tworzę z myślą o Was, na takie tematy, które Was interesują i o które mnie prosicie.


Jako moi czytelnicy - wiecie o mnie całkiem sporo. Ale przykro mi strasznie, bo ja większości z Was w ogóle nie znam...
 
Chciałabym więc zachęcić Was, abyście jak najliczniej odezwali się pod tym postem.
 
Zostawcie po sobie ślad. Zostawcie komentarz czy napiszcie maila. I nie ważne czy już pisaliście kiedyś komentarze czy ciągle milczycie. Odezwijcie się ! To dla mnie bardzo ważne ! :) 

Powiedźcie coś o sobie - kim jesteście, skąd się tu wzięliście, czy jesteście rodzicami, skąd czytacie ?
Jestem tak strasznie ciekawa kto tak na prawdę tutaj zagląda...


 Niech Was zachęci do odezwania się ten jakże uroczy uśmiech mojej Basiulki :) 



 Czekam - Góralska mama :) 
 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

(NIE) ZWYKŁA NIEDZIELA.


Wczoraj był cudowny dzień.... 
Takie niedziele to ja rozumiem. Pełne uśmiechu i radości. I to nie tylko na twarzy naszego dziecka, ale także na naszych. 

Wybraliśmy się wczoraj do mojej przezblogowej przyjaciółki na grilla. I było naprawdę świetnie. Słonko prażyło, jedzonko było przepyszne, a atmosfera jak zawsze cudowna. Dziewczynki nasze bawiły się razem co wprawiało nasze serducha w niemałe wzruszenie, albo też spoglądały na siebie z daleka i bawiły się osobno. Kąpały się w basenie i bawiły w piaskownicy i nie miały czasu na nudę. A my mogliśmy spędzić czas w spokoju.

Z każdym spotkaniem czuję, że stajemy się sobie coraz bliżsi, a między nami jest coraz luźniejsza atmosfera. I o ile ja i Asia znamy się już na wylot, to nasi mężowie dopiero poznają tą naszą przyjaźń. Ale co mnie bardzo cieszy - akceptują to i nawet dopingują. To był naprawdę świetny czas. Mieliśmy z mężem okazję ruszyć się z domu, a jednocześnie zrelaksować się. Wstyd się przyznać, ale brakuje nam ostatnio czasu na odpoczynek...Życzę sobie znacznie więcej takich dni :)

Mam dla Was małą porcję zdjęć z naszego wspólnego dnia, ale na pewno dużo więcej ładniejszych zdjęć pokaże Wam Asia <klik> 
 



.
"Chodź Basiu, coś Ci pokażę...." 
.

.
Wspólna zabawa w baseniku.
Przyznam się szczerze - w taki upał sama bym tam wskoczyła... :)
.


.
Tak bardzo razi po oczach... :)
.


.
Mężu :*
.

.
Taka radość !
.
.
Cudowne kobietki !
.

.
Moja ! 
.



.
Mati przymierza się do dwójeczki ! :)
.



.
Kocham patrzeć na ich zabawę. 
.
.
Tak było cudownie ! 
.


Góralska mama.

sobota, 13 czerwca 2015

ZAPISAĆ WSPOMNIENIA.


Są takie sytuacje, które czasami nie zostają udokumentowane za pomocą zdjęć. Być może padła nam bateria, albo karta się przepełniła, albo zwyczajnie nie zabraliśmy aparatu ze sobą. Takie to właśnie sytuacje chcę zapisywać, gdyż w pamięci mojej córki nie zostaną, bo jest jeszcze zbyt mała, a z mojej być może po prostu ulecą... 

Właśnie z tego powodu powstał ten blog. Miejsce wypełnione po brzegi wspomnieniami i przeżyciami. Miejsce, do którego być może kiedyś zaglądniesz i będziesz delikatnie uśmiechać się na myśl o swoich wyczynach. Miejsce, do którego powrócę, kiedy pamięć moja zaszwankuje, a wszystko co ważne właśnie tutaj znajdę. 

Wczoraj był dzień, a raczej wieczór, który chciałabym zapamiętać.  Nie było aparatu, ani nawet telefonu, a wspomnienie chcę zachować...

Byliśmy na naszej działce. Ty byłaś tam pierwszy raz. Stąpałyśmy po ziemi, na której być może kiedyś powstanie nasz dom. Zbieraliśmy trawę, którą kilka dni temu skosił Twój dziadek. Ładowaliśmy ją na traktor, którym byłaś tak bardzo zachwycona. Pomagałaś nawet grabić. Byłaś bardzo zaciekawiona całą sytuacją. Pierwszy raz jechałaś na przyczepie za traktorem. Byłaś w niemałym szoku, ale jestem pewna - podobało Ci się.


Jeszcze nie tak dawno jazda do koszenia była tutaj stałym obowiązkiem. Twój tato pamięta te czasy. Teraz zdarza się to coraz rzadziej. Pola leżą odłogiem, zarośnięte i zaniedbane. A szkoda. Wielka szkoda. Teraz młodzież już nie wie jak to wygląda. A Ty już wiesz. Ty siedziałaś na sianku i grabiłaś je. To nowe doświadczenie w Twoim życiu, nowy zapach, nowe doznania dotykowe. 

Zapisane - nie uleci z pamięci. 
Pozostanie. :) 



Uśmiechnięte całe dnie...
Lampki świąteczne - cały rok :D


Tak bardzo najpiękniejsza na całym świecie. 

Nowa fryzurka. 
Utrzymała się zacne 15 minut :)







 Góralska mama.