środa, 22 lipca 2015

MAMY GOŚCIA.


Z racji tego, że moi rodzice wyjechali na zagraniczne wczasy, to ja dostałam pod opiekę mojego psiaka. Sonia - bo tak owy psiak się zwie - po moim ślubie nie zamieszkała ze mną, ponieważ nie chcieliśmy zmieniać jej otoczenia. Przyzwyczajona jest już do jednego miejsca i nie chcieliśmy zaburzać jej codzienności. Poza tym moi teściowie zawsze twierdzili, że psa miejsce jest na polu - więc nie chciałam robić im dodatkowego problemu. Uznaliśmy wszyscy zwyczajnie, ze z moimi rodzicami będzie jej po prostu lepiej. 

Na początku jakoś smutno mi było z tego powodu, no ale z czasem przywykliśmy do tego. Sonia bardzo często przyjeżdża do nas z moimi rodzicami i w zasadzie i tutaj czuje się jak u siebie w domu, co mnie bardzo cieszy. Co roku też zostaje u nas na jakiś czas, gdy rodzice wyjeżdżają na jakiś wakacyjny urlop. I nawet teściowie przywykli do tego, że Sonia krząta się po domu i wcale im to nie przeszkadza :)

Sonia tak na prawdę to już babuleńka. Dziewięcioletni pekińczyk przesypia większą część dnia i jest dość leniwy. Aczkolwiek głęboko w sobie ma ogromne pokłady energii. 

Dla mnie jednak najważniejszy jest fakt, że z każdym dniem pobytu Soni w naszych skromnych progach - z Basią dogadują się coraz lepiej. Basia na szczęście jest z tych spokojnych dzieci, które traktują zwierzęta z ogromną troską i delikatnością. Głaska, przytula, rozmawia i bez przerwy coś jej tłumaczy ( nawet nie wyobrażacie sobie jak to komicznie wygląda, kiedy Sonia podchodzi do Basinej książeczki i chce ją powąchać, a Basia leci do niej w te pędy i kiwając do niej paluszkiem mówi to swoje "nje, nje, nje !" :D )

Strasznie cieszy mnie ta więź, która się tworzy między nimi, gdyż z naszym podwórkowym psem Basia średnio się dogaduje. Jest on po prostu zdecydowanie za szybki, za duży i za głośny, a Basia się go póki co zwyczajnie boi. Mam nadzieję, że przyjdzie jednak taki czas, że i z Albą się zaprzyjaźni... 








Góralska mama.

poniedziałek, 20 lipca 2015

ZAKUPOWY SZAŁ.


Słuchajcie !
Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego my - matki, mamy syndrom kupowania wszystkiego co nam się wymyśli naszym dzieciom, a nasze szafy świecą pustkami ?
Jak to się dzieje, że z każdej zakupowej wyprawy wracamy z siatką ubrań dla... naszego bąbla ?
A na pytanie męża : co sobie kupiłaś ? - odpowiadamy : chleb i szynkę ?
Co się stało z naszą miłością do buszowania między wieszakami i kursowania do przymierzalni ?
Gdzie pogoń za trendami tegorocznych sezonów ?

No cóż przyznam się szczerze i uczciwie - ten syndrom dopadł mnie na całego jeszcze przed narodzinami Baśki. Już wtedy codziennie wertowałam dziesiątki stron z akcesoriami i ubrankami dziecięcymi, a będąc na mieście - wiedziałam dokładnie gdzie są najfajniejsze sklepy dziecięce. Będąc w ciąży dość często musiałam jeździć na wizyty kontrolne do lekarza, a to sprzyjało kolejnym około dzieciowym zakupom. Sobie kupowałam coś jedynie wtedy, kiedy we własne ciuchy zwyczajnie się nie mieściłam i koniecznością było zakupienie sobie czegoś, w co zmieści się mój wtedy stałe rosnący brzuchol ( i nie tylko on...).

Odmawiałam sobie wielu rzeczy, tylko po to, aby moje dziecko miało wszystko co będzie potrzebne i przede wszystkim, żeby po narodzinach wyglądało wyjątkowo i uroczo. Dzięki Bogu, że jednak w tych swoich zakupach kierowałam się niezwykłą rozwaga, bo jedyną rzeczą, która nam się nigdy nie przydała było opakowanie termoizolacyjne ( pominę jednak kwestię, że trafił nam się wyjątkowy bubel, który na zdjęciu wyglądał zupełnie inaczej niż w rzeczywistości.... ).

Kilka dni temu postanowiłam, że wreszcie kupię coś tylko i wyłącznie dla siebie. Basię zostawiłam z dziadkami, a sama pojechałam na zakupy. Wróciłam do domu z dwoma torbami ubrań i czułam się wspaniale :)  Wreszcie nie robiłam zakupów w biegu, mogłam spokojnie przymierzać i wybierać. Zrelaksowałam się i odprężyłam, a zdecydowanie było mi tego trzeba... 

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie kupiła nic Basi... Dlatego też jej szafa wzbogaciła się o nową bluzeczkę. Jednak dużo bardziej spodobała się jej pluszowa żyrafka, którą bez przerwy uciska za szyję, przytula i całuje :))







Góralska mama.

piątek, 17 lipca 2015

BASIA GADA. #2


No i przyszła pora na zapisanie kolejnych nowych słów do Basiowego słowniczka. Rozgadało się to nasze bobo strasznie. Można spokojnie prowadzić z nią dialogi. Dla mnie najważniejsze jest to, że raczej stara się opanowywać właściwe nazwy przedmiotów, a mało określa własnych określeń. w dalszym ciągu jednak w większości posługuje się tylko częściami wyrazów ( najczęściej pierwszą bądź ostatnią sylabą ). Niemniej jednak spokojnie można się z nią dogadać, przez co nasze wspólne chwile są jeszcze bardziej ciekawe. 
Dzisiaj odnowię poprzednią część tego cyklu - zapiszę ewolucję słów oraz dopiszę nowe.

Część pierwsza tego cyklu do zobaczenia tutaj -----> #1



Słowa opanowane do tej pory przez Basię :
mama, mamiś, mamusiu, mami - mama
tata, tato, tatuś, tatusiu, tatusia - tata
baba - babcia W.
babiś - babcia E.
dzia, dziadziś - dziadek
cio - ciocia 
jeeek - wujek
Aba - Alba ( nasz piesek )
nie - nie 
taaa - tak
jee - jest
piee - piękne 
mooooi - mój/moja
paaaa - czapa
kółko - kółko 
papa - papa
dzidzi - dziecko ( do ok. 12 lat )   
 
miś, misiu - miś 
lala - lala
halo - telefon
ba - balon, piłka 
kl kl - klocki
cho tu - chodź tu
papie - papier
ni ma - nie ma
oooo - oko 
uuuu - ucho 
no - nosek

br - broda
pe - pępek
po - policzek
szi - szyja 

kol - kolczyk 
lapa - lampa
mle - mleko
pa - pan ( powyżej 12 lat )
pa - pani ( powyżej 12 lat )
be - brudne ( najczęściej rączki )
mo - mokre ( najczęściej włosy )
au - auto 
kakur - traktor
hopa, hoppalala - podskok 
husiu - huśtać, huśtawka
kapu - kąpać
piiiiii - pić  
aaa - spać 
cita - czytaj
piśś piśś - rysować, pisać
mo - motylek
pipij - przypnij ( spinkę, spinacza )
bu - buty 
pi pi - długopis


Naśladuje też dźwięki zwierzątek i pojazdów :
hał - piesek 
miał - kotek
koko - kurka
kukuuuuu - kogut
beeeeee - baranek
meee - koza
muuu - krowa
konik - ( dźwięk wydawany językiem )
gę gę - gąska
kaka - kaczka
kum - żabka
bruuum- auto
hu hu - sowa 
byzy - pszczółka


Pierwsze dialogi :
(jest ich na prawdę sporo i postanowiłam sobie, że wreszcie będę je zapisywać na bieżąco, bo później jak chcę sobie je przypomnieć, to nic nie przychodzi mi do głowy... :( )



Mama : Kto Cię dzisiaj będzie kąpać ? Mama czy tata ? 
Basia : Tatuś ! 
M : Ale zobacz Basiu - tata śpi. 
B : Aaaa... 
M : To co - kto Cię będzie kąpać ? 
B : Mamiiii ! 





Góralska mama.

wtorek, 14 lipca 2015

WRACAMY DO ŻYWYCH.


Jest lepiej ! Kochani moi - jest po prostu lepiej. Z dnia na dzień praktycznie zmieniło się na lepsze i oby tak już pozostało. Choroba wycisnęła z nas całe pokłady sił i energii. Jeszcze dziś rano powiedziałam do męża, że jestem wykończona. Na szczęście jednak przez dzień okazało się, że Basia też czuje się lepiej, a przede wszystkim, że ma znacznie lepszy humorek :) Dzięki temu, gdzieś tam głęboko we mnie pojawiła się maleńka iskierka, która pobudziła chęci do życia. Nawet słonko przebijało się od czasu do czasu przez te ciemne deszczowe chmury... 

Zabrałam dziś Basię do piaskownicy, czym sprawiłam jej mnóstwo radości. Nawet nie wiecie jakie to cudowne uczucie zobaczyć znów śmiejące się dziecko... To tak jakby skrzydła wyrosły u ramion :) 

Mało nas tu było ostatnio w blogosferze, ale zdecydowanie brakowało mi energii i czasu do pisania. Nawet nie chce wiedzieć jakie zaległości mam na Waszych blogach ! Pewnie za chwilkę zabiorę się do nadrabiania tych zaległości, bo strasznie lubię wiedzieć co dzieje się na moich ulubionych blogach. 

Jutro czeka nas mały wypad w teren więc na dziś koniec notki. 
Zostawiam Was z dzisiejszymi zdjęciami i życzę dobrej nocy !  :*









Góralska mama.

piątek, 10 lipca 2015

JASNA CHOROBA.


Chore dziecko, to bardzo smutne dziecko...

Brzdąc rzadko się uśmiecha, a w oczkach brakuje radosnej iskierki. Na maleńkiej buzi malują się różne emocje takie jak : smutek, lęk, złość... I trzeba się nieźle natrudzić, aby kąciki ust choć lekko poszły ku górze... Widać, że cierpi, a ja tak naprawdę niewiele mogę zrobić... 

I choć staram się jak mogę, wygłupiam się ile wlezie, skaczę jak szympans i robię głupie miny, to i tak na niewiele to się zdaje... A mi - mamie - pęka serce.

Myślę, że żaden rodzic nie może sobie poradzić z bólem własnego dziecka. Myślę, że każdy - tak samo jak ja - zrobiłby wszystko, żeby owego bólu się pozbyć... Ba ! Myślę nawet, że nie ma takiego rodzica, który by nie wziął na siebie bólu własnego dziecka i który wolałby sam cierpieć, byle by maluszkowi było już lżej... 

Niestety... Nie jest to możliwe. 
Trzeba więc robić wszystko, aby ból trwał jak najkrócej.... Wizyta u lekarza- jedna czy pięć, systematyczność w podawaniu lekarstw, modlitwa, czułość, rozwaga - to wszystko przyczynić się może do skrócenia cierpienia naszego malucha. 

Jest jednak jedna rzecz, jedna sprawa cenniejsza ponad wszystko... Miłość. 
To właśnie jej nasze dziecko potrzebuje najwięcej. Gorączkujący maluszek wtulony w rodzicielskie ramiona czuje się bezpieczny...A dodatkowo poprzez dotyk skóry do skóry - możemy zdjąć z dziecka nieco gorączki ! 

Eh... Wiele bym dała, aby wrócił już ten uśmiech na buzi mojej córeczki sprzed kilku dni...






Góralska mama.

czwartek, 9 lipca 2015

WIRUS.


Cześć Kochani... 
Mało nas tu niestety ostatnio. Wybaczcie. 

Przyplątał się do nas wirus. Mama i córka walczą ostatkiem sił, a tata broni się, by go jednak nic nie dopadło. Zaatakowane żołądki i nasze gardła. U mnie biegunki i wymioty, a u Basi (na szczęście) tylko biegunki... Zarwane nocki. Oczy popuchnięte.
Jest ciężko, ale walczymy dzielnie.

Nie mam sił pisać więcej... Basia śpi, więc i ja idę się położyć, żeby się troszkę zregenerować...  

Wrócę. 



Niedzielna drzemka taty i córy <3
 





Poniedziałkowy poranek :) 
 




Góralska mama.

niedziela, 5 lipca 2015

TAKIE LATO - W TO GRAJ !


Upał. Słońce świeci nieprzerwanie od rana do nocy. Na niebie ani jednej chmurki. Tu gdzieś leniwie ptaszek coś ćwierknie. Tam pies pomerda ogonem nie podnosząc mordki z chłodnego betonu. Siedzimy z Basią w domu bo na pole z małym dzieckiem wyjść się nie da. W okolicy zero cienia, no chyba, że w lesie... Ale tam sama z dzieckiem cykam się iść... W ogródku też cienia niewiele bo duże drzewa były tak zniszczone, że nadawały się jedynie do wycięcia... A głowa to pęka mi już od kilku dni....

I co...? Myślicie, że się użalam ? Albo narzekam?
Absolutnie ! Nic z tych rzeczy !

Kocham lato ! Uwielbiam wręcz ! 
A to wszystko o czym pisałam wyżej? To właśnie kwintesencja wakacji !

Dni poprzedzające te upały - były dla mnie koszmarem... Przygnębienie i frustracja rosły na sile z każdą chwilą. I nawet nie wiecie jaka radość ogarnęła mnie, gdy wstałam rano, a moim oczom ukazało się piękne cieplutkie słoneczko. Od razu chęci do życia i do działania wróciły.

I nie myślcie, że tylko siedzimy z Baśką w domu i nie korzystamy z tej pięknej aury - co to, to nie ;-) Podczas największych upałów bawimy się w domku albo urządzam Basi kąpiele wodne w baseniku na balkonie. Natomiast, gdy słonko odpuszcza lub gdy jeszcze na dobre się nie rozkręci, to wychodzimy na polko. Spacer , rowerek, zakupy czy buszowanie po ogrodzie jest wtedy jak najbardziej wskazane. Łapiemy witaminkę D ile się tylko da- ale rozsądnie. Bo udar złapać jest naprawdę bardzo łatwo, a tego zdecydowanie byśmy nie chcieli ;-)  

Pokażę was troszkę tej naszej letnio wakacyjnej codzienności. Wybaczcie mi tylko jakość zdjęć, ale robienie ich w tak mocnym słońcu - zupełnie mi nie wychodzi... :(



Nie ma jak owoce prosto z krzaczka ! :) 


Mmm... Pychotka ! 





Spacery też wskazane... :)



Mój kwiatuszek <3
Mama : Córciu.. pokaż ząbki...





A tu już pluskanie się w baseniku. 
Idealna ochłoda. 
 


Basia w kółko pokazując na kolanko mówi : 
"Mami... ziazia !" 
A mama musi dmuchać :) 


 Mama- pomysłowy Dobromir :)




Pozdrawiam Was ciepło !
Góralska mama.

czwartek, 2 lipca 2015

18 MIESIĘCY ZA NAMI - CZYLI MAŁE PODSUMOWANIE.


Dzisiejsze podsumowanie będzie zdecydowanie wyjątkowe, gdyż moja córeczka skończyła dziś półtora roku.  Wciąż nie dociera to mnie jak to możliwe, że czas pędzi jak szalony.... Dopiero co nosiłam tą kruszynkę pod sercem, a teraz to już całkiem duża panienka... Taka mądra, taka kumata, taka inteligentna. Wszystko rozumie, wszystko wie i wszystko chce sama. Jest piękna, urocza i zaskakuje nas każdego dnia... Nasz mały promyczek radości. Jedyny i wyjątkowy.


DANE TECHNICZNE :
  • Basia skończyła 18 miesięcy (02.01.2014- 02.07.2015)
  • Waga : 12,9 kg
  • Długość ciała :  84 cm
  • Pampersy : 4+ (a na noc 5)
  • Ubranka: 92 
  • Długość stopy : 13,9 cm 
  • Ilość ząbków : 16

UMIEJĘTNOŚCI OSTATNIEGO MIESIĄCA :


  1. Basia jest taka rozumna. Odpowiada na pytania i robi dokładnie to, o co ją prosimy... Wie, że jeśli coś jest brudne, to trzeba to zanieś do kosza na pranie. Wie, że śmieci wynosi się do kosza, a butelkę po mleku do zlewu. Wie, że dużo rzeczy ma w domu swoje miejsce i stara sie tego przestrzegać.
  2. Basia mówi coraz więcej i spokojnie można się z nią dogadać. Wkrótce przygotuję osobny post na ten temat i pokażę rozwój mowy naszego brzdąca.
  3. Nasza córa opanowała do perfekcji wychodzenie i schodzenie ze schodów. Już nawet nie chce, żeby trzymać ją za rączkę! Rany...jest taka samodzielna....
  4. Etap buntu nieco się uspokoił. Nie chciałabym zapeszyć, ale ostatnio jest znacznie lepiej. Basia rozumie, że pewnych rzeczy po prostu robić jej nie wolno i stara się to akceptować. Jestem z niej dumna ! 
  5. W tym miesiącu na stałe wyciągnęliśmy szczebelki z jej łóżeczka. W nocy zdarza się, że przyczłapuje do naszego łóżeczka ze swoją podusią i kołderką, ale jest to na tyle urocze i na tyle rzadkie , że wcale nam nie przeszkadza ;-)
  6. W tym miesiącu Basia wykazała się niezwykłą błyskotliwością. Za każdym razem, gdy ja lub Tomek położymy się na wersalce w salonie, to Basia wkłada nam pod głowę poduszkę i przynosi z szafy kocyk, którym nas przykrywa. Wpadła na to zupełnie sama co dodatkowo sprawia, że serce pęka z dumy :) 
  7. Basia ewidentnie potrzebuje bliskości. W ostatnim czasie sama przychodzi, żeby się poprzytulać, co wcześniej rzadko się zdarzało. Dużo częściej sama daje nam całusy. Często cięgnie nas za rękę, aby nam coś pokazać lub zaciągnąć do wspólnej zabawy. 
  8. W tym miesiącu rozpoczęliśmy naukę dobrych nawyków. I tak na przykład przy kichaniu Basia zakrywa rączką buzię, a po jedzeniu kiwa główką na podziękowanie. Każdego wieczoru przed kąpielą sprząta swoje zabawki i wie, że różne rzeczy w domu mają swoje miejsce (buty, kredki, kocyk, zabawki, książeczki itd. ) 



AKTUALNY PLAN DNIA   

7.30 pobudka 
8.00 śniadanko (mleczko) 
10.30 drugie śniadanie
11.00 drzemka  (około 2,5 h )

Po spaniu - obiadek.   
18.00 podwieczorek
21.00 - 21.30  kąpiel, kolacja (mleczko) i sen


 

A to nasz półtora roczny najpiękniejszy skarb. 
<3





Góralska mama.